Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Modernizacja bez państwa |
|
|
Cezary Michalski
|
|
10.02.2010 |
Do czego ludziom potrzebne jest państwo? Choćby do tego, aby zastąpić jałmużnę pomocą społeczną; filantropię – redystrybucją; dobroczynność prywatną i arbitralną – dyskryminacją pozytywną gwarantowaną przez prawo, które ktoś wprowadzi i będzie w miarę skutecznie egzekwował. A dlaczego ta „okropna etatystyczna redystrybucja” lepsza jest od wysoce moralnej jałmużny? Bo tylko ona jest w istocie moralna, podczas gdy jałmużna jest wszelkiej moralności zaprzeczeniem. Jałmużna (filantropia, dobroczynność prywatna) to zwyczajna przemoc stanu naturalnego, tyle że totalna, jeszcze bardziej urągająca poczuciu sprawiedliwości. Silniejsi nie tylko ograli słabszych na rynku – czasem w równej walce, konkurencji i w pracy, a czasem dziedzicząc wyróżnioną pozycję, kasę rodziców, mając zagwarantowaną lepszą pozycję startową, lepszą edukację. Silniejsi, w akcie jałmużny, filantropii, dobroczynności, do jednego wymiaru dominacji dodają drugi. Nie tylko materialny, także symboliczny. Nie tylko są silniejsi, są także lepsi. We własnych oczach, w oczach innych ludzi.
Wiedzieli to purytanie, którzy zbudowali podstawy redystrybucji państwowej w Skandynawii, Europie Zachodniej, nawet w Ameryce. Nie pamiętają o tym polscy neokoni i neoliberałowie, bo w Polsce zarówno liberalizmem, jak i konserwatyzmem nazywane bywa czasami zwyczajne zdziczenie. Właśnie dlatego, żeby przemoc stanu natury okiełznać, purytanie wymyślili państwo opiekuńcze. Czarna skrzynka redystrybucji, czarna skrzynka systemu podatkowego – potrzebna im była do tego, ażeby wreszcie w sposób naprawdę praktyczny zrealizować starą religijną intuicję: „niech nie wie lewica, co czyni prawica”, niech się filantrop nie pyszni, niech nie odbiera nagrody za swoją dobroczynność „tu na Ziemi”, w sposób tak jawny, bo wówczas wzmocni jedynie swoją siłę, przewagę, dominację nad „obdarowanym”. Przemocy i dominacji stanu natury nie tylko nie przekroczy, ale w brutalnym porządku natury ugrzęźnie jeszcze głębiej. Za pomocą pozorowanego aktu miłosierdzia.
Państwo jest nieefektywne – mówią neoliberałowie i neokoni. Pozwólmy się ludziom bogacić, a redystrybucję zastąpmy dobroczynnością. Owszem – wypada im odpowiedzieć – pozwólmy się ludziom bogacić, ale jałmużna redystrybucji nie zastąpi, gdyż jałmużna nie jest wyjściem ze stanu natury. Jest namaszczeniem przemocy natury, podniesieniem jej na wyższy poziom, a nie sublimacją. Piątak wrzucony komuś do kapelusza, nawet licytacja serduszka Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przez właściciela dużego funduszu inwestycyjnego - jest wymiarem dominacji jeszcze bardziej jaskrawym niż zwykła luksusowa konsumpcja.
Neoliberalizm bez dobroczynności i jałmużny bywa nieludzki, ale nie ma przynajmniej ideologicznego, pseudomoralnego dopełnienia. Neoliberalizm plus jałmużna to już zwyczajny faszyzm. A w każdym razie projekt totalny.
Kiedy jeszcze stosunkowo dużo zarabiałem, starałem się nie płacić słynnego 1 procenta na arbitralnie przeze mnie wybraną fundację, opiekującą się bezdomnymi pieskami, bezdomnymi ludźmi czy bezdomnymi ideami. Wszystko oddawałem państwu. Z pełną świadomością, że państwa w Polsce nie ma, tak jak nie ma mediów publicznych, są tylko ruiny przebiegane przez partyjnych Raubritterów. Ale to była moja inwestycja w przyszłość, to były moje praktyczne prolegomena do wszelkiego przyszłego cywilizowanego etatyzmu.
Z braku państwa polskiego zaakceptowałbym nawet państwo brukselskie. Tyle że ono również prawie nie istnieje. Tak jak polskie państwo już nie istnieje, europejskie państwo nie istnieje jeszcze. Zygmunt Bauman, którego o zoologiczny nacjonalizm nikt, mam nadzieję, podejrzewać nie zechce, zauważył kiedyś – jakieś parę lat temu w wywiadzie dla „Europy” - że wolałby rząd światowy lub choćby europejski, ale z braku tych ostatnich gotów jest zaakceptować w Polsce liberalno-demokratyczne państwo narodowe wypełniające swoje obowiązki społeczne: redystrybucji, obrony praw pracowniczych, gwarantowania równego dostępu do edukacji, obrony minimalnej choćby społecznej spójności, zwanej „solidarnością”. Państwo narodowe wypełniające obowiązki społeczne, których nieistniejący rząd światowy czy słabo jeszcze istniejący rząd europejski za niego nie wypełni.
W tej chwili radosny outsourcing rozmaitych społecznych obowiązków państwa, w wykonaniu czy w projekcie PO, zwarty w śmiertelnym PR-owym boju z nieudolną ideologiczną koncepcją państwa braci Kaczyńskich, znoszą, kompromitują ideę państwa w Polsce w ogóle. Jeśli państwo to Kaczyńscy, tak jak oni sami to twierdzą, my wolimy outsourcing, radosny koniec państwa pod sztandarem PO. Świetnie zaprojektowana logika tego sporu nadal kompromituje w Polsce myślenie państwowe, tak jak wcześniej kompromitował je nieudany etatyzm „realnego socjalizmu”.
Jeśli jednak w Polsce ma w ogóle zaistnieć jakaś trzecia droga, choćby pomiędzy PiS-em i PO, w takim razie lewica, liberałowie, konserwatyści… (przykro mi rozczarować ideologicznych kiboli, ale dla mnie naprawdę trochę obojętnie kto) muszą zaproponować własną koncepcję państwa. Udowodnić przydatności państwa w procesie modernizacji i własną zdolność do budowania państwa i nim zarządzania.
Przyznam, że Leszek Miller, mimo wszystkich historycznych różnic i wstrętów, zainteresował mnie kiedyś – na parę minut przed wybuchem afery Rywina i po jej wybuchu, kiedy moi prawicowi przyjaciele cieszyli się właśnie, że wreszcie pozwala się im na „gonienie komucha” - właśnie dlatego, że, bardziej instynktownie niż teoretycznie, spróbował być państwowcem na lewicy. Miał może nieortodoksyjne poglądy na podatki, Kościół czy Orianę Fallaci, ale uważał, że skoro jest premierem legitymizowanym przez wybory powszechne, to ma prawo rządzić, wręcz rządzić powinien. Rządzić, a nie rozpływać się w metapolitycznym lobbingu, nie szukać silnych podmiotów i struktur poza polityką: w biznesie, w mediach, w zawodowych korporacjach prawników czy dziennikarzy… żeby im władzę jak najszybciej oddać, żeby jak najmniej zwracać na siebie uwagę. Zachowywał się trochę inaczej niż „dobry premier” Buzek. I trochę inaczej niż Aleksander Kwaśniewski, niedrażniący się z ludźmi czy instytucjami, które uważał za silne, surfujący po powierzchni oferowanego mu świata (nie bez racji Jadwiga Staniszkis właśnie dlatego nazwała go kiedyś lirycznie „ciepłym pustym miejscem”).
Miller to zdrada czystości ideowego dyskursu lewicy, a w ostateczności także polityczna klęska. Więc wydaje się, że nie ma powodu, żeby lewica miała po nim płakać. Dzisiaj w dodatku powraca, wraz z Oleksym, Szmajdzińskim i innymi „historycznymi przywódcami”, raczej jako pastisz niż nowe otwarcie. Płakać młoda lewica po Millerze nie musi, ale jego przygodę z realnym rządzeniem przemyśleć powinna, bo to najciekawsza przygoda, jaka się lewicy (przy wszystkich zastrzeżeniach co do lewicowości Millera) w III RP przydarzyła. Władza, państwo, rządzenie, których on próbował w Polsce, są w Polsce zagadnieniami niebanalnymi, najbardziej interesującymi, może jedynymi interesującymi tutaj tematami politycznymi. Bo jesteśmy narodem od paru wieków naturalnie bezpaństwowym i apolitycznym. Starającym się w ogóle nie myśleć o rządzeniu samymi sobą. Kiedyś bezrefleksyjnie oddaliśmy rządy nad sobą zaborcom – czyli narodom bardziej niż Polacy skłonnym i zdolnym do myślenia państwowego i politycznego – dzisiaj wydaje się nam, że możemy bez konsekwencji oddać rząd „niewidzialnej ręce rynku” czy „niewinnym, apolitycznym, pragmatycznym, profesjonalnym, eksperckim…” strukturom i instytucjom „społeczeństwa obywatelskiego”.
Państwo i rząd to nie są zagadnienia „z natury prawicowe”. Nawet w Polsce tak nie jest. Lewica ma prawo, a nawet powinna się nimi zajmować. Jest też jednak inna droga dla lewicy. Samonasładzanie się na lewicowych portalach, czyszczenie do błysku radykalnego dyskursu na temat teatru czy literatury, podobnie jak niektórzy polscy prawicowcy samonasładzają się w dyskusjach na Salonie24 i czyszczą swój tradycjonalistyczny dyskurs do błysku na łamach „Christianitas” czy „Frondy”. Ale polscy tradycjonaliści bawią się w dyskurs w realnym kontekście społecznym, który ich w razie czego utuli. Lewica w Polsce nie ma takiego luksusu. Zabawa w dyskurs bez władzy ją zabije. Bo polski stan natury jest akurat raczej zachowawczy. Dlatego kompromis Leszka Millera - w połączeniu z jego zdolnością zdobycia władzy i chęcią jej sprawowania – wydaje mi się „po żiżkowsku” intelektualnie ciekawszy od dyskursywnej czystości tej części młodej (czy w średnim już wieku) lewicy, która wychowała się w poczuciu gettowego bezpieczeństwa, jakie jej w latach dziewięćdziesiątych stworzyły liberalne media – będące wówczas stroną w ostrych ideowych sporach. Dzisiaj liberalne media same zaczynają się stapiać z naszym neoliberalno-neokonserwatywnym, a w istocie po prostu zachowawczo bezrefleksyjnym status quo. I nawet getta zabraknie. Zamiast manify będą już promowane tylko maratony w rocznicę niepodległości albo Bitwy nad Wisłą. Rocznice skądinąd poczciwe, ja wobec polskiej niepodległości nie pałam żadną szczególną niechęcią. Ale niepodległość – szczególnie już odzyskana - jest dla mnie ważna mniej niż modernizacja. A państwo, rząd, polityczna władza… są do modernizacji peryferiów bezwzględnie potrzebne: do pilnowania spójności społecznej, do zastępowania jałmużny redystrybucją, do pilnowania, aby społeczeństwo poddane dość gwałtownej zmianie nie powróciło do stanu natury. Można peryferia modernizować samym tylko rynkiem. Ale koszty społeczne będą przez to większe. Już je poznaliśmy.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 16.02.2010 )
|
|
Felietony Cezarego Michalskiego
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...