Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Latając nad frontem Drukuj
Cezary Michalski   
18.04.2010
Obejrzałem właśnie na Cyfrze+ wyciskacz łez, „Czerwonego Barona”, o szlachetnych niemieckich (i brytyjskich, i kanadyjskich) pilotach, którzy latając nad frontem podczas pierwszej wojny światowej, wykańczają się na sposób rycerski, a potem zrzucają sobie na groby z samolotu, za liniami wroga, wieńce z napisem na szarfie: „Mojemu przyjacielowi i wrogowi”.

Polityczna jatka, która zaczęła się przed tygodniem (niektórzy nazywają to narodową żałobą) jest realniejsza niż wszystkie „zwroty polityczne” ogłaszane do tej pory w teatrze, teorii literatury itp. Nieomylnie czując tym razem krew, a nie atrament, postanowiłem polatać moim trójpłatowcem nad linią frontu i przywieźć parę cytatów.

Ks. prałat Zbigniew Suchy w archikatedrze w Przemyślu: „Ci, którzy mieli ręce związane kolczastym drutem, do którego przywiązano sznur oplatający ich szyje, za każdym ruchem, dusili się. Byli jak niemowlęta aborcyjne. Pamięć pod Smoleńskiem uratuje pamięć Katynia, którą libertyni chcieli już posprzątać”.

Robert Mazurek w „Rzeczpospolitej”: „To prawda, czasem myślę, że istotnie wiele nas dzieli. Waszych «ludzi honoru» z generalskimi epoletami my uważamy raczej za opresorów. Wasze autorytety budzą nasz śmiech, a nasi bohaterowie – wasze politowanie. Nasze książki uznajecie za grafomanię, my nie potrafimy zrozumieć, jak można czytać ten wasz bełkot. Pewnie nawet sushi lubimy inne, bo, i to was zaskoczy, nie jadamy wyłącznie bigosu”.

Zdzisław Krasnodębski w „Rzeczpospolitej”: „To pisze pisowiec, lizus, oszołom od ojca Rydzyka, wyrzucony z UW za głupotę, ideolog IV RP, któremu szkoda sutych apanaży, członek Honorowego Komitetu Wyborczego Lecha Kaczyńskiego w 2005 r. Także tego ostatniego określenia używano jako obelgi. Od paru lat spadały na nas wyzwiska – na tych wszystkich, którzy nie chcieli przyłączyć się do chóru wylewających pomyje na głowę Prezydenta, przystąpić do walki z kaczyzmem, dołączyć się do zbożnego czynu dożynania watah. Tak jakby nie było o wiele łatwiej płynąć z głównym nurtem, pisać do «GW» i odcinać kupony od poglądów wytartych w powszechnym obrocie. Nie, wcale się nie skarżę. Te obelgi były zaszczytem. Dzisiaj wiem, że są największym zaszczytem, jaki mnie spotkał w życiu (…) Naszym obowiązkiem wobec Niego jest mówić. Grubej kreski tym razem nie będzie”.

Tomasz Terlikowski na Salonie24: „Większość mediów zachowała się godnie, ale nie brakowało takich, które postanowiły odstawać od narodowego dramatu. Zajmować się psychoanalizą narodową, potępieniami mesjanizmu czy wyśmiewaniem (delikatnym wprawdzie) narodowego dramatu. I nie ma co ukrywać, że w ten sposób tworzy się swoista lista hańby. Lista ludzi, z którymi nie warto nawet gadać, którzy sami pokazują, kim są”.

Rafał Ziemkiewicz w „Gazecie Polskiej”: „Nie mam wielkich złudzeń co do ludzi, którzy teraz, po krótszym lub dłuższym (zależnie od tego, do jakiego stopnia każą im się liczyć z pozorami sondaże i interpretujący je pijarowcy) zajmą ostatnie brakujące im do pełnego zawłaszczenia kraju gabinety. Nie mam złudzeń co do ich systemów wartości, celów i braku skrupułów w ich osiąganiu. Nadchodzi czas drobnych cwaniaczków, «Rysiów» i «Grzesiów», gardzących «dzikim krajem», ale nie na tyle, żeby gardzić forsą, jaką da się w nim ukręcić. Drobnych cwaniaczków, gdzieś tam z dala sterowanych przez zagraniczne potęgi, bo przecież geopolityka próżni nie znosi”.

Magda Gawin w „Teologii Politycznej”: „Nie czas na przywoływanie obelg, jakimi z rechotliwą uciechą i pogardą od kilku lat obrzucano Prezydenta i jego otoczenie, bo zwyczajnie nie chce się nimi brukać czasu żałoby. Tysiące warszawiaków i przyjezdnych tłumnie zgromadzonych przed Pałacem Prezydenckim, czują, że Lech Kaczyński padł ofiarą fanatycznej krytyki i nagonki urągającej wszelkim demokratycznym standardom. Tak odczuwają zwykli polscy obywatele”.

Widząc tę jawną, nieskrępowaną i bezrefleksyjną politykę śmierci i resentymentu (Krasnodębski rozpoczynający tekst o Kaczyńskim od wymienienia krzywd, jakie jemu samemu wyrządziły „elity”, Robert Mazurek, pierwszy w historii „skrzywdzony i poniżony”, który jada sushi), po naszej stronie frontu demolujemy im tę politykę Freudem i Lacanem. Kładziemy rozwierzganych pisowców na psychoanalityczne kozetki (szkoda, że zabrakło nam paru barczystych pielęgniarzy). Używamy rozumu, ale oczywiście jako krwawej broni. Objaśniamy, terapeutyzujemy, uprzedmiotawiamy Magdę Gawin, Ziemkiewicza, Terlikowskiego… Zgodnie z formułą Sloterdijka z „Krytyki cynicznego rozumu”: „Oponent staje się nieuchronnie pewnym przypadkiem, a jego świadomość przedmiotem, o przeciwniku nie myślimy wówczas jako o podmiocie, lecz jako maszynie, w której działa jakiś mechanizm oporu, który go zniewala i wiedzie do błędów oraz iluzji”.

Kinga Dunin, może ostatnia już sanitariuszka, biega między okopami, próbując powstrzymać chłopców i dziewczęta, którzy i które już piorą się po mordach. Pisze z nadzieją: „Jeżeli Jarosław Kaczyński zdecyduje się na start w wyborach, a chyba tylko on ma jakieś szanse, i nawet, w co chyba nie wierzę, je wygra, to nie będzie to nieszczęście większe od innych. A nawet dostrzegam pewne zalety takiego rozwiązania. Po pierwsze. Prezydentem nie zostanie pan Jowialski z dwururką i wąsami, a mówiąc poważnie: pozwoli to uniknąć  –  przynajmniej na parę lat - monowładzy PO. Po drugie. Kaczyński będzie wetował, i to zapewne w sprawach ekonomicznych (…). Może to powstrzymać różne zapędy prywatyzacyjne, na przykład w służbie zdrowia…”.

Skoro już jednak musimy się zabijać (w najlepszym razie rzucę potem na grób Ziemkiewiczowi czy Krasnodębskiemu wieniec z szarfą „Mojemu przyjacielowi i wrogowi”), nie mogę udawać, że nadaję się, jak Kinga Dunin, na sanitariusza. Maluję sobie na twarzy barwy wojenne polityki życia, rozumu, modernizacji, tolerancji („barwy wojenne tolerancji”, radzę wam zapamiętać ten zwrot, będzie także waszym znakiem rozpoznawczym)… i ruszam do boju. Czyli do politycznej analizy, która, jak każda wiedza, próbuje być także władzą.

Zgadzam się z Kingą Dunin, że Jarosław Kaczyński ma ciekawsze poglądy niż Terlikowski, Ziemkiewicz, Magda Gawin, Zdzisław Krasnodębski… Był np. „klausistą”, próbującym raczej „pracować” ludźmi PZPR, niż ich likwidować. Ludwik Dorn opowiadał kiedyś, jak podczas pierwszego zjazdu PC postulat dekomunizacji został Kaczyńskiemu podrzucony z sali, przyjął go i użył, bo zrozumiał, jaką polityczną energią musiałby pogardzić, odrzucając go. Zawsze jednak uważał, że ludzie dawnego aparatu władzy mają więcej wiedzy o kierowaniu państwem i więcej dyscypliny, niż dawni opozycjoniści. Stąd nominacje Jasińskiego, Wassermanna, Karskiego, Kryżego… Był też „żoliborskim konserwatystą” szydzącym z ZChN-u i tradycjonalizmu.

Dzisiaj pozostał mu wyłącznie elektorat i język polityki śmierci i resentymentu, rozciągający się od prałata Suchego, poprzez Terlikowskiego i Mazurka, po Krasnodębskiego. A Jarosław Kaczyński umie pracować politycznie wszystkim, co mu wpadnie w ręce. Zarówno Bugajem, jak i Rydzykiem (choć wolałby samym Bugajem). Tak jak w dwa lata po wyrzuceniu Marka Jurka potrafił wytworzyć projekt konstytucji pod wezwaniem Boga Wszechmogącego, bardziej radykalny od propozycji Jurka, tak samo teraz będzie umiał i musiał obsługiwać Mazurka, Ziemkiewicza, prałata Suchego, Magdę Gawin, Zdzisława Krasnodębskiego i Terlikowskiego – nawet jeśli ich ani nie lubi, ani nie poważa. A naprawdę nie sądzę, by obsługując ich, ich polityczną energią się żywiąc, wetował akurat, jak ma na to nadzieję Kinga Dunin, „w sprawach ekonomicznych”. Nie przypuszczam, by dla Ziemkiewicza, Terlikowskiego, Magdy Gawin czy prałata Suchego… Jarosław Kaczyński „powstrzymywał zapędy prywatyzacyjne, np. w służbie zdrowia”. Ich to w ogóle nie interesuje. Ich interesuje polityka śmierci i resentymentu. Ziemkiewicz, zmuszający Kaczyńskiego do wetowania prowadzonej przez PO prywatyzacji, to obraz, w który nawet Kinga Dunin przecież nie może wierzyć na serio. Mazurek, Terlikowski, ks. Suchy, Ziemkiewicz… nakłaniający Kaczyńskiego do podnoszenia poziomu redystrybucji, do obrony prawa pracy, do walki o prawa związkowe, o emancypację? Wizja równie surrealistyczna. Oni naprawdę mają inne priorytety. I będą wymuszać na Kaczyńskim wetowanie zupełnie innych ustaw, a zgłaszanie takich, które Kindze Dunin się nie spodobają.

Dlatego pójdę głosować na Komorowskiego, na „pana Jowialskiego z dwururką”, którego nawet nie lubię. Przepraszam, że subtelną hermeneutyczną krytykę, która została zaprezentowana w innych tekstach na portalu KP, przepisuję na tak grube kategorie polityczne. Ale żałoba jeszcze raz przypomniała, że coś się w Polsce dzieje. I dzieje się na poważnie, politycznie, prawdziwa Schmittiańska jatka. Chcę, żeby Terlikowski, Krasnodębski, Ziemkiewicz, Magda Gawin, prałat Suchy… ją przegrali, żeby „katyńska ofiara” już nigdy, do niczego, nikomu, w polskiej polityce się nie przydała. To wyjdzie na zdrowie także młodej lewicy. W krótkim nawet okresie hegemonii Platforma (Kinga Dunin słusznie się go boi, bo ten okres może nie wyglądać najpiękniej) będzie musiała jednak wziąć odpowiedzialność albo za prowadzenie polityki liberalnej, albo za nieprowadzenie polityki żadnej. I w tym okresie młoda polska lewica albo zdoła stworzyć dla prawicy jakąś alternatywę i politycznie urośnie, albo też młoda polska lewica nie urośnie nigdy.

Natomiast, jeśli Kaczyński zostanie politycznie nagrodzony za Katyń i wojna pomiędzy PO i PiS-e rozgorzeje w najlepsze, lewica nie rozwinie się tutaj nigdy. Ponieważ bardzo niewielki, wręcz żałośnie słaby, potencjał polskiej „polityczności” zostanie w całości wchłonięty przez wojnę „ciemnogrodu” z „łże elitami”, „smarkaczy, których rodzice nie wychowali” (Legutko) z „moherowymi babciami, którym należy odebrać dowód” (vox populi młodej klasy średniej). Ja tu miejsca na lewicę żadnego nie widzę, bo lewica to jednak jakaś odmiana humanizmu, a wojna PO z PiS-em, to niestety, wyłącznie biologia.
Komentarze
Dodaj nowy
Thome  - Sanitariuszka Kinga.   |19.04.2010 03:01:32
"Bieganie między okopami" i "optymistyczny pesymizm" odnośnie
PiS wcale nie powstrzymywanie od mordobicia ma na celu. Jest zupełnie logicznym
działaniem opierajacym się na intuicjach ideologicznych. W łagodnie brunatnym
jest przecież zawsze mocna nuta czerwieni. I żadna krytyka postpolityki polskiej
tego nie zmieni.
Agnieszka P.   |20.04.2010 05:52:40
Rzeczywistość społeczną i polityczna można problematyzować na wiele sposobów.


Panie Michalski, niech pan poproblematyzuje trochę inaczej, może
porównawczo, może osobiście: o społeczeństwie, etosach, herosach, języku,
naturze, elitach albo nawet lewicowych neofitach, ale nie wciąż o tych samych
ludziach. Pozdrawiam.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.04.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.94561 Seconds