|
Taka
fala pochwał przetoczyła się od festiwalu w Gdyni na jesieni 2009,
kiedy pokazano Rewers,
że zerwałam z zasadą, która mówi „nie chodzisz na polskie
filmy” - i poszłam. (Nie chodzisz zaś z powodu bolesnych
doświadczeń, a nie samych uprzedzeń).
Poszłam,
i nawet się bawiłam póki karuzela się kręciła, Anna Polony
świetna, Janda fajna, panna Buzek jakby grała pajacyka Pinokio, ale
wychodzę z kina całkiem zadowolona, no bo co, aktorzy grali,
zdjęcia dobre, i do tego nie było Żydów, ha!
Stalinizm
był, Polacy byli, a Żydów zdrajców stalinistów - nie było! To
nawet zbyt łaskawie.
Czy
wy w ogóle jesteście Polakami?!
Mój
sarkazm, który dotyczy nadmiernego połączenia Żydów ze
stalinizmem, by wyłączyć z niego Polaków, nie wiąże się rzecz
jasna z filmem Rewers,
który w tym punkcie jest niewinny, ale z przekazem, który niemal
oficjalnie jest już wpleciony w polski dyskurs historyczny po
rewizji politycznej dokonanej z prawej strony. Mówi on, że „co
złego, to nie my”, nie my Polacy, a jednocześnie dokonuje
absolutnej negacji wszystkiego, co się działo między 1945 a 1989.
Filmowa opowieść nie wygląda na pierwszy rzut oka na zgodną z
wiodącym światopoglądem kapitalistyczno-narodowo-katolickim
(k-n-k). Nie wygląda, ale właśnie, czym jest?
Światopogląd
k-n-k zakłada, że „nasz” naród jest zawsze poza podejrzeniami
i niewinny dlatego, że jest „nasz” i że my osobiście do niego
należymy. Wszelkie nieszczęścia i niepowodzenia, jakie na niego
spadają, są z cudzej winy, a nieszczęścia obcych nie mogą mieć
z naszym narodem, z definicji, nic wspólnego. Pojęcie narodu nie
styka się w tej poetyce
z pojęciem odpowiedzialności. Było nawet stosowne
prawo PiS-u w tej kwestii - mówiące o tym, że nie wolno obrażać
narodu, pomawiając
go o zbrodnie
czy przestępstwa, przy czym naród definiowano jak było wygodnie.
Prawo się zmyło, ale jego duch nie.
Narodowcy
i im pokrewni to zazwyczaj ci, którzy, czując się reprezentantami
narodu, nie potrafią oddzielić siebie jako ludzi od zbiorowości, w
której szukają mocy. Nie mają za dużo własnej treści i są
niczym wiecznie „nienarodzone dziecko” w narodowej macicy
(dlatego kobiety mają dla nich wartość macicy, nad którą trzeba
mieć kontrolę).
Ich optyka jest w tej chwili dominująca i żadna prawda, która jest
bardziej skomplikowana niż ogłaszanie, że naród jest absolutnie w
porządku, nie może się w tej chwili przebić. W porządku to
znaczy, że zawsze był ofiarą innych i musi się pilnować.
Podczas
pewnego protestu społecznego w sprawie za niskich płac pewna
kobieta wołała do przedstawicieli swoich pracodawców: Czy wy w
ogóle jesteście Polakami?
Niby
banalne, ale bardzo to znaczące zdanie; wydobywa się z głębi
nieświadomości i znaczy tyle co: jeśli jesteście, to musicie mnie
rozumieć, bo i ja jestem Polką, a jak nie jesteście, bo np.
jesteście Żydami, to jasne, że mi szkodzicie. Naród i jego
członek/członkini są połączeni jak niemowlę z karmiącą matką,
kiedy ono zapłacze, tupnie, chwyci za transparent, matka lula i
karmi.
Ten
nacjonalistyczny mit symbiotycznej
jedności wszystkich z Polską (czyli
z emanacją ducha wszystkich) w polskim dyskursie politycznym pojawia
się całkiem często, a rytuał religijny często służy jego
„odgrywaniu”, jest performancem. Ten mit jest głównym
narzędziem polityki historycznej, która opowie np., jak był
możliwy okres stalinizmu i późniejszy PRL, które z założenia
były złe, bo nienarodowe. A co z Polakami? Polaków lub dobrych
Polaków przy tym nie było, brzmi legenda, lub tylko stawiali opór,
sprawa prosta.
Po
filmie żartowaliśmy ze znajomymi, że skoro nie ma w Rewersie
Żyda stalinisty ani nawet komunisty, to już krok do przodu. O
filmie słyszałam, że mówi niejako do Polek i Polaków - patrzcie,
to my sami byliśmy czynnikiem aktywnym we własnej historii, i po
stronie stalinizmu, i po stronie anty-stalinizmu. Jak na dyskurs
nacjonalizmu, LPR-u czy PIS-u to coś, jak na inne, niewiele. W
istocie film dokłada swoje do tego, co zwie się polityką
historyczną czyli do upraszczania historii aż do postaci
groteskowej.
Niemniej
nie można poważnie cieszyć się z tego, że nie Żyd gra tu rolę
agenta zła. Prawdę powiedziawszy, agentem zła jest tu chłop,
ubek, polski chłop z polskiej wsi, więc niby swój. Dobrze, ale
zanim jeszcze doszłam do domu, myślę: Ale co? Chłop został tu
Żydem. Żydem i diabłem! To nowość, oczywiście, ale czy to ma
mnie zadowolić?
Toporek
walk klasowych
A
czym się zadowalać? I śmiać się niby z czego? Spójrzmy, co my
tam mamy za towarzystwo, w filmie: trzy inteligenckie
post-szlacheckie kobiety, babcię, mamę i córkę. Jest rok budowy
Pałacu Kultury, one w całkiem przyzwoitym mieszkaniu, z kawą,
ciastem i dochodem. Mama (Janda) docenia to, choć aptekę komuniści
upaństwowili, ale jednak mają przyzwoite mieszkanie; córka pracuje
w redakcji poezji w wydawnictwie, syn Arkadiusz, malarz i pijak, ma
pracownię na strychu - zaprzedał się socrealizmowi i
towarzyszom. Babcia Polony i mama Janda usiłują wydać za maż
córkę Buzek (Sabinę), a ona znów usiłuje przechować
pamiątkowego złotego dolara, którego powinny zdać, przynajmniej
teoretycznie. Córka Sabina łyka dolara wieczorem, wydala rano i tak
go ukrywa, o czym wie tylko ona i lustereczko w łazience.
Raz
przychodzi w zaloty nudny pan buchalter, ale za głupi, i panie są w
desperacji, że się młoda przeterminuje. Aż pojawia się
przystojny, silny, który pannę obronił przed zbirami, i też się
zaleca, całkiem czarownie. Do czasu, dopóki nie okaże się, że
to, czego chce, to donosy na szefa w redakcji, że sam przystojniak
jest z UB i wie o tym, jak panna przechowuje dolara, o czym jednak w
porządku realistycznym nikt nie może wiedzieć, chyba diabeł. Bo
to jest diabeł.
Diabeł
chce duszy Sabiny - ciało już dostał i zapłodnił nawet. Sabina
podaje szatanowi truciznę i zabija go. Można to zrozumieć,
człowiek musi się bronić przed złem, a uciec nie ma jak. Zwłoki
jego rozłożone (w innych filmach, np. u Tarantino, robiłby to
Harvey Keitel, jako Czyściciel, ale panie też sobie radzą, mają
farmaceutyczne zaplecze), kostki pochowane pod budującym się
Pałacem Kultury, który odtąd rośnie na diabelskich kościach
ubeckich. Córka Sabina pod naporem antyaborcyjnym - czy może
tylko przyszłościowym? - mamy i babci rodzi sobie - i im
zapewne - dziecko.
Po
upadku komuny stara już Sabina razem z synem - przybyłym zza
granic - i z zięciem - bo syn jest gejem, jedzie w Zaduszki (a
jakże) na cmentarz, a potem pod Pałacem zapala lampkę ojcu
dziecka, niejakiemu Toporkowi.
Toporkowi
ogarek, chłopu z chłopów, chamowi z chamów, ubekowi szatanowi,
który wyznał, zanim go Sabina otruła, że dobry dziedzic chciał
go nawet wyuczyć na technika samochodowego, ale ha, ha - domyśl
się widzu, dokąd ja zaszedłem, ja Toporek (a sala dopowiada
chórem: „Do piekieł z władzą komunistyczną szatańską!”). I
mama Janda po jego śmierci bardzo łaskawie się o nim
wypowiedziała: „No cóż, a pewnie byłby z niego dobry mechanik…”
No właśnie, mógł być mechanikiem z łaski dziedzica, a został
ubekiem z łaski komunisty. Inna możliwość, która mówi, że z
łaski komuny mógł zostać mechanikiem samochodowym, jest za
trudna, bo realna.
A z
czyjej łaski Toporek został ubekiem? Z łaski komunisty? A kim był
„komunista”? Lucyferem, skoro Toporek jest biesem? Czy Toporek
też był komunistą, czy tylko jego sługą? I jak odróżnić? Po
latach bowiem liczni się żalą, że ich oszukano. „Oszukano” -
forma bezosobowa, chętnie używana, ale kto oszukał i kogo? Należał
człowiek do partii, popierał, w 1968 miał nawet festyn, czasem
należał z konformizmu, czasem z przekonań, czasem motywacja
łączona, a dziś beczą: oszukanooo mnieee! Ale kto cię oszukał,
wszakże bez samo-się-oszukania nie byłoby nic!
Film
jednak takimi sprawami głowy nam nie zawraca. O co innego chodzi i
podziały są inne. Na przykład podstawowy podział na „normalnych”
- i na „nowych”, jak to ujmuje babcia Polony. Normalni to my,
nowi to Toporek. Jak wynika z podziału „nowi” nie są „
normalni”. Normalni zaś, skoro są jak my, to - przed wojną coś
mieli, byli wykształceni, mają tradycyjne wartości, rodzina na
pierwszym miejscu, a w rodzinie kobieta najaktywniejsza. (O tym
rodzaju aktywności za chwilę.) Więc nowi nie są raczej
wykształceni (no, nie zawsze, nie zawsze tak było), niekoniecznie
coś posiadają (o, niekoniecznie), nie wyznają tradycyjnych
wartości (nieprawda). Ale oczywiście najbardziej różnią się
poglądami politycznymi i rodzajem patriotyzmu, ale o tym nie ma
słowa, poza liczmanami. Jakkolwiek „nowi” są aberracją, to
jednak „normalni” i „nowi” mogli się dogadać i mieć
wspólne dzieci, bo genetycznie się nie różnili, w każdym razie
nie tak, jak homo sapiens od neandertalczyków. To akurat w filmie widać.
Głos
pana, głos chama
Z
tych „nowych” pochodzić, to pewnie znaczy z podobnych do tych,
którzy są w Nie-Boskiej
komedii
Krasińskiego buntownikami i rewolucjonistami, tylko gorzej. Ale w
zasadzie „nowi” są jak ten motłoch zbuntowany, te przechrzty
(które już się nawet po 1945 chrzcić nie muszą, choć lepiej,
żeby zmienili nazwiska lub choćby imiona), ci rabini i mechanicy
niedoszli, dziewki nierządne, rozwódki, zdradliwe żony, leniwi
rzemieślnicy, niewdzięczni chłopi, ci wszyscy, którzy na Okopy
Św. Trójcy się zamierzyli.
Wyższość
Krasińskiego nad dzisiejszymi interpretatorami historii jest taka,
że on pisał komedię tylko w nawiązaniu skromnym do Dantego, a oni
robią po prostu komedię. On, przy całej swojej reakcyjnej
konserwie odnotowywał jakieś tam racje motłochu, jakieś jego
krzywdy, które niczego nie usprawiedliwiają, ale w końcu dadzą
się nazwać. (Jest u niego nawet Żżżyd rewolucjonista, Leonard,
prototyp Żżżyda komunisty, o którym to Leonardzie nieoceniona
prof. Janion napisała esej Wschodnie
oko Leonarda, bo
wschodnie miał oko Leonard, długą rzęsą ocienione, ale nie
spodziewajcie się po nim urody).
W
scenie gdzie tłum zrewoltowany ciągnie pana, żeby go powiesić, słychać:
Głos Pana
Dzieci
moje, litości! -
Głos drugi
Wróć
mi wszystkie dni pańszczyzny!
Głos
Trzeci
Wskrzesz
mi syna, Panie, spod batogów kozackich!
Chór
chłopów
Upiór
ssał krew i poty nasze […]1
Z
wyższością praktykowaną od wieków, z poczuciem, że wiedzą, co
dla takiego chłopa najlepsze, panie mówią, że z Toporka byłby
dobry mechanik z łaski dziedzica!
A
może on ma ambicje nie mniejsze niż syn, Arkadek, którego nikt
jednym słowem nie skwitował, że też mógł być mechanikiem, a
takim jest marnym malarzem! I do tego Arkadek się prostytuuje, a
Toporek wcale nie! Bo Toporek lubi, kocha to, co robi! A czy to
władza ludowa go tego nauczyła ot tak, raz- dwa, w lat kilka?
Niezdolnego nikt nie nauczy.
Nauczył
go własny „dom
zły”, jak
mówi tytuł innego filmu, nauczyła go wiedza o tym, w jaki sposób
tu można coś znaczyć, jak można nabyć ważności własnej, czyli
jaki jest jej wzór, i ten pańsko-chłopski splot odwieczny, w
którym bynajmniej nie ludzie są po obu stronach. Tu z jednej strony
jest dziedzic, a drugiej Toporki. Jedni gardzą, a drudzy nienawidzą,
jedni duszą i wyciskają, drudzy kombinują i podkradają. Taki jest
podstawowy wzór polskiej kultury tradycyjnej. Wściekła ambicja,
żeby „nie dać się zrobić w ch…” jest podstawą polskiego
rozumienia umowy społecznej.
Naród
o szlacheckim rodowodzie
Wbrew
zapewnieniom, nic nowego się w tym filmie nie pojawiło, ani
postacie, ani akcja nie są zaskakujące. Nie padło jedno
nieprzewidywalne słowo. Odwrotnie, stare wzorce odżyły,
postszlachecka inteligencja kontra „nowi ludzie”, którzy z
nieboską pomocą zagarnęli władzę nad ziemią i pałacem hrabiego
Henryka, nad apteką i kamienicą. I kiedy Sabina deklamuje po
francusku Verlaine’a przy jednym partyjnym znawcy, to ja nie wiem,
jak się czuć. Czy jak członkini stronnictwa Verlaine’a, do którego
chyba należy wliczyć tych, którzy widzieli film Całkowite
zaćmienie
(1995) Agnieszki Holand? No bo kto tu słyszał - czytał
Verlaine’a?! Czy jak chłop z awansu, czy jak nauczycielka
akademicka, którą ostatnio student psychologii spytał, kim był
Wolter? Czy jak mieszkanka kraju, w którym w mediach dziennikarze
nazwisko prezydenta Francji wymawiają SarKOZY ( jak nawozy) ciężko
i z polskim akcentem , choć on jest SARkozi raczej, akcent na
pierwsza sylabę.
W
ramach redefiniowania zbiorowej tożsamości, i wypierania z niej
przedstawicieli tych grup społecznych, które w czasach PRL-u
nominalnie były najważniejsze, czyli nie-szlachty, czyli „ludu
pracującego miast i wsi” - kto może wpisuje się do
szlacheckiej genealogii. Ta, jako z zasady wyższa, stojąca przy
wartościach konserwatywnych, przy krzyżu i narodzie, przy kulturze
i obyczaju polskim, jest znów w cenie, wstyd po prostu nie pochodzić
ze szlachty, jak ujęła to jedna znajoma.2
Więc rodowody wielu Toporków z pochodzenia stają się
post-szlacheckie, nie mam na myśli ubeków, ale chłopów
analfabetyzował, przesiedlał ze wsi do urbanizował nimi kraj, a
oni na tyle skorzystali z awansu społecznego, jaki dawał realny
socjalizm, że dziś już mogą się wpisywać w tę tradycję
postszlacheckich firm i korporacji. Chłopski rodowód nie jest dziś
w cenie, zwłaszcza rodowód biedoty, bo biedota mogła się nie
poczuwać w ogóle do polskiego obyczaju suto zastawionego. Ba, z
kolei w rodzinach z pochodzenia szlacheckich, jeśli im się zdarzali
jacyś rewolucjoniści, komuniści, socjaliści, to albo się o nich
nie mówi, albo mówi jak o przypadkach lekkiego obłąkania. „Ach
ta Mania, zawsze była postrzelona” powie się dajmy na to, o Marii
Koszutskiej3.
Naród w ujęciu nacjonalistycznym nie dzieli się na klasy, bo to
sugeruje jakieś antagonizmy, różnice interesów, a chodzi o
jedność k-n-k. Toporek, zły człowiek, po prostu zostaje
zmarginalizowany narodowo, zwolniony z narodowości, naród przejmują
zacne panie.
Swoja
drogą, syn Sabiny, owoc tak ciekawej historii, dostał od matki
nieciekawy zestaw do tożsamości, standardową polską bajkę o ojcu
bohaterze i oczywiście wpisuje swojego ojca w legendę walki z
komunizmem od kolebki, podobnie jak handlarzy rąbanką wpisywano w
szeregi partyzantów, a niektórzy partyzanci, zwłaszcza ci od
mordowania Żydów ukrywających się w lasach, wpisali się w walkę
przeciwko bolszewikom i zdrajcom. Kiedy więc biologiczny syn Toporka
chwali się zasługami ojca, sala powinna się śmiać i śmieje się.
Ha, ha. Bardzo zabawne.
Tu
jednak mógłby pojawić się duch Toporka i rzec, jak u Gogola: „A
z kogo się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie”. Takie
zakończenie nie przyszło na myśl twórcom filmu. Może dlatego, że
niekoniecznie świadomie Rewers
podejmuje zadania polityki historycznej czyli upraszczania historii
do postaci bajki dla prawicy. Wokół panuje amnezja, wielkie
wypieranie własnego udziału w przeszłości i jakiejkolwiek
złożoności tej przeszłości. I tak, wśród wesołego śmiechu,
przepada kolejna możliwość formułowania jakiejkolwiek, zalążkowej
choćby, prawdy o własnej tożsamości.
Homo
sovieticus vs.
homo catholicus
W
latach 90. ksiądz Tischner spopularyzował pojęcie homo
sovieticus,
autorstwa Aleksandra Zinowiewa, który odnosił je do „ludzi
radzieckich” i w czasach radzieckich. Zinowiew miał na myśli
ludzi przystosowanych do państwa radzieckiego, zindoktrynowanych,
biernych społecznie, czasami jednak mających realny dostęp do
władzy. Abstrahując już od nieszczęśliwej etykiety, jakby
antropologicznej, na poziomie języka wpisującej wyższość
oznaczającego nad oznaczanym, to pojęcie to lokowało się w tamtej
rzeczywistości i z niej wyrastało. W Polsce ten kontekst zbladł, a
homo sovieticus
w ujęciu Tischnera, ze swoimi wymaganiami socjalnymi stał się
także zawalidrogą na szlaku kapitalizmu. Ponieważ traktuje
instrumentalnie sprawy moralności i zasad, ponieważ jest bierny i
roszczeniowy, ponieważ, gryzie słabszych i liże d… silnym, nie
umie być pozytywnie aktywnym obywatelem - krótko mówiąc,
ponieważ nie jest taki, jacy, jak nam się zdaje, jesteśmy my, to
zaraz ma być sovieticus?
Sovieticus i
„nowy człowiek”, nie „normalny” jak my, homo sapiens, jak
my, post-szlachecka inteligencja, jak my kapłani, jak my opozycja,
jak my senatorowie, posłowie, firmy, liberalizm ekonomiczny
przystosowany do wolnego katolickiego świata. A catholicus
nie łaska? Tu
też nie widzę zachęty do samodzielności w myśleniu i działaniu,
bierność, indoktrynację, roszczenia, skrajnie instrumentalne
traktowanie zasad i moralności, napadanie na słabszych, płaszczenie
się przed silnymi, zależność od kolektywu, zwanego parafią. I
jedni i drudzy homo
są uformowani przez przeszłość, do której mają czasami
zdumiewająco podobny bezkrytyczny stosunek. Oj, panowie mili,
pisarze, reżyserzy, tu nikt w tej części świata nie ćwiczył
demokracji setkami lat, ani nawet dziesiątkami, tu zniesiono system
niewolniczy pod koniec XIX wieku. Łatwo się puszyć, Verlaine’a
recytować i nabijać z innych, ale zobaczyć siebie jako drugi
koniec tego samego kija, to nie łaska.
„Kim
bylibyście bez nas?” pyta hrabia Henryk rewolucjonistę,
mieszczanina, Pankracego, w Nie-Boskiej
komedii, i
odpowiada: zwierzętami, bydlętami, bo to my, my szlachta,
arystokracja, Kościół, wydobywamy was ze stanu zwierzęcego, was,
chłopów, mieszczan, stawiamy wam szkoły, szpitale, kościoły,
żebyście mieli dostęp do właściwych wartości, do naszych,
żebyście byli ludźmi, a nie homo
sovieticus.
Szpitale,
szkoły, kościoły - to trzecie na pewno. Reszta się śniła
hrabiemu Krasińskiemu. Niektóre Toporki wiedzą, co tam było
stawiane, i wiedzą, że hrabia zapomniał wymienić dyby i narzędzia
tortur, i lochy, dla nieposłusznych chłopów, które bywały w
zamkach jeszcze do początku XIX wieku. Ciekawe, o życiu chłopów
wiele jest w polskiej literaturze i nietrudno się z niej wiele
dowiedzieć. Pisarze czasem zdawali sobie sprawę - zanim znów
Sienkiewicz został polskim pisarzem nr 1 początku XXI wieku - że
specyficzne polski system niewolniczy, feudalne panowanie nad
chłopami, które w Polsce przetrwało niebywale długo - czyli
podobnie jak w Rosji aż do drugiej połowy XIX wieku - było
przyczyną więcej niż połowy nieszczęść politycznych i
społecznych Polski. Odsyłam do pozytywistów, Reymonta,
Żeromskiego, do całej plejady pisarzy dwudziestolecia. Kontrast
pomiędzy poziomem życia wsi i dworu bywał ogromny, a pomiędzy
poziomem życia najbiedniejszych chłopów i dworu -
niewyobrażalny. Chłopi byli więc kłamcami, krętaczami, nie
szanowali władzy - to postawy wcześniejsze niż zabory, byli
ciemni, brudni, źli i mało patriotyczni jeszcze w patriotycznym XIX wieku.
Ale
jednak dopiero w Rewersie
chłop został
diabłem. Niby chłopi z natury bardziej byli predestynowani, żeby
zostać homo
sovieticus. Po
pierwsze reforma rolna, wyparta ze zbiorowej pamięci, wiele im dała.
W filmie widzimy ciekawy zabieg, by tak rzec, manipulacji klasowej -
niby mówi się, że no cóż, tak, to my Polacy sami sobie byliśmy
stalinistami i ubekami, ale „my” w filmie reprezentowane jest -
że powtórzę - przez trzy panie zacne, a „oni” przez Toporka.
Tym
którzy powiedzą, że się czepiam, bo ten Toporek równie dobrze
mógłby mieć pochodzenie robotnicze czy inteligenckie, odpowiem:
ale nie ma! Co więcej, tam, gdzie przyswojono sposoby politycznej
poprawności, wiadomo, i taka jest zasada każdego serialu
amerykańskiego, że jeśli jest tam postać jednego złego Polaka,
to dwóch innych powinno być ok, inaczej się postać symbolizuje,
albo mniejszość obraża, to w końcu teren sztuki, tu się często
symbolizuje. Toporek się usymbolizował, przeciwwagi nie miał,
koniec i bomba.
Wpisuje
się Toporek w wyobrażenie potomka tych chłopów, którzy nam,
powstańcom styczniowym, szlachcie, ściągali buty z nóg. Kiedy
nasz trup w powstaniu ubity leżał na śniegu, on na resztę żywych
sprowadzał carskie wojsko. I tak już zostało, kiedy naród
walczył, przynajmniej moralnie, on służył w UB, w Milicji, w
ZOMO. Historia jego emancypacji też nie jest swojska - swojska
jest tylko jego niewola. Najpierw uwalniał ich z poddaństwa król
pruski, potem cesarz Austrii, car rosyjski wreszcie, i nigdzie nie
było to z aprobatą patriotycznej szlachty. Jak mówi poeta: „a
car im [szlachcie] na przekór chłopów oswobodził”4.
I
wreszcie przyszedł zły sowiet i komunista, i dał mu ziemię,
dopuścił do władzy, żeby nas gnębił, nas, patriotów i
normalnych ludzi.
Kobieta
sobie poradzi
No
dobrze, ale czytam też, że film jest jakoby feministyczny w wymowie
i pokazuje niebanalne postacie kobiece. A ja widzę miłe typy, ale
banalne na 150%. Jest leżąca w łóżku matriarchalna babcia
(„babcia” mówi wnuczka Sabina, „babka” mówi chłop Toporek
- bez szacunku i nieczule, ale dlaczego tak u tych chłopów bywa,
to już nie nasza rzecz), babcia w czarnych koronkach jak królowa
Wiktoria. Dalej mamy zapobiegliwą, w sumie fajną mamę, która
wkłada długi nos w sprawy Pinokia, ale robi to z wdziękiem i
wreszcie Pinokia, gapowatą córkę Sabinę o nieustalonej
osobowości. Wszystkie trzy panie myślą o tym, żeby nadać wartość
ludzką córce, czyli znaleźć jej męża. Mama i babcia są w sumie
dość liberalne wobec ciąży córki, ale poza mężem i dzieckiem
lub tylko dzieckiem dla kobiety nie przewiduje się tu alternatywnego losu.
Ponadto
kobiety są na tym padole przede wszystkim po to, żeby sprzątać po
mężczyznach. Lub w skrajnym przypadku, jak przypadek
Toporka-diabła, żeby sprzątnąć faceta.
Trzy
miłe panie, dla których rodzina jest najważniejsza, wiedzą, że w
rodzinie z kolei najcenniejszy i najważniejszy jest mężczyzna,
może być nieużywany jak wazon z kryształu za szybką, ale musi
być. Kręcą się więc panie jak głupie wokół syna, wnuka i
brata - Arkadka i spełniają swoją kobiecą powinność wobec
fallusa, przekonując go, słowami lub czynem, że jest największy,
najważniejszy, bezcenny. Pijanego taszczą do łóżeczka,
zarzyganego umyją, zasikanego wytrą, nakarmią, napoją. Czy on je
wytrze? Wątpię. Zrobią wszystko wokół niego i za niego, żeby
sobie wychować tyrana nieczułego, zadufanego, chłopca okrutnego,
tępego, bo wiecznie niedorosłego, który, gdy będzie mógł,
doprowadzi do katastrofy osobistej, rodzinnej czy nawet narodowej, w
której wszyscy zostaną skrzywdzeni, okaleczeni lub zabici. Inni
chłopcy zbudują legendę lub wzniosą muzeum tej katastrofie, a
córki i wnuczki tych, które przeżyły, będą ją opowiadać swoim
dzieciom i pucować muzeum. Inaczej mogłoby się coś zmienić i
byłyby wolne, i co by wtedy robiły, takie niepolskie i niekobiece?
Poza
tym kobiety sobie poradzą, co by nie było i jak by nie było. O tym
opowiada Rewers.
Nie ma co im współczuć, bo i tak wychodzą cało z wszelkich
opresji. Mężczyźni, którzy śmiecą, mogą kichać na to, jakie
okoliczności są dla kobiet mniej lub bardziej sprzyjające, jakie
prawo jest lub nie jest kobietom potrzebne, czy toto ma żłobek czy
nie ma, czy ma prawo do przerwania ciąży czy nie, czy musi uciekać
z domu przed pijakiem czy nie, poradzi sobie, a jak nie, to widać
była wybrakowana sztuka, i nie ma powodów do smutku. Młoda pracuje
jako redakcja, ale nikt tego nie traktuje poważnie, poważna sprawa
to jest mąż, a wreszcie jak nie mąż, to dziecko choćby. Mama i
babcia napierają na nią, kiedy przypadkiem - i nie chcąc i nie
pragnąc zaszła w ciążę, żeby urodziła i matką była!
Koniecznie, po co komu redakcja i poezja, kiedy ma matkę i dziecko
do wyboru, którego nie dokonuje, bo po co kobiecie wybór, kiedy ma
gotową rolę napisaną? Miłość - mówi babcia - to się
kończy po roku czy dwóch, o tym zapomnij, mężczyźni tylko
śmiecą, ale potem jest zwyczajne życie.
Mało
chcieć jest cnotą kobiety
Potem
kobieta przekazuje w wychowaniu przyszłym pokoleniom mit narodowy,
mówiący, że ojciec był bohaterem, zesłany, uwięziony, zabity.
Najczęściej natomiast ojciec się zapił lub miał gdzieś dziecko
i matkę. To jest realny model rodziny, ale o tym matka nie mówi,
żeby nie wypaść w złym towarzystwie mniej szacownie.
Matka
mówi to, co przewiduje scenariusz (w każdym sensie), bo nie jest
buntowniczką, na traktory się nie pcha. W pracowni Arkadka stoi
ikoniczny obraz socrealizmu i zepsutej kobiecej natury jednocześnie
- traktorzystka. Traktorzystka jest zepsuciem - przez złego
komunistę - najbardziej kobiecej z kobiecych natur czyli wiejskiej
kobiety. To baba w końcu jeździła na traktorze, nie szlachcianka i
nie inteligentka, a powinna się paść na łące rodzinnej, dawać
mleko chłopu i dzieciom, sprzątać, gotować, nic nie rozumieć i
muczeć. Baba to samica chama, w zasięgu naszej kontroli, naszej
patriarchalnej, a traktorzystka to samica homo
sovieticusa,
zerwała się ze
smyczy tradycji narodowej.
Syn
córki Sabiny to z kolei polski gej na wychodźstwie, który ma
nieprawdziwe informacje na temat ojca. Dobrze, nie śmiejmy się, ale
chwilę pomyślmy, co to realnie znaczy, że matka nas oszukała
opowiadając o ojcu? Chyba nie ma w jej historii białej plamy, coś
tam musi być, musiała ułożyć całą kłamliwą opowieść o
rodzinie i dziejach ojca, bo dziecko musi mieć jakieś wyobrażenie,
jakieś pojęcie. I co ono tam ma? Potomka powstańca styczniowego,
któremu chłopi ściągali z nóg buty z cholewkami.
No i
tres bien, jak
zapewne mawia SarKOZY.
Tekst pochodzi z książki Kino
polskie 1989-2009. Historia krytyczna (red. Agnieszka Wiśniewska,
Piotr Marecki). Wkrótce w księgarniach!
—
1
Zygmunt
Krasiński, Nie-Boska
komedia, część III.
2
Symbolicznie i niezwykle trafnie ujęła to Joanna
Bator w powieści Piaskowa góra
(WAB, Warszawa 2009). W pociągu, który w 1945 wiezie wschodnią
polską wieś do zachodnich miast poniemieckich, chłopska rodzina
przejmuje bezpański album ze zdjęciami ziemiańskiej rodziny.
Traktują go jako swój mityczny początek, do cudzych zdjęć
doklejają własne, i w taki sposób wyzbywają się, przynajmniej w
wersji reprezentacyjnej, realnej pamięci.
3Maria
Koszutska, ps. Wera Kostrzewa (1876-1939) -
polska
działaczka radykalnej lewicy, publicystka i nauczycielka. W okresie
rewolucji 1905 represjonowana przez władze carskie jako członkini
PPS, po rozłamie w partii została w jej radykalnym skrzydle
(PPS-Lewica). Współzakładała Komunistyczną Partię Polski,
opowiadając się jednocześnie za niepodległością kraju w czasie
wojny 1920. Rok później, w efekcie politycznych represji opuściła
II RP, przez cały czas działając w Międzynarodówce
Komunistycznej. Pod koniec lat 20. została odsunięta od
kierownictwa KPP, a w roku 1937 padła ofiarą stalinowskiej czystki
- w politycznym procesie została skazana na śmierć. Zmarła w
więzieniu w Moskwie.
4
Czesław Miłosz, W praojcach swoich
pogrzebani, [w:] Tegoż, Poezje,
Warszawa 1982, s 193.
—
*Bożena Keff - poetka, pisarka, eseistka, publicystka. Z wykształcenia polonistka i filozofka. Pracę doktorską obroniła w Instytucie Badań Literackich PAN. Wykłada m.in. na Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim. Autorka książek: Razem Osobno (1986), Sen o znaczeniu snów (1994), Nie jest gotowy (2000), Postać z cieniem (2001), Barykady. Kroniki obsesyjne (2006), Utwór o Matce i Ojczyźnie (2008).
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...