Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kołodziejska: Orientalizm w 3D Drukuj
Marta Kołodziejska   
08.01.2010
avatar.jpgAvatar Jamesa Camerona ma ponoć otwierać nową epokę kina: łączy w sobie techniki 2 i 3D, obiecując widzom zupełnie nową jakość obrazu. Aby obietnicy tej dotrzymać, twórcy filmu wydali na niego ok. 240 milionów dolarów, a na post-produkcję, jak informuje dystrybutor, poświęcili aż dwa lata. Rzeczywiście, Avatar zachwyca obrazem, kolorami, misternie stworzonym światem planety o nazwie Pandora. Niestety, przypomina to raczej film z Animal Planet za 400 lat i trwa niemal trzy godziny, przez co widzowi początkowe oszołomienie zaczyna się w pewnym momencie zwyczajnie nudzić. A wszystko przez to, że Cameron i spółka zafundowali nam szaleńczy popis efektów specjalnych, ale zupełnie odpuścili sobie fabułę.

Avatar opowiada historię przykutego do wózka weterana wojennego Jake’a. Pewnego dnia zostaje wysłany na planetę Pandora, gdzie ma zarówno wspierać ekipę wojskowych i wynajmującą ich korporację przy eksploatacji naturalnych surowców, jak i uczestniczyć w eksperymentalnym programie Avatar. Program ten ma mu pomóc odzyskać sprawność - dzięki zaawansowanej technice naukowcy mogą „wcielać się” w ciała humanoidalnej rasy Na’vi, zamieszkującej Pandorę. Całym programem kierują zaangażowani naukowcy - ekolodzy, którzy chcą poznać miejscową ludność, a zarazem chronić Pandorę i jej ekosystem.

Jake w ciele błękitnego Na’vi może swobodnie się poruszać, dlatego z coraz większym zapałem uczestniczy w programie, poznając faunę i florę nowego świata. Któregoś razu wpada w tarapaty, z których ratuje go córka wodza jednego z plemion Na’vi, piękna (i anglojęzyczna) Neytiri. O ile Edwin Bendyk w recenzji filmu na swoim blogu miał skojarzenia z takimi dziełami jak Misja, Matrix czy Gwiezdne wojny, mnie przychodziła na myśl raczej disnejowska Pocahontas. Podobieństw jest bez liku: oto na dziewiczy ląd przybywają bezwzględni przybysze, których nie obchodzi natura, miejscowe zwyczaje, a którzy interesują się głównie zyskami, jakie może im przynieść rozkopanie okolicznych ziem i pozbycie się tubylców. Oto córka wodza jednego z miejscowych plemion pomaga zagubionemu przybyszowi i ratuje go z opresji. Dobra Dzikuska zamienia Złego Przybysza w Dobrego Pół-Dzikusa, który zaczyna kochać bieganie po drzewach i wąchanie trawy (ba, zaczyna nawet trochę wierzyć w miejscowe przesądy!), a w finale zaczyna kochać także Dobrą Dzikuskę, co oczywiście wiąże się z nadejściem lawiny dylematów, problemów, konfliktów zbrojnych na linii tubylcy - przybysze oraz błaganiem Naturę o pomoc.

Jakby tego było mało, Na’vi (a przynajmniej kluczowa dla fabuły dwójka czy trójka) doskonale włada językiem angielskim i, jak denerwował się mój znajomy, oczywiście wygląda „prawie” jak ludzie, podobnie myśli i emocje wyraża (całuje się, płacze), ba, nawet krwawi jak my, Ziemianie. Banał na banale. Owszem, są tu obecne wątki antykapitalistyczne, antyimperialistyczne, antywojenne (warto zwrócić uwagę na płonącego rumaka, aluzję do płonących koni biegnących przez Hiroszimę po wybuchu bomby) i ekologiczne, ale nie wnoszą absolutnie nic nowego. Nie podzielam więc zachwytu Bendyka, bo moim zdaniem Avatar to nagromadzenie stereotypów wplecionych w oszałamiającą technologię.

Na’vi nie są wcale obcymi obcymi, są bliskimi nam obcymi, z którymi możemy się utożsamiać, których tęsknoty do życia w zgodzie z naturą rozumiemy i którym pewnie gorąco kibicujemy podczas tych trzech godzin w kinie. Przede wszystkim żyją na planecie, która wygląda prawie jak Ziemia, a wszystko, co na niej rośnie lub po niej biega, jest jakąś wariacją na temat tego, co mamy na ziemi: gigantyczne drzewa, wielkie paprocie, konie z sześcioma oczami, quasi-pterodaktyle i inne niby-dinozaury. Sami Na’vi zaś wyglądają jak my, mówią jak my, tyle, że w niezrozumiałym języku (choć i tak nie wszyscy), noszą stroje i ozdoby znane nam z filmów dokumentalnych o plemionach Afryki. Znają doskonale patriarchat, w ich plemieniu to mężczyzna jest wodzem, może też, po wtajemniczeniu, „wybrać sobie kobietę”. Na’vi są również, żeby wspomnieć myśl Saida, irracjonalni: wierzą w magiczną więź łączącą ich ze zwierzętami, mają swoje święte drzewo, do którego zanoszą modły, a najwyższa bogini to kosmiczna wersja Matki Natury. Są też niestety nieco prymitywni, bo o ile Ziemianie strzelają z wielkich karabinów, oni dumnie napinają swoje łuki. Dlatego trzeba im pomóc w walce o swoją ziemię, angażując weń niemal wszystkie żyjące na Pandorze istoty oraz stając na czele połączonych plemion. Oczywiście, nowym przywódcą musi zostać ktoś sprytniejszy, kto zna wroga, a nie żaden tam tubylec. Może dlatego, że ziemscy wrogowie to bezwzględni niewolnicy korporacji uwięzieni w maskach tlenowych. To pieniądze, metal, maszyny, wyzysk, czyli przeciwnik dość trudny do pokonania.

Co z tego wszystkiego wynika? Trzeba wrócić do natury, bo to ona jest szczera i prawdziwa, otwarta i przyjazna. Przesłanie to niewątpliwie piękne, ale podane w tak naiwnej, powtarzalnej, stereotypowej formie, że jako widz mam wrażenie, że fabuła służyła jedynie jako pretekst do pochwalenia się najnowszymi osiągnięciami, nomen omen, techniki. Cóż, widać na dzieło Camerona z fabułą zupełnie nowej i przełomowej jakości musimy jeszcze trochę poczekać.
Komentarze
Dodaj nowy
Holger Koller   |27.01.2010 07:47:35
Zgadzam sie. Ten powrot do natury to zreszta moim zdaniem przede wszystkim
pochwala tradycyjnej zamknietej wspolnoty (tu Navi).
Ciekawe jest tez to ze
inny rodzaj wspolnoty (wspolnota w ktorej moga uczestniczyc i ludzie i Navi)
jest w filmie wyobrazony w scenie, w ktorej Neytiri trzyma w ramionach Jakea,
ktory w swojej ludzkiej postaci wyglada nie jak jej kochanek, ale jak jej
dziecko. Wspolnota ludzi i Navi jest zatem podobnie niemozliwa jak kazirodczy
zwiazek.
med555   |29.01.2010 10:50:52
Wydaje się, że krytyków filmowych zarzucających miałkość fabule zadowoliłby
dopiero wcielający się w Avatara transwestyta, chory na AIDS, chcący wrócić na
łono Kościoła za namową zakochanego w nim księdza geja, ale mający dylemat z
obcą wiarą tubylców Pandorry w którym zakochałby się jakiś męski wojownik Navi
co dodatkowo skomplikowałoby świat uczuć głównego bohatera chcącego też
jednocześnie ratując plemię tubylców wprowadzić wśród nich bardziej
feministyczny, od panującego patriarchalnego, porządek. Myślę, że wtedy wszyscy
krytycy byliby zachwyceni głębią fabuły.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.01.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.87169 Seconds