Nowość w sklepie kp
Komentarze
CYTAT DNIA
Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia z Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz.
list M. do Czesława Miłosza, Rok myśliwego
|
|
Jaskuła: Bękart Tarantino |
|
|
Mariusz Jaskuła, Mirka Jaskuła
|
|
29.09.2009 |
Bękarty wojny Quentina Tarantino nie mają w Polsce dobrej recepcji. Jedni przyjmują ten film zupełnie bezrefleksyjnie, inni nadmierną refleksją go zabijają.
Filmy reżysera Pulp Fiction są uznawane w Polsce za awangardę kina postmodernistycznego. Od samego początku mamy w nich do czynienia z przeróżnymi cytatami z gorszej i lepszej klasyki - można powiedzieć, że to kino robione z kina, że to efekt poetyki wyczerpania, gdy pozostaje tylko żonglowanie konwencjami i znanymi już motywami. Takie podejście do filmu budzi jednak wielki opór.
Bękarty wojny sprowadza się bowiem do poziomu wypowiedzi o wojnie - czyta się je według jednego znanego klucza. Jarosław Pietrzak uznał, że Tarantino nie zastanawia się nad politycznymi i społecznymi uwarunkowaniami nazizmu i przedstawia jego liberalną wersję. Według Adama Ostolskiego lekkość tej „patriarchalnej fantazji” wspiera w rzeczywistości przyzwolenie na wojny Busha. Borys Martela krytykuje z kolei niepowagę reżysera, który przykłada do tematu wojny niskie konwencje obrazowe, z wszystkimi słabościami klisz popkultury. Wypowiedzi te skutecznie odróżniają się od bezrefleksyjnej reakcji typowego kinomana szukającego rozrywki. Nie różnią się jednak od prawicowego moralizowania.
Pomiędzy odbiorem Bękartów jako „fajnej rozpierduchy” a krytyką relatywizmu moralnego istnieje jeszcze inne spojrzenie - obie strony bowiem dały się reżyserowi nabrać. Bezsensowne jest sprowadzanie filmu do efektownych scen przemocy i świetnej gry aktorskiej, bo nie odróżniają one go od wielu, wielu innych. Równie bezowocne, lecz bardziej sensowne, jest oburzenie na nieprawdziwość przedstawiania wojny, na klisze gatunkowe czy moralną dwuznaczność filmu. Obraz Tarantino jest bowiem tak przerysowany, że takie reakcje, jako oczywiste, są wpisane z założenia w ten film - są konieczne dla jego zrozumienia, ale bynajmniej nie wyczerpują interpretacji.
Film przedstawia w rzeczywistości „patriarchalną zemstę”, która kończy się jednak sytuacją bez wyjścia - efektem jest stos trupów w scenie w gospodzie. Innym rodzajem zemsty jest ta przeprowadzona za pomocą kina. Płynące z ekranu przesłanie młodej kobiety, Żydówki, do całego nazistowskiego establishmentu jest zemstą realną. Metody żydowskiego komanda są przecież kompromitujące i prostackie, nie umywają się do wyrafinowanych konwersacyjnych tortur SS-Standartenführera Hansa Landy. To raczej kino ma siłę niszczenia nazizmu, a nie chłopcy z kijami bejsbolowymi.
Tarantino za pomocą kina dokonuje jeszcze innej zemsty. Tak jak w Kill Billu i Death Proof jest to zemsta słabszego na silniejszym i, jak w każdym z tych filmów, dokonują jej kobiety. Kobiety w klasycznych scenariuszach sprowadzane były przeważnie do niewinnych ofiar lub statystek historii - w Bękartach wojny kobieta i Żydzi istnieją w innych rolach. Odwrócenie ról scenariuszowych pozwala wydobyć podmiotowość ofiar. Bo przecież litry krwi i przemoc na ekranie nie są tym, czym są. Stanowią obrazową metaforę odzyskania głosu. Tylko ten, kto może sobie pozwolić na przemoc (w kinie - warstwie symbolicznej), jest traktowany poważnie.
Nie oznacza to wszystko jednak żadnej zachęty do przemocy. W przeciwieństwie do Jarosława Marka Rymkiewicza, wzywającego do masakry na zdrajcach, film Tarantino wzywa do „wieszania” w kinie, a nie w rzeczywistości. Ci wszyscy krytycy postmodernizmu, którzy widzą w przemocy na ekranie bezpośredni powód codziennej przemocy, sami mają problemy z oddzieleniem sztuki od rzeczywistości. Są to przestrzenie przystające do siebie, ale ich reguły są diametralnie różne.
Kiedyś w średniowieczu podczas odgrywania misteriów wielkanocnych, widzowie zabijali aktora grającego Judasza, bo był w swojej roli zbyt sugestywny. Zamiast zabijać film Tarantino nadmierną refleksją, lepiej zacząć go interpretować jako wypowiedź artystyczną. Czas czytać na poważnie alternatywną rzeczywistość kina, by zrozumieć coś z samej rzeczywistości. Lepiej się czegoś od Tarantino nauczyć, niż traktować go jak bękarta.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 30.09.2009 )
|
|
|
|
No fajny ten artykuł, bo jest jakiś r...
Greckie pojęcie symbol oznacza akt z...
"Są gry komputerowe, które mogą&n...