Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wybieram życie Drukuj
Bartosz Machalica   
28.07.2009
Obok Orła znak Pogoni,

Poszli nasi w bój bez broni!

Hu! ha! krew gra!

Duch gra! Hu! Ha!

Niechaj Polska zna,

Jakich synów ma.


Pieśń powstania styczniowego

Powstanie warszawskie było wymierzone militarnie przeciw Niemcom, politycznie przeciw Sowietom, demonstracyjnie przeciw Anglosasom, faktycznie przeciw Polsce – te słowa Pawła Jasienicy doskonale podsumowują dyskusję na temat „powstania ‘44”, jak to teraz modnie się mawia. Dowódcy AK myśleli, że w swoim geniuszu ograją wszystkich. Nie ograli nikogo. Doprowadzili do śmierci 200 tysięcy osób i zniszczenia jednej z największych europejskich stolic. Hipotetycznie, może by i coś ugrali, gdyby armia, którą dowodzili była armią prawdziwą, a nie tylko potencjalną. Armia prawdziwa to armia uzbrojona. Armia potencjalna to taka, która przed walką uzbroić dopiero należy. Tak przynajmniej rozumuje się na całym świecie. U nas: Hu! ha! krew gra! Duch gra! Hu! Ha! Bez harmat bez oręża, lecz Pan Bóg za nas zwycięża…  

W ostatnim „Przeglądzie”  ukazał się rewelacyjny wywiad z prof. Janem Ciechanowskim, powstańcem warszawskim i autorem wybitnej monografii dotyczącej politycznego tła powstania. Wspomina on, że w momencie wybuchu powstania jego oddział na 170 osób miał trzy karabiny i siedem pistoletów. 1 sierpnia doszło do dramatycznej rozmowy między dowódcą jego kompanii a dowódcą zgrupowania. Ten pierwszy usłyszawszy rozkaz szturmu na gmach Sejmu tłumaczył, że ma tylko trzy karabiny. Dowódca zgrupowania odpowiedział „ A ja mam scyzoryk. Szczęść Boże”.  

I jak można oceniać dowództwo AK, które w takiej sytuacji zdecydowało się posłać swoich żołnierzy do walki? Gen. Anders miał na ich postępowanie proste słowo „zbrodnia”. A umieszczając to słowo w szerszym kontekście, „nie tylko głupota, ale wyraźna zbrodnia”. Ciechanowski rozprawia się również z mitem, że „powstanie wybuchnąć musiało, bowiem parła do niego młodzież warszawska”. Przypomina dwa proste fakty. Po pierwsze, AK to jednak było karne wojsko, działające na rozkaz. Po drugie, ten mit powstał już w czasie powstania, stworzony został przez tych, którzy chcieli usprawiedliwić swoje tragiczne w konsekwencjach błędy.

Te konsekwencje, to posłanie na śmierć 200 tysięcy warszawiaków. W większości cywili. Prawa decydowania o ich życiu generałom Komorowskiemu, Okulickiemu i Pełczyńskiemu nikt nie dawał. Trafnie pisze w tym samym numerze „Przeglądu” Paweł Dybicz: „Powstanie warszawskie to była ŚMIERĆ, PRZEDE WSZYSTKIM ŚMIERĆ”. Śmierć tych, którzy – powodowani romantycznym paradygmatem – szli do boju na śmierć niemal samobójczą. I śmierć tych, którzy mieli troszkę inny paradygmat i woleli pożyć trochę dłużej niż lat kilkanaście, albo pożyć jeszcze lat kilkanaście. Warto o tym pamiętać, kiedy zobaczymy zaproszenie na jakiś trendy powstańczy koncert, ujrzymy trendy powstańczy mural, czy inny wykwit prawicowej polityki historycznej.  

Jeśli powstanie warszawskie miało jakiś pozytywny skutek, to taki, że do tej pory nie wybuchło drugie powstanie warszawskie. Polacy na kilkadziesiąt lat zostali zaszczepieni szczepionką na polityczny romantyzm. Mniejszość bowiem stanowi grupa do dziś lamentująca, że nie udało się jej drugiego powstania warszawskiego wywołać. Powstania, w którym Niemców zastąpiliby czerwoni przeznaczeni do wieszania na latarniach. A nawet jeśli takie wieszanie byłoby tylko wstępem do krwawej hekatomby  to i tak nie byłoby źle. Świat stałby się na kilka, kilkanaście dni prosty, a i mieliby co wnukom opowiadać. Oczywiście, ci którzy by przeżyli. 
Komentarze
Dodaj nowy
Klingsor  - od realizmu do oportunizmu   |29.07.2009 06:01:05
Taka - jak wyżej realistyczna (a raczej oportunistyczna)polityka historyczna
jest świetnym uzsadnienieniem SLD-owskiego konformizmu.
thomas   |29.07.2009 12:03:22
Jeśli to ma być argument za polityką antyrealistyczną, to się nie udał, bo przez
argumentację ad personam nie można zbić poglądów jako niesłusznych. Pewnie, do
kibla chodził też i Hitler, ale czy to znaczy, że mam srać na balkonie?
Klingsor  - Thomas,   |29.07.2009 14:22:02
Chodziło mi raczej o pokazanie losow pewnych struktur ideologicznych. Realizm
geopolityczny zawsze u nas był obciążony oportunizmem. U stańczyków czy
Wielopolskiego, na przykład, uzasadniał ugodowość wobec zaborcy. Natomiast u
Kiszczaka, Urbana, Kwaśniewskiego sprowadzał się do okrzyku: górą nasi! - A
ktorzy nasi? - Ci, co są górą. Wszystko jedno, Rosjanie czy Amerykanie.
Thome   |29.07.2009 15:44:46
Na wstępie - polecam T. Łubieńskiego.

"Dowódca zgrupowania odpowiedział
 A ja mam scyzoryk. Szczęść Boże."
Byli "przytomniejsi".
Twierdzili, że "broń zdobędziemy na wrogu!".

"Po pierwsze, AK
to jednak było karne wojsko, działające na rozkaz. Po drugie, ten mit powstał
już w czasie powstania, stworzony został przez tych, którzy chcieli
usprawiedliwić swoje tragiczne w konsekwencjach błędy"

To prawda. Mit
Powstania Warszawskiego zatruwa polski krwioobieg mocniej niż mit np. powstania
listopadowego.


"Powstania, w którym Niemców zastąpiliby czerwoni
przeznaczeni do wieszania na latarniach."

Praca ideologiczna wre….
Ale wstydziłby się Auto, aby hekatombę powstania idiotów w Warszawie wpleść w
swoje ideolo-rozważania.
andrzejek76   |30.07.2009 06:16:47
Powstanie Warszawskie było zbrodnią.
hero1119   |30.07.2009 11:28:47
Bardzo trafne spojrzenie na powstanie… Szkoda,że nie jest popularniejsze,
mogłoby być solą w oku apologetów powstania chcących budować za pomocą
nacjonalistycznej psychozy kapitał polityczny…
hero1119   |30.07.2009 11:29:00
Bardzo trafne spojrzenie na powstanie… Szkoda,że nie jest popularniejsze,
mogłoby być solą w oku apologetów powstania chcących budować za pomocą
nacjonalistycznej psychozy kapitał polityczny…
takai  - czy aby na pewno   |31.07.2009 06:44:02
Mam wrażenie, że artykuł tylko aspiruje do przedstawienia problemu powstania w
formie nowej, treści świeżej i obrazoburczej dla zatęchłych ciemnogrodzian.
Przedstawia jednak, mimo starań o stworzenie wrażenia nie wyrywania zdarzeń z
kontekstu bardzo jednostronną i wielce nieodpowiadającą rzeczywistości recepcję
tego wydarzenia.
Niekoniecznie ludzie z AK mieli wywoływać powstanie. Przed
powstaniem trąbiła o nim i wzywała do czynu radiostacja sowiecka zza Wisły.
Niemcy przechodzący przez Warszawę to nie byli wymuskani Teutoni wybijający rytm
podkutymi butami, przez Warszawę przejeżdżały trącące dziadostwem furmanki z
obandażowanymi Niemcami, dychawiczne ciężarówki wyżyłowane na sowieckich
bezdrożach. W całym mieście zdarzały się przypadki samorzutnych rekwizycji
broni, czasem nawet prowadzonych przez nieuzbrojonych członków AK którzy w ten
sposób chcieli poprawić swój stan uzbrojenia. Czasem kończyło się to marnie,
zdaje się, że właśnie prof. Ciechanowski opisuje taką nieudaną rekwizycję na
żandarmach, którzy zorganizowawszy pułapkę na amatorów broni ukryli pod plandeką
poczwórnie sprzężone działko przeciwlotnicze jakim dali do wiwatu niewczesnym
amatorom ich uzbrojenia (może to jednak był Leski, nie pomnę). Umiejętność
korzystania ze źródeł pozwala nam z tego faktu wyprowadzić również ten, że
problem musiał być istotny, skoro organizowane były tak wymyślne pułapki.

Decyzja o wybuchu powstania była więc podejmowana po to również, żeby zacząć
je w wybranym przez siebie momencie, a nie w sytuacji kiedy Niemcy zaczęliby
tłumić rozszerzające się zamieszki powodowane, iluzorycznym jak się potem
okazało, wrażeniem ich słabości. Ostatecznie dowolne inne ugrupowanie zbrojne
poza Armią Krajową również mogło się zdecydować na ten krok, jak choćby
całkowicie zależna od Sowietów politycznie i wojskowo Armia Ludowa. Ewentualnych
skutków wojskowych i politycznych takiego wydarzenia nie trzeba nawet sobie
wyobrażać (również dla obecnej niepodległości Polski).
Nie należy też zapominać
o tym, że Niemcy zamierzali wezwać 100 000 mężczyzn do kopania rowów… Biorąc
pod uwagę niemieckie praktyki nie ma gwarancji gdzie i czy rzeczywiście rowy
byłyby kopane. Lato 44 to czas kiedy niemiecki przemysł zbrojeniowy był u
szczytu możliwości wytwórczych i potrzebował zastrzyku robotników przymusowych,
również w rozmaitych filiach obozów koncentracyjnych. Czy kierownictwo Państwa
Podziemnego mogło się na coś takiego zgodzić, kiedy za Wisłą stał sojusznik a
wyzwolenie było teoretycznie o krok?
Prawdą jest że ruszenie do powstania mogło
odpowiadać obu okupantom, zarówno ówczesnemu jak i przyszłemu, prawdą że dowódcy
AK mogli zostać zmanipulowani, ulegli ułudzie sojusznika który nie powinien stać
z bronią u nogi. Amerykanie we Francji odwrócili przecież cały front, byle tylko
dać wsparcie dość paradnemu zresztą w porównaniu z warszawskim, powstaniu
paryskiemu. Ale dali, Francuzi mogli czuć, że wyzwalają swoją stolicę, chociaż
ani nie było to Amerykanom na rękę ani też nie leżało w ich interesie
politycznym. To jest różnica między powstaniami i między sojusznikami i
"sojusznikami". Wszak Sowieci zapowiedzieli, że będą zestrzeliwać
amerykańskie samoloty które miały zasilać zrzutami powstanie i lądować pod
Połtawą, co dałoby możliwość realnego wsparcia powstańczego wysiłku, bez
angażowania Sowietów. Wyraźnie widać więc, że im chodziło o rzeź, bo wiedzieli
że Warszawa i tak wpadnie w ich ręce, nie uczynili jednak nic żeby wpadła
prędzej niż w styczniu 1945 r. Mogli być więc równie zdeterminowani do wywołania
powstania jak później byli zdecydowani na ułatwienie Niemcom utopienia go we
krwi.
Co do szczepionki to owszem, została ona wstrzyknięta, chociaż głównie
środowiskom zgrupowanym wokół rządu londyńskiego i Radia Wolna Europa. Pamiętam
relacje ze spotkań emigracyjnych, na których Jan Nowak Jeziorański dość
histerycznie podchodził to tego co się dzieje w Warszawie w latach 80tych
zarówno na początku jak i na końcu tej dekady panicznie bojąc się wybuchu nowego
powstania utopionego we krwi. Trauma tego wydarzenia pozostała w nim na wiele
lat, mówił o tym uzasadniając przyczyny dla jakich nie zdecydowali się z żoną na
posiadanie dzieci. Jest on zresztą przywoływany jako przykład przez przeciwników
wszczynania powstania. Trzeba jednak pamiętać, że ten sam JNJ mówił o tym iż
danina krwi powstańczej sprawiła iż polska nie stała się sowiecką republiką i
była traktowana z mniejszym zamordyzmem niż inne kraje bloku sowieckiego.
Przypuszczam że drugą składową tego posunięcia były walki powojennego podziemia.
Sowieci brali te rachuby pod uwagę i mimo brutalności lat stalinizmu musieli
dbać o jednanie stosunkowo dużej części społeczeństwa. I nie należy doszukiwać
się w tych jego wypowiedziach drugiego dna wywodząc ich sens z okresu w jakim je
formułował, miał to szczęście że do końca życia chorowało jego ciało, ale nie
umysł.
Ta danina krwi miała więc wymierną korzyść dla przyszłych pokoleń i nie
należy jej lekceważyć. Nie umniejsza to rzecz jasna tej tragedii.
Wreszcie
sami warszawscy członkowie AK. Zginęli w powstaniu, w każdym razie wielu z nich.
Niektórzy powstańczy dowódcy, również, ci którzy wykazywali się dużą i nie
koniecznie kalkulującą ofiary determinacją w osiąganiu celów taktycznych,
podnosili argument, iż hekatomby powstania należało uniknąć (gwoli prawdy nikt
nie spodziewał się, że to będzie hekatomba) by potem zastępy patriotów budowały
lepszą powojenną Polskę, nawet i pod sowieckim butem. Pytanie tylko (w
nawiązaniu do wyżej przytoczonych refleksji JNJ) jaka by to była Polska i jak
byliby traktowani gdyby nie wisiały na ich piersiach krzyże Virtuti za
powstanie. Jak wyglądałaby polska droga do niepodległości bez mitu
założycielskiego powstania, jak wyglądała by ocena ludzi którzy przez pięć lat
szykowali się na finalny bój z Niemcami ale w końcu do niego nie poszli, patrząc
z bronią u nogi (uporczywy zarzut sowieckiej propagandy) jak z Warszawy jest
wywożonych 100 000 mężczyzn, albo też sami byli przez Niemców
wywożeni.
Argumenty o prawicowym czczeniu powstania trzeba już chyba
potraktować jedynie jako efekt gonienia w piętkę i przypadkowo najpewniej (swoją
drogą celny komentarz o pochwale konformizmu), dawanie uzasadnienia dla
skandalicznego traktowania, głupich czy mądrych, ale bohaterów, którzy swoją
pierwszą defiladę zwycięstwa mogli odbyć dopiero w XXI wieku, a wcześniej
defilowali tylko na spacerniakach. Oczywiście ci, którzy przeżyli
"wyzwolenie".
thomas   |31.07.2009 10:47:32
takai, masz rację, że radio Moskwa walnie przyczyniało się do wywołania
poczucia, że wojska radzieckie pomogą powstaniu i nawoływało do jego wszczęcia.
To była ewidentna prowokacja - i przywódcy AK, zamiast skontaktować się ze
Stalinem i uzyskać jakieś konkretne deklaracje i informacje, dali się ponieść i
wpadli w pułapkę.

Ale łatwowierność to nie cnota, to oznaka głupoty.

Nie
rozumiem też argumentu z "daniny krwi". Skoro Polacy przestraszyli się
powstań, to czemu mieliby je znowu organizować? Dlaczego Stalin miałby się bać
kolejnego powstania, skoro Polacy się nauczyli, że mogą być bolesne? Czemu
miałby szanować "daninę krwi" w końcu? Ten argument jest dęty, nie widzę
racjonalnych podstaw. Powstanie się nie udało, militarnie i moralnie. Nie miało
żadnych pozytywnych konsekwencji.
Sherlock   |01.08.2010 13:24:52
Walka z mitem Powstania to jakiś kolejny mit. Od lat wszyscy modni publicyści
piszą o PW albo w tonie agresywnym i trudnym do przyjęcia, jak w KP, albo
tragicznym, jak wszędzie indziej, "najlepsze" co można o Powstaniu
przeczytać to merytoryczne argumenty takie jak te, które przytoczył takai.
Jednostronnie o bohaterskiej walce ostatni raz słyszałam w domu od babci, która
to widziała. Więc na czym polega mit? Że muzeum po prostu stoi tak jak stoją
wspomnienia po innych niezbyt dobrych w skutkach wydarzeniach historycznych?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.79842 Seconds