Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Triumf czy zgon parytetu Drukuj
Adam Ostolski   
22.06.2010

Wybory wyborami. Od początku było jasne: jest 10 kandydatów i jeden z nich w końcu wygra. Sami mężczyźni startują, to i mężczyzna wygra. Może by trzeba kiedyś pomyśleć o parytecie w wyborach prezydenckich i wprowadzić zapis, że na każdego zarejestrowanego kandydata musi przypadać kandydatka? Innymi słowy: panowie mogą się bawić, ale dopiero, jak dopuszczą też panie. Ale to kwestia przyszłości. Na szczęście już dziś w wyborach biorą udział nie tylko kandydaci i ich partie. Uczestniczą w nich także ruchy społeczne, organizacje pozarządowe i środowiska, które nie mają własnych oczywistych kandydatów, mają jednak mniej lub bardziej sprecyzowane postulaty, na których im zależy. I także dla nich wybory kończą się wygraną lub przegraną. Dla mnie najciekawsze było to, jak w tej kampanii wyborczej zaistnieje postulat parytetów i jak zachowa się środowisko będące rzecznikiem tej idei - Kongres Kobiet.


Przyznaję się. Kiedy przed rokiem przez prasę i internet przetaczała się dyskusja w sprawie Kongresu Kobiet, trudno mi było zająć stanowisko. Jak w żydowskim dowcipie - ty masz rację, ty masz rację, i ty też masz rację. Obie strony sporu wysuwały celne argumenty, a sam Kongres - jako zbiorowość reprezentująca w zorganizowany sposób pewien interes społeczny - wydawał mi się projektem otwartym, pod pewnymi względami obiecującym, pod innymi zaś budzącym niepokój. Osoby zaangażowane w Kongres oraz jego krytycy i krytyczki mogły się w wielu szczegółach zgadzać lub nie: tym, co je najbardziej dzieliło, była ocena całościowego sensu tego wydarzenia. Nie wierzę, że coś, co stoi na początku swej historii, ma od razu gotowy „sens”. Wolałem życzliwie pokibicować. Poczekać i popatrzeć, jak się to rozwinie.


Symbolem wielości społecznych roszczeń, które wyrażał Kongres, stał się postulat parytetu dla kobiet na listach wyborczych. Z pierwszej próby, jaką było zebranie ponad stu tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o parytecie, Kongres wyszedł zwycięsko. Jako ponad- i pozapartyjna organizacja reprezentująca „interesy kobiet” Kongres stał się autonomicznym głosem, wywierającym na świat polityczny oddolną presję. Działaczkom Kongresu udało się zbudować sojusze, uzyskać medialny rozgłos i eksperckie wsparcie, a także rozpocząć poważny lobbing na rzecz ustawy. W ciągu niespełna roku z pomysłu, który większości elit wydawał się dziwaczny i ekstremalny (mimo poparcia większości opinii publicznej), parytet stał się szacownym tematem politycznej debaty. To zmiana, której nie wolno lekceważyć.


Jednak bycie poważnym tematem to nie to samo, co szanse na realizację. Nikt nie liczy się z jakimś postulatem tylko dlatego, że się o nim dużo mówi. Po wprowadzeniu tematu do debaty publicznej pojawia się kwestia politycznej strategii. Tu zaczyna się szereg dylematów. Można szukać bezpośredniej politycznej reprezentacji, na przykład zakładając własną partię samodzielnie uczestniczącą w wyborach albo afiliując się przy jakiejś znaczącej sile politycznej i działając jako grupa lobbingowa wewnątrz niej. W wyborach prezydenckich zaś: wystawiając własną kandydatkę albo popierając któregoś z liczących się kandydatów, o ile zechce uczynić z parytetu jeden z głównych wątków własnej kampanii. Można też bezpośredniej politycznej reprezentacji unikać, zamiast tego mobilizując elektorat, czyli pracując na to, by zwolennicy i zwolenniczki parytetów stali się języczkiem u wagi. Strategia ta wymaga tylko jednego: żelaznej konsekwencji we wzywaniu do głosowania przeciw każdemu kandydatowi, który parytetu nie poprze.


Nie piszę nic nowego. Organizatorki, uczestniczki, działaczki Kongresu Kobiet bez wątpienia to wiedzą. A jednak… na otwarciu tegorocznego Kongresu przemówienie wygłosił Bronisław Komorowski, który parytetów nie popiera i który nie przyjął zaproszenia do kongresowej debaty kandydatów. Grzegorz Napieralski, Waldemar Pawlak i Andrzej Olechowski nie dostali tak dobrego czasu, mimo że przyjęli zaproszenie do debaty, a dwaj z nich - Napieralski i Olechowski - nie tylko popierają parytety, ale też jako jedyni kandydaci z całej dziesiątki zechcieli odpowiedzieć na 10 pytań zadanych przez Partię Kobiet. Można powiedzieć, że to blamaż po stronie organizatorek, ale ich wybór potwierdziły wyniki kongresowych prawyborów, które Komorowski nieznacznie wygrał w pierwszej turze, zdobywając 50,9 proc. ważnych głosów. Bez względu na to, jakie stały za tym intencje, oznacza to de facto poparcie Komorowskiego. Nie odmawiam ani organizatorkom, ani uczestniczkom Kongresu prawa do popierania Komorowskiego. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, co taki wybór oznacza: pomysł zbudowania autonomicznego ponadpartyjnego głosu reprezentującego „interesy kobiet” po roku wysiłków spełzł w końcu na niczym. Trudno mi sobie wyobrazić, by Platforma Obywatelska (lub jakakolwiek inna partia) liczyła się z głosem środowiska, które samo nie traktuje własnych postulatów na tyle serio, by ze stosunku do nich polityków poważnie rozliczać.


Zbudowany wspólnym wysiłkiem wielu kobiet potencjał politycznego nacisku został w ostatni weekend roztrwoniony. Będzie to może jaśniejsze, jeśli odpowiemy sobie na pytania: Czy żeby uzyskać poparcie organizacji, której sztandarowym celem jest wprowadzenie parytetów, trzeba popierać parytety? Nie. To może trzeba popierać równouprawnienie kobiet w pracy i dostęp do „męskich” zawodów? Niekoniecznie. Może trzeba pomagać w Sejmie w przyjmowaniu korzystnych dla kobiet ustaw (choćby tego projektu, co go Kongres zgłosił, a co przebywa w „zamrażarce”)? Ano nie trzeba. A może wystarczy przyjąć zaproszenie na debatę lub odpowiedzieć na pytania dotyczące ważnych dla kobiet spraw? I to nie pomaga. To co takiego trzeba zrobić? Na to pytanie odpowiedź pozostawiam Czytelniczkom i Czytelnikom.



PS Zamierzałem zatytułować ten artykuł „Pożegnanie parytetu”, ale jak się okazało już w niedzielę, abdykacja Kongresu Kobiet nie oznacza, że idea parytetu straciła politycznego rzecznika. To jednak już inna historia.

Komentarze
Dodaj nowy
Spokojny   |22.06.2010 16:36:35
Żeby będąc mężczyzną uzyskać poparcie organizacji kobiecej starającej się o
cokolwiek nie należy słuchać postulatów, tylko należy reprezentować pewną siłę,
prestiż i obiecywać, że się "obroni przed złem". Panie domagają się
parytetu od panów, ponieważ zwykle domagają się czegoś od panów i idą za tym,
który "coś ma" a nie za tym który "coś popiera".
Plainview   |22.06.2010 18:23:56
Ale po co parytet, jeżeli kobiety nie chcą się w politykę angażować?! Żadna
kobieta nie dokonała nawet wstępnej rejestracji przed obecnymi wyborami, do
której wystarczyło zebranie 1 tys. podpisów. Zresztą, ciężko mi jest wyobrazić
sobie parytet w wyborach samorządowych. Już dziś niektóre komitety mają problem
z zapełnieniem swoich list wyborczych, a jeżeli dodatkowo połowę będą musiały na
nich zajmować kobiety, spowoduje to znaczny spadek liczby komitetów i wykluczy
znaczną część społeczeństwa z możliwości ubiegania się o swoją reprezentację w
radach gminy czy powiatu.
Felek   |22.06.2010 21:38:19
Odpowiedź jest prosta: ideą kongresów kobiet nie jest bycie po stronie kobiet,
tylko bycie kobietą z klas wyższych. Interes klas wyższych najpełniej wyraża
Bochniarz. A jeśli Adamie miałeś wątpliwości zważywszy na jej osobę (i jeśli
Wasz szef określił lewicową krytykę kongresu bardzo obraźliwymi słowy, widać tu
link poniżej) to tylko do siebie możecie mieć pretensje, bo było to od początku
widoczne jak na dłoni.
mcwal   |22.06.2010 22:39:41
Nie wiem czy do tej pory podawano takie dane, ale słyszłem że w tych wyborach
wzięło udział więcej kobiet niż mężczyzn.
Więc nieprawdą jest że kobiet polityka
nie interesuje. Jeśli jako dane istotne potraktowano rozróżnienie na kobiety i
mężczyzn, to może jest to skutek upominania się o parytety, parytety a nawet
więcej wsród wyborców są.
ost.  - w kwestii abdykacji   |23.06.2010 08:58:49
Kilka osób pytało mnie, o co mi chodzi z tą abdykacją Kongresu Kobiet. No
to wyjaśniam :) Abdykacja oznacza pozbawienie siebie politycznej sprawczości. Do niedzieli Kongres był autonomicznym ponadpartyjnym środowiskiem zdolnym wywierać na zawodowych polityków pewien nacisk. Dziś jest to NGO - z
polityczną agendą, ale uzależniony od kaprysów i widzimisię
politycznych zawodowców.
Madrich  - Kłamstwo sondażowe   |26.06.2010 12:51:12
Poand rok temu gdy idea parytetu nie była znana wieszości społeczeństwa strona w
dyskusji czyli Kongres Kobiet zamówił i opłacił sponsorowany sondaż nt poparcia
dla parytetu: na niereprezentatywnej próbie, tylko w dużych miastach, w
sprzyjajacej godzinie itd.

Produkt czyli wyniki był zgodny z oczekiwaniami
płacącego za niego klienta-nabywcy. Wyrazna wiekszosc kobiet symboliczny ulamek
procenta ponad polowe mezczyzn.

Od tego momentu minal ponad rok, ludzie mieli
czas na wyrobienie opinii na ten temat i zajac swoje rzeczywiste stanowisko. Ale
co robi Kongres Kobiet? Jak ognia unika jakiejkolwiek proby ponownej weryfikacji
wynikow w uczcciwy statystycznie sposob w kazdym artykule lobbujacym za tym
konstruktem-parytetem jak pijany plotu trzymajac sie wynikow sprzed ponad roku
ktory sam zamowil. Na wyniki powoluje sie przy kazdej mozliwej okazji uparcie je
wciskajac. Jest socjoinzynierski zabieg wciskania natretnie na sile ludziom ze
"tak wy tego chcecie, wy mowicie sami ze tego chcecie"

Ostatnio
nierozwazna gazeta wyborcza umiescila pod artykulem nt. parytetu sondaz na temat
jego poparcia dla internautow… Wyniki: 89% absolutnie przeciw parytetowi, 8%,
3% nie wie.

Prosze wiec dziennikarzy KP o nie wycieranie sobie buzi
niewiarygodnymi wynikami i zachowanie szacunku dla samodzielności w myśleniu
czytelnika.

Pozdrawiam
Ami  - re: Kłamstwo sondażowe   |28.06.2010 10:03:57
Madrich napisa?:

Ostatnio nierozwazna gazeta wyborcza umiescila pod artykulem nt. parytetu
sondaz na temat jego poparcia dla internautow… Wyniki: 89%
absolutnie przeciw parytetowi, 8%, 3% nie wie.


W internecie to i Korwin wygrywa wybory prezydenckie w I turze,
"Prosze wiec (…) o nie wycieranie sobie buzi
niewiarygodnymi
wynikami i zachowanie szacunku dla samodzielności
w myśleniu
czytelnika." :)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 22.06.2010 )
 
następny artykuł »
Generated in 0.96790 Seconds