Trzy kobiety. Ditlevsen, Haushofer, Ernaux
Czy wiemy już o noblistce wszystko? Jeśli chodzi o mnie, to chyba wystarczająco dużo, ale dla prawdziwych miłośników jej twórczości może jeszcze coś się znajdzie.
„Jeśli nie rozumiemy walki klas, nie rozumiemy zupełnie nic” – Ken Loach.
Czy wiemy już o noblistce wszystko? Jeśli chodzi o mnie, to chyba wystarczająco dużo, ale dla prawdziwych miłośników jej twórczości może jeszcze coś się znajdzie.
Kiedy jesteśmy oskubywani przez cwaniaków, a ludzie, którzy wydają się od nas mądrzejsi, racjonalnie nam tłumaczą, że to jest w porządku i w zgodzie z prawem, nietrudno utracić wiarę w ekspertów, praworządność i w system jako taki.
Jeśli demokracja i jej elity tracą w oczach obywateli prawomocność, to dlatego, że przez dziesięciolecia owe elity robiły z demokracji pośmiewisko, wmawiając nam, że rażące nierówności są naturalnym i właściwym stanem rzeczy.
Mimo że pierwszy wspólny utwór opublikowali kilka dni temu Mata, od dawna zapowiadający start w wyborach prezydenckich w 2040 roku, i uwielbiana przez miliony Fagata, marzy mi się, by do gry o najwyższą stawkę weszli Helena Englert i Jan Lubomirski-Lanckoroński – postaci jakże symptomatyczne dla polskiej dyskusji o przywilejach, wpływach i władzy.
Odkąd Donald Tusk w gmachu giełdy wezwał miliarderów, żeby się bogacili, jego antypracowniczy kurs nie powinien już dziwić. Tym razem jednak premier staje po stronie szemranego biznesu, który żyje dzięki oszukiwaniu państwa.
„Gdy twoje środowisko zostaje zatrute i zniszczone, tracisz prawo do życia” – mówił nigeryjski poeta Ken Saro-Wiwa, który walczył z dewastacją Delty Nigru przez koncern Shell. 30 lat temu razem z ośmioma innymi aktywistami został skazany na śmierć i powieszony.
Odkąd ruch MAGA przejął rząd konserwatywnych dusz, wierchuszka Partii Demokratycznej zaciekle walczy z antysystemowym wrogiem, który zagraża interesom elit finansowych i ma szerokie poparcie w społeczeństwie. Nie, nie chodzi o Donalda Trumpa.
Populiści dużo krzyczą o suwerenności, jednocześnie de facto nawołując do podporządkowania Europy Stanom Zjednoczonym. Tak w wymiarze gospodarczym, jak i politycznym oraz kulturowym.
Antykomunizm jest obecnie silniejszy i bardziej rozpowszechniony niż w czasach faktycznej dyktatury komunistycznej, gdy władza „ludowa” wyprowadzała na ulice czołgi.
Żądanie uznania historycznych krzywd często zmienia się w tożsamościową ofensywę, a nawet spiralę przemocy. Widać to od Zachodniego Brzegu po Mjanmę.