UE

Flassbeck: 10 mitów kryzysu

Zamiast zajmować się problemami na poważnie, nowoczesne społeczeństwo medialne zagaduje kryzys.

Kryzysowi gospodarczemu zawsze towarzyszą mity. Inaczej niż w świecie nauk przyrodniczych albo w zwyczajnych, stosunkowo wolnych od ideologii zawodach, jak inżynier budowlany czy lekarz, ekonomista – a także polityk, któremu doradza – nie może tak po prostu bez uprzedzeń przeanalizować kryzysu, a następnie wyciągnąć wniosków dotyczących zastosowania odpowiednich środków zaradczych.

Tradycyjnie myślący eksperci gospodarczy, podobnie jak rynkowo zorientowani politycy, z góry traktują rynek jako mechanizm działający optymalnie. Dlatego właśnie w obliczu kryzysu zawsze postępują w ten sam specyficzny sposób. Dla „ekonomisty głównego nurtu”, inaczej niż dla przyrodnika, te przyczyny wstrząsów i kryzysów, które można by zdiagnozować za pomocą obiektywnych danych i logicznego myślenia, nie są wcale najważniejsze. Przeciwnie: jego światopogląd podpowiada mu, że nie dbając zbytnio o fakty, powinien szukać takich przyczyn, które mają coś wspólnego z szeroko rozumianym działaniem państwa. Szukanie problemów w samym rynku uważa on za stratę czasu, bo wie przecież, że rynek jest efektywny i nie można go poprawić analizą ekonomisty.

Mit niezawodnego rynku i skrajnie nieudolnego państwa tłumi wszelkie próby obiektywnej analizy przyczynowej. To tak, jakby lekarz przy dowolnych objawach chorobowych zakładał, że stan pacjenta jest w najlepszym porządku – żeby móc postawić diagnozę, trzeba się zatem skoncentrować na najsłabszych choćby bodźcach płynących z zewnątrz, a nie badać symptomy choroby czy reakcje zachodzące w ciele. Tylko tak można wyjaśnić fakt, że wielki kryzys roku 2008 i lat kolejnych, wciąż jeszcze nieprzezwyciężony w roku 2013, nie doprowadził badaczy gospodarki do poważnej konfrontacji z jego przyczynami.

Większość ekonomistów i polityków radykalnie przeceniała czynniki związane z szeroko rozumianym działaniem państwa. Przykładem najbardziej przekonującego wnioskowania tego typu było założenie, że winny kryzysu jest amerykański bank centralny, a to ze względu na swą luźną polityką pieniężną. Ten właśnie mit rozprzestrzenił się błyskawicznie na całym świecie, ponieważ fantastycznie pasował do wzoru zawodnego państwa, które niezawodne skądinąd rynki pociąga za sobą w przepaść. Fakt, że już niedługo później niemal wszystkie banki centralne świata powtórzyły, a nawet rozwinęły tę rzekomo błędną, odpowiedzialną za kryzys politykę, tj. wprowadziły masową obniżkę stóp procentowych – mało kto przyjął do wiadomości.

Czy naprawdę powtórzono by ten krok, gdyby stanowił on wcześniej przyczynę kryzysu? Jak, rozważając kwestie gospodarcze, można pominąć tak proste spostrzeżenie – że czynnika odpowiedzialnego za kryzys nie można by tak powszechnie zastosować jako najważniejszego przeciwko niemu lekarstwa?

Po tym, jak polityka pieniężna zużyła się w roli źródła kryzysu, za jego „właściwą” przyczynę uznano zadłużenie publiczne. „Kryzys finansowy” stał się „kryzysem zadłużenia”. Był to wprawdzie zupełny absurd w kontekście faktu, że długi państw jednoznacznie wzrosły dopiero w efekcie kryzysu, ale za to współgrał z popularnym mitem – w rezultacie czego połączone siły mediów, polityki i dużej części tzw. nauki szybko uczyniły to stanowisko obowiązującą wykładnią.

W Europie szczególnie konsekwentnie reinterpretowano głęboki kryzys systemowy unii walutowej jako kryzys zadłużenia nielicznych krajów południowoeuropejskich.

Dla niemieckich „reinterpretatorów” miało to tę dodatkową zaletę, że mogli oczyścić się z winy i nie musieli dyskutować o swych własnych błędach. Fakt, że poważnej szkody doznało przy tym samo jądro unii walutowej, którą zupełnie pozbawiono zdolności do działania w przyszłości, to jeden z negatywnych skutków ubocznych tego ideologicznego postępowania – w ogóle nie uwzględniono go jednak w debacie publicznej ani politycznej dyskusji. Intensywnej publicznej debaty na temat sensu i celu unii walutowej nigdy – ani przed jej powstaniem ani tuż przed grożącym jej schyłkiem – nie przeprowadzono i nigdy tak naprawdę nie zamierzano przeprowadzić.

Zamiast zajmować się problemami na poważnie, nowoczesne społeczeństwo medialne zagaduje kryzys. Za każdym razem na chwilę pochylamy się nad powierzchnią problemów, aby natychmiast odsunąć się ze strachu przed dostrzeżoną otchłanią i wrócić ku ciepłym, ideologicznym obłokom. Społeczeństwem medialnym steruje dyscyplina – arcykapłanka wiary w wolność rynków, która, świadoma, że stoi za nią zawsze władza pieniądza, broni swej ideologicznej pozycji kłami i pazurami.

Jedynie oświecenie i demitologizacja mogą wymusić zmianę. Aby to się udało, oświecenie ewidentnie potrzebuje kryzysu. Dopiero gdy wszystkie próby odbudowania podstaw skutecznej gospodarki przez dominującą naukę poniosą ostateczną i spektakularną klęskę, oświecenie dostanie swoją szansę. Być może właśnie nadszedł ten moment, kiedy ginie nadzieja na szybką odnowę. Recesja z rosnącymi deficytami – gdy ich redukcja jest głównym celem polityki – niesie wyjątkową okazję dla demitologizacji. Dopiero gdy przerwane zostaną wszystkie tamy, przestaniemy słuchać ekspertów od tylu lat tłumaczących, że tamy są absolutnie bezpieczne.

Jest to fragment książki Heinera Flassbecka 10 mitów kryzysu, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Tłum. Michał Sutowski

Heiner Flassbeck – niemiecki profesor ekonomii, przez wiele lat główny ekonomista Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju, autor m.in. książek Die Marktwirtschaft des 21. Jahrhunderts (2010) oraz Handelt Jetzt! (2013, wspólnie z Jamesem K. Galbraithem i in.).

Projekt finansowany ze środków Parlamentu Europejskiego.

 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.