Świat

Briuchowecka: Prawicowa Swoboda udaje, że to ona prowadzi naród do Europy

Wychodzisz na Majdan, a dookoła słyszysz ksenofobiczne hasła.

Takie masowe jednoczenie się ludzi, jakie obserwujemy podczas protestów na Ukrainie, od razu sprawia, że w jednej chwili wracamy pamięcią do wydarzeń pomarańczowej rewolucji. Ale dziewięcioletni krytyczny dystans do tej ostatniej skłania także do krytycznego odbioru dzisiejszych wydarzeń. Tym bardziej, że zachęcają do tego nawet ich „kolory. Dziś widzimy niebieski Majdan – niebieskie flagi Unii Europejskiej i niebieskie flagi [nacjonalistycznej – przyp. red.] partii Swoboda – i to jest już znaczący oksymoron.

Jeśli dziewięć lat temu naród chciał sprawiedliwych wyborów i dobrego prezydenta, łącząc z tymi dążeniami wyobrażenie o dobrym życiu w przyszłości, to dzisiaj tym słodkim marzeniem stała się Europa – wymarzona tak naprawdę już dawno. Na tyle dawno, że nawet język, szczególnie język reklamy, zdążył już przesiąknąć słowami z prefiksem „euro-”.

Nie można jednak nie zwrócić uwagi na to, że ludzie w tych swoich marzeniach są nieco naiwni; jednoczą się raczej wokół mitu, czegoś, co odzwierciedla ich potrzebę lepszego życia. Nadal jednak niejasny pozostaje sposób realizacji tej potrzeby. Rozczarowanie i rozpacz ostatnich lat spowodowane niespełnieniem pomarańczowych marzeń nie zdołały wypchnąć ludzi na ulice – ale „słodki piernik” Unii Europejskiej już tak.

Można odnieść wrażenie, że niektórzy dobrze się do tej sytuacji przygotowali. Przynajmniej do robienia takiego PR-u, jaki uprawia właśnie Swoboda, innym siłom politycznym jeszcze daleko. Pasożytując na entuzjazmie ludzi, Swoboda robi z siebie kogoś na wzór przywódcy i udaje, że to ona prowadzi naród do Europy. U wielu trzeźwo myślących ludzi takie zachowanie wywołuje dysonans, ponieważ ideologia nacjonalistycznej, ultraprawicowej partii zupełnie nie kojarzy się z wartościami europejskimi.

Chcesz wyjść na Majdan, bo chcesz żyć jak w Europie, a dookoła słychać agresywne ksenofobiczne hasła: „Ukrainie chwała, wrogom śmierć!”, „Ukraina ponad wszystko!”.

To właśnie dominuje; na ulicznych akcjach można też zaobserwować patologiczne zagrzewanie do nienawiści do „moskali” i „Żydów”. A nad tym wszystkim faluje flaga marzeń – flaga Unii Europejskiej.

Powstaje wrażenie, że ludzie wychodzą na ulicę w jednej konkretnej sprawie, a skutecznie proponuje im się coś zupełnie innego. I trzeba przyznać, że ludzie jakoś to nie odrzuca; jakoś bardzo im to nie przeszkadza. Sytuacja wygląda więc niebezpiecznie. Widzisz, jak ludziom – łasym na mity – podaje się jak na tacy świeżo upieczony, jeszcze gorący mit: mit wielkiej nacji, która jest wartością samą w sobie, bez żadnej tam Europy. Ucho przywyka do słyszanych sto razy dziennie haseł; zaczynają one nawet same latać po głowie.

Inne, naprawdę proeuropejskie hasła chciałoby się usłyszeć na europejskim marszu. W niedzielę spotkałam na nim przyjaciół z LGBT. Szli w tłumie bez haseł, bez flag, otoczeni napisami „Swoboda” i okrzykami przepełnionymi nienawiścią do „wrogów”. Ale oni szli. Szli w sprawie swojej Europy.

Tłum. Aleksandra Kuźmicz

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.