Felieton

Dlaczego poeci nigdy nie będą zaspokojeni?

Myślę, że wszyscy mądrzy ludzie znają odpowiedź na to pytanie, ale i tak to powiem.

Myślę, że wszyscy mądrzy ludzie znają odpowiedź na to pytanie, ale i tak to powiem. Być zaspokojonym, oznacza się poddać. Jeśli osiągnąłeś spokój, to znaczy, że już jesteś trupem. I gnijesz od środka. Nie można być spokojnym na tym świecie pełnym chaosu, przemocy i gwałtu. A jeśli czujesz się zaspokojony, to znaczy, że w dupie masz cierpienie innych czujących istot. Jeśli osiągnąłeś zaspokojenie, jesteś zwykłym dupkiem. A ja nigdy nie chciałem być dupkiem.

To nie znaczy, że nigdy nie byłem. Krzywdziłem ludzi, krzywdziłem kobiety. Bardziej dbałem o los kobiet na świecie, niż o własną dziewczynę. Choć o własne dziewczyny też starałem się dbać. Ale bywa to trudne. Jest tyle pięknych, mądrych i cudownych kobiet, o które chciałbym zadbać. A przecież się nie rozdwoję. Co oczywiście nie byłoby takim złym rozwiązaniem. Przy dramatycznym deficycie fajnych chłopców, spokojnie mógłbym się sklonować ze sto razy, a i tak nie wyczerpałbym popytu na siebie.

Nie chodzi mi o to, żeby się przechwalać. Ale takie są smutne fakty, że żyjemy w świecie, w którym jest znacznie więcej mądrych i ciekawych kobiet, niż mężczyzn. Oczywiście – nie ma co się czarować – zdarzają się też straszne suki, ale to nie zmienia statystyki. Kobiety są mądrzejsze, bardziej empatyczne, lepiej wykształcone, a mimo to wciąż zarabiają mniej, rzadziej zasiadają w znaczących gremiach, rzadziej są zapraszane do mediów jako ekspertki. Ten jawny seksizm wciąż traktowany jest jako coś naturalnego. Nic dziwnego, że wiele kobiet mówi sobie dość i wypowiada służbę.

Nie będzie samiec pluł nam w twarz i dzieci naszych ranił. Orężny stanie hufiec nasz, nie będzie kuc nam chrzanił.

Całym moim lewicowym serduszkiem jestem po stronie tej walki, gdyż wierzę, że świat rządzony przez kobiety byłby lepszy. Żadna kobiet nie zrzuciłaby tyle bomb na Wietnam. No, może Margaret Thatcher i parę innych jej koleżanek. Ale co zrobić, posiadanie cipki nie czyni cię wolną od bycia suką. A jednak sprawia, że wychowujesz się w sytuacji podległości, więc łatwiej ci się identyfikować z tymi, którzy mają gorzej.

Dlatego, gdy w redakcji Krytyki Politycznej, zapytano mnie, czy nie mam nic przeciwko opublikowaniu wkurzonego tekstu Mai Staśko, choć jestem w nim szkalowany, powiedziałem, że spoko. Niestety w natłoku pracy, nie miałem czasu go przeczytać w całości. Rzuciłem tylko okiem na fragment o mnie i choć wydał mi się krzywdzący i niesprawiedliwy, to uznałem, że ok. Jeśli dziewczyna chce mnie wykorzystać do walenia w męski ród, nie protestuję. Zasłużyliśmy sobie. Nigdy bym się jednak nie domyślił, że będę chyba jednym aktywnym poetą i slamerem wymienionym w tekście opowiadającym o tym, jak bardzo seksistowskie i wulgarne jest środowisko poetyckie. Ze wspomnianego tekstu dowiedziałem się, że: „Na slamach najwięcej punktów zbierają te młode i seksowne, z publiczności dobywają się fachowe relacje na żywo: «ruchałbym» lub «nie ruchałbym», i «z kim ona się już puściła, a z kim jeszcze nie», lub «kto ją już ruchał, a kto jeszcze nie, ale jest blisko bądź daleko (i dlaczego tym blisko jestem ja)».” Zaprawdę nie byłem na żadnym slamie, na którym tak by to wyglądało. A po prawdzie na kilku slamach w swoim życiu byłem. Ale chyba nigdy w Poznaniu. Może tam mają jakieś inne standardy.

Niewątpliwie było tak, że pozwoliłem sobie w złośliwy sposób na facebooku przypomnieć pisarce Dominice Dymińskiej, że gdyby nie lewicowi chłopcy, to prawdopodobnie jej dwie książki nigdy nie ujrzałby pewnie światła dziennego. Nie, żebym się domagał jakiejś specjalnej wdzięczności. Wydajemy książki dlatego, że uważamy je za wartościowe, a nie, żeby ich autorzy się o nas miło wypowiadali. Choć za to też bym się nie obraził. Zresztą moja długoletnia znajomość z Dominiką Dymińską – jak sądzę – pozwala mi na tego rodzaju drobne złośliwości. Pomimo nich, wciąż się lubimy i szanujemy. Czasami jednak jest tak, że osobie, którą szanujemy i lubimy, trzeba powiedzieć kilka mocnych słów. Bo nikt nie jest bez wad. I czasem ktoś naprawdę nie wie, że przesadza.

Ja na przykład czasem nie wiem. Od dziecka nie bardzo wiedziałem, dlaczego pewne rzeczy można robić, a innych nie. Zostało mi to do dzisiaj. Czasem robię rzeczy, których robić się nie powinno i wszyscy to wiedzą. Tylko jakoś nie ja. (W tym miejscu pragnę najgoręcej przeprosić pana Borysa Szyca.) Czasami zachowuje się jak dupek. Na przykład po lekturze tekstu Mai Staśko pozwoliłem sobie go zalinkować z pytaniem, kto ruchał autorkę, że taka jest wkurzona. Miał to być żart z tego, że poeci ponoć tylko siedzą i gadają, kogo ruchali. No i naprawdę chciałem wiedzieć, kto dziewczyną skrzywdził. Bo, że ktoś to zrobił, można było wyczytać z tekstu. Ale żart nie był najszczęśliwszy. Dlatego po zastanowieniu go skasowałem. W międzyczasie jedna feministycznie nastawiona koleżanka zwróciła mi uwagę na jego niestosowność, a także proponowała, żeby zrobić screeny i o sytuacji donieść mojemu pracodawcy. Niewątpliwie dyscyplinowanie mężczyzn poprzez odwoływanie się do wyższej instancji może być skuteczną metodą walki o władzę.

Jednak czasem wystarczy porozmawiać z kolegą i powiedzieć mu, że zachował się jak dupek. Naprawdę. Nie trzeba od razu dzwonić, żeby policja przyjechała na facebooka. Wystarczy porozmawiać.

Zastanawiam się, czy autorka tekstu Dlaczego poeci są wiecznie niezaspokojeni? zapytała o to swoich znajomych poetów. Myślę, że niektórzy mogliby jej odpowiedzieć na to pytanie. No chyba, że naprawdę są takimi dupkami, jak to przedstawia, to może rzeczywiście nie ma sensu z nimi gadać, można tylko napisać kolejny gniewny tekst, który nic nie zmieni, poza wkurzeniem paru osób. A może jednak zmieni? Wygląda na to, że o problemie będziemy dyskutować w sobotę na panelu Wydawnictwa, festiwale, nagrody – siła i bezsiła wiersza w ramach festiwalu Silesius. Niestety w debacie w ostatniej chwili odwołała udział Justyna Bargielska, wybierając warsztat Minecrafta, więc będziemy dyskutować w gronie samych panów, ale mam nadzieję, że pojawią się też jakieś głosy kobiet. Ostatecznie wydarzenie jest otwarte, a dyskusja publiczna, więc każdy będzie mógł zabrać głos. Niestety nie mogę odmówić udziału w dyskusji, bo do końca miesiąca zostało mi 96 złotych. Nie trzeba było tyle chlać, powie ktoś i będzie miał rację. Ale przypominam, że poeci są niezaspokojeni. I nigdy nie mówią sobie dość. Chcą być piękni w oczach każdej pięknej (nawet jeśli tylko wewnętrznie) kobiety, którą spotkają. Chcą być podziwiani za to jacy są wspaniali. Choć często wcale tacy nie są. Czujecie ten paradoks? Choć sam nie uważam się za wspaniałego, to chciałbym, żeby inni tak o mnie myśleli. I tak naprawdę jest. A przynajmniej tak mówią. Ludzie mówią o mnie lepiej, niż ja o sobie myślę. Może właśnie dlatego tak bardzo tego potrzebuję. Przeglądać się w cudzych oczach, bo gdy patrzę we własne, widzę tylko przerażenie i czarną rozpacz. Zbite zwierzę, w świecie, który zmierza prosto do piekła. A jednak jestem dzielny i się nie boję. Nie poddaję się bez walki. Będę szczęśliwy, będę się dobrze bawił, będę wygrywał na przekór wszystkim dupkom i okrutnikom, którzy chcą sobie podporządkować cały świat. Dla których świat to za mało i chcieliby podbijać kolejne planety, choć nawet nie potrafią zadbać o swoją własną.

Na koniec chciałbym polecić państwu nowy film Wernera Herzoga oraz pewną myśl do przemyślenia. Skoro wszyscy zginiemy, a świat zmierza prosto do piekła, to czy nie moglibyśmy spróbować być dla siebie milsi? Wszystkim żyłoby się lepiej.

Ale oczywiście wiem, że nie zawsze możemy być dla siebie milsi. Ostatecznie jest to wojna, którą wygrają tylko niektórzy. Wojna płci, ale też walka klas oraz rozmaitych innych interesów grupowych lub czysto indywidualnych. Zdobytej raz władzy łatwo się nie oddaje. I nawet ja niechętnie oddałbym zaproszenia na festiwale i zamówienia na teksty, bo jakoś muszę dopinać domowy budżet. A niektórzy mają znacznie więcej do stracenia lub zyskania. I dużo bardziej nie chcą się dzielić. Spójrzcie tylko na raje podatkowe, gdzie jest dość pieniędzy, żeby można było zapewnić dochód gwarantowany wszystkim mieszkańcom globu. A jednak ktoś woli trzymać te pieniądze na zagranicznych kontach, wierząc, że potrzebuje ich bardziej niż ludzie umierający z pragnienia i głodu. Czujecie to? Dla takich ludzi nie musicie być mili.

**Dziennik Opinii nr 133/2016 (1283)

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.