Felieton

Słuszny gniew

Też kiedyś miałam takie piękne złudzenia jak Igor Stokfiszewski. Naczytałam się Habermasa i miałam nadzieję, że ludzie mogą rozmawiać ze sobą, wysłuchać swoich racji i się nawzajem upodmiotowić. Śliczności. A kończy się to tak, że ci, którzy próbują szanować cudze, może nie racje, ale przynajmniej uczucia i religijne przekonania, sami ograniczają swoje postulaty, żeby w końcu zostać z ręką w „kompromisie aborcyjnym”, z krzyżem wszędzie, konkordatem i religią na maturze. I naprawdę już nie mam ochoty nikogo szanować ani uwzględniać, pozostał mi jedynie słuszny gniew.

Słuszny, bo po drugiej stronie nie ma partnerów do dyskusji, tylko ciemna ściana. I naprawdę czasami mam ochotę na odrobinę hejtingu: a odpieprzcie się od świeckiej instytucji małżeństwa! Macie swoje związki sakramentalne. Nikt wam nie broni, nie ciupciajcie się przed ślubem, nie bierzcie rozwodów, nie stosujcie antykoncepcji… Z waszego punktu widzenia, gdybyście zapomnieli, jeśli małżeństwu nie towarzyszy sakrament, jest ono deklaracją pragnienia trwania w grzechu. I do Uczty Baranka tacy przystąpić nie mogą. Małżeństwo jako świecka instytucja to dzieło ludzi, ma im służyć, umacniać małe wspólnoty, ułatwiać wychowanie dzieci. Wychowanie, nie płodzenie. I zmienia się ona na przestrzeni dziejów. Zostawcie grzesznikom te grzeszne udogodnienia i spadajcie, kościelne dziady, bo nie chce mi się z wami gadać. I wypchajcie się swoim prawem naturalnym, które jest naturalne tylko dla was.

Naprawdę dobrze i zdrowo jest się czasem zezłościć. Czy jednak na pewno warto swój słuszny gniew na kapitalizm wylewać czerwoną farbą na luksusowy butik? Bo to symbol kapitalizmu?

O istnieniu jakiegoś Zienia dowiedziałam się dzięki akcji kolektywu 15W08, ale mogłabym bez tej wiedzy spokojnie żyć dalej. Internet powiedział mi, że Zieniu ludziom, których nie chcę znać, sprzedaje szmaty, których nie miałabym gdzie nosić, za pieniądze, których na żadne szmaty nigdy bym nie wydała. 

Ja swoją złość trenuję, stojąc w kolejce w Biedronce. Wiem, że jest w niej tanio, gdyż wykorzystuje ona nie tylko pracowników, ale i dostawców, którzy aby sprostać konkurencji, bezwzględnie wykorzystują swoich pracowników, a ci w związku z tym muszą kupować w Biedronce. 

Farba na szybach Zienia może piętnuje burżuazyjne bogactwo, ale równie warta napiętnowania jest kapitalistyczna nędza dyskontu. 

Nie chce mi się bronić butików, bardziej interesuje mnie kwestia przestrzeni wspólnej, zniszczonej przy okazji. Z jednej strony możemy wykonywać w ramach tej przestrzeni rozmaite gesty symboliczne. Z drugiej jednak jest to przestrzeń wspólna i kawałek wyremontowanego i czystego miasta sprawia mi przyjemność, nawet jeśli jest kapitalistyczne. 

Codziennie, wychodząc przed blok, widzę osiedle naznaczone symboliczną agresją. Gwiazdami Dawida na szubienicy, nazwami klubów piłkarskich plus epitety lub wiwaty, mazajami udającymi graffiti. Nawet jeśli uznam, że kryje się za tym gniew wykluczonej młodzieży, to i tak odczuwam drobnomieszczańską nienawiść do takiej interwencji w przestrzeń, w której żyję.

I to właśnie próbuje powiedzieć Igorowi. Nie da się uniknąć antagonizmów. Czasami mamy do dyspozycji tylko złość. A nasz gniew bywa słuszny, a wasz – nie. Czasem też mogą zderzyć się ze sobą dwa słuszne gniewy. BUM.

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.