Felieton

Jak kapitalizm wykańcza demokrację

Romney był kiedyś zdecydowanie lepszym gubernatorem stanu Massachusetts, niż ostatnio prezydenckim kandydatem Partii Republikańskiej (upadłej w nową, globalną formułę prawicowości znaną pod pseudonimem Tea Party). Jako gubernator wprowadzał w swoim stanie system powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych w czasach, kiedy nawet Bill i Hillary Clintonowie przegrywali jeszcze w tej sprawie z koncernami medycznymi, gdyż powszechne ubezpieczenie nie jest możliwe bez częściowej regulacji cen leków i usług medycznych, inaczej rozsadzi każdy budżet, nawet budżet jedynego globalnego supermocarstwa. Romney był też mimo wszystko nieco lepszym kandydatem pretendującym, niż dziś jest kandydatem przegranym. Jako kandydat przegrany wyjaśnił właśnie powody swojej klęski w informacji adresowanej do sponsorów Partii Republikańskiej. 

 

Powodem zwycięstwa Obamy nie był egoizm społeczny amerykańskiej prawicy, którego Republikanie w swojej nowej formule nie potrafią już nawet ukrywać, ale „prezenty” dawane przez Obamę wyborcom, innymi słowy „korupcja wyborcza”. A najbardziej karygodny z nich, wskazany przez Romneya z największą pogardą, to bardzo ostrożne (jak wszystko, co robi) obniżenie przez Obamę kosztów kredytów studenckich. W ten sposób Republikanie wymachują może amerykańską flagą na sposób Mela Gibsona z filmu „Patriota”, a jednocześnie depczą nogami i milionami lobbystycznych dolarów jedną z ostatnich prób obrony równości szans życiowego startu w swojej wydrążonej przez oligarchię republice.

 

Filozofowie polityczni od dawna zwracali uwagę na to, że kapitalizm nie musi być przyjacielem demokracji, może być wobec niej zupełnie obojętny, a nawet może stać się dla niej – jak w Republice Weimarskiej – śmiertelnym zagrożeniem. Przypomnijmy bowiem raz jeszcze, Republika Weimarska dawała sobie, choć kiepsko, radę z politycznymi ekstremizmami. Zabił ją dopiero wielki kryzys 1929 roku i jego społeczne konsekwencje, a władzę w społecznych ruinach Weimaru zebrał Adolf Hitler.

 

A w Polsce? Patronem nowego Ruchu Narodowego, przedstawiającym się jako przyjaciel wykluczonych Polaków, jest Ryszard Opara, sponsor skrajnie prawicowego portalu „Nowy Ekran”. Ten biznesmen uczestniczył w wewnętrznym kręgu oligarchicznego kapitalizmu III RP, korzystał na transformacji, której koszta społeczne kazano płacić ludziom z naszych „dezindustrializujących się” przemysłowych centrów. A buntować zaczął się dopiero wówczas, kiedy więksi od niego wykolegowali go („wykluczyli”?) podczas spekulacyjnego rajdu na akcje Elektrimu, którego Opara był akurat udziałowcem i wiceprezesem.

 

Warto zatem powtórzyć, skoro patologia stosunków pomiędzy kapitalizmem i demokracją – od Tea Party do Ruchu Narodowego – jest globalna, skoro globalny jest kapitał, który niszczenie demokracji wspiera, także odpowiedź musi być globalna. W postaci ponadnarodowych inicjatyw politycznych, związkowych, społecznych. Inaczej ugrzęźniemy w swoich lokalnych zagłębiach pod władzą „Żelaznej Stopy”, mając do swojej dyspozycji jedynie roszczenia zgłaszane anonimowo na internetowych forach. Równie bezsilne, jak roszczenia populistycznej prawicy skierowane przeciwko nam, a może bardziej bezsilne, ponieważ rozum źle się czuje w atmosferze bezsilnej roszczeniowości, rozum pragnie współodpowiedzialności za świat, inaczej ulega degeneracji.

 

Jedną z tych budzących nadzieję ponadnarodowych odpowiedzi była Unia Europejska. I może nią pozostać pod warunkiem, że będzie miała innego silnego partnera niż tylko globalny biznes. Dzisiaj bowiem zapanował w niej dogmat, że polityka w Europie ma tylko jedno zadanie: „likwidację nieefektywnego i niekonkurencyjnego modelu państwa opiekuńczego”. Natomiast na inne procesy społeczne i ekonomiczne „polityka wpływać nie może”. Słyszałem ten dogmat z ust polityków i filantropów wcale nie uważających się za prawicę. Zwycięstwo tego dogmatu w polityce Unii Europejskiej będzie dla Unii samobójstwem. Ten dogmat jest nie tylko złem w wymiarze normatywnym, ale także fałszem w wymiarze diagnozy. Niemcy, wciąż posiadające rozbudowane państwo socjalne, są dziś na globalnym rynku bardziej konkurencyjne od Wielkiej Brytanii, która demolowanie swojego państwa opiekuńczego kontynuuje od trzydziestu lat. 

 

Oba kraje są krajami „północnej Europy”, więc nie o „wojnę cywilizacji” pomiędzy „pracowitą Północą, a leniwym Południem” tu chodzi. Chodzi tu o inny stosunek sił pomiędzy kapitalizmem i demokracją. „Społeczna gospodarka rynkowa” – po raz pierwszy zdefiniowana w chadeckich, adenauerowskich Niemczech, a nie w Korei Północnej czy na Kubie – wciąż jest bardziej efektywna od społecznego zdziczenia kapitalizmu uwalniającego się od wszelkiej politycznej kontroli i wszelkich obowiązków społecznych. A już szczególnie, kiedy najbardziej egoistyczni oligarchowie występują jako prawicowi „przyjaciele i sponsorzy wykluczonych”.

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.