UE

Świetlik: Sprawdź, na kogo głosować

Zamiast poważnej debaty o problemach Unii mamy starcie budżetów reklamowych.

Przez chwilę nie było mnie w kraju, akurat wtedy, kiedy rozwieszano reklamy wyborcze, więc kiedy maszerowałam późnym wieczorem z Dworca Centralnego, zaskoczył mnie przesłaniający pół kamienicy billboard jednego z komitetów. Najpierw zaskoczył, potem mocno zirytował, bo uświadomiłam sobie, ile musi kosztować wynajęcie takiej przestrzeni na kilka tygodni. I kto za to zapłacił – oczywiście ty i ja. Bo przecież tym komitetom, które przekroczą kilkuprocentowy próg, środki na kampanie wyborczą zostaną zrefundowane z pieniędzy podatników. Zresztą warto zauważyć, że to właśnie te komitety, które mają mniejsze szanse na zwrot, inwestują swoje pieniądze w merytoryczny przekaz. Niestety za sprawą partii głównego nurtu pieniądze podatników popłyną do kieszeni właścicieli firm reklamowych, brokerów powierzchni, mistrzów photoshopa i speców od wizerunku.

Zamiast poważnej debaty o problemach Unii mamy starcie budżetów reklamowych. Wystarczy przyjrzeć się tym billboardom utrzymanym w stylistyce Providenta czy Prudentiala: eleganccy ludzie w średnim wieku, business dress code, ograniczona kolorystyka i  retusz, zachęcające uśmiechy. I hasła dobrane chyba przez bota z katalogu pt. Bezpieczna Przyszłość.

Nie  mam nic przeciwko stylizacjom (nawet przez jakiś czas się tym zajmowałam), ale w tej branży forma bardzo ogranicza treść. W sztucznej formule, jaką jest moda czy reklama, jest miejsce tylko na konwencjonalne gesty, stroje i wypowiedzi. Tak jak kandydatki na miss muszą zbudować swoją wypowiedź z kilku dostępnych memów (pokój na świecie, dzieci, rodzina), tak i politycy w tym konkursie piękności, jakim stały się wybory, muszą posługiwać się memami tak uniwersalnymi, że już całkowicie wypranymi z treści.

Silna Polska, Bezpieczeństwo, Przyszłość – przecież to nic nie znaczy. Nie wiemy, na podstawie jakich przekonań będą podejmować decyzje, gdy trzeba będzie przyjąć lub odrzucić jakąś regulację.

Pamiętajmy, że rola Parlamentu Europejskiego jest szczególna. Większość aktów prawnych powstaje w Komisji Europejskiej, w skład której wchodzą politycy wskazani przez Komisarza, a zatem bez legitymacji pochodzącej z demokratycznych wyborów. Ta wyalienowana władza, mocno zanurzona w wolnorynkowej ideologii, tworzy prawo, które ma potem wpływ na nasze życie. I choć spotyka się z różnymi interesariuszami, to robi to bez realnego włączania w proces kształtowania polityk zwykłych, niezrzeszonych i niewyspecjalizowanych ludzi – choć to oni przecież są suwerenem, a nie lobbyści tej czy innej grupy. Konsultacje społeczne ogłaszane przez Komisję nadal wyglądają raczej na zabieg PR-owy niż faktyczną próbę uwzględnienia opinii publicznej.

Przygotowane przez Komisję propozycje mogą na szczęście zostać poprawione lub odrzucone przez Europarlament. Pod warunkiem, że zasiądą w nim ludzie, którzy rozumieją swoją rolę jako wykonawców naszej woli. Im bardziej wybory polityczne przyjmują formę kampanii reklamowej, im mniej w nich miejsca na poważną rozmowę o palących problemach Europy, tym więcej „przypadkowych” osób trafi do parlamentu. I tym bardziej pogłębi się fikcja reprezentacji, którą już tylko z przyzwyczajenia można nazywać demokracją.

Skojarzenie wyborczego plakatu z reklamą firmy ubezpieczeniowej czy pożyczkowej nie jest tu tylko figurą retoryczną i nie dotyczy jedynie warstwy estetycznej. Przecież właśnie namawia się nas do zainwestowania w niepewną przyszłość, powierzenia naszego losu osobie, której na oczy nie widziałyśmy i w której dobre intencje mamy prawo wątpić, a jednak powinniśmy dać jej kredyt zaufania.

Dlatego przed podjęciem decyzji zachęcam do zajrzenia na strony internetowe, które umożliwią zapoznanie się z poglądami kandydatek i kandydatów do PE. Dwie pierwsze inicjatywy, które przedstawiam, mają na celu zaangażowanie zarówno kandydatek i kandydatów, jak i obywatelek i obywateli w merytoryczną debatę o kształcie polityk unijnych. Obie w tym roku zostały uruchomione po raz pierwszy, więc jeszcze nie mają dużego zasięgu, ale poruszają dwie ważne w moim przekonaniu kwestie. Gwoli transparentności wyjaśnię też od razu, że z drugą z nich jestem związana, ponieważ uczestniczyłam w pisaniu Karty Praw Cyfrowych, jestem też obserwatorkę EDRi.

***

Polityka dla ludzi, nie dla zysku

Kampania „Polityka dla ludzi” została przygotowana przez koalicję organizacji działających na rzecz transparentności i etyczności lobbingu. Polski koordynator z ramienia Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska Krzysztof Izdebski wyjaśnia: – Lobbing jest w instytucjach Unii Europejskiej stałym elementem procesu decyzyjnego. Szacuje się, że bierze w tym udział ponad 30 tysięcy osób, których zadaniem jest przekonać urzędników i parlamentarzystów do swoich racji. Wśród lobbystów występują duże nierówności. Ten prowadzony przez korporacje będzie bardziej skuteczny niż przez organizacje pozarządowe. Wspierają go duże pieniądze i możliwość szybkiej reakcji. Dlatego zwracamy uwagę na to, by lobbing był prowadzony na równych zasadach, a temu będzie przede wszystkim sprzyjać jawność tego procesu, chcemy by PE ją wspierał.

Poprzez stronę internetową kampanii można sprawdzić, kto w Polsce poparł ten postulat.

Prawa człowieka wymagają ochronytakże w środowisku cyfrowym

Rada Unii Europejskiej w swoim ostatnim dokumencie dotyczącym wolności wypowiedzi podkreśliła, że wszystkie prawa człowieka, które istnieją offline, muszą być chronione także online. Bo też nigdy wcześniej UE nie musiała mierzyć się z tak wieloma wyzwaniami związanymi z prawami cyfrowymi – od ochrony prywatności, praw autorskich i neutralności Sieci po masową inwigilację obywatelek i obywateli przez służby specjalne. Tematy te przebiły się do świadomości zarówno polityków, jak i opinii publicznej, będą też tematem prac przyszłego Parlamentu. Europejska koalicja organizacji działających na rzecz ochrony praw człowieka w środowisku cyfrowym (European Digital Rights, EDRi) przygotowała w związku z eurowyborami kampanię, której elementem jest Karta Praw Cyfrowych. Dokument zawiera dziesięć zobowiązań dla kandydatek i kandydatów do PE dotyczących takich zagadnień jak prawo do prywatności, nieograniczony dostęp do Internetu i usług online, reforma prawa autorskiego, kontrola  eksportu technologii nadzoru i cenzury, wolne i otwarte oprogramowanie. Karta zwraca też uwagę na kwestie dotyczące emancypacji obywatelek i obywateli poprzez zwiększenie ich dostępu do informacji (transparentność, dostęp do danych publicznych) oraz przestrzeganie zasady niezależności procesów sądowniczych (sprzeciw wobec prywatyzacji egzekwowania prawa w Sieci) i demokratycznie wybranych władz. Chce też promować wielostronne modele zarządzania (ang. multistakeholderism), które mają  zapewnić reprezentatywny udział społeczeństwa obywatelskiego w procesie zarządzania zasobami i standardami internetowymi.

Karta opublikowana została na stronie WePromise.eu, na której zbierane są też dotyczące jej obietnice kandydatów z całej Unii.

Mamy prawo wiedzieć, jak będą głosować przyszli parlamentarzyści

Prócz powyższych kampanii tematycznych opinie kandydatek i kandydatów na różne zagadnienia od 2006 roku można porównywać dzięki portalowi MamPrawoWiedziec.pl. Zespół Stowarzyszenia 61 we współpracy z kilkunastoma polskimi organizacjami pozarządowymi przygotował ankietę, którą rozesłał do wszystkich kandydatek i kandydatów. Pytania dotyczą tych aspektów, które faktycznie są w gestii Parlamentu, ale i poruszają opinię publiczną. Są to m.in. kwestie dotyczące polityki rozwojowej, praw konsumentów, stosunków zewnętrznych, technologii  cyfrowych, czy zatrudnienia.

Innego rodzaju porównywarką poglądów jest tworzony od 2005 roku przez Centrum Edukacji Obywatelskiej Latarnik Wyborczy, który zadaje pytania nie poszczególnym osobom, ale komitetom wyborczym. Dzięki temu narzędziu można zestawić swoje poglądy z wynikami największych komitetów w Polsce, ale także z tym, co prezentują inne europejskie partie, bo Latarnik jest częścią sieci Vote Match Europe, która prowadzi podobne ankiety w innych krajach Unii.

***
W Polsce mamy problem z rozmawianiem o propozycjach zmienienia panujących relacji społecznych. Bo u nas wszyscy widzą, że jest źle, ale mało kto wierzy w szansę na poprawę. Dlatego kiedy proponujesz jakąś reformę, słyszysz „U nas się to nie przyjmie”. Można to poczucie niskiej sprawczości tłumaczyć pańszczyzną, można trwającym przez wieki brakiem suwerenności narodowej. O związku uczucia  beznadziei z kapitalizmem pisał brytyjski antropolog i aktywista David Graeber

Na szczęście wszędzie można spotkać ludzi, którzy uważają, że stan obecny nie jest ani oczywisty, ani jedyny możliwy. To oni wywalczyli prawa pracownicze, zniesienie segregacji rasowej, suwerenność dawnych kolonii, równość kobiet i osób LGBTQ, dziś walczą też o prawa zwierząt i ochronę środowiska, o wolny internet i wiele, wiele innych spraw. Mają marzenia o lepszym świecie i rozumieją potrzebę realizowania projektów poprawy, nawet przy braku pewności co do ich wyników. My też pozwólmy sobie na takie marzenia i poszukajmy podobnych nam na listach kandydatek i kandydatów. Włączmy się w naprawę demokracji poprzez wzięcie udziału w wyborach i wskazanie tego kandydata lub kandydatki, którzy będą działać w celu upodmiotowienia obywatelek i obywateli – nawet jeśli ostatecznie nie wejdą do Europarlamentu – pokażmy władzy, że polityka powinna być robiona z ludźmi i dla ludzi.

Marzycielki i marzyciele, do urn!

Tekst opublikowany na licencji CC BY-SA

***

Serwis >>WYBORY EUROPY jest współfinansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych

 


Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.