Świat

Lewicowiec z batalionu „Ajdar”: Zawsze stoję po stronie postępu

Jeśli nie popierasz walki z dyktaturą, nie możesz być lewicowcem.

Wykładowca, dziennikarz i lewicowy aktywista Maksym Osadczuk, którego do wyjazdu z Krymu zmusiła rosyjska okupacja. Wówczas zaczęły się represje i aresztowania jego znajomych. Postanowił opuścić półwysep i przeniósł się do Lwowa. Jak mówi, sumienie nie dawało mu spokoju, więc po kilku miesiącach zapisał się do batalionu „Ajdar” i znalazł się w Donbasie. Jego pseudonim to „Historyk”, który zawdzięcza swojej niedawnej przeszłości, gdy wykładał na Taurydzkim Uniwersytecie Narodowym w Symferopolu.

Z Maksymem rozmawiam w Szczastiu (po polsku Szczęściu), które znajduje się na linii frontu. Na wywiad przytachał ze sobą głowę Lenina. To fragment pomnika, który niedawno obalono w tym mieście. Sam najchętniej utopiłby ją w pobliskim jeziorze, ale inni członkowie batalionu chcą ją zachować na pamiątkę.

Paweł Pieniążek: Głowa Lenina?

Maksym Osadczuk: Za to, że popieram obalanie pomników Lenina krytykuje mnie mnóstwo osób z lewicy, ale popierałby to i sam Lenin. Mówił przecież, żeby nie budować mu pomników ani mauzoleów, a zamiast tego szkoły i szpitale. Te obiekty, których tyle nawtykano na całym obszarze postradzieckim, przekazują bardzo konkretną polityczną treść: sowiecka okupacja, imperializm i stalinizm. Za tymi pomnikami tak naprawdę kryje się nie Lenin, tylko Stalin. Dlatego radykalne pożegnanie się z nimi jest drogą do tego, aby naprawdę odkryć Lenina, także w ukraińskim kontekście.

Jak to się stało, że lewicowy aktywista z Symferopola walczy w batalionie „Ajdar”?

Dla mnie antyimperializm to bardzo istotny postulat ruchów lewicowych. Głównym celem rosyjskiej interwencji wojskowej nie jest rozszerzenie granicy terytorialnej, a próba powstrzymania wybuchu Majdanu w Moskwie, czyli burżuazyjno-demokratycznej rewolucji, do której doszło już na Ukrainie. Uważam, że trzeba jej bronić.

W batalionie „Ajdar” jest jednak wiele osób o skrajnie prawicowych poglądach.

Nie ma ich tu tak wielu jak w nacjonalistycznym „Azowie”, ale oczywiście są. Dla prawicy i różnego rodzaju faszystów wojna to środowisko naturalne, to cel ich życia. Obawiam się, że udział tych grup jest nieunikniony. Podobnie jak na Majdanie nieunikniony był udział Prawego Sektora i skrajnej prawicy. W końcu format szerokiej, ogólnonarodowej rewolucji wymaga udziału wszystkich sił. To też dotyczy wojny.

Dla prawicy to środowisko naturalne, a dla ciebie?

Ja patrzę na wojnę utylitarnie. Jeśli ma charakter obronny, to powinno się w niej brać udział. Jest dla mnie mało istotne, kto w danym momencie broni Ukrainy. W dalszej perspektywie ci ludzie zapewne staną się naszymi politycznymi wrogami, nie mniejszymi niż Władimir Putin. Szczególnie, że dowódca batalionu „Azow” Andrij Bilecki i jego otoczenie już są w parlamencie. Teraz cel jest wspólny: obrona przed agresją.

Dla mnie ważne jest, że w tym konflikcie progresywną stroną jest Ukraina. Jeśli w Rosji doszłoby do rewolucji podobnej do Majdanu i reakcją Ukrainy na to byłoby wprowadzenie wojsk, aby zdusić progresywny ruch, to bym stanął po stronie Rosji.

A gdzie jest lewica na tej wojnie? Jesteś pierwszym zdeklarowanym lewicowcem, którego spotkałem w Donbasie.

To jest związane ze strukturalną słabością ruchu lewicowego i w tym, że nowa lewica na Ukrainie jest pogrążona w internetowej „walce”, uprawia abstrakcyjną politykę i pacyfizm, które w danym momencie są nieproduktywne i bezsensowne.

Poza mną w „Ajdarze” są też inni lewicowcy. Jest aktywista Autonomicznego Oporu, antyfaszyści ze środowiska kibicowskiego kijowskiego Arsenału. Lewica stopniowo dołącza się do konfliktu, ale obecnie pewnie nie ma ich więcej niż pięćdziesiąt osób.

W porównaniu do ilości skrajnej prawicy to ogromna różnica.

Sam „Azow” to ponad pięćset osób, chociaż znaczna część z nich to nie skrajna prawica. Walczył tam na przykład mój przyjaciel z Krymu, który jest związany ze środowiskami antydyskryminacyjnymi. Ale w zasadzie jest to bojowy oddział skrajnej prawicy. Natomiast lewica jest porozsiewana w różnych batalionach i o żadnej skonsolidowanej grupie nie może być mowy. Przynajmniej na razie.

Dlaczego wybrałeś „Ajdar”?

Przypadkowo. Chciałem dołączyć gdziekolwiek. Dowiedziałem się, że tu są wolne miejsca i dobrzy znajomi. Pojechałem więc do „Ajdaru”.

Mieszkałeś w Symferopolu. Tam popieranie Majdanu nie było tak oczywiste jak na przykład w Kijowie. Dlaczego i kiedy dołączyłeś do protestujących?

Jest znacząca różnica między Majdanem i Euromajdanem. Ten drugi rozpoczął się 21 listopada i w zasadzie go nie popierałem, bo idea integracji europejskiej nie jest mi tak bliska. Majdan rozpoczął się dopiero po milicyjnej przemocy 29-30 listopada, gdy brutalnie rozgoniono pokojowych demonstrantów. Wówczas rozpoczęła się pełnowartościowa rewolucja  i wtedy dołączyłem do niej od razu.

Co masz na myśli, gdy mówisz, że Majdan to rewolucja?

Jeśli użyjemy standardowych marksistowskich schematów, to Majdan jest typową burżuazyjno-demokratyczną rewolucją, w rezultacie której lud obala dyktatora. Samo z siebie to jest progresywne. To jest tylko początek długiego marszu, ale ten ruch jest bardzo ważny – to przebudzenie narodu.

Jaki może być ciąg dalszy?

Majdan nazywany jest „rewolucją godności”, teraz przyszedł czas na „rewolucję sprawiedliwości”. Ludzie nie widzą, żeby ich cele zostały osiągnięte. Szczególnie źle dzieje się w kwestiach socjalnych. To zapewne będzie kolejny etap rewolucji, który jednocześnie – jak mam nadzieję – zakończy rządy oligarchów. Sądzę, że do tego dojdzie w przyszłości. Jak dalekiej? Tego nie wiem.

Co się stało z ruchem lewicowym na Krymie podczas tych wydarzeń?

Doszło do podziału. Najpierw jego osią było poparcie lub jego brak dla wydarzeń na Majdanie. Potem spór dotyczył „republik ludowych” w obwodach donieckim i ługańskim. Niektórzy z aktywistów walczą teraz po stronie separatystów, bo uważają, że te „republiki” to progresywne projekty. Chociaż ja zupełnie nie rozumiem, jak można tak myśleć.

Utrzymujesz kontakty z aktywistami, którzy przeszli na drugą stronę?

Oni przedstawiają interesy kontrrewolucji i nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. O czym miałbym z nimi rozmawiać? To są po prostu wrogowie i jeśli ich gdzieś tu zobaczymy, będziemy musieli zrobić to, co do nas należy.

Przestaliście rozmawiać już w trakcie Majdanu?

W tym okresie pojawiły się pewne tendencje. Kiedy ludzie usprawiedliwiają pobicie pokojowych studentów albo bronią dyktatury, to jest to już – lekko mówiąc – nielewicowa pozycja. Stopniowo ci ludzie doszli do bezpośredniego poparcia dla reakcyjnego przewrotu w Donbasie. Część z nich nawet postanowiła wziąć broń do ręki, inni robią to tylko w internecie. Pozycje są jasno określone. To już nie ten moment, kiedy można było spokojnie dyskutować. Teraz wraz z dyskusją idzie odpowiedzialność, bo przelało się już wiele krwi.

Co spowodowało, że niektórzy lewicowcy poparli – jak sam mówisz – dyktatora, a później „republiki ludowe”?

To pokazuje, co z nich za lewica. Nie wierzę, że ktoś, kto popierał byłego prezydenta Wiktora Janukowycza, który budował państwo policyjne, może być lewicowy. Sam fakt walki z dyktaturą jest postępowy. Jeśli tego nie popierasz, nie możesz być lewicowy.

Oni poparli Janukowycza i Putina czy to – znów wraca Lenin – pożyteczni idioci, których eurosceptycyzm doprowadził do pozycji bliższych Rosji?

Ja też jestem eurosceptyczny, ale to w żaden sposób nie przeszkadza mi w walce z oczywistą agresją Rosji. W kontekście europejskim Putin jest głównym wrogiem każdej wolności, także tej, o którą walczy lewica. Jeśli Rosja byłaby choć trochę postępowym państwem, można byłoby dyskutować. Teraz jednak, niezależnie od aspektu, na który zwrócimy uwagę, Putin jest czystym reakcyjnym złem. Nie ma różnicy, czy chodzi o kwestie gospodarcze czy kulturalne. Dlatego tu nie chodzi o wybór między Unią Europejską i Rosją, tylko postępem i reakcją.

To znaczy, że dzisiaj Unia Europejska, jest postępową siłą.

W porównaniu do Rosji jest oczywiście lepszym wariantem.

To skąd twój sceptycyzm? Jest wielu lewicowców, którzy popierają Unię Europejską i jej idee.

Popieram idee, na podstawie których powstała Unia Europejska. Dzisiaj jednak to brutalna struktura, która dusi interesy małych państw. Dobrze to widać na przykładzie Grecji czy Portugalii. Unia Europejska ma swoje centra finansowe, których interesy realizuje, i pozostałych, którzy znajdują się na drugim miejscu. Dlatego ta struktura powinna być przynajmniej zreformowana. Popieram ideę zjednoczenia całej Europy, a nawet świata w jedną federację, ale ten proces należy rozpocząć we właściwy sposób. 

Oczywiście, postulaty takie jak ochrona praw mniejszości czy podkreślanie roli praw człowieka są jak najbardziej właściwe. Niestety jednak, nie określają charakteru całej UE.

Myślisz, że uda się odzyskać Donbas?

To nie będzie kwestia miesiąca, ale raczej lat. Jeśli Rosja przestałaby wspierać „ludowe republiki”, to bardzo szybko wejdziemy do Ługańska i Doniecka. Jeśli sytuacja się nie zmieni, to zapewne zostaniemy na tej linii, która została wytyczona w trakcie porozumienia o zawieszeniu broni.

Istotniejsze jest jednak co potem zrobimy z Donbasem. Kiedy wróci on pod naszą kontrolę będzie trzeba zająć się odbudową. Ten region jest totalnie zrujnowany i na Ukrainę spadnie ogromny ciężar, który będzie musiała unieść. Odbudowa Donbasu będzie prawdziwym porukraińskim aktem, bo pokażemy, że potrafimy nie tylko niszczyć, ale i budować, czego do tej pory „ludowe republiki” nie pokazują w żaden sposób. 

Bio

Paweł Pieniążek

| Dziennikarz, reporter
Relacjonował ukraińską rewolucję, wojnę na Donbasie, kryzys uchodźczy i walkę irackich Kurdów z tzw. Państwem Islamskim. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. W 2014 roku nominowany do nagrody MediaTory. Autor książek „Pozdrowienia z Noworosji” (2015) i „Wojna, która nas zmieniła” (2017). Za tę ostatnią nominowany do Nagrody im. Beaty Pawlak.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.