UE

Gdula: Europa umiera w Grecji

Grecję chętnie widzi się jako skrajny i odosobniony przypadek. I cały problem z Unią Europejską zawiera się w tym spojrzeniu.

Niby wszyscy wiemy, co dzieje się w Grecji. Gospodarka kurczy się szósty rok z rzędu. Bezrobocie osiągnęło 27%. Wśród młodych dochodzi ono prawie do 60%. Ostatnio parlament przegłosował obcięcie 15 tys. etatów w administracji, a już wcześniej zdecydował o redukcji płac w sektorze publicznym. Te liczby dają jednak dość abstrakcyjny obraz sytuacji i łatworozważać je w oderwaniu od doświadczeń zwykłych ludzi. Dyskusja dryfuje w stronę deficytu, równowagi budżetowej, przejrzystości finansów i oprocentowania obligacji. No i oczywiście wiarygodności, którą odzyskać trzeba po latach życia na kredyt.

Perspektywę zmienia przyjrzenie się życiu Greków od dołu. W szpitalach niektórzy lekarze przestali dostawać pensję, ale dalej leczą. Brakuje im jednak leków, środków opatrunkowych czy jednorazowych rękawiczek. Tej zimy wiele osób nie mogło też pozwolić sobie na ogrzanie swoich domów. Właśnie dlatego w lasach na zboczach Olimpu prawdziwą plagą stała się nielegalna wycinka. Leśnicy szacują, że jej ofiarą padło nawet do 20 tys. drzew. Grecja widziana z dołu to kraj na krawędzi katastrofy humanitarnej. Ludzie nie mogą zaspokoić swoich podstawowych potrzeb lub robią to z wielkim trudem, cofając się do zbieractwa i rolnictwa (sporo osób wróciło z miast na wieś).

Ta perspektywa wcale nie jest jednak o wiele lepsza od pierwszej. Są w niej oczywiście ludzie z ich dramatami, ale kryzys przedstawiony zostaje w dobrze znanych schematach. Współczujemy i oglądamy cierpienie, ale niewiele jesteśmy gotowi zrobić. Grecy przedstawieni zostają jako ofiary, które niezdolne są do zasadniczej zmiany swojego położenia. Perspektywa od dołu i cały humanizm, który ona niesie, pozwalają nam zapomnieć, że Grecy nie chcieli się zgodzić na obecny stan rzeczy i podejmowali walkę o to, żeby nie wprowadzać destrukcyjnych planów oszczędnościowych.

Obecnej sytuacji nie można zrozumieć bez tej walki. I bez tego, że została przegrana. Masowe protesty nie przekuły się bowiem na wynik wyborczy, który dawałby szansę na zmianę polityki duszenia Grecji za pomocą zaciskania pasa. Syriza – koalicja różnych lewicowych sił – chociaż zdobyła dobry wynik w wyborach, nie mogła stworzyć gabinetu. Rząd zbudowały partie establishmentu, które odpowiedzialne w sporej mierze za dzisiejszą sytuację, gotowe są w ramach posypywania głowy popiołem godzić się na warunki stawiane przez trojkę.

Tydzień temu, gdy rozmawiałem w Atenach z kilkorgiem Greków, byli rozgoryczeni. Cały wysiłek, jaki włożyli w organizowanie politycznego sprzeciwu, nie pozwolił odwrócić biegu wydarzeń i wpłynąć na decyzje podejmowane przez potężnych unijnych liderów. Nastroju nie poprawia to, że zwycięzcy nie zostali poparci z entuzjazmem, ale przede wszystkim ze strachu przed wielką niewiadomą, jaka czekałaby Grecję, gdyby ta zdecydowała się odmówić realizacji programów ratunkowych. I zwycięzcy, i przegrani nie mają więc powodów do radości.

Rozgoryczenie na lewicy nie oznacza jednak apatii i pogodzenia się z kierunkiem greckiej polityki. W rozmowach powracała kwestia utraty suwerenności. Grecy retorycznie pytali, czy można nazwać demokratycznymi wybory, w których de facto decyduje się, czy przekazać najważniejsze decyzje poza parlament i rząd narodowy. Z gniewem mówili, że są dziś już tylko kolonią Niemiec. Euro jest narzędziem tej kolonizacji. Najpierw wpędziło Grecję w długi przez obniżenie ceny kredytu i stymulowanie importu, a obecnie jest podstawą do jej szantażowania. Dziś na greckiej opozycji Unię Europejską postrzega się przede wszystkim jako komitet wykonawczy kapitalistów. Wyobraźnię polityczną organizuje krytyka UE.

Na północy Europy Grecję chętnie widzi się z kolei jako smutny, ale jednak skrajny i odosobniony przypadek. I cały problem z Unią Europejską zawiera się w tym spojrzeniu. Unia pod przewodnictwem Niemiec nie chce przyznać, że grecki problem to nie jakiś wybryk natury, ale część strukturalnych relacji w europejskim systemie ekonomicznym. I dlatego forsuje absurdalne plany oszczędnościowe opierające się na założeniu, że Grecy powinni ponieść koszty „swojego” kryzysu.

Konsekwencje tej polityki mogą być destrukcyjne. Dawny strach przed nacjonalizmem, który był w Unii przesłanką solidarności, zajmuje strach przed zbiednieniem napędzający partykularne interesy. Grecja staje się w tej sytuacji rodzajem testu na żywotność europejskiego projektu. Jeśli kontynuowana będzie dzisiejsza polityka, Unia potwierdzi, że stała się już tylko swoim wspomnieniem.

  Projekt finansowany ze środków Parlamentu Europejskiego.

Bio

Maciej Gdula

| dr hab. nauk społecznych, publicysta Krytyki Politycznej
Socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Auto szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: "Style życia i porządek klasowy w Polsce" (2012, wspólnie z P. Sadurą), "Oprogramowanie rzeczywistości społecznej" (2014, wspólnie z L.M. Nijakowskim) i "Uspołecznienie i kompozycja. Dwie tradycje myśli społecznej a współczesne teorie krytyczne" (2015), „Nowy autorytaryzm” (2018).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.