Świat

Popęda: Rasizm 2014 – wersja ulepszona

Stanami Zjednoczonymi wstrząsnęło ostatnio kilka rasistowskich głosów. Ale to nie pojedyncze wypowiedzi są prawdziwym problemem.

Sezon został rozpoczęty przez niejakiego Clivena Bundy’ego, 67-letniego obszarnika z Nevady, który od dwudziestu lat prowadzi wojnę z amerykańskim rządem, odmawiając opłaty za wypasanie bydła na publicznej ziemi. Pragnąc przybliżyć światu ten wspaniały przykład amerykańskiego konserwatyzmu w jego heroicznej wersji, prawicowa telewizja Fox News popełniła strategiczny błąd. Pozwoliła mianowicie swojemu bohaterowi mówić. Bundy ochoczo podzielił się ze światem swoimi uwagami na temat „czarnuchów”, którzy siedzą na rządowym garnuszku. „Czy nie lepiej im było za czasów niewolnictwa, gdy zbierali bawełnę?”, zapytuje wojowniczy starzec. Te uwagi przysporzyły Bundy’emu więcej popularności niż fakt, że obecnie jest winien rządowi ponad milion dolarów. W liberalnych mediach wybuchło piekło. 

Kilka tygodni później Bundy wciąż grasuje z bandą uzbrojonych zwolenników po Nevadzie, a końca konfliktu nie widać, tymczasem Amerykę zszokował inny rasistowski głos. 31-letnia V. Stiviano, tajemnicza eksprzyjaciółka właściciela koszykarskiej drużyny Clippers, straciła cierpliwość i nagrała rozmowę, w której Sterling prosi ją, żeby nie pokazywała się publicznie z czarnymi i nie przyprowadzała ich na „jego” mecze. Stiviano tłumaczy swojemu 80-letniemu chłopakowi, że przecież ona sama ma afrykańskie i meksykańskie korzenie, na co Sterling prosi ją, żeby nie wspominała o tym i zachowywała się jak „delikatna biała albo latynoska dziewczyna”.  NBA postanowiło dożywotnio wykopać Sterlinga z ligi, nałożyć na niego karę w wysokości 2,5 miliona dolarów oraz zmusić go do sprzedania drużyny. W przeprowadzonym kilka dni temu wywiadzie dla CNN Sterling wyraża zdziwienie skalą afery, zapewnia że jest „dobrą osobą” i że sam, jako Żyd, od dawna obserwuje historię mniejszości narodowych w Ameryce. Nie uważa, żeby Stany miały problem z rasizmem, w każdym razie jest tu lepiej niż gdziekolwiek indziej na świecie. Nie zamierza też rezygnować z Clippersów.

Na początku maja ukazała się książka Nicholasa Wade’a, pt. A Troublesome Inheritance. Genes, Race, and Human History („Kłopotliwe dziedzictwo. Geny, rasa i historia ludzkości”). Wade proponuje powrót do zarzuconej w imię poprawności politycznej dyskusji o tym, jak geny przekładają się na nasze społeczne zachowania, czyli dlaczego lepiej jest być Europejczykiem niż np. Afrykańczykiem lub Azjatą. Obietnica naukowej debaty prowadzi do stwierdzeń typu: warunki życia w Afryce są rezultatem lokalnej etyki pracy (lub braku takowej) oraz skłonności do przemocy. Książka została zlinczowana przez recenzentów, włączając w to „New York Timesa”, którego Wade był wieloletnim reporterem.

Ale zdaniem prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych Erica Holdera – który przemawiał 17 maja do absolwentów Morgan State University w Baltimore – rasizm w Ameryce to problem głębszy i przejawiający się na znacznie subtelniejszym poziomie niż pojedyncze wypowiedzi kilku starych bigotów. Holder mówił to w dniu 60. rocznicy sprawy Brown. vs. Board of Education, która zakończyła segregację rasową w szkołach w USA. Teoretycznie, bo edukacja, zwłaszcza na najwcześniejszym poziomie, jest dokładnie tą sferą, w której kolorowi przegrywają.

Różnica między szkołami, do których uczęszczają biali uczniowie z dobrze sytuowanych rodzin, a szkołami, gdzie przeważają uczniowie innych ras, wciąż jest ogromna.

O tym, jak ciężko wyeliminować czynnik rasowy z obszarów biedy przekonał się nawet Mark Zuckerberg, który parę lat temu próbował uratować system edukacji w Newark, łącząc siły ze słynnym burmistrzem miasta Corym Bookerem. Wpompowane miliony – według ostatniego podcastu „New Yorkera” – niewiele zmieniły, poza stworzeniem miejsc pracy dla młodych białych reformatorów, wyspecjalizowanych w abstrakcyjnym zarządzaniu maszyną edukacji.

Tymczasem, amerykańskie pokolenie Milenium (zwane niekiedy pokoleniem klapek i iPodów) nie tylko nie pamięta czasów sprzed Brown vs. Board of Education, ale nie wierzy w rasizm. Deklaruje tolerancję, która przejawia się między innymi w potępieniu wszelkich akcji afirmatywnych i jakichkolwiek innych przywilejów. Ostatecznie wszyscy są równi. W ich domach o rasie i historii Ameryki mówi się coraz mniej. A milczenie – zdaniem Jamelle Bouie, piszącej dla magazynu „Slate” – to pogłębianie problemu. Brak dyskusji pozostawia nas bez narzędzi wobec takich przejawów dyskryminacji jak słynne nowojorskie „stop and frisk”, uprawiane na szeroką skalę za administracji Bloomberga, albo inwigilowanie środowisk muzułmańskich przez nowojorską policję. Przeprowadzona w 2009 roku przez centrum badań Pew ankieta pokazuje, że 80% czarnych uważa, że równość rasowa w Ameryce nie została jeszcze osiągnięta, a 43% jest zdania, że jeszcze jest dużo do zrobienia. 13% białych zgadza się, że wciąż istnieje dyskryminacja rasowa, lecz 54% jest przekonana, że dokonano niezbędnych reform zapewniających równość Afroamerykanom.

Interesującym przykładem tego, jak rasizm funkcjonuje w politycznie poprawnym społeczeństwie jest (?) /może być (?) kwestia preferencji na portalach randkowych. W zeszłorocznym badaniu przeprowadzonym przez Quartz na podstawie aplikacji „Are You Interested?” (AYI) pokazało, że kobiety wszystkich ras z wyjątkiem czarnej preferują białych partnerów, zaś mężczyźni wszystkich ras (za wyjątkiem Azjatów) preferują Azjatki. Czarne kobiety chcą mieć czarnych partnerów, zaś Azjatów interesują przede wszystkim białe kobiety.

Reihan Salam w artykule dla „Slate” zajął się inną kwestią: czy umawianie się z ludźmi tylko w obrębie swojej rasy jest rasizmem? Szalenie popularny w Stanach Zjednoczonych serwis „OkCupid” ułatwia swoim klientom zadanie, jak tylko może, zmuszając ich do odpowiedzi na szereg pytań typu: „Zakładając, że wolisz psy, czy umówiłbyś się z osobą, która preferuje koty?”. Między bzdurami tego typu, pojawiło się pytanie: „Czy wolisz umawiać się z osobą tej samej rasy?”. Salam był nieprzyjemnie zdziwiony tym, jak wiele osób odpowiedziało twierdząco, również tych – bo sprawdził odpowiedzi swoich znajomych – którzy na co dzień mają bzika na punkcie poprawności rasowej. On sam jest szczęśliwym efektem tego wychowania, jakiego zabrakło Donaldowi Sterlingowi – dorastał w latach 90. na Brooklynie, w samym środku etnicznego kotła, gdzie normą było, że każdy jest skądś.

Może i wszystkie zwierzęta są równe, ale z pewnością niektóre zwierzęta są w USA równiejsze. „BuzzFeed” niedawno zaprojektował quiz, za pomocą którego można sprawdzić, jak bardzo jest się „uprzywilejowanym” z racji swojego pochodzenia. W polskim, homogenicznym sosie taki teścik może się wydawać nieco abstrakcyjny, ale po uwagę zostały też wzięte czynniki inne niż rasa – poziom zamożności, orientacja seksualna, a nawet budowa ciała. Proszę bardzo.


Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.