Kraj

Diduszko: Naucz dziecko mówić „nie!”

Jedno na pięcioro dzieci w Europie pada ofiarą wykorzystywania seksualnego – i większość nikomu o tym nie mówi.

Chyba najpaskudniejszym aspektem wykorzystywania seksualnego dzieci jest to, że w większości wypadków sprawcami są osoby, które małe ofiary znają i którym ufają: członkowie rodzin, znajomi, sąsiedzi lub osoby szanowane z powodu piastowanej funkcji – jak księża. Dzieci milczą, bo boją się sprawcy, z którym żyją na co dzień, albo co gorsza, wręcz przeciwnie, chronią sprawcę, bo są z nim związane emocjonalnie i boją się, że tatusia, dziadka, brata czy wujka spotka za karę coś strasznego (tak, to może być też ciocia, siostra i tak dalej – ale o wiele, wiele rzadziej). Niektóre dzieci milczą, bo są małe lub niepełnosprawne i nie umieją powiedzieć, że ktoś robi im coś złego. Te, które próbują mówić, często są zbywane i oskarżane o zmyślanie. Takie sytuacje sprawnie zamiata się pod dywan, bo przecież nie będą te małe lafiryndy naszego proboszcza poniewierać. A jeśli już zamieść się nie da, to najczęściej włącza się jakże powszechny w Polsce tradycyjny patriarchalny mechanizm przeniesienia winy na ofiarę. Pamiętacie jeszcze niesławną wypowiedź arcybiskupa Michalika o molestowanych przez księży dzieciach, że „one szukają miłości, lgną i wciągają drugiego człowieka”? Ja w każdym razie nigdy mu tego nie zapomnę.

W związku z takim stanem rzeczy statystyki policyjne i sądowe, tak jak w wypadku skryminalizowanej w Polsce aborcji, możecie śmiało zanieść do najbliższego skupu makulatury, a te kilka monet, które otrzymacie w zamian za stos papierów, uczciwie oddadzą ich rzeczywistą wartość.

Bo o skali wykorzystywania seksualnego dzieci dowiadujemy się grubo po fakcie – głównym źródłem informacji są badania retrospektywne. Dopiero dorośli są w stanie opowiedzieć, co im się przydarzyło w dzieciństwie. Oczywiście nie wszyscy. W większości jako dzieci nie otrzymali pomocy – i wszystko wskazuje na to, że obecnie kolejne pokolenie dzieci nie otrzymuje pomocy, a ile ich mniej więcej jest, dowiemy się, kiedy już dorosną i pójdą leczyć swoje traumy do lekarzy. Jak podaje Fundacja Dzieci Niczyje (FDN): „badania prowadzone na reprezentatywnych próbach Polaków 15+ pokazały, iż do 15. roku życia wykorzystywania seksualnego przez osoby dorosłe doświadczało od 11% do 16% kobiet i od 6% do 18% mężczyzn (Lew-Starowicz 2002, Sajkowska 2001, 2009, 2010). Ogólnopolska Diagnoza Przemocy wobec Dzieci prowadzona także przez FDN pokazała, że 12% nastolatków (11-17 lat) padło ofiarą przynajmniej jednej formy wykorzystywania seksualnego. Ofiar wykorzystywania seksualnego jest zdecydowanie więcej wśród dziewczyn (19%) niż chłopców (9%)”.

Z tymi wynikami łączą się inne niepokojące statystyki: „zdecydowana większość rodziców (56%) uważa, że rozmowa z dzieckiem na ten temat może być trudna lub bardzo trudna, a niemal połowa z tych (46%), którzy nie rozmawiają z dziećmi o zagrożeniach, jest przekonana, że ich dzieci nie są narażone na przemoc seksualną”.

Krótko mówiąc, większość dzieci nie może liczyć na ostrzeżenie ze strony rodziców, którym nie przechodzi przez gardło sformułowanie „wykorzystywanie seksualne”, a nie wiedzą, że można o tym mówić inaczej.

To zresztą nie ich wina, tylko efekt edukacji w nowoczesnej polskiej szkole: przez dwanaście lat dwie godziny religii katolickiej tygodniowo i ZERO godzin edukacji seksualnej. Program zajęć z religii nie jest znany nawet Ministerstwu Edukacji Narodowej, ale jakoś nie sądzę, żeby ktoś dowiadywał się tam, jak rozpoznać zły dotyk. Chyba że przez empirię.

Ale wróćmy do sedna sprawy. Ekspertki z Fundacji Dzieci Niczyje zwracają uwagę na dwa kluczowe fakty. Po pierwsze, sprawcy przemocy seksualnej wykorzystują te cechy dzieci, które rodzice i opiekunowie promują jako najbardziej pożądane: bezbronność, posłuszeństwo i uległość. Po drugie, nawet bardzo troskliwy rodzic nie jest w stanie w pełni kontrolować otoczenia dziecka, a wszystkie badania potwierdzają, że dzieci uczone zasad bezpieczeństwa w zagrażających sytuacjach o wiele częściej zachowują się w sposób, który je chroni. Fundacja, znana już ze skutecznych kampanii, postanowiła przekonać rodziców i opiekunów do bardziej aktywnej ochrony dzieci przed zagrożeniem przemocą seksualną i rozpoczęła właśnie skierowaną do nich kampanię edukacyjną GADKI.

Chcemy przełamać stereotyp i powiedzieć rodzicom, że do kanonu dobrego wychowania powinny wejść umiejętności, które mogą zwiększyć bezpieczeństwo dziecka. Sztuka mówienia „nie”, szacunek do siebie, zwracanie się o pomoc, kiedy dzieje się coś złego – to kompetencje, które mogą ochronić dziecko i będą procentować przez całe życie – mówi Jolanta Zmarzlik, terapeutka z Fundacji Dzieci Niczyje.

Jak piszą twórcy kampanii: „przekaz koncentruje się wokół akronimu GADKI, stanowiącego system wskazówek, które rodzice mogą przekazać dzieciom: Gdy mówisz »nie«, to znaczy »nie«. Alarmuj, gdy potrzebujesz pomocy. Dobrze zrobisz, mówiąc o tajemnicach, które Cię niepokoją. Koniecznie pamiętaj, że Twoje ciało należy do Ciebie. Intymne części ciała są szczególnie chronione”. Na kampanię składają się spoty, film rysunkowy dla dzieci, broszura dla rodziców ze wskazówkami, jak rozmawiać, i kilka innych elementów. Warto przejrzeć te materiały, warto porozmawiać o tym ze swoim dzieckiem. Warto powiedzieć mu, że może też poprosić o pomoc dla innego dziecka, które jest w opałach.

Nie mam wątpliwości, że takie kampanie – szeroko zakrojone, widoczne w telewizji, w internecie i słyszalne w radiu – mają sens, bo instruują ofiary, jak się bronić, ośmielają świadków do reagowania, a sprawcom pokazują,  że czas zamiatania brudów pod dywan się kończy.

Ale nie mam też wątpliwości, że takie kampanie nie są w stanie zastąpić długotrwałej i obowiązkowej edukacji seksualnej, do prowadzenia której państwo polskie jest zobowiązane co najmniej dwoma aktami prawnymi.

Pierwszy z nich to drakońska ustawa o planowaniu rodziny z 1993 roku, która praktycznie uniemożliwiła polskim kobietom legalne przerywanie ciąży, ale teoretycznie gwarantowała wprowadzenie do szkół wiedzy o życiu seksualnym człowieka, która to wiedza miała chronić dzieci i młodzież także przed przemocą seksualną. Drugi dokument to Konwencja o ochronie dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym i niegodziwym traktowaniem w celach seksualnych, sporządzona w Lanzarote w dniu 25 października 2007 roku, którą Polska ratyfikowała w 2014 roku. Konwencja w artykule 6 obliguje Polskę do prowadzenia edu­ka­cji dzie­ci w szkole podstawowej i średniej na temat ryzy­ka i ochro­ny przed mo­le­sto­wa­niem. Konwencja wpro­wa­dza też w artykule 5 obo­wią­zek szko­leń osób pracują­cych z dzieć­mi w sferze edukacji, zdrowia, opieki społecznej, w sektorach sądowym i organów ścigania oraz w sferach związanych ze sportem, kulturą i wypoczynkiem.

Niestety kolejnym ekipom rządowym od 22 lat nie udało się zrealizować tego zapisanego w prawie zobowiązania wobec dzieci. A ministra Kluzik-Rostkowska pytana kilka miesięcy temu przez Justynę Suchecką z „Gazety Wyborczej” o to, dlaczego wychowanie seksualne nie jest zgodnie z prawem wprowadzone obligatoryjnie do szkół, nie widziała nic zdrożnego w uzależnieniu dostępu dzieci do wiedzy, która może uchronić je przed przemocą seksualną, od woli ich rodziców. W ten sposób państwo chyłkiem wycofuje się z ochrony części swoich obywateli i łamie zapisy Konwencji o prawach dziecka, która wyraźnie mówi, że dziecko nie jest własnością rodziców. No ale dzieci nie przyjdą palić opon pod Ministerstwem, bo nie mają też zajęć z edukacji obywatelskiej i większość z nich nie zna swoich praw.

Moja córka, która chodzi do szkoły w centrum Warszawy, miała zajęcia dotyczące tego, jak rozpoznać zły dotyk. Ale były to zajęcia dodatkowe, które zaproponowała szkole doświadczona w tej materii Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton”, a więc udział dziecka był uzależniony od zgody rodziców. Kilkoro rodziców dzieci z naszej klasy uznało, że ich dzieci nie potrzebują ochrony przed przemocą seksualną i jednym podpisem odcięły im dostęp do tej wiedzy. Czy naprawdę tak to powinno wyglądać?

** Dziennik Opinii nr 98/2015 (882)

Bio

Agata Diduszko-Zyglewska

| Publicystka, radna Warszawy
Dziennikarka, animatorka kultury, aktywistka miejska, w 2018 roku wybrana na radną Warszawy. Współautorka dokumentu „Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do roku 2020”; absolwentka Instytutu Anglistyki UW oraz Akademii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach; studiowała też w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW oraz Instytucie Sztuki PAN. Przewodnicząca Komisji Kultury i Promocji Miasta Rady Warszawy.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.