Kraj

Graff: Trzeba uwolnić ojca w Polaku

Kobiety żyją pod ogromną presją. Skutecznie nam wmówiono, że musimy wybierać: rodzina czy kariera - mówi Agnieszka Graff w „Gazecie Wyborczej" z 24 czerwca.

Agnieszka Kublik: “Nic na siłę” – tak minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz protestuje przeciwko wydłużeniu urlopu tylko dla ojca.

Agnieszka Graff: A ja bym chciała odczarować słowo “wybór”. To jest taka mantra rządowa, że trzeba rodzinom pozwolić dokonywać wyboru, niech się dzielą urlopem, jak chcą. Otóż ten wybór jest fikcyjny. Po pierwsze, mężczyźni więcej zarabiają, więc jest presja na kobiety, żeby to one brały urlop. Po drugie, jest ogromne ciśnienie społeczne na kobiety, żeby brały wszystko na siebie, bo mężczyzna rzekomo sobie z małym dzieckiem nie poradzi. Po trzecie, istnieje silna presja pracodawców, by ojcowie tych urlopów nie brali. Nawet obecne dwa tygodnie są traktowane przez pracodawców jak fanaberia. Wzrosła bardzo wyraźnie grupa ojców, którzy biorą te urlopy, ale nadal jest ich bardzo mało, ok. 5 proc.

Z badań “Gazety Wyborczej” wynika, że aż 83 proc. ojców jest nimi zainteresowanych.

No właśnie, teoretycznie by chcieli, w praktyce się boją.

Aż 48 proc. twierdzi, że pracodawcy negatywnie zareagują na wniosek o urlop.

Jeżeli rząd nie będzie aktywnie zachęcał mężczyzn do brania tych urlopów, czyli nie będzie obowiązywał zapis “nie bierzesz – tracisz”, to te urlopy nie będą miały żadnego znaczenia.

W Szwecji przed reformą urlopów co drugi ojciec był przeciwko urlopom rodzicielskim, po reformie – tylko 18 proc. Teraz 80 proc. ojców opiekuje się maluchami.

No tak, bo póki dajemy rodzicom wybór, to urlop bierze matka. No i przede wszystkim urlop ojcowski musi być dłuższy, co najmniej miesiąc. W Szwecji przełomowym momentem było wydłużenie urlopów do dwóch miesięcy. To jest czas, żeby ojciec nawiązał więź i nauczył się ogarniać całą sytuację dziecięcą: karmienie, kąpanie, choroba, nieprzespane noce. A dwa tygodnie ledwie wystarczają na zorientowanie się, na czym to małe dziecko polega.

Ale nawet Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania i członkini Kongresu, nie poparła obowiązkowego urlopu tylko dla ojców. “Bo Polacy są przywiązani do tradycyjnych wzorców” – tak przedziwnie argumentowała.

Przecież to doskonały argument, by te wzorce zmieniać. Gdy podczas Kongresu powiedziałam: “No to trzeba ich odwiązać”, dostałam owacje.

To przywiązanie do tradycji traktuję jako rodzaj opresji, a nie wybór światopoglądowy. Znam mnóstwo mężczyzn, którzy bardzo by chcieli z dzieckiem zostać, ale nie mają jak, bo pracodawca nie daje im szansy. Więc to “odwiązanie” traktuję jako wyzwolenie spod presji konserwatywnych pracodawców.

[…]

Przez Amerykę przed rokiem przeszła burza po tekście prof. Anne-Marie Slaughter “Dlaczego kobiety wciąż nie mogą mieć wszystkiego?”. A dlaczego u nas w Polsce nie mogą? Czy dlatego, że macierzyństwem i ojcostwem wciąż zajmują się konserwatyści, i to oni piszą prawo? Mówiła pani: “w Polsce dyskurs neoliberalny w sojuszu z konserwatywnym wytworzył aurę niemożliwości wynegocjowania czegoś od państwa”.

Nadal tak myślę. To jest patowa sytuacja. Z jednej strony kult przedsiębiorczości, skrajny indywidualizm, z drugiej – sentymentalne gadanie o kobiecej naturze i matce Polce. Te sprzeczności ma pogodzić kobieta. Stawia się nam niemożliwe do spełnienia wymagania: bądź przedsiębiorcza, opiekuńcza, genialnie gotuj, biegaj w maratonie i jeszcze to zabawnie opisz na blogu.

A czy kobiety muszą mieć wszystko? No i czy mężczyźni mają wszystko?

Angielska fraza “to have it all” nie oznacza willi z basenem, szóstki dzieci i kariery w Hollywood, tylko równowagę między życiem rodzinnym i zawodowym. To jest zwyczajna ludzka potrzeba. I to jest możliwe – pod warunkiem że kobiety i mężczyźni renegocjują podział ról. Kobietom potrzebny jest większy dostęp do pracy i władzy, a mężczyznom – do sfery domowej. Ale to się samo nie stanie, tu potrzeba mądrej polityki społecznej.

Niedawno dostałam taki list: “Koleżanka jest pod wrażeniem równouprawnienia w Norwegii. Miała ostatnio wykłady w Oslo i ustalano godzinę pożegnalnej kolacji. 19 została zawetowana przez dwóch panów, którzy musieli pójść do domu położyć spać dzieci. Kolacja odbyła się później”. Jaka byłaby reakcja u nas?

Fajna opowieść. W Norwegii aktywna równość jest częścią kultury, normą. Część urlopu rodzicielskiego zarezerwowaną dla ojców przedłużono tam niedawno z 12 do 14 tygodni. A u nas raczej nikt by nie protestował. Mężczyźni – bo nie mają codziennych zobowiązań rodzinnych, są z dziećmi w weekendy. A kobiety ze strachu – kiedy już dochodzimy w drodze zawodowej do etapu prestiżowych kolacji, to zwykle udajemy, że jesteśmy w pełni dyspozycyjne. Kobiety żyją pod ogromną presją. Skutecznie nam wmówiono, że musimy wybierać: rodzina czy kariera.

Całość wywiadu czytaj w „Gazecie Wyborczej” z 24 czerwca 2013.

Bio

Agnieszka Graff

| Publicystka, amerykanistka
Pisarka, publicystka, feministka, amerykanistka, wykładowczyni Ośrodka Studiów Amerykańskich i Gender Studies UW, współtwórczyni Kongresu Kobiet, autorka m.in. książek Świat bez kobiet (2001), Rykoszetem (2008), Magma (2010), Matka feministka (2014). Bohaterka wywiadu rzeki Graff. Jestem stąd (2014). Mama Stasia.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.