Gospodarka

Wielki przekręt bananowy i inne sposoby na unikanie podatków

Firmy płacą niewielkie sumy na szkoły czy hale sportowe i uważają, że są „odpowiedzialne społecznie”.

W ostatnim półwieczu państwo utraciło mnóstwo władzy politycznej i gospodarczej na rzecz przedsiębiorstw. Ponadnarodowe korporacje (ang. transnational corporation – TNC) opanowują  globalne rynki, sprawując silną władzę zarówno na poziomie lokalnym, jak i międzynarodowym. Sto największych korporacji odpowiada za 20 procent wszystkich bezpośrednich inwestycji zagranicznych na świecie, a pomiędzy firmami-córkami TNC odbywa się około 60 procent globalnej wymiany handlowej. […]

Kluczową rolę we wzmacnianiu władzy korporacji odegrały rozsiane po całym świecie uprzywilejowane centra finansowe, ulokowane na obszarach z bardzo surowo przestrzeganą tajemnicą bankową – w tzw. rajach podatkowych. Na spotkaniach zarządów korporacji mniej uwagi poświęca się dziś tworzeniu innowacyjnych produktów, więcej – inżynierii finansowej i nowatorskiemu planowaniu podatkowemu (jest to eufemizm określający agresywną politykę optymalizacji podatkowej). Zastępy księgowych, prawników i bankierów wynajdują luki w lokalnych przepisach podatkowych, a jednocześnie promują przekonanie, że uchylanie się od płacenia podatków jest dla korporacyjnej wydajności niezbędne.

W efekcie narodziła się kultura biznesowa, w której podatkową dystrybucję części dochodów na rzecz społeczeństwa postrzega się jako koszt do redukcji. Z kolei uchylanie się od opodatkowania uważa się za kluczowe źródło zysku. Firma, która zdecyduje się na etyczne działanie i uiszczanie należnych opłat od zysków, uważana jest za nieefektywną, a więc gotową do przejęcia przez inwestora na niepublicznym rynku kapitałowym (private equity) – który to inwestor prawie na pewno kontrolowany jest przez uprzywilejowane centrum finansowe.

Uchylanie się od płacenia podatków przez korporacje ma kolosalny wpływ na kraje rozwijające się. Ocenia się, że nawet Wielka Brytania traci 16 miliardów euro rocznie z tego powodu – środki te wystarczyłyby na podwyższenie rent i emerytur o 20 procent. Ale sytuacja jest jeszcze gorsza w państwach ubogich, które łatwiej padają ofiarą agresywnego „planowania podatkowego”. Trudniej im się oprzeć presji ponadnarodowych korporacji, domagających się ustępstw fiskalnych – wakacji podatkowych, obniżania stawek, a nawet bezpośredniego i pośredniego subsydiowania działalności TNC. Państwa wciąż się na to zgadzają, mimo że są już dostępne dowody empiryczne, które podważają skuteczność ulg podatkowych w przyciąganiu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Badania jednoznacznie dowodzą, że przy lokalizacji inwestycji ponadnarodowe korporacje zwracają uwagę przede wszystkim na jakość infrastruktury, wydajność pracy i dynamikę rynku wewnętrznego, a nie ulgi podatkowe. Mimo to rządy państw ubogich z łatwością im ulegają i godzą się na ustępstwa, których w innych warunkach nigdy by nie poczyniły.

Brytyjska organizacja pozarządowa Oxfam ocenia, że działalność TNC w rajach podatkowych przynosi rocznie ponad 35 miliardów euro strat w budżetach państw ubogich.

Te 35 miliardów euro wystarczyłoby na sześciokrotne pokrycie rocznych kosztów edukacji szkolnej dla wszystkich dzieci na świecie lub trzykrotne wprowadzenie powszechnej podstawowej opieki zdrowotnej. Zaprzestanie drenażu budżetów z funduszy, które powiększają zyski korporacji lub zasilają konta w rajach podatkowych, nie daje – rzecz jasna – gwarancji, że odzyskane środki posłużą do walki z ubóstwem. Czy tak się stanie, zależy od rządów i od tego, czy podejmą skuteczne programy redukcji biedy. Ale zgoda na obecne praktyki podatkowe sprawia, że trudniej o sukces przy wprowadzaniu programów walki z ubóstwem [Oxfam GB, Tax Havens: Releasing the Hidden Billions for Poverty Eradication, 2000].

Poniżej przyjrzymy się, jak korporacje wykorzystują luki w systemach fiskalnych różnych państw, by stworzyć rozbudowane i niejawne struktury pozwalające uchylać się od płacenia podatków. […]

Wielki przekręt bananowy

Moja rodzinna wyspa Jersey, położona w zimnym i wietrznym kanale La Manche, ma niezbyt przyjazny klimat dla produkcji i eksportu łatwo psujących się owoców tropikalnych. Ale ma za to coś innego – uprzywilejowane centrum finansowe. I jako przystań podatkowa wyspa Jersey odgrywa kluczową rolę w światowym handlu bananami. Nie oznacza to bynajmniej, że chłodniowce z bananami chociaż zbliżają się do głównego portu Jersey w Saint Helier. Banany zazwyczaj trafiają wprost z krajów pochodzenia do magazynów dojrzewania w państwach docelowych – jednak na papierze owoce załadowane na statek w Ekwadorze, na Karaibach czy w innych miejscach produkcji  w Ameryce Łacińskiej podążają szalenie skomplikowanym szlakiem. Płyną zygzakiem po Atlantyku, robiąc po drodze przynajmniej pół tuzina przystanków w uprzywilejowanych centrach finansowych, zanim w końcu zostaną zaksięgowane w krajach docelowych.

Banany, obok zboża, cukru, kawy i kakao, to produkty rolne, którymi handel jest pod względem wartości największy na świecie. […] Został zdominowany przez kilka zintegrowanych pionowo firm, które kontrolują każdy etap produkcji, transportu, dojrzewania i sprzedaży hurtowej. Wielka trójka korporacji bananowych – Chiquita, Dole i Del Monte – notuje łączną sprzedaż wartą 35 miliardów euro rocznie, co stanowi około 2/3 całego handlu. Pozostałą część rynku kontroluje głównie irlandzka firma Fyffes i Noboa, przedsiębiorstwo z Ekwadoru.

Analiza rachunków firm wielkiej trójki (każda ma siedzibę w Stanach Zjednoczonych) wykazała, że wyrafinowane mechanizmy przenoszenia dochodów pozwoliły Chiquita, Dole i Del Monte obniżyć rzeczywistą stopę opodatkowania do 8 procent, chociaż nominalnie wynosi ona w USA 35 procent. Jak to się stało? Kluczem do minimalizacji opodatkowania jest utworzenie pakietu różnych kosztów (związanych często z operacjami finansowymi, prawami autorskimi, patentami i innymi wartościami niematerialnymi), a następnie przeniesienie ich na spółki w przystaniach podatkowych.

Mechanizm działalności spółek-córek i korporacji-matki polega na lokowaniu kosztów w kraju pochodzenia, a zysków w państwach, gdzie podatki są niskie albo nie ma ich w ogóle.

Tak więc w przypadku sprzedaży bananów usługi transportowe, finansowe, marketingowe, korzystanie z marki, logo i zarządzanie są rozdzielone i zlokalizowane w uprzywilejowanych centrach finansowych, gdzie zostają zarejestrowane jako wysoki koszt. Zawyżone stawki można utrzymać, ponieważ firmy wielkiej trójki zdominowały globalny rynek bananów i mogą dyktować ceny. Od 2005 r. Komisja Europejska prowadzi śledztwo wobec handlarzy tymi owocami, zarzucając im tworzenie kartelu cenowego, ale natrafiło one na poważne przeszkody przy kalkulacji wartości niematerialnych i kosztów usług miejscowych.

Celem optymalizacji podatkowej jest obniżanie ceny na fakturze w kraju, skąd eksportowany jest produkt – dzięki czemu redukuje się dochody podlegające opodatkowaniu po stronie produkcji w łańcuchu wartości, a jednocześnie ustalenie jak najwyższej ceny importu w kraju, gdzie produkt trafia – dzięki czemu redukuje się dochody podlegające opodatkowaniu po stronie konsumpcji. Dane operacji handlarzy z wielkiej trójki wskazują, że kiedy konsumenci w Europie kupują banany za jedno euro, w krajach produkcji i konsumpcji zgłasza się tylko po jednym cencie opodatkowanego dochodu po potrąceniu kosztów uzysku.
[…]

Płacić czy nie płacić

Handel bananami ilustruje działalność, jaką prowadzą korporacje w celu minimalizacji podatków, ale nie jest to jedyny obszar występowania tych zjawisk. Wszystkie TNC korzystają z planowania podatkowego, a wiele z nich stosuje agresywną politykę, w tym sztuczne transakcje, które pomagają przenosić dochody. Zwykle takie transakcje odbywają się za pośrednictwem podmiotów zależnych, zlokalizowanych w obszarach z surową tajemnicą bankową i minimalnymi lub zerowymi stawkami podatkowymi dla przedsiębiorstw. Tajemnica bankowa pozwala uniknąć ujawnienia szczegółów operacji całemu szeregowi zainteresowanych, w tym opinii publicznej, legislatorom, nadzorcom, urzędom podatkowym, konkurencji, a nawet akcjonariuszom.

W praktyce TNC wykorzystują tajemnicę bankową bardzo szeroko. Ponad połowa światowego handlu przechodzi – na papierze – przez raje podatkowe, chociaż wytwarza się w nich zaledwie 3 procent globalnego PKB. Ten zdumiewający fakt można łatwo wyjaśnić, gdyż większość, około 60 procent, całego handlu międzynarodowego to transakcje między podmiotami zależnymi tej samej grupy firm, a zarazem prawie cały handel przechodzi przez jurysdykcję tajemnicy bankowej – co pozwala na optymalizację podatkową. […]

Dzięki temu, że ponadnarodowe korporacje mają możliwość swobodnego wykorzystywania luk w międzynarodowym prawie podatkowym, mogą same podejmować decyzje, czy, gdzie i na jakiej podstawie gotowe są opłacać zobowiązania fiskalne. Mogą też ukryć faktyczną lokalizację przedsiębiorstwa, często za pośrednictwem holdingów z siedzibą w państwach o niskim poziomie opodatkowania – po to, by zbierać dywidendy od spółek-córek, a następnie pożyczać ogromne ilości skumulowanego w rajach podatkowych kapitału spółkom-matkom w międzynarodowych centrach finansowych, takich jak Londyn, Hongkong czy Nowy Jork.

Większość spółek publicznych (spółek akcyjnych, których część akcji została dopuszczona do obrotu publicznego) pragnie mieć siedzibę w międzynarodowych centrach finansowych. W związku z tym bardzo prawdopodobne jest, że będą w tych państwach płacić jakieś podatki. Natomiast mało prawdopodobne, że zdecydują się płacić swe zobowiązania w państwach uboższych, o mniejszej sile politycznej – szczególnie jeśli nie mają one wystarczającej zdolności egzekwowania prawa, by prześwietlać skomplikowane mechanizmy cenowe. Właśnie brak tej zdolności tłumaczy, dlaczego do tej pory żadne państwo afrykańskie nie przeciwstawiło się skutecznie ponadnarodowym korporacjom w kwestii strategii cen transferowych, chociaż manipulacje w tym zakresie są powszechne w większości sektorów gospodarki na tym kontynencie. Nawet w państwach rozwiniętych większość dyrektorów firm uważa za nieprawdopodobne, by ich strategii cen transferowych postawiono jakieś zarzuty.

Papierek lakmusowy korporacyjnej odpowiedzialności

Podatki stanowią rozstrzygający test odpowiedzialności korporacji.

Tylko te firmy, które zdecydują, że będą we właściwych krajach płacić prawdziwe podatki, mogą być uważane za przykład społecznie odpowiedzialnego biznesu.

Jednak jakimś cudem większość firm i ich PR-owców nie uznaje podatku za istotny wyznacznik odpowiedzialności korporacyjnej. Wręcz przeciwnie: liderzy biznesowi, którzy spotkali się na sympozjum zorganizowanym przez globalną firmę doradczą KPMG, stwierdzili, że „unikanie opodatkowania nie szkodzi reputacji firmy, a może ją nawet wzmocnić”. Jak to się stało, że świat biznesu stawia swoje interesy w opozycji do interesów społeczeństwa, w którym gości? I jak można nazywać swoją firmę społecznie odpowiedzialną, często tylko z racji wpłacania niewielkich sum na utrzymanie lokalnych szkół lub hal sportowych, a jednocześnie angażować się w agresywne strategie optymalizacji podatkowej, które pozbawiają rządy środków potrzebnych na finansowanie usług publicznych – czyli zadania, do którego zostały wybrane?

Firmy zarządzania księgowością i doradcze cieszą się w większości państw uprzywilejowanym statusem, chociaż – podobnie jak korporacje i banki – odegrały kluczową rolę w tworzeniu i promowaniu wśród swych klientów mechanizmów unikania opodatkowania. Podaje się wiele powodów, by uzasadnić optymalizację podatkową, przy czym szczególnie mocno podkreśla się, że jest to legalne, a więc nie można tego porównywać z uchylaniem się od zobowiązań fiskalnych, które legalne nie jest. Najczęściej słyszy się tłumaczenie, że dyrektorzy muszą stosować optymalizację opodatkowania, ponieważ mają wobec akcjonariuszy obowiązek maksymalizowania zysku – przez obniżanie kosztów wszędzie, gdzie jest to możliwe:

Podatek to koszt działalności przedsiębiorstwa, więc naturalną rzeczą jest, że dobry menadżer będzie starał się obniżyć ten koszt i związane z nim ryzyko. Bez takich działań nie można prawidłowo zarządzać firmą [P.J. Henehan, starszy doradca podatkowy w Ernst & Young, „Irish Times”, 7 maja 2004].

Argumentacja wydaje się na pierwszy rzut oka przekonująca, ale trzeba uważniej rozpracować jej język, by zrozumieć mechanizmy polityczne, jakie się za nią kryją. Po pierwsze, podatek od dochodów nie jest kosztem prowadzenia firmy, ale formą dystrybucji części dochodów do społeczeństwa. To jasne nawet na rachunku zysków i strat, gdzie opłaty podatkowe zapisuje się tak, jak wypłaty dywidend dla akcjonariuszy (tzn. nie są traktowane jako koszty). W ujęciu ekonomicznym koszty odnoszą się precyzyjnie do wydatków poniesionych przy produkcji dobra lub usługi: termin ten nie powinien być więc mylony z wypłatami zysku brutto.

Po drugie, bardzo znaczące jest użycie słowa „ryzyko”. Jakie ryzyko wiąże się z podatkiem oprócz tego, które wynika z zakwestionowania podstawy prawnej uchylania się od opodatkowania? […] I wreszcie: w żadnych przepisach korporacyjnych na świecie nie ma paragrafu, który nakładałby na dyrektorów firm obowiązek unikania opodatkowania, szczególnie jeśli miałoby to oznaczać naruszenie prawa i ukrywanie działań przed akcjonariuszami oraz funkcjonariuszami państwowymi. W niektórych przypadkach, zwłaszcza tam, gdzie fiskus skutecznie przeciwstawił się mechanizmom unikania opodatkowania bądź wykrył nieprawidłowości, dyrektorzy udają, że nie rozumieją nawet tych decyzji, które leżały w ich kompetencjach. […]

Społeczeństwo obywatelskie zaczyna coraz bardziej się interesować wpływem praktyk unikania podatków na rozwój państw i społeczności. Rosnącą świadomość widać po błyskawicznie rosnącej  popularności organizacji Tax Justice Network, która zajmuje się prześwietlaniem mechanizmów obniżania opodatkowania. Różnicę można też zaobserwować w coraz powszechniejszym oczekiwaniu, że dyrektorzy firm będą postępować etycznie. Wymusza to zmianę zachowań w stronę traktowania podatków jako papierka lakmusowego odpowiedzialnego biznesu. […]

Przejrzystość w księgach firmy

Obecny kryzys zaufania do korporacyjnej sprawiedliwości można w dużym stopniu przypisać brakowi informacji: czym wielkie firmy się zajmują i jak to robią. Powszechnie uważa się, że przedsiębiorstwa wykorzystują swoją władzę do łagodzenia regulacji, obniżania podatków i zagwarantowania sobie specjalnego traktowania fiskalnego. Zdaniem jednego z komentatorów:

To wszystko są sprawy, o których firmy wolałyby nie mówić. Jednocześnie są to zagadnienia, które mają duży wpływ na licznych zainteresowanych i które mogą być bardziej jawne. Podatki są problemem, bo zwłaszcza w zglobalizowanej gospodarce istnieje rozdźwięk między tym, co mogą kontrolować państwa – ograniczone przecież geografią – a tym, co mogą robić korporacje, które dysponują międzynarodową władzą [Adrian Henriques, Corporate Truth: The Limits to Transparency, Earthscan, London 2007].

Ujawnianie tajemnic korporacyjnej księgowości od razu wyrównałoby dysproporcję sił między radą nadzorczą a państwem. Najbardziej efektywnie można to osiągnąć dzięki wprowadzeniu międzynarodowego standardu sprawozdawczości z podziałem na kraje (country-by-country reporting, CbC). […]

Organizacje Publish What You Pay (PWYP) oraz Tax Justice Network (TJN) prowadzą kampanię na rzecz wprowadzenia sprawozdawczości z podziałem na kraje (CbC) przez korporacje ponadnarodowe.

Według zasad sprawozdawczości postulowanych przez PWYP i TJN korporacje będą musiały zgłaszać:
1. W których krajach działają
2. Jak nazywają się w każdym z państw
3. Jak wygląda w każdym z państw ich kondycja finansowa, z wyszczególnieniem:

  • wyników sprzedaży, zarówno do podmiotów trzecich, jak i spółek-córek;
  • zakupów, jw.;
  • kosztów pracy i liczby pracowników;
  • kosztów finansowych, z podziałem na te płacone spółkom-córkom, jak i podmiotom trzecich;
  • dochodu przed opodatkowaniem.

4. Jak wysokie są związane z tym opłaty korporacji na rzecz państwa, w którym TNC prowadzi działalność (zarówno opodatkowanie, jak i inne należności).

Nasza propozycja zawiera wymóg podawania tych informacji w odniesieniu do wszystkich, bez wyjątku, terytoriów, gdzie działa korporacja. Jakiekolwiek ustępstwo w tej kwestii może umożliwić  ukrywanie transakcji. By wprowadzić tę zasadę, nie trzeba nakłaniać każdego pojedynczego państwa do jej przyjęcia, ponieważ zostałaby ona włączona do Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej (IFRS). […]

Globalizacja, unikanie opodatkowania i wyzwanie dla dobrego rządzenia

W głównym przemówieniu na konferencji OECD ekspertów do spraw prawa podatkowego w styczniu 2008 w Kapsztadzie minister finansów RPA Trevor Manuel wezwał państwa rozwinięte do stawienia czoła szkodliwym konsekwencjom unikania opodatkowania przez potężne korporacje działające w państwach ubogich: „Sprzecznością jest wspieranie coraz większej pomocy rozwojowej, a jednocześnie przymykanie oka na działania międzynarodowych korporacji i wszystkich, którzy podkopują podstawę podatkową państwa rozwijającego się”.

Nawet bardziej zaawansowane państwa rozwijające się mocno odczuły skutki unikania opodatkowania. Urząd podatkowy Republiki Południowej Afryki ocenia na przykład, że niedobory podatkowe (głównie z powodu uchylania się bogaczy od płacenia i unikania opodatkowania przez korporacje) sięgają tam 30 miliardów randów, czyli około 45 procent wszystkich dochodów państwa. W 2005 kenijski fiskus ujawnił, że należy mu się oszałamiająca kwota 900 milionów euro, które – zdaniem dyrektora tamtejszego urzędu podatkowego, Michaela Waweru – są nie do odzyskania. Ta kwota stanowi około połowy wszystkich dochodów rządu kenijskiego, który zmaga się z obsługą długu zagranicznego wynoszącego ponad 4 miliardy euro.

Unikanie opodatkowania na taką skalę zagraża demokratycznym państwom, również ze względu na zwiększoną presję na fiskusa. Tego zagrożenia nie można nie doceniać: głównym celem wyboru demokratycznej reprezentacji jest m.in. wynegocjowanie poziomu podatków i wydatków państwowych między wyborcami i ich reprezentantami. Większość zna motto amerykańskich kolonistów w XVIII wieku: „no taxation without representation” (nie dla opodatkowania bez przedstawicieli w parlamencie), ale równie ważny jest związek między płaceniem podatków a prawem do reprezentacji parlamentarnej. […]

Dziś coraz powszechniej dostrzega się, że korporacje ponadnarodowe mają możliwość wywierania olbrzymiego wpływu politycznego, nie płacąc podatków w krajach, w których mają dochody.

Kolejny obszar, w którym unikanie opodatkowania daje powody do niepokoju, to państwa bogate w złoża naturalne. Rządzący mogą tam czerpać dochody wyłącznie z renty od wydobycia minerałów, a nie z podatków – co pozwala im ignorować poglądy i aspiracje ich obywateli. Podobny model odpowiada ubogim państwom, które w dużym stopniu opierają swój budżet na zagranicznej pomocy humanitarnej: w większości przypadków organizacje ofiarujące pomoc narzuciły rządom warunki, które zmuszają polityków do pomijania woli obywateli. Konsekwencje takiego rozdźwięku między rządzącymi i rządzonymi bywają dramatyczne:

Mówiąc najogólniej, rządy wielu współczesnych państw rozwijających się mają dostęp do bardzo dużych środków niepodatkowych, co jest w historii sytuacją nieomal wyjątkową. Fundusze tego rodzaju pozwalają im uwolnić się od roszczeń lokalnych podatników; podobnie  dochody z opłat za wydobycie bogactw naturalnych mają niszczący wpływ na politykę władz, a co najważniejsze, eliminują konieczność negocjowania dochodów z ogółem potencjalnych podatników [Mick Moore, Between Coercion and Contract, [w:] Deborah Bräutigam i in., Taxation and State-Building in Developing Countries, Cambridge University Press, Cambridge 2008].

Podatnicy, którzy czują, że ktoś reprezentuje ich interesy, częściej włączają się w proces demokratyczny (przynajmniej biorąc udział w głosowaniu) oraz chętniej płacą swoje należności. Mniej chętnie będą się dzielić swoimi dochodami, jeśli system podatkowy regularnie pada ofiarą gigantycznych nieprawidłowości, wynikających bądź z unikania opodatkowania, bądź z przywilejów podatkowych przyznanych przez rządy pod wpływem zagranicznej presji – takich na przykład jak regulacje VAT wprowadzone w wielu państwach rozwijających się przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Kształtowanie nowego planu

Próby włączenia walki z unikaniem opodatkowania i rajami podatkowymi do planów wspomagania rozwoju natrafiły na ścianę – w postaci braku woli politycznej. Nikt nie miał ochoty zająć się skandalem, któremu pozwolono narastać przez całe lata. Postępy w tej dziedzinie wstrzymuje również brak zainteresowania ze strony społeczeństwa obywatelskiego. Trudno to zrozumieć, biorąc pod uwagę skalę ucieczki kapitału i uchylania się od płacenia podatków, ale największe organizacje pozarządowe boją się tego problemu – częściowo dlatego, że kwestie podatkowe uważa się za zagadnienia obszerne i trudne do zbadania, a częściowo dlatego, że nacisk na coraz większą pomoc, a nie wzmacnianie samodzielności i demokracji, zdominował plany rozwojowe na całe dekady.

Obecnie sytuacja się zmienia. Przekroczywszy myślenie w kategoriach „pomocy”, coraz więcej uwagi poświęca się szukaniu nowych źródeł finansowania rozwoju i lepszemu wykorzystaniu krajowych środków w państwach ubogich. Potrzeba skoncentrowania się na mobilizacji środków krajowych została wpisana jako naczelna zasada do pierwszego rozdziału Międzynarodowej Konferencji Finansowania Rozwoju w Monterrey (Meksyk, 2002); jej priorytetowa rola została potwierdzona na spotkaniu wysokiego szczebla ONZ (Nowy Jork, 2005). W ramach nowego podejścia dużo uwagi poświęca się temu, jak korporacje pozbawiają rządy państw rozwijających się niezbędnych przychodów z podatków. Również przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego w Europie (i coraz częściej w USA) zaczynają zadawać trudne pytania – dotyczące unikania przez korporacje podatków w ich własnych krajach, ale także działań pośredników finansowych, którzy na wymyślaniu technik „optymalizacji podatkowej” nieźle zarabiają.

Pomimo że wiele osób zajmujących się optymalizacją podatkową cieszy się statusem specjalistów, zajęcie, którym się trudnią, ma na celu podważanie norm demokratycznego państwa.

Tę powszechną pogardę dla interesów publicznych doskonale oddaje następujący cytat z wywiadu udzielonego jednej z brytyjskich gazet: „Zasady są zasadami, ale istnieją po to, by je łamać (…) Nieważne, jakie prawa zostaną uchwalone, księgowi i prawnicy znajdą sposób, by je obejść” [Guy Smith, doradca podatkowy Moore Stephens, cytowany w „The Guardian”, 18 marca 2004.]. Jakkolwiek próbuje się sprzedać takie zdanie, bez wątpienia ma ono wyrazić przesłanie, że niektóre klasy społeczne nie muszą stosować się do norm. Trudno w to uwierzyć, ale żadna z instytucji kształcenia prawników i księgowych nie promuje etycznych zachowań w odniesieniu do unikania opodatkowania i zasad korzystania z rajów podatkowych. Specjaliści od optymalizacji podatkowej uważają zwykle, że unikanie opodatkowania jest normalne, a w związku z tym akceptowalne. Na antenie radia BBC 4 Mike Warburton z londyńskiej firmy księgowej Grant Thornton powiedział, że „unikanie opodatkowania uważa się za drugi najstarszy zawód świata; takie działania podejmuje się od lat”. Co, swoją drogą, jest prawdą, podobnie jak przekupstwo i wymuszanie tzw. kick backów (zamówienia, w ramach których wykonawca oddaje część swojej zapłaty osobie podejmującej decyzję dotyczącą wyboru kontrahenta), chociaż nikt nie próbuje dowodzić, że takie działania są etyczne lub że do ich podejmowania powinni zachęcać specjaliści zajmujący się finansami.

Krytycy unikania opodatkowania dowodzą, że kultura niestosowania się do demokratycznych norm ma swoją genezę w orzeczeniach sądowych, które otworzyły w świecie anglosaskim przestrzeń dla agresywnego planowania podatkowego. Najczęściej przytacza się tu wyrok z 1936 r. w sprawie sięcia Westminster, który ustanowił zasadę, że „każdy może zorganizować swoje działania w taki sposób, by opodatkowanie ustanowione odpowiednią ustawą było niższe niż w innych przypadkach”.

Zasada ta została przyjęta przez systemy prawne świata i ma silnych obrońców w postaci przemysłu optymalizacji podatkowej. Organizacja Tax Justice Network chciałaby zastąpić to założenie regułą nieunikania opodatkowania, która sprawdzałaby, czy motywy każdej transakcji są przede wszystkim ekonomiczne, czy też ma ona na celu obejście praw fiskalnych. Jeśli transakcja została zawarta po to, by uniknąć płacenia podatku, wszelkie ulgi, do których zgłoszono pretensje, powinny zostać odebrane. Ogólna zasada nieunikania opodatkowania wraz z przemyślanym systemem prawnym, w którym deklarowane są intencje legislatorów odnośnie przepisów podatkowych, pozwoliłaby wstrzymać rozwój kultury unikania należności fiskalnych, która trapi świat prawników, księgowych i rady nadzorcze firm całego świata. […]

Organizacja Tax Justice Network znalazła wiele sposobów, które pozwoliłyby skutecznie wyeliminować problem u jego źródeł, ale bez nacisku ze strony oddolnych organizacji społecznych jest mało prawdopodobne, by klasa polityczna znalazła wystarczająco dużo woli, by podjąć niezbędne działania. Pole bitwy jest już gotowe na wielkie starcie XXI wieku.

Tłum. Maciej Domagała

Jest to skrócona i nieco zmieniona wersja tekstu z Podatków. Przewodnika Krytyki Politycznej, który ukazał się w 2011 roku.

Czytaj także:

Mateusz Mirys: Bojkotujmy oszustów podatkowych!

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.