Adam Ostolski: W
jakich okolicznościach, dlaczego i po co zostało ustanowione Święto Pracy?
Adrian Zandberg*: 1 maja 1886
roku tysiące robotników w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie przerwały pracę na
wezwanie związków zawodowych. Celem strajku było wywalczenie 8-godzinnego dnia
pracy. 3 maja chicagowska policja otworzyła ogień do strajkujących, zabijając i
raniąc wielu z nich. Następnego dnia zwołany został w Chicago, na Haymarket
Square, wiec przeciwko brutalności policji.
Przemoc w obronie interesów
pracodawców nie była w USA czymś wyjątkowym. Dokładnie rok przed wydarzeniami, które upamiętnia Święto Pracy, chicagowska policja zamordowała
dwóch strajkujących kamieniarzy. Na porządku dziennym było pałowanie robotników
przez funkcjonariuszy. „New York Times” informował o szczodrości
chicagowskich biznesmenów, którzy ufundowali „przydatną broń do rozpędzania
protestów” w postaci działka Gatlinga (wczesna forma karabinu maszynowego).
W trakcie pokojowego wiecu
na Haymarket Square w stronę policji w dziwnych okolicznościach została rzucona
bomba. Do dziś nie wyjaśniono, kto był faktycznym sprawcą tego czynu - jakiś robotnik
zdesperowany dokonanym poprzedniego dnia przez funkcjonariuszy morderstwem czy prowokator. Bomba zabiła na miejscu jednego oficera, a wielu
raniła. W odpowiedzi policjanci otworzyli ogień do demonstrantów.
Wielu świadków wskazało jako zamachowca Rudolpha Schnaubelta, został on jednak zwolniony z aresztu i wyjechał za granicę. Wiele
wskazuje na to, że był tajnym współpracownikiem policji. Przed sądem postawiono
natomiast osiem innych osób - chicagowskich związkowców i anarchistów. Skazano ich
w parodii procesu na karę śmierci, mimo braku dowodów winy. Ofiarą sądowego
morderstwa padło czterech oskarżonych, piąty popełnił samobójstwo. Pozostali
trzej zostali po kilku latach uwolnieni.
Święto Pracy ustanowił trzy
lata później założycielski kongres II Międzynarodówki. Przedstawiciele
organizacji robotniczych, zebrani w Paryżu w setną rocznicę zdobycia Bastylii,
postanowili zorganizować międzynarodowe demonstracje na rzecz skrócenia czasu
pracy do ośmiu godzin. Jeszcze przed wojną światową 1 Maja rozszerzył swoją
formułę, stał się dniem walki o prawa socjalne, demokrację i pokój.
W Polsce 1 Maja świętowano
już w 1890 roku, choć zaborcy - zwłaszcza carat - robili, co mogli, aby demonstracje
się nie odbywały. W 1892 roku carska policja, wezwana przez łódzkich
przemysłowców, zmasakrowała strajkujących robotników. W czasie rewolucji 1905
roku kozacy siłą rozpędzali pierwszomajowe demonstracje, domagające się
demokracji i sprawiedliwości społecznej. Pierwszy Maja był nie tylko dniem
walki o 8-godzinny dzień pracy, ale także - o polityczną wolność.
1 Maja został ustanowiony
niezależnie od istniejących wówczas państw, a nawet przeciw nim. Jednak w XX
wieku był on obowiązkowym świętem w wielu niedemokratycznych państwach. Czy to
święto nie skompromitowało się?
Święto Pracy w czasach PRL
to nie tylko oficjalne przemówienia PZPR-owskich notabli czy gierkowskie
festyny. W latach 80. to był dzień robotniczych protestów. W 1982 czy 1983 roku
1 Maja odbywały się wielkie demonstracje nielegalnej Solidarności. To właśnie
wtedy krzyczano słynne hasło: Chodźcie z nami, dziś nie biją. W
Zachodniej Europie na pierwszomajowych demonstracjach socjaldemokraci,
eurokomuniści czy trockiści deklarowali solidarność z prześladowanym ruchem
pracowniczym w Polsce. Jeśli posłom PiS 1 Maja kojarzy się tylko ze
stalinizmem, to albo mają bardzo krótką pamięć, albo są po prostu hipokrytami.
Sklejanie Święta Pracy z Kim
Dzong Ilem i Stalinem, odzieranie go z tradycji robotniczego protestu, nie jest
specjalnie oryginalne. Pierwszy zaczął to robić rząd USA, któremu nie na rękę
były amerykańskie i robotnicze korzenie święta. W latach 50.
„komunistycznemu” Świętu Pracy Stany Zjednoczone
przeciwstawiły „patriotyczny” Dzień Prawa (obchodzony właśnie 1 maja). W kontekście
wydarzeń, które dały początek Świętu Pracy, powoływanie się na prawo brzmiało
zresztą, delikatnie rzecz ujmując, dwuznacznie. Dzisiaj tradycja walki o prawa
pracownicze, tradycja demokratycznej lewicy jest wyjątkowo niewygodna dla
mantrujących, że jedyną alternatywą dla neoliberalnego kapitalizmu są gułagi.
Nie zdziwiłbym się, gdyby pomysł likwidacji Święta Pracy podchwyciła ochoczo
Platforma Obywatelska.
Niektórym Święto Pracy przywodzi na myśl PRL-owskie festyny. LPR każe myśleć o tych,
którzy „swoją pracą tworzyli wielkość Naszej Ojczyzny”. Co znaczy
dziś ten dzień dla autentycznej lewicy?
Przede wszystkim smutne przypomnienie, że sprawy, o które walczono sto
kilkadziesiąt lat temu, nadal nie zostały załatwione. Ośmiogodzinny dzień
pracy, praca dla wszystkich, godne warunki życia, prawdziwa, a nie tylko
formalna demokracja… - postulaty wypisywane niegdyś przez PPS-owców na
pierwszomajowych transparentach nie straciły niestety na aktualności. Takich
praw nie dostaje się w prezencie, trzeba je wywalczyć. I o tym powinien
przypominać nam 1 Maja.
*Adrian Zandberg - historyk, redaktor portalu lewica.pl, działacz Młodych Socjalistów