Wspólne wartości czy „humanitarne deportacje”?

felieton: Barbara Nowacka, 02.09.2015
+A -A

Polski jak na razie nie zalewa fala uchodźców ani z Bliskiego Wschodu, ani z Ukrainy. Jednak nasz stosunek do ludzi uciekających z terenów dotkniętych dramatem wojny jest prawdziwym testem europejskości.

 

Europa Zachodnia, w swej przeważającej części tzw. płatnik netto europejskiego eksperymentu, otrzymuje właśnie od swoich wschodnioeuropejskich sąsiadów gorzką lekcję. Kraje, które w krótkim czasie wyekspediowały na zachodnie rynki pracy miliony swoich obywateli, zyskując dzięki temu względny spokój społeczny i dochody z transferów pieniężnych, dziś odmawiają uczestnictwa w polityce wspólnotowej wobec uchodźców i migranów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.

 

Kryteria stawiane potencjalnym szczęśliwcom, którzy mieliby zaszczyt nawiedzić tę część Europy w poszukiwaniu schronienia, można streścić w dwóch słowach: biały chrześcijanin.

 

Taka postawa musi budzić zdziwienie na Zachodzie, gdzie pamięć o selekcjach ludzi jest zbyt żywa. U nas panuje amnezja.

 

Wartości europejskie to nie tylko przelewy żywej gotówki na doprowadzenie Polski do przyzwoitego poziomu w zakresie dróg, ochrony środowiska czy służby zdrowia. To także przekonanie, że lepiej współpracować, niż walczyć. Lepiej działać wspólnie, niż hołdować egoizmom. Lepiej budować społeczeństwa otwarte, niż zamykać się i upajać przeszłością.

 

Jan Maria Rokita, niedoszły premier z Krakowa, kilka dni temu na antenie TVN 24 nawoływał do przeprowadzenia „masowych, humanitarnych deportacji” imigrantów napływających do Europy. Trudno uwierzyć, że człowiek ten był działaczem ruchu „Wolność i Pokój”. Nie da się nie zauważyć, że w jego słowach jest więcej tego, z czym walczył, niż tego, co wspólne wartości wolności i pokoju w Europie dziś znaczą. Warto też pamiętać, że po 1981 roku to tysiące Polek i Polaków znalazło schronienie i wsparcie na Zachodzie. Udzielali go ludzie różnych wiar, ateiści, działacze najróżniejszych odmian lewicy i prawicy.

 

Wbrew pozorom ludzie ze „starej” Unii wiedzą o nas mało. Nie są także, może z wyjątkiem Niemców, nas ciekawi. Ich wiedza o nas jest równie szeroka jak nasza o ostatnich perturbacjach w rządzie tak niedalekiej geograficznie Mołdawii. W debacie coraz większej części z nich stajemy się również balastem na rynku pracy i w budżecie ich państw. Balastem tak samo mitycznym jak uciekinierzy zalewający nasz kraj.

 

Polityka nie jest jedynie rajem symboli. Jest także polem dla różnych wizji tego, jakiej Unii chcemy: Unii ksenofobii i nacjonalizmów czy Unii otwartej, przyjaznej i dającej możliwości integracji w społeczeństwie.

 

Pamiętajmy, że ten dychotomiczny wybór bardzo szybko będzie dotyczyć i nas.

 

**Dziennik Opinii nr 245/2015 (1029)

Polub Dziennik Opinii na FB   

Multimedia

Amnesty International

#LookBeyondBorders

20 lat temu psycholog Arthur Aron odkrył, że 4 minuty patrzenia sobie w oczy potrafią zbliżyć do siebie ludzi. A co gdybyśmy zatrzymali się na chwilę i spojrzeli na tych, z którymi na co dzień pozornie wszystko nas dzieli?

TVKP

Hübner: Tracimy reputację i pozycję w Unii Europejskiej

Gościnią Roberta Kowalskiego w programie "Sterniczki w Krytyce Politycznej" była Danuta Hübner, przewodnicząca Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego.

TVKP

Płatek: Mamy do czynienia z zachowaniami, które cuchną na odległość nazizmem

– Ja się czuję jak w samolocie, w którym pilot stara się po kolei wyłączyć wszystkie zabezpieczenia. I to jest oczywiście groźne. Tak jak przestępca wraca na miejsce zbrodni, tak ten „pilot” może w sposób podświadomy dążyć do samo-ukarania

TVKP

Sawicka: Najpierw jest nienawistne słowo, za tym słowem podąża czyn

Paula Sawicka przez 10 lat (2004–2014) była prezeską, a obecnie zasiada w radzie programowej stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”, którego celem jest monitorowanie oraz aktywne zwalczanie aktów ksenofobii i antysemityzmu.