Leśniak: Nie chcemy wejść w buty dotychczasowej władzy

,
+A -A

Chcemy ją zmienić, np. walcząc o ograniczenie liczby kadencji prezydentów miast.

Dawid Krawczyk: Koordynowałeś działania inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom. Udało wam się osiągnąć to, o co walczyliście, urząd miejski w Krakowie zrezygnował z ubiegania się o organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Jak przygotowuje się skuteczny protest społeczny?

 

Tomasz Leśniak: Mieliśmy jasno określony cel – organizację referendum lokalnego w sprawie igrzysk. Zareagowaliśmy też z odpowiednim wyprzedzeniem, nie czekaliśmy aż ratusz postawi mieszkańców przed faktem dokonanym. Kampanię organizowała mała grupa osób, z których większość działała wspólnie już wcześniej – choćby w ramach inicjatywy w obronie publicznej edukacji (przez ostatnie kilka lat władze przeprowadzały radykalne cięcia budżetowe w oświacie – między innymi zlikwidowano publiczne stołówki szkolne i próbowano zamknąć Młodzieżowe Domy Kultury). W naszym zespole pojawiły się też osoby, które do tej pory nie były zaangażowane społecznie, ale w końcu straciły cierpliwość do władz Krakowa. Nie zależało nam jednak, żeby przekształcić się w masową organizację. Zorientowaliśmy się, że ten model niewielkiej, sprawnej grupy funkcjonuje bardzo efektywnie, bo w trakcie trwania kampanii musieliśmy szybko podejmować decyzje i działać.

 

Co to znaczy w praktyce?

 

Trudno było podejmować wspólnie wszystkie decyzje nawet w nielicznej grupie. Wynikało to w dużej mierze z praktycznych względów – każdy miał swoje zajęcia, a ja postanowiłem, że cały wolny czas poświęcę na działanie w ramach inicjatywy. Analizowałem społeczno-ekonomiczne skutki igrzysk w innych miastach, uczestniczyłem w dyskusjach i udzielałem się w mediach. Z kolei pozostałe osoby włączały się zadaniowo, na przykład przy okazji organizacji pikniku antyigrzyskowego. Dostaliśmy też mocne wsparcie od prawników z Instytutu Allerhanda w trakcie rozprawy sądowej przeciwko władzom gminy.

 

Igrzysk nie będzie, ale nie kończycie działać jako Kraków Przeciw Igrzyskom. Wystawiacie swoją reprezentację w wyborach samorządowych, a ty kandydujesz na prezydenta miasta. Kampania antyigrzyskowa okazała się skuteczna. Zamierzacie działać podobnie przed wyborami?

 

Protest przeciwko igrzyskom, podobnie jak działania w obronie oświaty, był typową akcją reaktywną. Radni i prezydent podejmują jakieś działania, a my na nie odpowiadamy, szybko reagujemy na to, co się dzieje. Teraz jest inaczej, ponieważ możemy spokojnie pracować nad społecznym programem dla miasta i budować szeroki zespół, oparty na osobach zaangażowanych w różne inicjatywy społeczne, które od lat działają na terenie Krakowa. Zależy nam na zintegrowaniu ludzi działających w poszczególnych ruchach miejskich i działaniu długofalowym, które będziemy kontynuować bez względu na wynik wyborów.

 

Druga kwestia: z kampanią antyigrzyskową identyfikowało się bardzo szerokie grono osób – choć większość z nas ma przekonania lewicowe, to nasze działania popierali nawet ludzie związani z Młodzieżą Wszechpolską. Oczywiście nie działali z nami organizacyjnie, ale np. udostępniali nasze materiały w mediach społecznościowych. Teraz jasne jest, że z naszym programem dla miasta nie będą utożsamiali się wszyscy mieszkańcy, którzy wcześniej wspierali Kraków Przeciw Igrzyskom. Dalej widzę jednak możliwość, żeby nasz komitet społeczny był dość szeroki. Dobrze współpracuje nam się na przykład z nauczycielami, a wśród nich jest sporo osób o przekonaniach raczej konserwatywnych. Zgadzamy się jednak na pewnym podstawowym poziomie – jakości i dostępności usług publicznych, w tym edukacji, czy współudziału obywateli w rządzeniu miastem. Takich kwestii wspólnych jest sporo.

 

Wasz komitet wyborczy nie będzie powtórką kampanii antyigrzyskowej. Jak w takim razie będzie wyglądał?

 

Spotykamy się regularnie i pracujemy nad programem. Teraz mamy pięć osób, które stanowią coś w rodzaju ciała wykonawczego – mają szybko podejmować decyzje, reagować na to, co się dzieje. Powołaliśmy też zespół programowy – około trzydziestu osób nadających kierunek naszym działaniom. Podzieliliśmy nasz program na siedem obszarów i do każdego mamy osobną grupę roboczą. To dużo bardziej usystematyzowane i zespołowe działanie niż inicjatywa igrzyskowa.

 

Mówisz w wywiadach, że chcecie zwalczać „dworską politykę” w ratuszu. Krytykowaliście prezydenta Majchrowskiego za wodzowski styl zarządzania miastem. Problem w tym, że z lokalnych mediów wyłania się podobny obraz waszej inicjatywy. Ty zostałeś „człowiekiem, który zatrzymał igrzyska”, a w tak opowiadanej historii zupełnie nie widać wysiłku innych.

 

Niestety taka jest logika mediów. Debaty toczą się głównie między kandydatami na prezydentów.

 

Chcemy jednak pokazać, że w polityce samorządowej nie liczy się jedna osoba, tylko cały zespół kompetentnych ludzi i umiejętność współpracy z mieszkańcami. To nasz podstawowy zarzut wobec obecnego prezydenta.

 

Majchrowski, mimo że rządzi trzecią kadencję, nie był w stanie zbudować kompetentnego, sprawnego zespołu. W urzędzie pracował jeszcze niedawno legendarny już Jan Tajster – oskarżany o korupcję, mobbing i wykorzystywanie seksualne. Anna Okońska-Walkowicz – krakowska „Margaret Thatcher”, dawna wiceprezydent odpowiedzialna za cięcia w oświacie, pracuje obecnie jako doradca ds. społecznych prezydenta Majchrowskiego. Z klucza partyjnego powołany został Tadeusz Matusz, polityk PO sprawujący funkcję wiceprezydenta ds. edukacji. Mieszkańcy krytycznie oceniają też działanie Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu oraz Zarządu Infrastruktury Sportowej.

 

Nasz zespół zaprezentujemy we wrześniu, ale już teraz wiemy, że znajdą się w nim kompetentni i zaangażowani ludzie, którzy będą stanowili realną alternatywę dla obecnej władzy. Są wśród nich eksperci pracujący na uniwersytecie, nauczyciele z ZNP i aktywiści, którzy po kilkunastu latach zajmowania się problematyką miejską stali się społecznymi ekspertami w swoich dziedzinach. Ich wiedza jest efektem konkretnych doświadczeń, ale nie brakuje im też bardziej ogólnego oglądu miasta. Pracowali w różnych miejscach, od organizacji pozarządowych, przez bardziej nieformalne, lokalne inicjatywy, po związki zawodowe i instytucje publiczne. Ta różnorodność jest podstawową zaletą naszego zespołu. Na razie udaje nam się wspólnie dopracowywać wizję miasta i, najprościej mówiąc, jest to polityka mocno inspirowana modelem skandynawskim, który potrafi godzić trwały rozwój gospodarczy i społeczny. Myślę, że to jest na dziś cel, który leży w zasięgu ruchów miejskich i część z nich stara się go realizować.

 

Wizja miasta i zespół są ważne, ale pamiętam, że przed referendum udało wam się naświetlić jeszcze kilka innych problemów. Domagaliście się, żeby mieszkańcy mogli podejmować decyzję o mieście częściej niż raz na cztery lata.

 

I dalej chcemy, żeby tak było. Na pewno należy zdecydowanie wzmocnić te instytucje, które już funkcjonują: budżet obywatelski, inicjatywę uchwałodawczą i konsultacje społeczne. Na razie te instrumenty mają charakter fasadowy. Konieczne jest też wprowadzanie nowych rozwiązań, jak np. inicjatywa lokalna.

 

W Krakowie udział mieszkańców w zarządzaniu miastem jest dużo mniejszy niż w innych miastach Polski.

 

Sami też chcemy spróbować napisać część naszego programu partycypacyjnie.

 

Myślicie o jakimś konkretnym obszarze, zagadnieniu, które chcecie przygotować w ten sposób?

 

To będzie wyzwanie, ale między innymi część edukacyjną da się tak opracować. Współpracujemy ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego. Chcemy konsultować program ze stowarzyszeniem rodziców, które zawiązało się podczas protestów przeciwko cięciom w edukacji. W trakcie tych ostatnich kilku lat poznaliśmy też sporo dyrektorów szkół, nauczycieli i pracowników administracji.

 

Pewnie nie będzie tak, że przyjdziemy jak na warsztaty i oddolnie, od zera, będziemy konstruować program. My mamy już pewną wizję, opartą głównie na fińskim modelu edukacji, który polega przede wszystkim na mocnym doinwestowaniu oświaty publicznej i przekłada się na długotrwały wzrost. I ten kierunek chcielibyśmy zachować. Zależy nam jednak, żeby nasze rozwiązania przedyskutować z wszystkimi, którzy są praktycznie zaangażowani w oświatę. Podobnie działamy w innych dziedzinach.

 

Czy dzięki instytucjom, jakie ma dzisiaj samorząd, można w ogóle rozwiązać problemy związane z edukacją? Nie potrzeba tutaj politycznych decyzji na poziomie centralnym?

 

Edukacja to akurat jedna z tych sfer, gdzie władze gminy mają wiele do powiedzenia. Oczywiście jesteśmy uzależnieni od wielkości subwencji oświatowej, która płynie z centrali, ale możemy wpływać między innymi na liczebność klas szkolnych czy finansowanie stołówek. Obecna władza ma bardzo ograniczoną wizję w tym zakresie i skupia przede wszystkim na cięciach wydatków na oświatę. Majchrowski i radni PO myślą o publicznej edukacji tylko i wyłącznie w kategoriach rynkowych. Nikt nie zauważa spadku liczby dzieci korzystających z żywienia w szkołach, przepełnionych świetlic czy pogłębiającego się podziału na szkoły elitarne i zaniedbaną resztę placówek. Miasto nie podejmuje też działań na rzecz zwiększenia liczby miejsc w publicznych przedszkolach.

 

A jakie są problemy z innymi dziedzinami poza edukacją, nad którymi samorząd ma realną władzę?

 

Problemem, który odróżnia Kraków od wielu innych samorządów, jest bez wątpienia słaba jakość powietrza. Chociaż za kilka lat zakazane będzie palenie węglem, to wymiana pieców przebiega w tej chwili zbyt wolno. Z kolei podobnie do innych miast brakuje w Krakowie aktywnej polityki w dziedzinie mieszkalnictwa, terenów zielonych i sportu masowego. Zaniedbania w dziedzinie transportu doprowadziły natomiast w ostatnich latach do spadku liczby podróży transportem zbiorowym aż o 12%. Problemem jest też to, że wewnątrz urzędów nie jest prowadzona jakakolwiek krytyczna analiza uprawianej przez nie polityki. Teraz jest tak, że od czasu do czasu jakiś urzędnik przedstawi suche dane, ale nic z tego nie wynika. Na końcu prezydenci i wiceprezydenci miast i tak realizują swoje wizje, nie dyskutując ich de facto z nikim, działają, stosując po prostu czystą przemoc. Tak jest w Krakowie z zabudową unikalnych terenów zielonych na Zakrzówku, które miasto uparło się oddać deweloperom. Nieważne, że za chwilę będzie tam obszar ochronny rzadkiego węża – gniewosza, więc i tak nikt tam nic nie wybuduje, a Skarb Państwa będzie musiał płacić odszkodowania.

 

Porozumienie Ruchów Miejskich, do którego należy wasza inicjatywa, stawia ten problem bardzo wyraźnie. Radnym zarzuca niekompetencję, prezydentów urzędujących kilkanaście lat nazywa dinozaurami i przedstawia swoich kandydatów jako nowych ekspertów. Czy to wystarczający sposób na rozwiązanie lokalnych problemów?

 

Problem z tym argumentem jest taki, że sami prezydenci z niego korzystają i zbijają w ten sposób niemały kapitał polityczny. Jeżeli nie są bezpośrednio związani z żadną parlamentarną partią, kreują się na tych spoza „układu”. Majchrowski zawsze posługiwał się argumentem, że jak nie zostanie wybrany, to Kraków rozszarpie PO i PiS. Oczywiście nie przeszkadza mu to wchodzić w koalicję z PO czy korzystać z poparcia SLD. Faktycznym problemem jest jednak brak alternatywnych wizji miasta. Nie ma różnicy między polityką prowadzoną w Krakowie przez PO, PiS i Majchrowskiego.

 

Samo Porozumienie Ruchów Miejskich jest na razie bardzo młode i funkcjonować będzie raczej jako organizacja parasolowa, skupiając tych, którzy są rozczarowani dotychczasową polityką. Są jednak problemy samorządu, które można rozwiązać, tylko działając wspólnie na poziomie krajowym.

 

Najbardziej konkretne działanie, jakie planujemy na przyszłość, to wprowadzenie kadencyjności na stanowisku prezydenta miasta. Spróbujemy zorganizować w tej sprawie referendum krajowe.

 

Dość osobliwie brzmi ten pomysł, kiedy przedstawia go kandydat na prezydenta.

 

Ale my naprawdę nie chcemy wejść w buty dotychczasowej władzy, tylko ją zmienić. Można to robić, zaczynając od małych, najprostszych kwestii. Na przykład obrady rady miasta są w tej chwili organizowane w godzinach pracy, zaczynają się około godziny 10. Jak mieszkańcy mają w nich uczestniczyć? Na sale sesyjną przychodzą tylko wtedy, kiedy dochodzi do bardzo silnych napięć, konfliktów, tak jak ostatnio w sprawie Zakrzówka. Kiedyś w ogóle było tak, że na sesjach radni siedzieli z mieszkańcami, teraz miejsce dla publiczności jest na balkonie, w oddali. Obrady powinny być organizowane w takich godzinach, by mogli w nich uczestniczyć również mieszkańcy, którzy np. pracują między 8 a 16. I transmitowane w internecie przez urząd miasta.

 

Występując jako zaangażowani mieszkańcy, nie raz wpłynęliście na kształt miejskiej polityki. Co dadzą wam ewentualne miejsca radnych?

 

Tak, mamy swoje sukcesy, ale działalność ruchów miejskich w Krakowie do tej pory skupiała się na pojedynczych działaniach w reakcji na decyzje władz lub aktywności w ramach organizacji pozarządowych, która jest ściśle uzależniona od skutecznego pozyskiwania grantów. Tymczasem kluczowe decyzje na temat przyszłości miasta podejmowane są w radzie miasta.

 

Nawet obecność kilku reprezentantów strony społecznej w radzie da nam możliwość silnego wpływu na wyniki konkretnych głosowań, bo siły PO i PiS-u będą wyrównane. Poza tym nasza obecność w polityce sprawi, że postulaty społeczne będą silniej obecne w debacie.

 

 

***

Wybory samorządowe, którym z reguły poświęca się najmniej miejsca w ogólnopolskich mediach, są jednocześnie najbliższe ludziom i choćby z tego względu warto o nich mówić. Tegoroczne, listopadowe, będą wyjątkowe z wielu względów – pokażą siłę ugrupowań alternatywnych, krytykujących polityczny mainstream z prawej i lewej strony, a także rozstrzygną o taktyce, którą przyjmą główne partie w przyszłorocznych kampaniach: parlamentarnej i prezydenckiej. Nas najbardziej interesuje jednak nie los poszczególnych partii, ale pytanie, czy te wybory zmienią jedynie polityków, czy sam model uprawiania polityki - wprowadzając nowe postulaty, oddając głos ludziom, uprawniając oddolne i niehierarchiczne metody? Czego brakuje dzisiejszej polityce na poziomie lokalnym i jak można ją zmienić? I kto może to zrobić, tak aby skutki odbiły się na polityce w ogóle? O to chcemy pytać aktywistki, ekspertów, polityczki i działaczy.

 

 

Czytaj także:

Witold Mrozek, Ja, Kononowicz [polemika]

Agnieszka Wiśniewska, Kibicuję i pytam

Joanna Erbel: Skończmy z manią wielkości w Warszawie!

Igor Stokfiszewski, Szansa na inną politykę

Witold Mrozek, Róbmy politykę!

Joanna Erbel: Chcemy odzyskać miasto dla życia codziennego

Maciej Gdula, Erbel do ratusza!



Polub Dziennik Opinii na FB   

Multimedia

Amnesty International

#LookBeyondBorders

20 lat temu psycholog Arthur Aron odkrył, że 4 minuty patrzenia sobie w oczy potrafią zbliżyć do siebie ludzi. A co gdybyśmy zatrzymali się na chwilę i spojrzeli na tych, z którymi na co dzień pozornie wszystko nas dzieli?

TVKP

Hübner: Tracimy reputację i pozycję w Unii Europejskiej

Gościnią Roberta Kowalskiego w programie "Sterniczki w Krytyce Politycznej" była Danuta Hübner, przewodnicząca Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego.

TVKP

Płatek: Mamy do czynienia z zachowaniami, które cuchną na odległość nazizmem

– Ja się czuję jak w samolocie, w którym pilot stara się po kolei wyłączyć wszystkie zabezpieczenia. I to jest oczywiście groźne. Tak jak przestępca wraca na miejsce zbrodni, tak ten „pilot” może w sposób podświadomy dążyć do samo-ukarania

TVKP

Sawicka: Najpierw jest nienawistne słowo, za tym słowem podąża czyn

Paula Sawicka przez 10 lat (2004–2014) była prezeską, a obecnie zasiada w radzie programowej stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”, którego celem jest monitorowanie oraz aktywne zwalczanie aktów ksenofobii i antysemityzmu.