Kraj

Graff: Matka Polka Niewidzialna

Ani Manifa, ani Partia Kobiet, ani Kongres Kobiet nie postawiły dotąd polityki rodzinnej państwa i praw rodziców w centrum swojego zainteresowania.

Katrina Alcorn z poruszającą opowieścią o macierzyńskim „przeciążeniu” nie jest głosem osamotnionym – rodzicielstwo to w Stanach gorący temat, obecny po obu stronach kulturowej i ideologicznej przepaści, jaka dzieli liberałów i konserwatystów. Czy w Stanach jest gorzej niż w Europie? Owszem. Kluczową rolę odgrywa tu indywidualizm – głębokie przekonanie, że każdy odpowiedzialny jest za siebie i że rodzina to sprawa prywatna, w którą państwo nie powinno ingerować. Ten sposób myślenia – wzmocniony od lat 80. neoliberalną ideologią – uniemożliwił powstanie finansowanego przez państwo systemu usług opiekuńczych, publicznej służby zdrowia, a także świadczeń dla rodziców małych dzieci.

W Stanach tylko bardzo nielicznym przychodzi do głowy, że nowoczesne państwo powinno zapewniać rodzicom urlopy opiekuńcze, zasiłki czy przedszkola. Do tego dochodzi morderczy etos pracy, który każe Amerykanom pracować znacznie więcej niż Europejczykom (więcej godzin pracy, krótsze urlopy). Paradoks polega na tym, że kobiety masowo uczestniczą w rynku pracy, który zakłada, że pracownik nie ma żadnych obowiązków opiekuńczych – jeśli w ogóle ma jakieś dzieci, to ma także „zaplecze„ w postaci żony. (…) Amerykański ruch kobiecy dostrzega wagę problemu. Największą i najskuteczniejszą inicjatywą działającą dziś w USA na rzecz równości płci jest licząca ponad milion członkiń i członków organizacja Moms Rising, której cele są dużo szersze niż „problemy matek” czy „równość kobiet i mężczyzn”. (…)

„Macierzyństwo”, tak jak je rozumieją nowoczesne ruchy macierzyńskie, nie oznacza wiary w jakąś przyrodzoną kobietom odmienność. Chodzi o światopogląd, w którym opieka sprawowana nad innymi ma realną wartość i pozostaje w centrum uwagi w kształtowaniu prawa i polityki społecznej.

Niektórzy widzą w maternalistycznym zwrocie powrót do lewicowych korzeni feminizmu, inni – echo neokonserwatywnej ideologii, z jej idealizacją rodziny i wzorcami intensywnego rodzicielstwa, które wikłają kobiety w poczucie winy.

Moja sympatia leży po stronie ruchów macierzyńskich. Jestem im gotowa wybaczyć pewien naddatek tradycyjnego „kobiecizmu” (te wszystkie praktyczne porady dotyczące kuchni i wychowania), a nawet, od czasu do czasu, esencjalizm (wiarę, że kobiety są jakoś fundamentalnie odmienne od mężczyzn, bardziej cierpliwe, empatyczne, pokojowe, komunikatywne…). Przełykam macierzyński folklor, bo z fascynacją i szacunkiem obserwuję skuteczność tych organizacji w mobilizowaniu kobiet na rzecz sprawiedliwości i równości.

***

Obawiam się, że do Polski nowy maternalizm nie dotarł. Polski ruch kobiecy ma wciąż niewiele do powiedzenia rodzicom. Oprócz Fundacji MaMa (prężnej i często obecnej w mediach, ale przecież niewielkiej) i fundacji Rodzić po Ludzku nie istnieje w Polsce żadna organizacja feministyczna działająca na rzecz matek.

Ani Manifa, ani Partia Kobiet, ani Kongres Kobiet nie postawiły dotąd polityki rodzinnej państwa i praw rodziców w centrum swojego zainteresowania. Dlaczego w Polsce nie powstało nic podobnego do Moms? Dlaczego prawie nikt nie mówi o rodzinie językiem nowoczesnej lewicy?

Sądzę, że nie jest to przypadkowe przeoczenie, ale wynik pewnego splotu kulturowych i politycznych okoliczności. Polski ruch kobiecy rozwijał się w kontekście przemian po 1989 r., na fali fascynacji wolnym rynkiem, zaś osią jego tożsamości od początku był opór wobec potęgi politycznej i kulturowej Kościoła katolickiego. I chyba tu jest sedno sprawy. Chodzi o to, że Kościół widzi w kobietach wyłącznie matki, a macierzyństwo uważa za szczególne „powołanie”, „geniusz” kobiecy. A jednak feminizm musi mieć coś do powiedzenia o macierzyństwie. I musi się zdobyć na krytycyzm wobec mechanizmów rynkowych, a nie tylko wobec konserwatyzmu obyczajowego.

Musi – jeśli chce być ruchem masowym, a nie akademicką niszą, w której czyta się niezrozumiałe dla ogółu teksty, lub klubem „kobiet sukcesu”, które walczą ze „szklanym sufitem”, twierdząc, że macierzyństwo nijak nie wpływa na ich życie zawodowe.

Nie czarujmy się: wpływa. Macierzyństwo to gigantyczny wysiłek, wielka praca, a przy tym doświadczenie fundamentalne, zmieniające życiowe priorytety i perspektywy na rzeczywistość. A fakt zostania matką bardziej niż cokolwiek innego w życiu kobiety powoduje, że staje się ona ofiarą dyskryminacji. Kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni – ale też matki zarabiają znacząco mniej niż kobiety bezdzietne. Powiecie, że to naturalne, bo skoro matki zajmują się dziećmi, to pewnie mniej pracują? Że matki częściej biorą zwolnienia na opiekę, a urlopy macierzyńskie utrudniają życie pracodawcom? Prawda i nieprawda. Urlopy rodzicielskie i zwolnienia równie dobrze mogą brać mężczyźni – a nie zaczną ich brać, póki do akcji nie wkroczy państwo (urlop ojcowski to u nas dwa tygodnie, a biorą go nieliczni; „rodzicielskie” okazały się macierzyńskimi). (…)

Nancy Fraser, jedna z najciekawszych postaci współczesnej filozofii politycznej, dowodzi, że liberalne państwa popełniają wielki błąd, ignorując wagę tej problematyki. Jak zatem zorganizować społeczeństwo, by opiekuńcza praca kobiet przestała być niewidzialnym zapleczem dla rynku? I by przestała być pracą niemal wyłącznie kobiecą? Nie ma prostych odpowiedzi na te pytania, ale nie możemy zrezygnować z ich stawiania. Są one dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek przedtem, bo kobiety już z rynków pracy się nie wycofają, a państwa od kilku dekad systematycznie wycofują się ze sfery opieki. Tymczasem społeczeństwa się starzeją i pracy opiekuńczej będzie z roku na rok coraz więcej, nie mniej.

Czytaj cały tekst w „Gazecie Wyborczej” z dn. 4 kwietnia 2014.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Agnieszka Graff
Agnieszka Graff
Publicystka, amerykanistka
dr hab. Agnieszka Graff – kulturoznawczyni i publicystka, absolwentka Amherst College i Oksfordu, profesorka w Ośrodku Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego. Oprócz „Świata bez kobiet” (2001) – książki, której poszerzone wydanie ukazało się w 2021 roku po dwudziestu latach nakładem wydawnictwa Marginesy – wydała też: „Rykoszetem. Rzecz o płci, seksualności i narodzie” (W.A.B. 2008), „Matkę feministkę” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2014) oraz „Memy i graffy. Dżender, kasa i seks” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2015, wspólnie z Martą Frej). W serii z Różą Krytyki Politycznej ukazał się autobiograficzny wywiad rzeka pt. Graff. Jestem stąd” (2014; współautorem jest Michał Sutowski). Publikowała teksty naukowe w takich czasopismach jak: „Signs”, „Public Culture”, „East European Politics and Societies”, „Feminist Studies”, „Czas Kultury” i „Teksty Drugie”. Współzałożycielka Porozumienia Kobiet 8 Marca, członkini rady programowej stowarzyszenia Kongres Kobiet. Od kilku lat pisuje felietony do „Wysokich Obcasów”. Autorka polskiego przekładu „Własnego pokoju” Virginii Woolf.
Zamknij