|
Jaś Kapela: Czy tylko nienawiść nas wyzwoli?
Michał Zygmunt: Miłość też. Ale to prawie to samo.
Prawie? Czyli jaka jest różnica? I na czym polega podobieństwo?
Natężenie emocji jest takie samo, ale zwrot odmienny. W kontinuum emocjonalnym miłość i nienawiść graniczą ze sobą. Tylko pod ich wpływem możemy działać nieracjonalnie. A bez irracjonalizmu nie ma postępu.
Prawdę mówiąc, pytając o nienawiści spodziewałem się, że wygłosisz jakiś pean na jej cześć, a tu od razu pojawiła się miłość. Jakbyś chciał się ubezpieczyć. Tymczasem wydaje mi się, że wbrew temu, co twierdzi Kinga Dunin na okładce, nie jest to książka „o miłości w czasach kapitalizmu”, już raczej o braku miłość i o nienawiści do wszystkiego, co na tę miłość nie pozwala. Nie ma chyba powodu ukrywać, że jest to głównie kapitalizm. A może nie mam racji? Kapitalizm i pedalstwo w stylu „gay”. Kolorowe, zakochane w sobie, zafiksowane na kulcie młodości i kanonicznych wyobrażeniach piękna. Winna jest popkultura, oferująca nadmiar możliwości komunikacji, w którym jakiekolwiek porozumienie staje się niemożliwe. Winny jest własny intelekt, który każde nadmiernie analizować własne emocje, a czystą emocjonalność uznaje za niestosowną. Winna jest nawet pieprzona Carrie Bradshaw, która radość romansu zmieniła w strategiczną kampanię, rozgrywaną na chłodno przy kawiarnianym stoliku.
Więc czy miłość jest w ogóle możliwa? Może potrzebujemy innego rodzaju relacji? Może potrzebujemy rewolucji? Możliwa - i pożądana - jest epifania. Chwila euforii, wrażenia kontaktu z Absolutem. Mówi się, że to od niej zaczyna się miłość, ale może być też tak, że tylko ta epifania jest miłością. Potrzebne jest też braterstwo. Czy rewolucja? Nie mam takiego przekonania. Ktoś tę rewolucję musi robić, ze świadomością że wkrótce zostanie przez nią pożarty. Jako człowiek w gruncie rzeczy dobry nikomu nie życzę stania się pożywieniem. Poza tym każda rewolucja koniec końców zamienia się we własną karykaturę. Powiedzmy więc, że potrzebujemy przemiany.
A jak sobie tę przemianę wyobrażasz? Abstrahując od faktu, że dla mnie Lata… i tak będą powieścią o konieczności rewolucji. Z jednej strony mam na myśli przemianę polityczną. W duchu zielono-socjaldemokratycznym, ale bez użycia siły. Przynajmniej fizycznej, bo bez symbolicznej się nie odbędzie. Z drugiej- przemianęspołeczną, przekonstruowanie naszego stosunku do seksualności, miłości, modelu rodziny. Rozszerzenie hetero- (i homo-) normy. By jakakolwiek z tych przemian mogła zaistnieć, konieczna jest przede wszystkim inwazja empatii. Bo to chyba brak empatii leży u źródeł głównych problemów współczesnej cywilizacji. Ciekawa jest Twoja interpretacja Lat…. Dla mnie to książka o rewolucji nieudanej, którą był rok 1989 i następujące po nim dwudziestolecie. O kraju, w którym wszystko jest na niby. O ludziach żyjących wedle praw pożądania. I o jeszcze kilku rzeczach, o których nie będę mówił, niech krytycy mają pole do popisu. A zmieniając trochę temat, to dopiero druga twoja książka, przy czym trudno mi nie uważać pierwszej za swego rodzaju wprawkę. Dopiero jednak w Latach… pokazałeś, na ile cię stać. Co było impulsem do napisania tej książki? I czy przypadkiem partner głównego bohatera Daniel ma na imię tak samo jak twój były chłopak? Miałem kiedyś pomysł na ostrą, chłopacką autobiografię. A potem, po rozstaniu sprzed pięciu lat, na literackie wyznanie nienawiści wobec byłej miłości. Oczywiście oba pomysły uznałem za zbyt kabotyńskie, ale wykorzystałem pewne ich elementy. Pierwsze słowa tej powieści powstały w pociągu do Krakowa; jechałem pierdolić się na prawo i lewo w ramach postzwiązkowej terapii i urodziłem zmieniony potem pierwszy rozdział, w którym główny bohater oznajmia światu, że za chwilę umrze. Jest w Latach walk ulicznych odbicie moich emocjonalnych doświadczeń. Tymbardziej, że mając lat 30, przeżyłem coś absolutnie bezprecedensowego, uczucie jakie trudno zdefiniować. Nie ma jednak w książce zapisu zdarzeń zgodnego z rzeczywistością. Podobnie żadna z postaci nie odpowiada nikomu z żyjących. Z przeżytych przez samego siebie emocji, okruchów prawdziwych wydarzeń, miejsc, wspomnień własnych i cudzych, uszyłem opowieść - mam nadzieję- uniwersalną. Uniwersalną i jednocześnie pełną rozmachu. Akcja rozgrywa się bodajże na trzech kontynentach, a biorą w niej udział nie tylko blokersi czy esbecy, ale również afrykańscy handlarze bronią, najemnicy, aktorzy porno, dilerzy, gwiazdy popkultury, politycy czy osobiści doradcy finansowi. Pozazdrościłeś Bondowi? W jednej z poprzednich odpowiedzi użyłem przymiotnika „chłopacki”. To jest bardzo chłopacka książka. Oczywiście jaram się Jamesem Bondem i superbohaterami, niespecjalnie też wierzę w możliwość prowadzenia popkulturowej narracji pozbawionej rozmachu. Ale są i poważne przyczyny takiej konstrukcji Lat… Philip Roth mawia, że jeśli nie skrytykowałeś dziś swojego kraju, to nie wykonujesz dobrze swojej powinności pisarza. Mamy globalizację, krytyka systemowa powinna dotyczyć całego świata Zachodu; problemy polskie, zwłaszcza te gospodarcze, są tak naprawdę problemami uniwersalnymi. Dlatego nie wahałem się ciskać bohaterów od dawnych portugalskich kolonii w Afryce, przez Londyn, aż do dolnośląskiego zadupia.
Mam wrażenie, że tą powieścią wysunąłeś się czoło peletonu polskich pisarzy współczesnych. Czy też tak uważasz? A jeśli tak, to jak się z tym czujesz? Bardzo miło mi to słyszeć. Nie jestem w stanie obiektywnie ocenić wartości tej książki z oczywistych powodów. Mogę tylko powiedzieć, że pracowałem nad nią długo i wnikliwie, starannie nanosząc kolejne warstwy. Mam też poczucie, że zrobiłem krok naprzód w stosunku do New Romantic. Co mnie cieszy, bo warto pisać tylko książki lepsze od poprzednich. Mam nadzieję, że Lata… spodobają się krytykom i czytelnikom i że nie dostanę zbyt mocnej zjebki za błędy, których nigdy nie da się uniknąć.
Cóż za skromność. Ale czy książek nie pisze się po to, żeby dokopać światu? Nawet jeśli tylko na papierze? Czy nie masz trochę ochoty pokazać wszystkim wyciągnięty wskazujący palec? Całkowicie się z tobą zgadzam. Rzecz w tym, żeby tym wyciągniętym palcem, albo stopą obutą w martensa obitego blachą, była książka właśnie, a nie ego autora.
Gdybyś miał podać trzy powody, dla których należy przeczytać twoją książkę, jak one by brzmiały? Pierwszy: seks. Drugi: przemoc. Trzeci: Prawda.
Książka Lata walk ulicznych ukazuje się w Serii Literackiej Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Książka w sieci Empik już od 20 października 2010!
— Zapraszamy na spektakl Any Brzezińskiej na podstawie powieści!
Przedstawienia: 3 listopada, środa, godz. 21.00 oraz 4 listopada, czwartek, godz. 21.00, Nowy Wspaniały Świat, I piętro.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...