|
Jan Smoleński, Krytyka Polityczna: Odmówiłeś wystawienia swojej pracy pt. „Oni” w galerii w Hajfie. Zaproponowałeś, że zaprezentujesz film z demonstracji antywojennej w Tel Awiwie? Dlaczego tak postąpiłeś?
Artur Żmijewski, Krytyka Polityczna: Dlatego, że wystawy w muzeum w Hajfie nosiły tytuł „History of Violence” i „Power Games”, zajmowały się jakoby przemocą, ale były odwrócone plecami do masakry w Gazie, której właśnie dokonywała armia izraelska. Rozmawiałem z kuratorką, pytając czy ma zamiar zareagować na tę sytuację - odwołać wystawę albo wezwać artystów, by wypowiedzieli się na temat tego, co właśnie się działo. Nie miała takiego zamiaru. Pytałem, czy robiąc wystawę na temat przemocy, która całkowicie ignoruje polityczną aktualność, czuje się częścią maszyny ideologicznej państwa izraelskiego? Nie czuła się jej częścią, nie widziała żadnego związku. A więc wspólnie z Yael Bartana zaproponowaliśmy jej pokazanie relacji z antywojennego demo w Tel Awiwie. Nie chciała jednak jej pokazać, bo jej zdaniem było w niej za mało wartości artystycznej i filmik wydawał się jej zbyt prosty.
W jednej z relacji pewien polski dziennikarz napisał ironicznie, że usiłowałeś „zaspokoić potrzebę zgrzytu” w sezonie polskim w Muzeum w Hajfie? Czy Twój sprzeciw był tylko prowokacją, czy może był to gest polityczny?
Moim celem nie było bębnienie w sezon polski. Wyobraź sobie tą sytuację: bierzesz udział w wystawie o przemocy, w państwie, które właśnie toczy wojnę - okrutną, bewzględną i krwawą. A ty jesteś w tym kraju i na to patrzysz. Media codziennie liczą palestyńskie trupy. Oglądasz w telewizji izraelskich zabijaków, którzy zabijają i zabijają - sami nie ponosząc właściwie żadnych strat. W istocie rzeczy patrzysz z bliska na egzekucję 1500 ludzi w Gazie i jesteś zupełnie bezradny. Ludzie protestują na ulicach, ale rząd ich nie słucha, bo większość jest za wojną, za zabiciem wszystkich ludzi Hamasu i wszystkich, którzy z nimi sympatyzują. Ta wystawa o przemocy, która się o tym nawet nie zająknie, staje się dowodem obojętności i kolaboracji z państwem legitymizującym własny terror. Więc jaka to prowokacja, że nie pokażę swojej pracy na takiej wystawie? Przeprowadziłem tam mnóstwo rozmów z ludźmi, którzy czują się zepchnięci przez własne państwo w upokarzającą pasywność - również ja, jako świadek wydarzeń, doswiadczyłem podobnych uczuć. Mam publiczny głos, któy bywa słyszalny, więc go wykorzystałem.
Twój gest był skierowany przeciwko przemocy. Jednak według jednego z polskich dzienników miałeś powiedzieć kuratorce wystawy: „Robisz wystawę o przemocy. Ciekaw więc jestem, jak ci się podoba ten mały kawałek przemocy, którą ja stosuję teraz wobec ciebie?”. Czy rozróżniasz zatem przemoc na uzasadnioną, dopuszczalną i taką, której należy się bezwzględnie sprzeciwić?
Nie robię takich rozróżnień. Powiedziałem to, co było do powiedzenia. I ona, i ja mieliśmy wybór w tej sytuacji: ja mogłem okazać się jeszcze większym konformistą niż jestem i nie rozpocząć rozmowy z kuratorką. Ona też mogła wybrać inną rolę - ale wolała być lojalną urzędniczką aparatu państwowej przemocy. Bo jej muzeum realizowało wystawę o przemocy i muzealny program, bez żadnej korekty ze względu na sytuację, bez względu na ilość trupów. Jaki to jest przekaz dla widzów, dla społeczeństwa? Sztuka okazała się tam czystą polityką.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...