Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Żmijewski: Nie jestem emerytem sztuki krytycznej |
|
|
Artur Żmijewski w rozmowie z Agnieszką Kowalską
|
|
18.04.2009 |
„Demokracje” to zestaw krótkich filmów nakręconych przez Artura
Żmijewskiego - swoistych reportaży z przebiegu społecznych
demonstracji, które śledził w Polsce, Europie, Izraelu i na Zachodnim
Brzegu. Są wśród nich zdarzenia stricte polityczne - protesty, wiece,
parady - ale też sceny rekonstrukcji historycznych wydarzeń, zapis
pogrzebu Jörga Haidera, zamieszek ulicznych podczas Euro 2008 w
Berlinie czy mszy w warszawskim kościele św. Stanisława Kostki.
Agnieszka Kowalska, Gazeta Stołeczna: Dlaczego nakręciłeś ten materiał?
Artur Żmijewski, Krytyka Polityczna: Dlatego że to są wydarzenia polityczne, do których mam
dostęp. One też wyznaczają jakiś horyzont mojego ograniczonego
politycznego udziału. Te demonstracje to taka polityka dla zwykłych
ludzi, a jednocześnie „masa krytyczna” demokracji, artykulacja żądań,
poglądów, których adresatem są media i poprzez nie elity polityczne
oraz reszta społeczeństwa. Wiele podobnie kręconych materiałów trafia
do internetu, bo oficjalne media nie chcą ich pokazywać. Twoja gazeta
też pewnie nie byłaby zainteresowana relacjami z części tych wydarzeń.
Skąd ta pewność?
- Nabrałem jej, śledząc publikacje dotyczące styczniowego ataku armii izraelskiej na Gazę.
Każda gazeta, każdy publicysta ma swoje określone poglądy i nie da się od tego uciec. I to chyba lepiej, prawda?
- Jasne, nie ma obiektywnych mediów. Ja też nie jestem obiektywny w
tych moich filmach. Zajmuję w niektórych z nich bardzo wyraźne
stanowisko.
Świadczy o
tym liczba filmów nakręconych podczas palestyńskich demonstracji.
Widać, że częste wyjazdy do Izraela znowu obudziły w tobie zwierzę
polityczne. Byłam właśnie w Hajfie, gdzie Tami Katz, kuratorka wystawy
„Historia przemocy”, pokazała mi pustą salę, w której miała być
prezentowana twoja praca. Wycofałeś ją w ostatniej chwili w geście
sprzeciwu wobec toczącej się wojny.
- Zaproponowałem
inną, zapis antywojennej demonstracji w Tel Awiwie i Jafie, ale
kuratorka uznała, że film nie ma jakości artystycznej. Pomyślałem
wtedy: „Precz z artystyczną jakością”. Izraelscy widzowie zapewne i tak
nie rozumieli powodu mojego wycofania się z udziału w wystawie. Mówili
ponoć zdziwieni: „Czego on od nas chce?”. Atak na Gazę nie był w ich
logice wojną, był raczej rodzajem prewencji, chirurgii, usunięcia
zrakowaciałych tkanek, czyli Hamasu. Takich sformułowań użyła w swoim
liście do mieszkańców Gazy popowa wokalistka Achinoam Nini. „I wam, i
nam, drodzy mieszkańcy Gazy, będzie się żyło lepiej po interwencji
Cahalu - jestem pewna, że się ze mną zgodzicie”, pisała piosenkarka.
To nie jest krzywdzące uogólnienie? Czy instytucje artystyczne nie są enklawami wolnej myśli, dialogu?
- Tam nie były. Rozmawiałem z pewną kuratorką sprzeciwiającą się
konfliktowi zbrojnemu i ona też zadawała sobie pytanie: dlaczego nie
zareagowałam, dlaczego nie zamknęłam galerii, nie odwołałam wystaw, nie
podpisałam jakiegoś listu protestacyjnego. A wracając do Hajfy - jeśli
robisz wystawę o przemocy, w której nie ma ani słowa o tym, że
kilkadziesiąt kilometrów stąd armia izraelska urządziła krwawą łaźnię,
to ewidentnie jest to deklaracja polityczna. Bo jeśli pozostajesz
bierny albo nie zajmujesz stanowiska, to wcale nie znaczy, że nie ma to
politycznego znaczenia. Ma. Znaczenie mają nie tylko gesty, które
wykonano, ale i te, których zaniechano.
Uprawiasz sztukę politycznie zaangażowaną?
- Sztukę, która jest zainteresowana tym, co się dzieje, zabiera głos w
dyskusji. Milczenie może być potraktowane jako zgoda, potwierdzenie
status quo. Musisz coś powiedzieć, żeby było wiadomo, jakie masz
zdanie.
Taką bierność
zobaczyłam w twoim filmie z mszy, podczas której odczytany został list
Episkopatu Polski do wiernych w sprawie zapłodnienia in vitro. No ale
formuła mszy świętej nie pozwala na reakcje, na wyrażanie poglądów.
- Tak, to bardzo chytrze wybrany moment. Biskupi nie ogłosili swego
zdania w mediach katolickich, tylko podczas mszy, kiedy wiernym nie
wolno się odezwać. To świadczy o tym, że Episkopat nie oczekuje
odpowiedzi. Wydaje polecenia.
Uczestniczysz czasem w pełni w demonstracjach politycznych czy tylko chowasz się za kamerą?
- Niby chowam się za kamerą, a teraz muszę świecić za te filmy oczami. Więc to nie jest dobry schowek.
A zabierasz głos w dyskusjach medialnych?
- Staram się, piszę do „Krytyki Politycznej”. Film jest medium, w
którym czuję się najlepiej, które jest mi posłuszne. Jak patrzę na
dyskusję toczoną w sztuce o zaangażowaniu, to wydaje się, że dziś
hołubieni są ci zmęczeni artyści, którzy uciekają w świat swojej
wyobraźni. Rewolucjoniści są ponoć zmęczeni, przyszła pora na emerytów
sztuki. To nie moja bajka, więc robię swoje.
Rozmowa ukazała się w „Gazecie Stołecznej” z 18 kwietnia 2009.
Wystawę Artura Żmijewskiego „Demokracje” można oglądać w Fundacji Galerii Foksal (Górskiego 1a) do 12 maja, pon.-pt. 15-18 [więcej].
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 05.05.2009 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...