NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Żakowski: Powrót POPiS-u nie jest wykluczony Drukuj
Z Jackiem Żakowskim rozmawia Magdalena Błędowska   
06.07.2010

(cc) Ian Lewis, flickr.comMagdalena Błędowska, Krytyka Polityczna: Znamy już wyniki drugiej tury wyborów prezydenckich. Wygrał Bronisław Komorowski, ale różnica między nim a Jarosławem Kaczyńskim jest bardzo niewielka. Jak pan odebrał ten rezultat? Spodziewał się pan większego zwycięstwa kandydata PO?


Jacek Żakowski, „Polityka”: To były pierwsze wybory, kiedy naprawdę nie byłem w stanie przewidzieć wyniku. Każdy z kandydatów mógł uzyskać między 45 a 55 procent głosów. Przy tym dynamika poparcia dla Kaczyńskiego była ogromna. Na to się nakładały dodatkowe czynniki: pora roku, specyficzne okoliczności, emocje, a także podobieństwo obu kandydatów. Po raz pierwszy chyba nie miałem żadnych intuicji. Nie jestem jednak zaskoczony. Te sondażowe wyniki oddają przeczucia wielu osób, że raczej wygra Komorowski, ale z niewielką przewagą nad Kaczyńskim. Różnica między nimi była zbyt mała, żeby coś tu przewidywać.


Polaryzacja sceny politycznej po tych wyborach jest tak silna, a poparcie dla obu kandydatów tak wyrównane, że właściwie trudno powiedzieć, kto tu naprawdę przegrał, a kto wygrał. Zgodziłby się pan z opinią, że, biorąc pod uwagę obie tury, Platforma straciła swoją dotychczasową dobrą passę i dynamikę, natomiast PiS bardzo się umocnił?


To zależy, z jakiej perspektywy patrzeć. W końcu poprzednie wybory prezydenckie PO przegrała. Sondaże przedwyborcze przez dłuższy czas odnosiły się do Lecha Kaczyńskiego, który po prostu się nie sprawdził jako prezydent i w tym sensie był wygodnym przeciwnikiem w tej kampanii. Jarosław Kaczyński natomiast zachowywał się w sposób zaskakujący i dzięki temu miał nieporównanie większe szanse, niż miałby jego zmarły brat.

  

A jakie dokładnie elementy kampanii obu kandydatów wzmacniały ich lub osłabiały?


W przypadku Kaczyńskiego największą rolę odegrał wizerunek polityka, który się uspokoił. To było bardzo ważne i zachęciło wiele osób do głosowania na niego, zwłaszcza tych, którym nie odpowiadał program Platformy. Komorowski pozyskał zdecydowaną większość elektoratu lewicowego, składając bardziej liberalne deklaracje w sprawach obyczajowych.

  

Ale prawie jedna trzecia wyborców Grzegorza Napieralskiego wsparła jednak kandydata PiS-u.


To zrozumiałe i wiąże się z dwoma nurtami na lewicy: obyczajowym - czy kulturowym - i socjalnym. Część wyborców, dla których sprawy społeczne są istotniejsze, przerzuciła swoje głosy na Kaczyńskiego.

  

Czy to może być sygnał, że dla głosujących to właśnie kwestie socjalno-ekonomiczne będą miały coraz większe znaczenie, odsuwając w cień dominujące dotąd w Polsce podziały historyczne i kulturowe?


Powiedziałbym raczej, że obserwujemy w Polsce trend znany z zamożniejszych krajów: w miarę bogacenia się społeczeństw wyborcy lewicowi stają się mniej wrażliwi na problemy ekonomiczne, większą wagę przykładają zaś do obyczajowych. U nas nakłada się na to kwestia praworządności, a PiS miał tutaj dużo za uszami. Dla osób o lewicowych poglądach to było bardzo ważne.

  

Obaj kandydaci, walcząc o głosy przed drugą turą, wycofywali się z niektórych istotnych dla swoich formacji postulatów: Kaczyński zrezygnował z antykomunizmu i rehabilitował Gierka. Komorowski i Platforma z kolei przysięgali na wszystko, że nie chcą prywatyzować szpitali, choć komercjalizacja i prywatyzacja to ważne punkty ich programu i wizji rozwoju Polski, jeśli popatrzeć chociaż na raport Boniego. To będzie ich jakoś ograniczać w przyszłych działaniach?


Myślę, że obie te partie zmierzają w stronę centrum. W PO trwa to już trzy lata, w PiS-ie trzy miesiące. Walka o poparcie kiedyś rozgrywała się na prawej bandzie, dzisiaj odbywa się w środku sceny politycznej.

  

Czyli PO będzie musiała zrezygnować ze swoich sztandarowych haseł o reformach, w tym wzbudzających szczególne kontrowersje zmian w służbie zdrowia?


Na miejscu Platformy, mając perspektywę rządzenia jeszcze przez kilka lat, nie odważyłby się przeprowadzić komercjalizacji służby zdrowia, którą ma przygotowaną. Bo jej złe skutki szybko spadną władzy na głowę. Widzimy, co się dzieje z próbami komercjalizacji innych istotnych państwowych przedsiębiorstw, jak reformowano PKP, kopalnie, LOT – katastrofa. Platforma będzie musiała poszukać innych, bardziej efektywnych sposobów działania. Sama zresztą zdaje sobie sprawę, że jej radykalizm nie zdał egzaminu.

  

Obie partie będą więc ograniczać swoją ideową wyrazistość?


Tak. Bardzo ciekawe są te głosy, które się nasiliły w ostatnim czasie, sugerujące już nawet nie kohabitację obu partii, ale ich kooperację. Myślę, że powrót do koncepcji koalicji PO i PiS-u nie jest wykluczony.

  

A w sytuacji takiego permanentnego „łagodzenia wizerunku” partie te w ogóle będą podejmować istotne decyzje i przeprowadzać większe reformy?


Tak, tylko że te reformy nie będą przebiegać według neoliberalnej recepty – rzucamy bombę i budujemy od zera, stawiając wszystko na głowie. Do tej pory w Polsce obowiązywała logika podbojów: ten, kto zdobywał władzę, starał się wszystko zagarnąć i zrobić po swojemu. Teraz będzie raczej działała logika małych kroków, reformy oparte na kooperacji i konsensusie. Być może obserwujemy właśnie kształtowanie się takiego nowego modelu rządzenia. W dużym stopniu działa on w Stanach Zjednoczonych, gdzie nowe rozwiązania administracja negocjuje z przedstawicielami obu partii w Kongresie. Potem partie negocjują w każdej izbie osobno, a izby uzgadniają swoje wersje najpierw z administracją, potem między sobą, aż w postaci akceptowalnej dla zdecydowanej większości są uchwalane i podpisywane przez prezydenta.

  

Skoro prawdopodobna jest wizja współpracy PiS-u i Platformy, czy wręcz koalicji tych partii, to kto będzie w tym układzie opozycją, tą trzecią siłą, która mówi „sprawdzam”?


Naturalne by było, że rolę tę odegra SLD, ale jeśli rzeczywiście wytworzy się taki kooperacyjno-konkurencyjny model, to Sojusz będzie raczej jednym z jego wewnętrznych graczy. „Sprawdzanie” rozwiązań w dużej mierze będzie się odbywało w obrębie tego mechanizmu – czyli np. w komisjach sejmowych, a nie gdzieś z zewnątrz.

  

Komentarze
Dodaj nowy
KrzysztofMazur   |06.07.2010 10:20:29
Nie wykluczone, że Żakowski jest inteligentny jak rodzina Rokitów i poseł
Gowin.
Nie po to Tusk brał ślub kościelny, żeby słuchać Kaczyńskiego.
PO idzie
na likwidację PiS i wpływu kościoła na politykę, (vide Palikot, dzisiejszy
Nowak) i ten cel istnieje od roku 1991, kiedy to wojnę z KLD zaczął
kościół.
Tusk zna Kaczyńskiego i na żadne wewnętrzne przemiany się nie
nabierze.

Teoria gier mówi, że najbardziej prawdopodobna jest koalicja o
minimalnych rozmiarach (minimalna koalicja wygrywająca), bo wtedy uczestnicy
otrzymują najwięcej. To jest kolejny argument przeciw POPiS.
Jeśli Tusk nie
będzie miał większości w sejmie, a dla lewicy lepiej gdyby miał, to zrobi rząd
mniejszościowy z cichym poparciem SLD, albo jawną koalicję z SLD.
KrzysztofMazur   |06.07.2010 10:23:12
Moja prognoza sprzed 2 tygodni (na tej stronie) wynosiła 54,5 dla Komorowskiego,
czyli przestrzeliłem o 1,5 %.
druknepf   |06.07.2010 13:03:56
Panie Żakowski, aleś się pan zagalopował z tymi porównaniami modelu rządzenia,
przecież o tym modelu decyduje ustrój państwa, zapisany przeważnie w
konstytucji.
System małych kroków w reformowaniu państwa, jest ze wszech miar
pożądany, bo skuteczny. Ma Pan plus za wykreślenie ze swojego słownika słowa
"systemowe", odmieniany przez tabuny polityków i dziennikarzy, nie
mających pojęcia o poruszanej materii. Co zrobi Napieralski z SLD nikt na dobrą
sprawę nie wie, ale jeśli ma to być nowa partia lewicy, to jej sternik musi
walić wiosłem po łapach starych towarzyszy, czepiających się burty. Musi się
także wyzbyć myśli, że już w przyszłych wyborach idzie po władzę. Ale żeby ją
odebrać konfesyjnym, powinien powiększać bazę przyszłych wyborców i to nie o
tych z PO i PiS i dawnego SLD.
Sympatyk lewicy   |06.07.2010 13:28:24
POPIS jest teraz mało prawdopodobne. Wszyscy wiedzą, że trzeba zrobić reformę
finansów, ale nikt nie chce tego firmować. Można powiedzieć, że PO została
wystawiona i nie będzie miała wyjścia, co jest słuszne, bo to ona szła do
wyborów z liberalnymi hasłami. Czeka nas raczej ostrożne cięcie wydatków niż
podwyżka podatków. PIS już zaciera ręce, że skorzysta i populistycznymi hasłami
przeciągnie wyborców niezadowolonych z ograniczeń. Gdy dojdzie do władzy brudna
robota będzie już wykonana przez PO. Wystarczy nic nie psuć i poczekać na
pozytywne efekty. Jednak jeśli Napieralski to dobrze rozegra, to nie PIS ale SLD
przejmie uciekający od PO elektorat. W interesie Tuska jest cicha współpraca z
Napieralskim szczególnie, że należy spodziewać się rychłych problemów z
koalicjantem PSL. Dalsze podtrzymywanie zainteresowania mediów wyłącznie wojną
PO i PIS chyba nie będzie już możliwe. Napieralski przekroczył coś w rodzaju
masy krytycznej, stał się trzecią siłą i nie da się go izolować. Jednocześnie
formalnie nie popierając żadnego kandydata nie zraził do siebie nikogo. W tym
momencie SLD może być partią drugiego wyboru zarówno dla wyborców PO jak i dużej
części PIS. Po wyborach SLD może stworzyć koalicję z PO, wspólnie kontynuować
reformy a po czterech latach pokazać pozytywne efekty. Gdyby to się udało to
możliwa jest nawet fuzja obu tych partii. Problem przewodnictwa nie musi
zaistnieć, bo ze względu na różnicę wieku Napieralski mógłby być naturalnym
następca Tuska, który po wielu latach ciężkiego premierowania będzie zwyczajnie
wypalony.
KrzysztofMazur   |06.07.2010 19:24:39
PO podniesie podatki (w szczególności VAT) po wyborach 2011 i nie straci.
Najpierw zacznie tracić PIS. Fuzji SLD-PO nie będzie, bo PiS powoli zaniknie.
Najpierw rząd PO, potem PO-SLD, potem scena polityczna bez PIS, za 15-20 lat.
RAWoko   |06.07.2010 13:53:31
Pan zakowski teskni do POPISU.mój przyjacielu JMR.to mrzonki..kolesie
z PO nie mają zamiaru z nikim dzielić sie władzą i kasą..moze tylko
z Sobiesiakiem.polscy dziennikarze to dzieci we mgle kompletnie nie
maja pojecia co myslą ludzie .urban materna rydzyk wajda zelnik w
jednej druzynie? chyba ze po kase
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.52151 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273