|
Tomek Leśniak, Krytyka Polityczna: Brytyjski parlament przegłosował 9 grudnia trzykrotną podwyżkę czesnego. Już wkrótce wprowadzi kolejne radykalne zmiany w szkolnictwie wyższym. Jakie zmiany wprowadzane są na innych szczeblach systemu oświaty?
Adam Wright*: Po zwycięskich wyborach w maju – jeszcze przed przerwą wakacyjną – rząd przyjął pośpiesznie Ustawę o akademiach (Academies Act, 2010). Ustawa ta umożliwiła wszystkim państwowym szkołom ubieganie się o status akademii. Akademie są autonomicznymi jednostkami wolnymi od kontroli władz lokalnych. Kieruje nimi mała rada powiernicza, która nie jest odpowiedzialna przed samorządem. W zarządzie może nie być ani jednego przedstawiciela personelu, a rada rodziców może być znacząco mniejsza niż w szkołach prowadzonych przez samorząd. Szkoły te samodzielnie ustalają wysokość pensji i warunki zatrudnienia nauczycieli i reszty personelu. Akademie mogą je również zmieniać, wydłużając godziny pracy bez podnoszenia płac. Mogą też wprowadzić system płac uzależniony od wydajności i zmieniać warunki umów o pracę; Nowe placówki mają pewne możliwości arbitralnego wybierania uczniów, na podstawie własnych kryteriów mogą też do pewnego stopnia odstąpić od Krajowego Programu Nauczania.
Jakie będą społeczne konsekwencje tej polityki?
Krytycy sugerują, że efektem będzie zwiększenie nierówności w poziomie nauczania szkół i różnic w wynikach osiąganych przez dzieci z różnych klas społecznych – większość najlepszych szkół znajduje się tam, gdzie mieszka klasa średnia.
Czy pozostałe zmiany idą w podobnym kierunku? Mam tu na myśli politykę stymulującą tworzenie się podziału na „lepsze” i „gorsze” szkoły.
Tak, wraz z Ustawą o akademiach rząd wprowadził regulacje umożliwiające zakładanie tzw. „wolnych szkół” (Free Schools), wzorowanych na szwedzkim modelu małych, autonomicznych placówek tworzonych przez społeczność lokalną. System ten pozwala rodzicom i nauczycielom niezadowolonym z istniejących szkół składać wnioski na rządowe dofinansowanie w celu założenia własnej szkoły. W ten sposób umożliwiono prywatnym firmom zakładanie i prowadzenie szkół niezależnych, ale finansowanych przez państwo. Wolne szkoły będą zarządzane według modelu akademii.
Jak rząd uzasadnia te reformy?
Warto je analizować w kontekście szerszego dyskursu polityki „postbiurokratycznych” usług publicznych. Rząd, a szczególnie Partia Konserwatywna, mocno wspiera ideę rynku jako mechanizmu regulującego usługi publiczne. Centralną ideą w dyskursie postbiurokratycznym jest wzmocnienie sprawczości (empowerment). Strategię rządu ukształtowano wokół wzmocnienia sprawczości zarówno u rodziców, jak i nauczycieli. Podczas gdy rodzice zyskują większą swobodę w wyborze szkoły i możliwość zakładania własnych szkół, nauczycielom oferuje się większą władzę dyscyplinowania uczniów i kontrolowania zajęć lekcyjnych. Oba te procesy umożliwiać ma usunięcie prawnych i administracyjnych barier ustanowionych przez poprzedni rząd. Partia Pracy jest utożsamiana z przerostem biurokracji i scentralizowaną kontrolą nad edukacją. Ten wizerunek działał na jej niekorzyść podczas kampanii wyborczej. Dzięki odwołaniu do idei sprawczości i wykreowaniu negatywnego obrazu administracji i scentralizowanego zarządzania, rządowi udało się zdobyć pewne poparcie dla swoich reform, chociaż wielu ludzi wydaje się nadal sceptycznych.
Czy w uzasadnieniach reform rząd odnosi się również do obecnego kryzysu gospodarczego?
Tak, koalicja próbuje łączyć cięcia wydatków publicznych, prywatyzację i urynkowienie z koniecznością redukowania długu publicznego. Dzieje się tak szczególnie w przypadku szkolnictwa wyższego, gdzie uznano, że wzrost nakładów pochodzących z czesnego i prywatnego kapitału będzie dobrą odpowiedzią na kryzys finansowania. Przedstawianie cięć i podwyżek czesnego jako konieczności nie było proste, a retoryka „wspólnego problemu” jest coraz mniej przekonująca, gdyż wielu ludzi czuje się niesprawiedliwie dotkniętych cięciami. Funkcjonuje tutaj logika indywidualizacji odpowiedzialności. Rząd próbuje przedstawiać konkretne problemy społeczne jako problemy jednostek i w ten sposób pozbyć się odpowiedzialności za efekty neoliberalnej polityki.
Porozmawiajmy teraz o związkach między obecną a wcześniejszą polityką w sektorze edukacji. Czy możemy mówić o rewolucji, czy też istnieje pewna ciągłość tej polityki od czasu rządów Thatcher?
Michael Gove, minister edukacji w rządzie Camerona, z pewnością chciałby o niej myśleć jak o rewolucji. Ja postrzegam to jednak jako ledwie kolejny etap w ewolucji szkolnictwa, który zaczął się, tak jak zasugerowałeś, jeszcze za rządów Thatcher. Od czasu przeprowadzonej przez nią reformy systemu edukacyjnego obserwujemy w Wielkiej Brytanii coraz mocniejsze urynkowienie edukacji. Partia Pracy nie zrobiła zbyt wiele, aby ten proces zatrzymać, a pod wieloma względami jeszcze go pogłębiła, poprzez wprowadzenie instytucji akademii, prywatyzację lokalnych władz oświatowych, prywatne inicjatywy finansowania budowy nowych szkół i outsourcing części usług. Jednocześnie Partia Pracy starała się połączyć to z dyskursem komunitarystycznym, który miał zbliżyć do siebie działające w imię dobra wspólnego podmioty państwowe i prywatne, kładła przy tym większy nacisk na obywatelskość i integrację społeczną. Komunitaryzm został jednak w dużym stopniu podważony przez logikę rynku. Dyskurs neoliberalny zmienił rozumienie edukacji – z publicznego dobra stała się towarem. Co więcej, wpłynęło to również na tożsamość rodziców i nauczycieli definiowanych od tej pory jako racjonalne, egoistyczne, konkurujące ze sobą jednostki. W efekcie nie udała się próba zbliżenia do siebie wspólnot mających współpracować i działać na zasadach partnerstwa. Rząd Camerona nie tylko kontynuuje neoliberalny program poprzedników, ale jeszcze go pogłębia i poszerza. W pewnym sensie paradoksalnym efektem dyskursu sprawczości jest uzyskanie większej kontroli nad edukacją poprzez logikę rynku. Rodzice i nauczyciele muszą działać w obrębie mechanizmów rynkowych wprowadzonych przez rząd. Tak wygląda neoliberalny ideał. Wszystko jest podporządkowane logice konkurencji, racjonalizacji i indywidualizacji odpowiedzialności, która służy produkowaniu zorientowanych na własne korzyści konsumentów.
tłum. Joanna Aleksiejuk
*Adam Wright – doktorant na Wydziale Polityki Uniwersytetu Essex. Pisze pracę doktorską poświęconą polityce edukacyjnej Partii Pracy.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...