NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wowrzeczka-Warczok: Szkoła mogłaby być fantastycznym miejscem Drukuj
Joanna Wowrzeczka-Warczok* w rozmowie z Jasiem Kapelą   
01.06.2011
cieszyn_anna_pluta.jpgJaś Kapela: Ile jest w Polsce biednych dzieci?

Joanna Wowrzeczka-Warczok: Nie wiem dokładnie. Ale skoro w Cieszynie, który nie należy do miast bardzo ubogich, jest tak wiele biednych dzieci, i to w centrum miasta, to znaczy, że w Polsce jest ich bardzo dużo. Będę tak uważać, dopóki w każdym mieście znajdziemy grupę dzieci biednych. Nie tylko głodnych, bo głodnych jest coraz mniej. Dzisiaj definicja biedy przesuwa się coraz bardziej w stronę dostępności innych dóbr niż jedzenie. Choć nadal mam do czynienia z głodnymi dziećmi.

Głosisz ponoć dość radykalną tezę, że przedszkola powinny być przymusowe.

Może źle to artykułuję albo jest to źle odczytywane. Nie jestem za przymusem. Chciałabym, żeby propozycja przedszkoli była po prostu bardzo atrakcyjna. I żeby dzieci chodziły do przedszkola przynajmniej od czwartego roku życia. Mój syn, Gucio, jest w pierwszej klasie i widzę, jak ogromne są różnice w kapitale kulturowym już na tym poziomie.

Ale może to są naturalne różnice. Niektóre dzieci są mądre, a niektóre głupie.

Nie, nie są naturalne. Sorry. Mogłabym nawet policzyć, gdybym się uparła, ile godzin spędzałam z Gutkiem każdego dnia, żeby potrafił to, co potrafi, i mógł być nazywany przez panią w szkole superzdolnym dzieckiem. Być może jest tak, że niektóre dzieci mają większą łatwość uczenia się, a niektórym trzeba poświęcić więcej czasu. Można jednak zaproponować taki system edukacji, który sprawiłby, że w tej pierwszej klasie wszystkie dzieci rozpoznają litery, potrafią liczyć – jest mniej więcej równy poziom. I wtedy dopiero określić, którym dzieciom i w czym należy pomóc. Nie wiem, czy przedszkola powinny być przymusowe. Myślę, że przymus nigdy na nikogo dobrze nie działa. Chociaż czasami, kiedy Gucio nie je, to go zmuszam, i to chyba jest dobry przymus.

Historia medycyny podobno nie zna przypadków, żeby dziecko samo się zagłodziło.

To prawda. Ale są sytuacje, kiedy wiesz, co trzeba zrobić, do czego zmusić. W tym przypadku to państwo powinno sobie zadać to pytanie. Jeśli już w pierwszej klasie są takie różnice, to najwyraźniej coś zostało źle zrobione. Bardzo trudno potem nadganiać przy tak naładowanym programie. Gucio chodzi do normalnej państwowej szkoły, a gdy wraca do domu, musi jeszcze dwie godziny poświęcić na odrabianie lekcji, choć dużo wie, potrafi pisać, czytać. To ile musi zająć to dziecku, które tego nie umie? Co gorsza w przedszkolu się tego nie nauczy. Tam jest kompletna infantylizacja. Dzieci nie robią niczego ważnego, co pomogłoby im zbudować kapitał kulturowy. Jak mają nagle przeskoczyć na poziom, gdzie trzeba dużo pracować? Rozmawiałam z matkami, jak sobie radzą w szkole ich dzieci. Większość mówiła, że jest płacz i histeria.

A może to jest celowa polityka państwa? Taka dywersyfikacji umiejętności. Ktoś przecież musi kraść samochody. A ktoś inny czytać Mickiewicza.

Myślę, że tak. I to jest dopiero tragedia. Dużo z tych dzieci jest skazane na kopanie rowów. Nie dlatego, że tak wybierają. Pośród nich jest dużo świetnych, fantastycznych ludzi. Ale one są na to skazane – sześć lat zaniedbań, które potem jeszcze się pogłębiają w podstawówce i gimnazjum.

Sama jesteś z biednej rodziny. Jakoś udało ci się wybić.

Raczej z patologicznej. Dziadek był bardzo dobrze wykształcony, ale to nie znaczy, że był to „dobry dom”. Na poziomie rodziców załamało się wszystko, co się mogło załamać. Standardowo –   alkohol. Nie chcę o tym opowiadać. Nieprzespane noce, głód, niejedzenie przez tydzień posiłku. Wiem, co to znaczy. Moja matka jest jednak bardzo inteligentną osobą, zawsze były w domu książki i zawsze pojawiali się ludzie, którzy mogli mnie przynajmniej ukierunkowywać. Zawsze był też wujek, bardzo znany architekt. Pachniał, świetnie wyglądał, mówił o książkach i rzeczach niezwykłych. Gdzieś więc w tyle głowy miałam, że jest lepszy świat. Świat, który fascynuje, do którego chcę mieć dostęp. Ten świat stał się dla mnie haczykiem, motorem. Potem już tylko chciałam dowieść ludziom, że można wyjść nawet z takich dołów. Kluczem jest edukacja, wiedza. Dostęp do ludzi, którzy są mądrzy i którzy mogą ci pomóc. Dlatego teraz tak walczę, żeby dzieciaki mogły się uczyć i żeby szybko tę naukę zaczynały.

Ale z twojego przypadku wynikałoby, że ważniejsza niż szkoła są kontakty z ludźmi. Zastanawiam się, czy szkoła może pełnić taką funkcję, czy raczej jest tylko kolejną formą opresji.

Szkoła mogłaby być fantastycznym miejscem. Gucio chodzi do szkoły i jest bardzo szczęśliwy, nie ma problemów, wszystko rozumie. Natomiast są dzieciaki, które nienawidzą szkoły, ponieważ nie potwierdza ich wartości. Nie jestem za tym, żeby wszystkim wmawiać, że są mądrzy i wspaniali, ale nie powinno się nazywać kogoś głupcem i udowadniać mu, że nie jest nic wart, tylko dlatego, że w domu tego nie dostał. Nie dostał, bo nie było szans. Szkoła ma ten obowiązek pieprzony, żeby go czegoś nauczyć, skoro w domu nie miał takiej możliwości. To nie jest dziecka wina, że urodziło się w rodzinie, w której nie czyta się książek, rodzice nie potrafią posługiwać się literacką polszczyzną i w dodatku nie mają pracy.
Wiesz, że świetlica jest dla dzieciaków, których rodzice pracują? Dzieci bezrobotnych nie mogą uczestniczyć w zajęciach. Przynajmniej tak jest w państwowej szkole w Cieszynie.

Dlaczego?

Bo jeśli rodzic jest bezrobotny, to przecież ma czas, żeby się dzieckiem zająć. Wyklucza się dzieci, które najbardziej potrzebują kontaktu społecznego. Pozytywnego miejsca, gdzie mogą chociażby poprzez gry czy inne formy wspólnotowego działania budować swoje doświadczenia. Czy trzeba mówić, że bezrobotni są często bardziej zajęci od tych rodziców, którzy mają pracę? To jest niedopuszczalne. Proponowałabym, żeby świetlica w każdej szkole była złożona z dwóch części. Jednej, gdzie dzieci mogą się wyżyć po zajęciach, i takiej kontemplacyjnej, gdzie jest ktoś, kto im pomaga odrobić zadania, coś wytłumaczy. Gdyby świetlice były traktowane poważnie, a nie jako przechowalnie, byłyby świetnym sposobem na wyrównywanie szans, stwarzania pozytywnej atmosfery. To jest niezmiernie ważne, gdyż to właśnie te dzieci, które dzięki pewnych okolicznościom przerywają łańcuch pokoleń i uzyskują lepsze wyniki niż ich rodzice, czują się podwójnie samotne. Już nie są w swojej rodzinie, ale jeszcze nie tam, gdzie sadowią się ci, którzy mieli lepszy start.

Nie uważasz, że człowiek jest kowalem swojego losu?

Takie przekonanie to iluzja, ale użyteczna dla tych, którzy są na górze społecznej hierarchii. Wtedy zawsze można powiedzieć, że jeżeli ci się nie udało, to wyłącznie twoja wina. Jesteśmy utkani z relacji społecznych. Dysponujemy pewną dozą wolności, zazwyczaj jednak mniejszą, niż nam się zdaje. Gdybym nie spotkała kogoś, to być może nie byłabym tutaj. Sama siebie nie konstruuję, a jeżeli już, to w niewielkim zakresie. Moją tożsamość buduje to, w co jestem wrzucana. To nie znaczy, że latam jak chorągiewka, ale właśnie że moja osobowość jest społecznie konstruowana. Gdyby Gucio urodził się w rodzinie patologicznej, pewnie byłby innym człowiekiem. Gdybym ja nie urodziła się w rodzinie, która miała tyle problemów, pewnie znałabym kilka języków. Skoro przy tak tragicznej sytuacji, udało mi się tyle zrobić, to gdybym miała bardziej dogodne warunki – znając pięć języków obcych i po świetnych studiach – robiłabym inne rzeczy. Jest się wypadkową społecznych spotkań. I nie widzę w tym nic złego. To szansa. Stąd też moja koncepcja walki o dzieciaki. Jeśli stworzymy im lepsze warunki, to przynajmniej część z nich będzie miała możliwość lepszego życia. Cokolwiek to znaczy. Choć może to jest arogancja – mówić „lepsze życie”. Może tylko mi się tak wydaje.

*Joanna Wowrzeczka-Warczok - kieruje Świetlicą KP „Na Granicy” w Cieszynie
Komentarze
Dodaj nowy
jagobar   |03.06.2011 22:34:29
ma Pani rację,cieszę się, że tacy jak Pani, ludzie z wrażliwością społeczną mogą
być obecni w mediach. Ale mało takich jest, bo tematy społeczne są niszowe w
otaczającej nas wrzawie politycznych priorytetów:stadiony, autostrady, itd. A
rzeczywistość jest często szokująca, wymyka się spod wyobrażeń. Dzieci są takie,
jakie dostają szanse od życia,jednak polityków i rządzących to mało obchodzi;
trzymam kciuki za Pani pracę z dziećmi, każde jedno dziecko, któremu się pomoże,
to niewyobrażalna satysfakcja.
Bietka   |04.06.2011 21:08:43
Pani jednak sobie zaprzecza, mówi o różnicach m-dzy dziećmi chodzącymi do
przedszkola, a niechodzącymi, a potem, że przedszkole to infantylizacja i
nieczego się tam dzieci nie uczą.

Te wszystkie przymusy przedszkolne, szkolne
to równanie w dół, jak na razie szkoła podstawowa (niestety nawet te tzw
dobre), to okres regresu intelektualnego. Ukazując sprawę całościowo trzeba by
powiedzieć też, o tym jaki sukces edukacyjny, a potem naukowy osiągają dzieci po
homeschoolingu na etapie podstawówki (i oczywiście przedszkola). Na pewno jest
grupa rodziców nie potrafiących/nie mogących zająć się edukacją swoich dzieci,
ale jest też grupa, która chce to robić i robi to o wiele lepiej niż szkoła,
niby jest to możliwe, ale warto wiedzieć jak nadal bardzo utrudnione.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.06.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.49060 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273