NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Vaquer: Kulturowej rekonkwisty nie będzie Drukuj
Z Jordi Vaquerem rozmawia Michał Sutowski   
21.11.2011

Michał Sutowski: To nie prawica wygrała, to lewica popełniła samobójstwo – przed laty pisano tak o wyborach we Francji. Czy ten opis pasuje do niedzielnego zwycięstwa hiszpańskiej Partii Ludowej?


Jordi Vaquer: Pierwsza część się właściwie zgadza – Mariano Rajoy i jego partia prowadzili kampanię wyborczą, która z trudem zasługuje na swoją nazwę. Wskazywali na beznadziejność sytuacji gospodarczej, bez większego trudu punktowali socjalistów Zapatero za popełnione błędy i zaniechania i zarazem starali się nie powiedzieć nic o tym, co sami zamierzają zrobić. Programu nie było, jedynym hasłem była zmiana rządu socjalistów, jedynym tematem – miejsca pracy.

  

To już jakiś konkret.

  

Tak, ale ani słowa o tym, jak Partia Ludowa zamierza je tworzyć. Z kolei w przypadku Zapatero trudno mówić o spektakularnym samobójstwie politycznym – on po prostu przez ostatnie dwa lata nie zrobił nic, oprócz konsekwentnego zaprzeczania, że jest kryzys i że mamy jakiś problem. Niektórzy ludzie lewicy twierdzą, że stracił poparcie, bo był za mało lewicowy, że prowadził nazbyt neoliberalną politykę gospodarczą, że jednak wprowadzał cięcia itd. Moim zdaniem prawda jest bardziej prozaiczna – nikt rozsądny nie mógł uwierzyć, że ten człowiek ma sytuację pod kontrolą.

  

Ataki prawicy w tej kampanii rozumiem – ale jak broniła się w tej sytuacji lewica?

  

Socjaliści bez przerwy powtarzali, że prawica milczy, bo przygotowuje ukrytą agendę antykryzysową – bolesne cięcia, które tylko pogorszą sytuację zwykłych ludzi i osłabią szanse na szybki i trwały wzrost.

  

To znaczy: tak, jesteśmy słabi, ale oni są po stokroć gorsi?

  

Do tego można sprowadzić przekaz PSOE.

  

To była spolaryzowana kampania? W USA, gdy chciano pozbyć się Republikanów, emocje były ogromne.

  

Kampania była dość rachityczna, biorąc pod uwagę skalę kryzysu – żadna ze stron nie miała pomysłu na radykalną diagnozę sytuacji, nie mówiąc o rozwiązaniach. Socjaliści stracili aż 56 na łącznie 350 miejsc w Kortezach, spora część ich dawnego elektoratu głosowała na ludowców, mniejsza   – na lokalnych nacjonalistów z Baskonii i Katalonii, a poza tym na Zielonych i niewielką partię UPyD, która walczy z postępującym rozczłonkowaniem kraju i separatyzmami. Nie ma jednak mowy o emocjach i konflikcie porównywalnym z wyborami amerykańskimi.

  

W takich sytuacjach reakcją bywa wycofanie – może wyborcy kontestują system jako całość?

  

Podział na insiderów i outsiderów oczywiście istnieje, ale nie przełożył się znacząco ani na ilość głosów, ani nawet na frekwencję. W tym sensie trudno np. mówić o znaczącej roli Oburzonych. Oni  zaistnieli medialnie tuż przed wyborami regionalnymi i zniechęcili część wyborców lewicy do głosowania na PSOE – ale to wszystko nie miało wielkiego wpływu na ogólny wynik. W tych wyborach albo wzywali do niegłosowania, albo do poparcia drobnych partii lewicowych.

  

Kogo Hiszpanie winią za kryzys? Zapatero? Całą elitę polityczną? Biurokratów z Brukseli?

  

Potoczna obserwacja jest dość prosta – zawiniły banki, które właściwie nie poniosły szkody, a płacą za to zwykli pracownicy. Oburzeni winią za to cały system i całą elitę polityczną, ale – jak nietrudno się domyślić –  w praktyce dotyka to socjalistów. Jeśli chodzi o stosunek do Europy, to jest on dużo bardziej zniuansowany i racjonalny niż np. w Grecji. Ludzie zauważają wprawdzie, że rządy państw, z Niemcami na czele, zbyt wolno udzielają pomocy, ale mają świadomość, że kryzys nie jest wyłącznie importowanym problemem.

  

Nie winią euro, Unii, Angeli Merkel?

  

Nie – wejście do strefy euro krytykowano u nas, ale kilka lat temu. Chodziło wtedy o inflację, albo – mówiąc potocznie, o drożyznę. Dość powszechna jest za to świadomość, że za poważną część kłopotów odpowiada bańka na rynku budowlanym, a za nią odpowiadają nasze lokalne elity, zarówno dawny rząd Aznara, jak i rząd Zapatero.

  

Czy w Hiszpanii formułowane są recepty na wyjście z kryzysu? Wspominał Pan, że partie milczą na temat konkretów.

  

Na poziomie akademickim, wśród ekspertów i think-tanków – oczywiście tak, paleta pomysłów jest dość szeroka. Nie ma to jednak przełożenia na działanie aktorów politycznych, jeśli nie liczyć Oburzonych. Ich pomysły koncentrują się wokół trzech kwestii: regulacji rynków finansowych, większego otwarcia systemu wyborczego, aby w mniejszym stopniu faworyzował duże partie, wreszcie – to chyba najpopularniejsze – zmiany prawa hipotecznego tak, aby mieszkańcy obciążonych długiem nieruchomości nie tracili dachu nad głową. Te pomysły znajdowały nawet pewien oddźwięk, acz głównie zapośredniczony – po prostu drobne, radykalniejsze partie lewicowe artykułowały te pomysły na forum parlamentu.

  

Banki i mieszkania to jedna kwestia – a co z tak głośnym ostatnio problemem tzw. prekariatu?

  

W tym wyborach właściwie nie miał on wielkiego znaczenia; najgłośniej mówiono o tym jeszcze przed kryzysem, kiedy okazało się, że około 1/3 pracujących w Hiszpanii zatrudnionych jest w sposób elastyczny, tzn. bez jakiejkolwiek pewności pracy na dłuższą metę. Ale ostatnio ta kwestia przycichła – z tej prostej przyczyny, że problemem zaczęło być zdobycie jakiejkolwiek pracy; w młodym pokoleniu sytuacja pod tym względem jest niemal katastrofalna, czego dowodem rozmiar emigracji.

  

Po wygranych wyborach prawica musiała będzie jednak podjąć jakieś kroki zaradcze. Jakie posunięcia w kwestii kryzysu pan przewiduje?

  

Jak już wspomniałem, ludowcy unikali jak ognia wszelkich konkretów, ale doświadczenia ich rządów na poziomie regionalnym, choćby tu, w Katalonii, pozwalają sformułować pewne prognozy. Tutejszy rząd zaproponował już obywatelom przejście na prywatne ubezpieczenia zdrowotne, tłumacząc to oczywiście oszczędnościami i racjonalizacją wydatków. Mówiąc krótko: Partia Ludowa będzie ostro ciąć i to głównie kosztem usług publicznych.

  

Jakich?

  

Największe pole do popisu daje oczywiście służba zdrowia – do czasu kryzysu ten system był bardzo sprawny i korzystny dla ludzi, ale obecnie uważany jest za główne źródło zadłużenia. Podejrzewam również, że cięcia dotkną edukacji. Nie spodziewałbym się natomiast – w zgodzie z prawicową filozofią – podniesienia podatków.

  

Dla części prawicy, także w Polsce, zmiana rządu w Hiszpanii to nadzieja na „odkręcenie” reform obyczajowych. Czy Partia Ludowa planuje kulturową rekonkwistę?

  

Bardzo wątpliwe – musimy pamiętać, że duża część reform była po prostu popierana przez zdecydowaną większość społeczeństwa. Dopuszczenie zawierania małżeństw przez pary homoseksualne w 2005 roku czy ułatwienia rozwodów odpowiadają poglądom przeważającej części Hiszpanów. Z aborcją sprawa jest bardziej skomplikowana – tzw. twarde jądro elektoratu Ludowców do ultrakatolicy, będący wyborcami „jednego tematu”, tzn. tematu pro-life. Ale mam poważne wątpliwości, czy PP zdecyduje się na konfrontację kulturową w sytuacji kryzysu.

  

A polityka historyczna? Zapatero pragnął przedefiniować hiszpańską pamięć o przeszłości, wyprzeć pozostałości frankizmu ze sfery publicznej na rzecz upamiętnienia Republiki.

  

W tym punkcie prawica ma chyba najwięcej możliwości, przewiduję jednak, że nie pójdzie na otwartą wojnę. Po prostu na ekshumację ofiar Falangi nie będzie pieniędzy. Tak samo jak na burzenie pomników i stawianie nowych. Przynajmniej retorycznie – ekonomia wygra z ideologią.

  

*Dr Jordi Vaquer i Fanés – politolog hiszpański, znawca problematyki obszaru śródziemnomorskiego, dyrektor CIDOB, katalońskiego think-tanku zajmującego się problematyką międzynarodową, absolwent LSE oraz Kolegium Europejskiego w Brugii.

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Paweł   |27.11.2011 15:27:19
No i co kochanie lewicowcy, do czego doprowadziły rządy waszego hiszpańskiego
idola. Zrujnował kraj, pogrążył go w długach, jedną z najbardziej dynamicznie
rozwijających się europejskich gospodarek, a wy i tak oczywiście powiecie że to
wina kapitalizmu.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 21.11.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.97250 Seconds