|
Natalia Ostrowska, Krytyka Polityczna: Sytuacja prawna Wietnamczyków w Polsce jest trudna. Nie mają oni statusu mniejszości narodowej ani etnicznej. Jakie problemy stwarzają władze Rzeczpospolitej Polskiej w uzyskaniu przez Wietnamczyków azylu czy statusu uchodźcy?
Ton Van Anh, Stowarzyszenie Wolnego Słowa, korespondentka Radia Wolna Azja: Wietnamczycy w Polsce nie mogą stać się mniejszością narodową, ponieważ ustawa o mniejszościach taki status przyznaje wyłącznie grupom etnicznym od dawna osiadłym w Polsce. Z pewnością byłoby dobrze, gdyby to prawo uległo zmianie. Wietnamczycy od 20 lat przyjeżdżają do Polski i bardzo wielu chce już tu zostać. Łagodniejsze przepisy w tej kwestii w niczym nie naruszyłyby interesów Polski, natomiast trwale wzbogaciłyby rzeczywistość kulturową.
Azyl polityczny to całkiem oddzielna sprawa. Azyl leży w gestii Ministra Spraw Zagranicznych, służy do sytuacji wyjątkowych i nie jest często wykorzystywany. Trzy inne formy ochrony osób zagrożonych prześladowaniem to: status uchodźcy, pobyt tolerowany oraz ochrona uzupełniająca. One pozostają w gestii MSWiA, pierwszą instancją jest tu Urząd do Spraw Cudzoziemców, drugą Rada do spraw Uchodźców.
Przykro mi to mówić, ale Wietnamczycy w Polsce nigdy nie uzyskują ochrony. W ciągu ostatnich 10 lat złożyli około 800 wniosków o status uchodźcy. Wszystkim odmówiono statusu uchodźcy, jak i innych form ochrony. Trzeba dodać, że takich wniosków Wietnamczycy składają mało, bo boją się o pozostawione w kraju rodziny. Poza tym, dobrze wiedzą, jakie są szanse na uzyskanie pomocy ze strony Polski. Wnioski o status uchodźcy składają ludzie naprawdę zdesperowani: bezpośrednio zagrożeni deportacją, już ujęci przez Staż Graniczną lub policję. Wnioski składają także osoby, które są przekonane, że dobrze udokumentowana historia prześladowań w Wietnamie wpłynie na decyzje urzędników. Niestety, nie wpływa.
Dlaczego polskie władze nie udzielają statusu uchodźcy osobom, które walczą z komunistycznym reżimem i narażają życie swoje i swoich bliskich?
To pytanie nie jest do mnie. Ja mogę wskazać jedynie kilka zjawisk, przez które sytuacja wygląda aż tak źle.
Po pierwsze, można podejrzewać, że urzędnicy kompletnie nie znają sytuacji w Wietnamie. W każdym razie wskazuje na to treść uzasadnień decyzji negatywnych. Niedawno odmówiono ochrony pewnemu działaczowi katolickiemu z Wietnamu. Argumentowano to niezłą i stabilną pozycją Kościoła katolickiego w Wietnamie. Tymczasem wystarczy czytać gazety, żeby wiedzieć, że od 2007 roku trwa akcja prześladowań Kościoła, bez precedensu w historii komunistycznego Wietnamu po podboju południa w 1975 roku. Takich przykładów można przytoczyć bardzo wiele. Jest to dziwne, zważywszy, że w ramach Urzędu do Spraw Cudzoziemców działa specjalny departament informacji o krajach pochodzenia.
Po drugie: komunistyczne władze Wietnamu robią wiele, by Wietnamczycy nie otrzymywali żadnej ochrony w innych krajach. W tym celu na terenie krajów demokratycznych powoływane są „stowarzyszenia” podporządkowane władzom w Hanoi. Mają one reprezentować Wietnamczyków. Organizuje się również lobby prokomunistyczne w kręgach struktur życia publicznego, ale także w instytucjach świata nauki i kultury. W Polsce takie lobby liczy zaledwie kilka osób, ale wobec powszechnego braku wiedzy o w końcu odległym kraju okazuje się bardzo skuteczne.
Po trzecie: pokutuje wciąż przesąd, że pomoc dla ofiar represji w totalitarnych krajach, musi się okazać szkodliwa dla współpracy gospodarczej z tymi krajami. Pomijam już wątpliwą równoważność kwestii takich jak prawa człowieka i zysk z obrotu gospodarczego. Warto jednak wiedzieć, że to Wietnamowi nieporównanie bardziej zależy na utrzymaniu i rozwoju stosunków handlowych.
Po czwarte, takiemu stanowi sprzyja rzeczy powszechna niewiedza o tym, jakim krajem jest Wietnam. Polacy, jeśli go znają, to z wycieczek, podczas których spotykają uśmiechniętych ludzi wśród pięknych krajobrazów. O powszechnych represjach i notorycznym łamaniu praw człowieka, o bestialskich torturach i morderstwach, o olbrzymiej liczbie więźniów politycznych, po prostu się nie mówi. Sprzyja temu moda na kwestionowanie powszechności praw człowieka i na relatywizowanie norm moralnych.
Jakie trudności stwarza Unia Europejska?
O ile Unia Europejska podkreśla wciąż przywiązanie do praw człowieka i godności ludzkiej osoby, o tyle jest jednak, że Europa dość histeryczne podchodzi do zjawiska nielegalnej imigracji. Chodzi tu o atmosferę lęku przed wszelką nielegalną imigracją, tymczasem cały system emigracji z Wietnamu jest tak skonstruowany, że inaczej niż „legalnie” wyjechać na Zachód praktycznie nie można. Z Wietnamu wyjeżdża się z paszportem, uzyskanym za łapówkę w jednostce Milicji Ludowej, w zorganizowanych grupach jedzie się do Rosji. Tam paszport jest odbierany a człowiek, staje się po prostu niewolnikiem. Handel kobietami i dziećmi nie są procederem wyjątkowym. Większość emigrantów trafia bez dokumentów do Polski lub na Ukrainę i tam kierowana jest do pracy, noszącej wszelkie znamiona pracy przymusowej. Co prawda istnieje europejska konwencja o przeciwdziałaniu niewolnictwu, ale z przykrością stwierdzam, że nie jest realizowana. Powtarzam z naciskiem: Wietnamczycy wyjeżdżają z kraju przekonani, że do Polski przyjadą legalnie.
Jak wygląda system współpracy między rządami i służb bezpieczeństwa Wietnamu i Polski?
Współpraca z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego Wietnamu odbywa się w ramach struktury MSWiA. Realizuje ją Straż Graniczna na postawie umowy, zawartej między oboma rządami. Jest to poważny problem, mamy bowiem do czynienia z sytuacją propagowanej, a chyba i autentycznej, fałszywej wiedzy o państwie komunistycznym. Słyszymy często, że MBP jest odpowiednikiem polskiego MSWiA. Jest to nieprawda, Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego jest centralną strukturą policji politycznej, ma swoje Wojewódzkie i Powiatowe Urzędy Bezpieczeństwa, a jego końcówkę stanowią funkcjonariusze UB w komisariatach Milicji Ludowej. Można się upierać, że istnieją wspólne zadania obu ministerstw, ale każde z nich działa zgodnie z odmienną logiką państwa. Czy ktoś przy zdrowych zmysłach zechce porównywać Gestapo i FBI?
Wietnamczycy są inwigilowani, przesłuchiwani i zastraszani w Polsce przez wietnamską bezpiekę. Czy konsekwencją prawną jest deportacja do Wietnamu? Co mogą zdziałać w tej kwestii polskie władze, w tym Staż Graniczna, aby do tego nie dochodziło?
Straż Graniczna traktuje deportację Wietnamczyków do Wietnamu jako swoje zadanie. To cel współpracy z wietnamskim MBP, mimo że raport Human Rights Watch z 2007 roku określa sytuację praw człowieka w Wietnamie jako najgorszą od 20 lat, czyli od zakończenia procesu „utrwalania władzy ludowej”! Poza tym, są udokumentowane przypadki poświadczenia tożsamości przez UB, zawierającego fałszywe dane osobowe. Czy można kontynuować współpracę z takim partnerem?
Głównym problemem pozostaje wietnamski komunizm. Człowiek bez papierów zostaje do Wietnamu deportowany, kiedy państwo wietnamskie potwierdzi jego dane osobowe i wyda mu paszport. Jak łatwo się domyślić ktoś, kto pracuje grzecznie w wyznaczonym miejscu (a więc jest źródłem dochodu), nie zostaje „rozpoznany” przez ambasadę Socjalistycznej Republiki Wietnamu. Za to osoby mniej pokorne są natychmiast „rozpoznawane” i w konsekwencji deportowane. Nie jest rozwiązaniem karta pobytu tolerowanego dla „nielegalnych”, którzy odsiedzieli rok w areszcie. W tym przypadku nazwa jest ta sama, co jednej z form azylu, treść jednak zasadniczo różna. Człowiek bowiem tak długo może cieszyć się swobodą życia w Polsce, jak długo komunistyczne władze nie „przypomną sobie” jego personaliów. W obecnym systemie rośnie więc liczba zakładników reżimu, nie powiększa się za to przestrzeń wolnego życia polskich Wietnamczyków.
Według niektórych danych w Polsce mieszka ponad 40 tysięcy Wietnamczyków. Jak Wietnamczycy radzą sobie z asymilacją w Polsce? Kto jest najbardziej narażony na dyskryminację?
Dane, dotyczące ilości Wietnamczyków w Polsce są bardzo niepewne, bardzo wiele osób nie ma dokumentów. Ja bym szacowała tę liczbę na około 30 tysięcy osób. Trzeba jednak zaznaczyć, że w pierwszej połowie lat 90-tych mieszkało w Polsce przeszło 60 tysięcy Wietnamczyków. W Polsce praktycznie nie można zalegalizować pobytu, pozostali tu więc ci, którzy swoją sytuację ustabilizowali w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, w bardziej sprzyjających warunkach oraz ci, którzy do kraju wrócić nie mogą lub odsiadują rok w areszcie. Zdarzają się zresztą osoby, których taki areszt dotknął niejeden raz.
Asymilacja Wietnamczyków jest utrudniona właśnie przez sytuację formalną. Jak ma się asymilować „nielegalny człowiek”? Wietnamczycy w znacznym procencie żyją w getcie, ale to getto jest domknięte od zewnątrz. Wystarczy porównać ich funkcjonowanie ze stutysięczną społecznością wietnamską w Paryżu, gdzie Wietnamczycy mieszkają w rozproszeniu, nie zajmują się prawie nigdy handlem, pracując tak, jak każdy Francuz.
Jest też inna trudność. Ludzie, związani z wietnamskim komunizmem są programowo niechętni asymilacji, prowadząc wręcz propagandę nacjonalistyczną, taki „moczaryzm wietnamski”. Ale większość Wietnamczyków z łatwością znajduje wspólny język z sąsiadami i chętnie uczestniczy w działaniach instytucji polskich, którym ufa. Największym skupiskiem wietnamskiej aktywności jest dziś Stowarzyszenie Wolnego Słowa, skupiające kombatantów opozycji antykomunistycznej z czasów PRL-u. Wietnamczycy są tam otoczeni przyjaźnią i zrozumieniem, mają do tej organizacji zaufanie.
Jak radzą sobie dzieci wietnamskie w polskich szkołach? Czy istnieją specjalne programy edukacyjne czy pomoc dla wietnamskich dzieci?
Z relacji nauczycieli wiem, że polski system oświaty nie przygotowuje ich do pracy z dziećmi cudzoziemców. Mimo to zwykle nie spotykam się z istotnymi problemami, choć zdarzają się zaczepki ze strony innych uczniów, wymyślanie od „żółtków” itp. Nie sądzę jednak, żeby określenie „rasizm” było tu właściwe, to po prostu gówniarstwo, będące zresztą w mniejszości. Próby wypracowania metodologii pracy z uczniami cudzoziemskimi, dzieje się to zwykle na poziomie NGO-sów. Ostatnio seminarium poświęcone temu problemowi zorganizowała Fundacja Arteria.
Problem, z którym borykają się wietnamskie dzieci jest inny. Wychowują się w środowisku polskim i język wietnamski znają zwykle słabo. Ich rodzice pracują po kilkanaście godzin dziennie, dziećmi zajmują się więc polskie opiekunki, polskie przedszkole i polska szkoła. Rodzice zwykle bardzo słabo mówią po polsku. To dramatycznie ujawnia się w okresie dojrzewania, kiedy nie ma po jakiemu w rodzinie rozmawiać.
Czy polskie społeczeństwo wie wystarczająco dużo o wietnamskiej kulturze?
Dialog i wzajemne wzbogacenie się w warstwie kulturowej mogą realnie działać tylko w przestrzeni wolności. Polska musi zdecydować się na otwarcie drzwi wietnamskiego więzienia w jej granicach. W pełni szanuję suwerenne prawo każdego kraju do decydowania o tym, kogo chce gościć. Ale Polska jest krajem demokratycznym, Polacy są do imigrantów z Wietnamu nastawieni dobrze, a Wietnamczycy są naprawdę lojalni wobec Polski. Wietnamska przestępczość istnieje w śladowych ilościach, z Wietnamczykami do Polski nie przyjeżdża patologia. I wreszcie, co najważniejsze, ożywić trzeba fundamentalną zasadę azylu w imię podstawowych wartości. Myślę, że przypominanie o tym jest ważne także dla Polski i Polaków, pomaga bowiem zachować pamięć o niedoli, która była także ich udziałem i o wartościach, które pozwoliły z tą niedolą się pożegnać. O wartościach takich jak solidarność.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...