Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Tyma: Nowy rodzaj barier Drukuj
Piotr Tyma w rozmowie z Pawłem Pieniążkiem   
18.08.2009
Paweł  Pieniążek, Krytyka Polityczna: Kierownictwo Agencji Informacji TVP chce usunąć z ramówki „Telenowyny”, jedyny ogólnopolski program nadawany po ukraińsku. Magazyn jest emitowany raz w miesiącu przez 20 minut na TVP INFO w blokach regionalnych. Dlaczego przeszkadza władzom TVP?

Piotr Tyma, prezes Związku Ukraińców w Polsce: Niektórym osobom nie podobają się programy nadawane w językach mniejszości (bo przypadek ukraiński nie jest odosobniony). W poprzednich latach też szukano różnych pretekstów, by zdjąć „Telenowyny” z ramówki. Mówiono na przykład, że brakuje czasu na emisję. Wymyślano więc różne dziwaczne godziny, jak we Wrocławiu - o 6.30 rano. Kolejnym pomysłem pozbawienia programu wartości było emitowanie na końcu miesiąca odcinków nagrywanych na początku. Aktualność materiałów stawała się zerowa.

Drugi pretekst to brak środków. Co jakiś czas pojawiały się niejasne informacje, że nagle na magazyn pieniędzy nie ma. W lutym 1999 r. Paweł Popiak, wówczas dyrektor WOT, zadecydował nawet o zaprzestaniu produkcji „Telenowyn” z powodów finansowych. Następnego dnia co prawda przestał być dyrektorem, ale pomysł co jakiś czas powracał. Obecnie argument finansowy znowu okazał się użyteczny. Mimo abonamentu, mimo reklam, ciągle brakuje pieniędzy na programy dla mniejszości.

Do tego od czasu do czasu ożywa spór o formułę programu. Czy ma pokazywać mniejszość wyłącznie przez pryzmat folkloru? Czy ma to być jednak pełnowartościowy magazyn publicystyczno-informacyjny? Oczywiście, imprezy folklorystyczne są ważnym elementem tożsamości środowisk mniejszości narodowych i etnicznych, ale to nie jest pełny obraz tego, co się w tych środowiskach dzieje. Przez lata walczyliśmy, aby tematyka „Telenowyn” nawiązywała do rzeczywistych problemów i specyfiki mniejszości ukraińskiej. W wielu przypadkach to się udało, ale części decydentów to się nie podoba. Pojawiały się próby narzucania tego, jak mamy przedstawiać relacje polsko-ukraińskie. Dotyczyło to zwłaszcza kwestii drażliwych, m.in. tematów z okresu wojny i okresu powojennego.

Podejrzewam, że obecnie jednym z powodów decyzji w sprawie „Telenowyn” jest właśnie konwencja programu.

Problemem jest niechęć do innej niż, nazwijmy to, endecka wersja historii społeczeństwa polskiego?

Nie tylko. Ten program pokazał,  że jest zapotrzebowanie na tego typu audycje. Wiele osób nie chce się z tym pogodzić. Oglądalność przewyższa liczbę osób deklarujących w trakcie spisu ludności w 2002 r. przynależność do narodowości ukraińskiej. Program interesował ludzi, których nie da się wpisać w konwencję „Polacy z kresów kontra Ukraińcy” w wersji konfliktowej czy kresowo-sentymentalnej. Są ludzie, których po prostu interesują kwestie ukraińskie i ten magazyn dawał im szansę dowiedzenia się pewnych rzeczy.

Problem leży również  w ludzkiej empatii. Bywało, że gdy dyskutowaliśmy na temat sytuacji „Telenowyn”w środowiskach dziennikarskich, padał argument: wszystkie programy „misyjne” mają problemy z budżetem i są emitowane o godz. 23. Osoby spoza mniejszości nie rozumieją, że my nie mamy 10 czy 100 programów. Jest jeden taki program! Dwadzieścia minut w miesiącu! To nie jest zbytek łaski – to dla nas minimum.

Czy widać  jakieś różnice w stosunku TVP do mniejszości za rządów PiS i PO?

Nie widzę diametralnej różnicy. Trudno jednak nie zauważyć, że obecne upolitycznienie mediów publicznych wynika z decyzji podjętych kilka lat temu. Sądzę, że prezesura Farfała to wypadek przy pracy, a jednocześnie objaw szerszej tendencji zanikania postawy przyzwoitości w sferze publicznej. Od lat 90. miałem do czynienia z wieloma osobami, na wielu poziomach decyzyjnych TVP. Część z nich nie była w niczym lepsza od Farfała. Bardzo często były to osoby przypadkowe, z klucza politycznego. Różniło ich tylko, że mieli jeszcze świadomość, że pewnych rzeczy robić nie wypada.

Czy w walce o „Telenowyny” mniejszość ukraińska miała jakieś oparcie?

Duże znaczenie miała jednak siła instytucji publicznych. Jeżeli Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu RP była silna i zasiadali w niej ludzie, którzy rozumieli problemy mniejszości, to w telewizji wrogie zachowania wobec audycji etnicznych nie mogły zaistnieć. Nie pozwalał na to m.in. Jacek Kuroń. Gdy ludzi jego formatu zabrakło, zostaliśmy bez istotnego wsparcia. Poza tym teraz politycy wolą się kłócić przed kamerami, zamiast zająć się rozwiązywaniem realnych problemów.

W takim razie, kto lub co jest głównym przeciwnikiem „Telenowyn”?

Paradoksalnie, oprócz dyrektora Agencji Informacji, nikt nie wypowiedział się negatywnie o programie. W obronie „Telenowyn” stanęli przedstawiciele Komisji Mniejszości, sekretarz stanu MSWIA Tomasz Siemoniak, Fundacja Helsińska, ludzie kultury, podobno też minister Radziszewska. Jednak, tak jak w przypadku innych postulatów środowisk mniejszości, część instytucji, z KRRiTV włącznie, po prostu nie odpowiada na pisma, a jeśli odpowiada, to w zrytualizowany sposób. Wystosowaliśmy pismo do Rzecznika Praw Obywatelskich. Zapewne z troską wypowie się o naszej audycji. Ale interwencje RPO to często tylko formalność. My zwracamy się do RPO, RPO do jakiejś instytucji (w tym przypadku TVP), instytucja odpowiada albo i nie (jak TVP). I na tym koniec. Jeśli instytucja łaskawie odpowie, to RPO odpowiada nam, cytując czasami całe fragmenty z przekazanej odpowiedzi. Co zmienia taka interwencja?

Polskie władze lekceważą problemy mniejszości?

Raczej popełniają grzech zaniechania. Na szczęście mamy w Polsce odpowiednie regulacje prawne. Od 2005 roku obowiązuje Ustawa o mniejszościach. Musieliśmy się  trochę natrudzić, by przełamać poważny opór części elit politycznych, zwłaszcza prawicy. Niestety część zapisów tej ustawy została zmieniona pod wpływem presji niektórych środowisk prawicowych. To powoduje, że dla społeczności ukraińskiej jest ona w wielu punktach de facto martwa. Nie możemy np. skorzystać z zapisów dotyczących stosowania nazw miejscowości w języku ojczystym, nie możemy posiadać reprezentacji w organach przedstawicielskich.

Często mamy też do czynienia ze zjawiskiem tzw. wirtualnej tolerancji. Dobrym przykładem jest tu Włodawa na granicy polsko-białoruskiej. Raz do roku odbywa się tam festiwal Trzech Kultur (kultury żydowskiej, prawosławnej i katolickiej). To wielkie osiągnięcie, pokazuje wielokulturowość tego miejsca. Niestety, miasto tylko przez parę dni stanowi przykład tolerancji, bo w życiu codziennym te „inne” kultury są nieobecne albo wręcz nie ma zgody na ich rzeczywiste  funkcjonowanie w przestrzeni publicznej. Część samorządów na kulturę i oświatę mniejszości przeznacza absolutne minimum środków, a postulaty zbywa.

Mniejszości narodowe nierzadko traktuje się jako zakładników: to czy przyznamy np. Ukraińcom jakieś prawa, zależy od tego, jak na Ukrainie traktuje się Polaków. Części polityków, zwłaszcza z prawicy, balast przeszłości wydaje się zbyt ciężki. Nawet skromne postulaty mniejszości postrzegają jako zagrożenie polskości. Nie wszyscy wyrażają to publicznie, ale w praktyce lęk przed mniejszościami jest widoczny, np. w sprawie zwrotu mienia zabranego cerkwi czy ukraińskim organizacjom społecznym przez władze w okresie PRL.

A jak zwykli Polacy podchodzą do Ukraińców?


Dziś część obywateli RP bez problemu uczestniczy np. w festiwalu kultury latynoamerykańskiej. A trudno jest im pogodzić się z sytuacją, gdy na jakimś, dawniej spornym terenie, obok Polaków w przestrzeni publicznej są aktywni przedstawiciele mniejszości, Litwini, Niemcy czy Ukraińcy. To buduje nowy rodzaj barier.

Od czasu Pomarańczowej Rewolucji jednak zmniejszyła się liczba osób negatywnie nastawionych do Ukraińców. Naprawdę dało się to odczuć. Jest też coraz więcej – i coraz lepszych – projektów kulturalnych związanych z tematyką ukraińską.

Natomiast nie wiem, jaki będzie skutek prowadzonej przez ostatnie cztery lata polityki historycznej. Według lansowanej w tym czasie wizji historii, Polacy zawsze byli tymi dobrymi lub niewinnymi ofiarami najazdów obcych. To skutkowało działaniami co najmniej schizofrenicznymi. Z jednej bowiem strony w 2007 r. mieliśmy wspólne wystąpieniu prezydentów Lecha Kaczyńskiego i Wiktora Juszczenki w sprawie akcji „Wisła”. Z drugiej, IPN, instytucja państwowa, wydawał dodatki historyczne we współpracy z „Gazetą Polską” albo „Naszym Dziennikiem”, w których autorzy rehabilitowali akcję „Wisła” czy wręcz zbrodnie takie jak mord na cywilach ukraińskich we wsi Piskorowice koło Leżajska. IPN wciąż nie chce uznać akcji „Wisła” (deportacji prawie 150 tys. polskich obywateli pochodzenia ukraińskiego) za zbrodnię komunistyczną, a taki status otrzymuje internowanie Prymasa Wyszyńskiego.

Niestety ostatnio doszło też  do odgrzania peerelowskich antyukraińskich klisz. W Legnicy radni podjęli decyzję o zmianie nazwy ulicy, przy której znajduje się liceum ukraińskie: z Pancernej na Tarasa Szewczenki, najwybitniejszego ukraińskiego poety. Nagle zaprotestowały środowiska kresowe i zaproponowały, by przemianować nazwę ulicy na Ofiar UPA. Na szczęście udało się zachować ulicę Szewczenki. Do tego gwiazdą telewizji publicznej i ekspertem w dziedzinie konfliktów polsko-ukraińskich został ksiądz Isakowicz-Zaleski. Wiele jego słów to niemal cytaty z peerelowskiej książki Łuny w Bieszczadach - winni są tylko „ukraińscy naziści” kolaborujący z Niemcami, a jedynymi ofiarami są Polacy.

Niestety, TVP nawet w materiałach informacyjnych powiela te schematy. W krótkiej relacji na temat rocznicy rzezi wołyńskiej pokazano drastyczne zdjęcia ludzkich twarzy bez nosów, uszu itd. Po co epatować takim okrucieństwem przy i tak zmanipulowanym materiale, w którym zabrakło obiektywizmu i dystansu do tematu? Nie było żadnej reakcji KRRiT czy też Rady Etyki Mediów. A organy powołane do stania na straży dziennikarskich standardów nie są przecież zupełnie bezradne. W 2006 roku ukarano Agnieszkę Arnold za film „Przebaczenie” ukazujący losy Ukraińców w okresie II wojny światowej, racje ludzie związanych z podziemiem niepodległościowym oraz historię mieszkańców spacyfikowanej w lipcu 1946 r. przez Ludowe Wojsko Polskie ukraińskiej wsi Terka. Inicjatorami akcji były środowiska kresowe, ale ich ideę skwapliwie podchwyciła Komisji Etyki. Tego typu zabiegi mogą niestety podminować solidarność polsko-ukraińską, jaką stworzyła Pomarańczowa Rewolucja.

Problemem jest wzrost niechęci wobec Ukraińców?

Największym problemem nie jest otwarta niechęć. Dobrze to obrazuje historia dzwonów z cerkwi w Lutowiskach. Mieszkańcy tej wsi zostali przesiedleni w ok. 1951 r. w okolice Chersonia na Ukrainie. W latach dziewięćdziesiątych chcieli zabrać dzwony z cerkwi w Lutowiskach do nowej parafii. Władza powiedziała, że nie odda, bo to dobro państwowe. I dzwony już prawie 10 lat leżą w garażu w Lutowiskach. Apelowałem, by zrobić cokolwiek – oddać dzwony na Ukrainę albo cerkwi greckokatolickiej w Polsce. O sprawie pisały media polskie i ukraińskie, ja słałem listy do wszystkich świętych. I nic. Takich wiecznych spraw, gdzie wszyscy chcą pomóc, a nikt nic nie może, jest więcej. Opieszałość władzy dotyka wszystkich, ale środowiska mniejszości ciągle muszą się im przeciwstawiać.

W latach 90. było wiele spornych spraw, ale była też większa wrażliwość. Gdy np. na południu w Beskidach sprzedano cmentarz łemkowski prywatnemu inwestorowi, a on chciał odsprzedać go Łemkom za trzykrotnie wyższą cenę, to Jacek Kuroń zwołał nadzwyczajne posiedzenie Komisji  Mniejszości i po uszach dostali wszyscy decydenci, którzy dopuścili do takiego skandalu. Chciałbym i teraz tak jednoznacznych i szybkich reakcji. Tymczasem są tylko jakieś pisma, delikatne sugestie, niby interwencje.

Przypadek „Telenowyn”, wciąż reprodukowane klisze rodem z „Łun w Bieszczadach” - czy polscy Ukraińcy są traktowani jak obywatele drugiej kategorii?

Obecnie więcej jest przykładów traktowania nas jak pełnoprawnych obywateli, choć są też ciągoty, by nas lekceważyć. Los „Telenowyn” będzie papierkiem lakmusowym.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.02206 Seconds