NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Tancons: Karnawał przeciw kapitalizmowi Drukuj
Z Claire Tancons* rozmawia Jakub Majmurek   
05.02.2012
Jakub Majmurek: Na samym początku protestów ruchu Occupy Wall Street Ginia Ballafante, dziennikarka „New York Timesa”, napisała, że „nie wierzy, by karnawałowa zabawa mogła wyrażać prawdziwe problemy społeczne”. Pani tymczasem podkreśla w swoich publikacjach i wykładach, że to właśnie karnawał i karnawałowa estetyka zawsze były – zwłaszcza w Amerykach – narzędziem protestu przeciw społecznej niesprawiedliwości.

guy_fawkes_thanh_slices_of_life.jpgClaire Tancons: Od początku bardzo mnie fascynowało, w jaki sposób protestujący na Wall Street spontanicznie używali takich narzędzi jak maska, kostium, często dosadnie czy nawet wulgarnie kpiąc z władzy i możnych tego świata. Miało to, jak sądzę, służyć dwóm celom. Po pierwsze, karnawałowa estetyka miała ich uchronić przed przemocą ze strony policji i przekonać siły porządku, że to „nie jest na poważnie”.

Po drugie – co zawsze obserwujemy w karnawale – miało to uwydatnić kontrasty organizujące nasze życie społeczne: między bogatymi i biednymi, 1% społeczeństwa i 99% itp. Dlatego część protestujących przebierała się za zombie, przedrzeźniając w ten sposób bankierów i przedstawiając ich jako pożerające pieniądze, zakrwawione potwory. Inni przebierali się za milionerów, za ten arogancki 1% najbardziej potężnych i wpływowych. Wszystkie te taktyki pozwalają nadać zrozumiałą wizualną formę problemom, do których wcześniej mieliśmy dostęp wyłącznie za pośrednictwem słów, dyskursu.

Trzeba tu jednak wprowadzić pewne rozróżnienie: czymś innym jest pewna karnawałowa wrażliwość, spontanicznie ujawniająca się przy okazji takich protestów, a czymś innym świadoma, stosowana przez działaczy od końca lat 90. strategia „karnawału przeciw kapitalizmowi” – karnawału z jego wizją „świata postawionego na głowie” jako podstawowej strategii oporu przeciw władzy wielkiego kapitału. Żyjemy w świecie rozproszonej władzy, trudno wskazać palcem jeden ośrodek, przeciw któremu należałoby skierować protest. Karnawał wydaje się w tej sytuacji najbardziej odpowiedni.

Czy jednak karnawał nie ma tak naprawdę konserwatywnej funkcji? Žižek twierdzi, że prawdziwym efektem karnawału jest reprodukcja istniejących stosunków władzy.

Ze znanych mi autorów Žižek jest chyba najbardziej sceptyczny wobec rewolucyjnych możliwości karnawału. Tylko że on w ogóle nie rozumie karnawału, zwłaszcza jego znaczenia w Amerykach. W amerykańskich społeczeństwach niewolniczych (południe Stanów, Karaiby, Ameryka Łacińska) karnawał był jedynym okresem w roku, gdy biała elita pozwalała niewolnikom (czy im potomkom) zakładać maski, przebierać się i wyrażać w ten sposób bunt przeciw istniejącym stosunkom społecznym. W warunkach skrajnej nierówności nie można się wprost przeciwstawić panującym – otwarty opór skończyłby się śmiercią. Karnawał tworzył taką przestrzeń oporu.

Maska, kostium pozwalały artykułować sprzeciw w wolny od przemocy i chroniący przed przemocą, metaforyczny sposób. Strategia karnawału, widoczna także na Wall Street, polega na tym, by nigdy nie konfrontować się bezpośrednio z władzą. Protestujący nie wysuwali żadnych konkretnych postulatów czy żądań pod adresem amerykańskiego rządu nie tylko dlatego, że założyli, iż tak naprawdę wykonuje on polecenia bankierów.

Poza tym karnawał jest już polityczny przez sam fakt, że tworzy przestrzeń dla gromadzenia się ludzi. Dużo ważniejsze od konkretnych haseł czy transparentów jest spotykanie się we wspólnej przestrzeni komunikacji – tak jak w Zuccotti Park na Wall Street. Karnawał tworzy pewną przestrzeń dialogiczną. Kiedy Hardt i Negri piszą o karnawale w Multitude, to powołują się na Bachtina – ale nie na książkę o Rabelais, tylko na pracę o Dostojewskim, w której Bachtin rozwija pojęcie literatury dialogicznej.

Czy możemy sobie dziś w ogóle wyobrazić inną formę protestu niż karnawałowa?

Alternatywą jest przemoc. To dzieje się dziś w takich miejscach jak Egipt, Libia, Indie (gdzie maoiści kontrolują kilka stanów). Zanim przyjechałam do Warszawy, byłam w Paryżu na konferencji poświęconej myśli Frantza Fanona. Fanon pisał o przemocy jako naturalnej reakcji podmiotu skolonizowanego na sytuację podporządkowania. Został całkowicie źle rozumiany: on nie wzywał do przemocy, ale opisywał taki splot klasowych i rasowych nierówności, który musi skutkować wybuchem przemocy.

A jaki był rasowy i klasowy skład protestów w ruchu Occupy?

Na samym początku protestów Greg Tate opublikował w „Village Voice” artykuł pt. 10 najważniejszych powodów, dlaczego Afroamerykanie nie biorą udziału w okupacji Wall Street. Pisał, że protest w małej mierze przemawia do ich doświadczenia, nie artykułuje ważnych dla Afroamerykanów problemów. Nie podnosi na przykłąd kwestii amerykańskiego „kompleksu więzienno-przemysłowego”, odpowiedzialnego za to, że większość młodych czarnych mężczyzn siedzi w Stanach w więzieniach. Tate wskazywał także, że kapitalizm zbudowano na niewolniczej pracy czarnych na plantacjach w Amerykach. Plantacje były pierwszymi przedsiębiorstwami kapitalistycznymi, działającymi na długo przed rewolucją przemysłową. Czarni od początku tracili na kapitalizmie, tak więc teraz, gdy białe dzieciaki odkrywają, że nie jest to taki fajny ustrój, nie może ich to nie bawić.

Tate miał rację w odniesieniu do pierwszych dni ruchu, jednak bardzo szybko w czarnej społeczności zaczęły wyrastać takie ruchy jak Occupy the Hood czy Occupy Harlem. Często miały na celu załatwienie bardzo konkretnych spraw – na przykład ponowne podłączenie ciepłej wody albo ogrzewania do budynków mieszkalnych. Wśród Latynosów z kolei pojawił się ruch Occupy el Barrio. Także weterani ruchu na rzecz praw obywatelskich, Afroamerykanie, Latynosi, rdzenni Amerykanie, powołali swoistą „radę starszych”, która poparła ruch Occupy.

Ale problem z obecnością mniejszości etnicznych w ruchu nie polega na reprezentacji, tylko programie. Nie chodzi o to, by w protestach brali udział czarni czy Latynosi, ale by byli w stanie wprowadzić swoje żądania i postulaty. Jeśli ruch Occupy chce odnieść sukces, musi zbudować szeroką sieć sojuszy, także z ruchami wyrastającymi wśród mniejszości etnicznych.

Czy protesty na Wall Street i europejski ruch Oburzonych – z ich maskami, transparentami, happeningami – są też formą praktyki artystycznej?

Spotkania przyszłych działaczy ruchu Occupy, na których ustalano strategię protestów, obywały się na początku w dużej mierze w miejscu zwanym „16 Beaver”. Jest to przestrzeń spotkań, działań i dyskusji. Tworzący ją artyści zostali w znacznej mierze uformowani przez poświęcony sztuce politycznej otwarty kurs zorganizowany przez Whitney Museum w latach 90. – przeszli przez naprawdę solidny trening, jeśli chodzi o marksizm, feminizm, postkolonializm.

Antropolog David Graeber, który wspiera ruch Occupy, pisał, że „pozwala on nowo odkryć potencjał radykalnej wyobraźni”. Hasło „radykalnej wyobraźni” od początku było zresztą podnoszone przez ruch. Jest ono polityczne, gdyż wskazuje, że w myśleniu o tym, w jaki sposób jesteśmy w świecie, jak odnosimy się do siebie nawzajem, nie musimy się czuć ograniczani przez panujący w danym miejscu i czasie zdrowy rozsądek i polityczną poprawność. Ruch OWS jest ruchem artystycznym nie w tym sensie, że produkuje jakieś „dzieła sztuki”, ale w tym, że na nowo wymyśla stosunki społeczne; uczy nas myśleć o sztuce w innych kategoriach niż produkcja obiektów do wystawienia w galerii.

Dzisiejszy świat sztuki cierpi na plagę inflacji: ciągle narasta w nim swoista bańka spekulacyjna fałszywej, ekonomicznej wartości, generowana przez rynek sztuki i jego instytucje. Occupy uderza także w to zjawisko. W ruchu bierze udział wiele różnych grup artystycznych i indywidualnych twórców. Dla kuratorki stwarza to bardzo ciekawe wyzwanie – w jaki sposób przedstawić to wszystko w instytucji stworzonej do gromadzenia i wystawiania dzieł sztuki? Zwłaszcza że część artystów w ogóle nie zgadza się na dokumentację swoich prac.

Problem, o którym pani mówi, można by w skrócie opisać jako problem z reprezentacją. Ruch Occupy, tak jak europejski ruch Oburzonych, bierze się z głębokiego kryzysu politycznej reprezentacji w ramach demokracji liberalnej. Pani mówi, że także artystyczne formy tego protestu opierają się reprezentacji. W takim razie pojawia się pytanie: jakie społeczne oddziaływanie, poza tym bezpośrednim, może mieć taki karnawałowy protest? Zuccotti Park jest dziś pusty.

Karnawał nigdy nie przynosi natychmiastowych skutków politycznych, ale w dłuższej perspektywie przygotowuje grunt pod bardzo zasadnicze zmiany, wpływając na sposób myślenia ludzi, którzy biorą w nim udział. Nie możemy ulec pokusie instrumentalizacji karnawału, wymuszenia na nim natychmiastowych efektów.

Jesienią w Nowym Jorku stało się coś bardzo ważnego. Musimy teraz poczekać na długotrwałe skutki, zobaczyć, jak to upolityczni uczestników Occupy, jakie sojusze zdołają zbudować.

*Claire Tancons – kuratorka, historyczka sztuki, pisarka badająca związki między karnawałem i ruchami politycznych protestów. Pracuje w Nowym Jorku.

Komentarze
Dodaj nowy
K.R.R.  -    |06.02.2012 12:21:21
To wszystko już było w roku ‘68 - czy przygotowało grunt pod zasadnicze zmiany?
Czy raczej pod hiperkapitalizm lat 80-tych?

Opozycja między przemocą a
karnawałem wydaje się fałszywa. Nie chodzi o to, by zastępować przemoc
karnawałem, bo to jest po prostu defetyzm. Najbogatsi nie zgodzą się na
dekonstrukcję systemu, który zapewnia im bogactwo, rządzący nie pozwolą zmienić
stosunków trzymających ich u władzy - ale to przecież oczywiste conajmniej od
czasów Manifestu Komunistycznego, prawda?

Karnawalizować przemoc - jak
najbardziej.

Tłumaczyć apatię karnawalizacją - to żałosne, ale czego
spodziewać się po ruchu pierwszoświatowego drobnomieszczaństwa? Że obali
kapitalizm? Wolne żarty.
Roman   |08.02.2012 06:05:35
W cale nie chodzi o obalenie kapitalizmu.
Czym jest kryzys to efekt braku
racjonalnego planowania gospodarki, oraz wysoki podatek, który tak naprawdę
nikomu nie służy, oraz tłumi drobną wytwórczość i małe firmy, które nie
wytrzymują konkurencji z wielkimi przedsiębiorstwami?
”Firmami „-
które tak naprawdę są mocno z obligowane i powiązane z przysłowiową
górą.
Najgorszą jednak rzeczą jest trwonienie wypracowanego kapitału przez
klasę panującą.
Do póki nie będzie jasnych zasad gdzie tak naprawdę idą nasze
pieniądze,oraz wytycznych odnośnie, w co powinniśmy zainwestować w przyszłych
latach -czyli normalnego planowania gospodarką kraju, oraz brak możliwości
rozliczenie konkretnych ludzi z podjętych decyzji zawsze będziemy mieli kryzys

Gospodarka globalna.
Patenty i sprawa wynalazków w Polsce wcale nie
gwarantuje nam Polakom, że wynalazek lub patent ten nie zostanie skradziony
przez inne Państwo lub przez bogatą korporację. Powiem więcej opatentowanie go
na cały świat tylko na okres 5- lat to suma powyżej 30.000 euro , mało tego
wystarczy że któreś z Państw nie wyrazi zgody na zatwierdzenie tego patentu w
swoim kraju i mamy już pozamiatane .Nie mówiąc już o Chinach gdzie nie ma żadnej
kontroli w tym temacie. Jak na razie -ale Chiny skrupulatnie skupują patenty, co
w przyszłości pozwoli im jeszcze bardziej na planowane gospodarowanie tymi
zasobami?
Więc co może zrobić biedny Polak chyba tylko ogłosić całą sprawę w
Internecie.
Podsumowując tą całą sprawę, w interesie innych Państw wysoce
rozwiniętych będzie blokowanie naszych wynalazków oraz myśli technicznej
sprowadzając nas tylko podmiotu, czyli odbiorcy.
Ponieważ nikt z normalnych
ludzi nie posiada odpowiednich środków finansowych by sądzić się z wielkimi
korporacjami czy innymi Państwami.
Do póki prawa patentowe będą usankcjonowane
wysokimi opłatami oraz brakiem akceptacji ze strony innych Państw.
Nie będą
one służyć wynalazcy tylko interesom klasy panującej, wielkim korporacjom i
Państwom, które nie podpisały tego typu porozumień.
Więc jeśli w tym obecnym
wymiarze i przyszłym to pieniądze będą przesłaniać inwencję twórczą to już
jesteśmy skazani na niewolnictwo i dyktaturę wielkich korporacji.
A prawa
patentowe będą służyć wszystkim innym tylko nie wynalazcy.
Tanie lekarstwa,
paliwo i żywność przejdą do historii, bo wielkie korporacje czy klasa panująca
zawsze może powiedzieć, że nic nie możemy więcej zrobić.
To oni decydują o tym,
co ile ma kosztować na pewno nie interes publiczny ani zwykli ludzie podpierając
się przy tym ogólnymi prawami rynkowymi.
I tak naprawdę krok po kroku stajemy
się częścią wszechobecnego niewolnictwa.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 05.02.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.99299 Seconds