NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Szyłak: Nie chcemy w Gdańsku korporacyjnej pustyni Drukuj
Z Anetą Szyłak* rozmawia Katarzyna Fidos   
28.12.2011

Katarzyna Fidos: Na terenie dawnej Stoczni Gdańskiej powstaje nowa dzielnica – Młode Miasto. Jak będzie wyglądać?

gdans.jpgAneta Szyłak: Nikt tak naprawdę nie wie. Na terenie stoczni jest teraz kilku właścicieli, którzy walczą z kryzysem. Zapewne będzie tu kiedyś centrum handlowe i Europejskie Centrum Solidarności; mamy nadzieję, że pozostanie nasz Instytut Sztuki Wyspa, czyli organizacja pozarządowa, i pracownie artystów. Reszta jest hipotetyczna: jakieś mieszkania, jakieś biura? Co z pieszym i wodnym połączeniem z Głównym Miastem? Co ze zróżnicowaną społecznością, co z infrastrukturą? Co z zielenią i istniejącymi obiektami przyrody? Co z adaptacją obiektów zabytkowych?

Poruszyłam ten problem na posiedzeniu Rady Kultury Gdańskiej. Mówiłam, że miasto jest całkowicie obojętne wobec rozwoju terenów postoczniowych, które są przecież bardzo ważne z powodów historycznych, społecznych, politycznych i wizerunkowych. Oczywiście to jest teren prywatny i właściciele mogą zrobić z nim, co chcą. Ale czy inwestor albo deweloper będzie w stanie sam stworzyć tu żywy organizm miejski? Żeby to się udało, potrzebne jest zaangażowanie wszystkich podmiotów funkcjonujących na tym terenie, władz miasta i przede wszystkim jego mieszkańców. Nie wystarczy postawić kilka obiektów i zbudować drogę – o ile w ogóle jest ona potrzebna. Ktoś jeszcze powinien chcieć tam mieszkać, tworzyć, pracować, bywać. Wyraziłam obawę, że pozostawiając to miejsce samemu sobie, za chwilę znajdziemy się w sytuacji, która wcale nam się nie spodoba.

I jaka była reakcja na twoje wystąpienie?

Prezydent Gdańska zaproponował powołanie Rady Interesariuszy Młodego Miasta. Powstał list intencyjny w tej sprawie.

Kto będzie członkiem tej Rady?

Interesariusze, czyli wszyscy ci, którzy działają na terenie stoczni. Na pierwszym spotkaniu Rady przedyskutujemy jej regulamin, wtedy będziemy mogli wspólnie popracować nad szczegółami. Udział w Radzie to nie przywilej, to praca.

Dzięki warsztatom, które w Instytucie Sztuki Wyspa przeprowadziła Krytyka Polityczna, przychodzi do nas też grupa mieszkańców, dyskutować na przykład o wyburzeniu muru między stocznią a ulicą Robotniczą. Wreszcie pojawili się aktywiści, którym chce się coś robić.

Czym będziecie się zajmować?

W Radzie chodzi o dzielenie się poglądami. Wszyscy mówimy innymi językami – władze miasta, mieszkańcy, właściciele terenów, artyści, organizacje pozarządowe. Nową dzielnicę tworzą ludzie mający różne światopoglądy, idee, potrzeby. Czy mamy się siłować, przeciągać linę? Wolimy działać ze świadomością, że nie uda się stworzyć fajnej dzielnicy, jeśli wszyscy nie będziemy na to pracować. Bo czym innym jest postawienie paru domów na sprzedaż i wynajem, a czym innym stworzenie miejsca, które poszerzy centrum miasta.

Kryzys finansowy zadziałał na korzyść projektu Młodego Miasta – zatrzymał inwestycję. Zyskaliśmy czas na rozmowę, co zrobić, by w nowej dzielnicy pojawiło się życie. W Kopenhadze i Amsterdamie, gdzie tereny po stoczniach i portach przekształcono w ekskluzywne miejsca, powstały korporacyjne pustynie. Zależy nam, żeby ten piękny kawałek miejsca nad wodą w centrum naszego miasta tym się nie stał.

A co na to wszystko inwestorzy?

To zrozumiałe, że ci, którzy zainwestowali pieniądze w ten grunt, chcą mieć z niego dochód. Nikt im tego nie odmawia, to ich prawo. Jednak drogi dochodzenia do tego zysku mogą być mniej lub bardziej odpowiedzialne. Widzimy, że inwestorzy zaczynają to rozumieć.

Podpisali list intencyjny w sprawie powołania Rady Interesariuszy?

Jeden z nich podpisał. Jeszcze czekamy. Właściciele tego terenu powinni spojrzeć na Radę jak na darmową usługę consultingową: dostają dostęp do istotnej wiedzy i bardzo mocny atut wizerunkowy, na przykład przy staraniu się o środki na rozwój. Pomoże im to zdobyć poparcie społeczne i władz lokalnych. Uczestnictwo w Radzie stwarza właścicielom, inwestorom i deweloperom możliwość regularnego kontaktu z mieszkańcami i przedstawicielami miasta. Nasze działanie nie jest więc wsadzaniem kija w szprychy. To jest szansa dla wszystkich. Błędem większości nieudanych projektów deweloperskich był brak konsultacji.

A co się stanie, jeśli główni właściciele terenu stoczni nie przystąpią do tej inicjatywy?

Każdy, kto siebie wykluczy, będzie na tym stratny. Jeżeli zaczną się rozmowy o wspólnym dobru, to pojawią się możliwości inwestycyjne i rozwojowe, o których się jeszcze nikomu nie śniło.

Wśród sygnatariuszy listu intencyjnego brakuje mi przedstawicieli Kolonii Artystów, która działała na terenie stoczni.

Synergia 99, pierwszy deweloper na terenie stoczni, prowadziła swoją własną politykę kulturalną – założono wtedy Kolonię Artystów i udostępniono im pracownie. Kolonia nie wypracowała jednak swojego przedstawicielstwa i w wyniku niewłaściwej oceny sytuacji dokonanej przez jednego z dawnych menedżerów kilka lat temu przestała istnieć. Pracują tu jednak wciąż pojedynczy artyści. Nie wyobrażam sobie, żeby zabrakło ich w Radzie. Ale nie możemy wybrać jednego, by się podpisał w imieniu wszystkich. Do wciąż działających artystów zostanie wystosowane zaproszenie i będą musieli indywidualnie podjąć decyzję o swoim zaangażowaniu w tę sprawę.

Zasada jest taka, że list intencyjny podpisują podmioty aktywne. To rodzaj deklaracji, także właścicielskiej, bo wszyscy, którzy na razie złożyli podpis, mają tytuł prawny do czegoś na terenie stoczni. Ale tytuł moralny mają wszyscy działający.

Konflikt wokół stoczni trwa już kilka lat…

Teraz to już raczej impas niż konflikt. Wydaje mi się, że na początku nikt nie chciał ruszać tej sprawy, ponieważ prywatyzacja stoczni była bardzo kontrowersyjna. Było wokół niej dużo czarnego PR-u, a potem także wokół tego, co ma powstać na tych terenach. Politycy starali się trzymać od tego z daleka.

Teraz jesteście tu jednym z najważniejszych graczy.

Nikt tu niczego nie rozgrywa. Konsekwentnie pracowaliśmy jako Wyspa nad swoim projektem, w ekstremalnie trudnych warunkach, ponosząc niewyobrażalne ryzyko i nie myśląc o odgrywaniu jakiejś dodatkowej roli. Zwróciliśmy uwagę na problem stoczni – teraz od każdego zaangażowanego zależy, co będzie dalej. Zaangażowaliśmy się w tę sprawę, bo straciliśmy cierpliwość do bezproduktywnego impasu, w którym tu wszyscy tkwimy.

Ponadto zmieniła się polityka kulturalna miasta – doceniono rolę kultury, organizacji pozarządowych. Zainwestowano w Europejskie Centrum Solidarności, którego budowa na terenie dawnej stoczni zaczęła się w 2010 r. I zapewne wtedy dostrzeżono, że instytucja publiczna nie może funkcjonować w sąsiedztwie samych hipermarketów, choćby, póki co, widmowych. Możliwe stało się uruchomienie festiwalu Alternativa w Hali 90B – to są poważne deklaracje ze strony miasta.

Jakie znaczenie miało dla was podpisanie przez władze Gdańska Paktu dla kultury? To był sygnał, że nadszedł właściwy moment na dyskusję o stoczni?

To był dowód, że władze chcą się podzielić odpowiedzialnością. Wierzymy, że pójdą za tym kolejne kroki. Pamiętam, jak się działało w kulturze w pierwszej połowie lat 90.: łatwe procedury, entuzjazm, zaufanie. Wtedy chyba wszyscy uznaliśmy, że demokracja zwalnia nas z pewnych form aktywności, takich jak monitorowanie inwestycji w przestrzeni publicznej czy transparentność procedur. Oddaliśmy ogromne pole politykom, pozostawiliśmy im decyzje kształtujące przyszłość kraju, w którym żyjemy. Aż do Kongresu Kultury w Krakowie w 2009 roku, który ujawnił skrywaną frustrację dotycząca polityki kulturalnej państwa i poniekąd sprowokował powołanie ruchu Obywateli Kultury. Okazało się, że my, ludzie kultury, chcemy robić i kulturę, i politykę. To, co kiedyś uważano za niszowe, stało się powszechnym poglądem – że to my produkujemy naszą rzeczywistość.

Czy angażując się jako Instytut Sztuki Wyspa w działania na rzecz Młodego Miasta nie przyznajecie pośrednio, że w pewnych wymiarach życia sztuka jest nieskuteczna?

A jak miałaby być skuteczna, gdy chodzi o prawo, planowanie miasta i finanse? To są dwa różne mechanizmy – sztuka, która ma swoje narzędzia cyrkulacji i wpływu, oraz działanie obywatelskie, które podejmujemy jako ludzie przebywający na terenie Młodego Miasta. Nie sądziliśmy, że będziemy się tak bezpośrednio angażować w negocjowanie kształtu wspólnej przestrzeni, ale okazało się to konieczne.

Myślę jednak, że łączenie obu tych metod jest produktywne. Sztuka przyczynia się do przewartościowania miejsc, przedmiotów i narracji. „Przesącza”, jak mówi Liang, czy „szmugluje”, jak mówi Rogoff, to, co nie może być w danym momencie bezpośrednio nazwane. Dzięki sztuce zmieniają się sposoby rozumienia czy oceniania. Mamy jako Wyspa pewien dorobek i pewnie bez niego nie bylibyśmy partnerem do rozmowy o stoczni.

Czyli jednak sztuka okazała się skuteczna – niezależna organizacja dzięki działaniu w polu sztuki wypracowała sobie pozycję partnerską wobec innych podmiotów, w zadaniu, które znacząco wykracza poza tradycyjnie rozumiane pole sztuki. Mówimy tu o dwóch co najmniej skutkach: zmianie symbolicznej wokół dziedzictwa stoczni i zmianie stosunku do planowania miasta. Druga zaszła poniekąd pod wpływem pierwszej, jako produkt uboczny naszego zasadniczego działania.

Funkcjonujecie jako artyści na terenie, który wciąż jest miejscem pracy robotników.

Tak, wciąż muszę przypominać, że stocznia nadal działa. Często myślimy o niej na zasadzie automatycznych skojarzeń: przestrzeń postindustrialna, procesy gentryfikacyjne, wypieranie robotników na rzecz przemysłów kreatywnych itd. Tymczasem tu jest kilkadziesiąt firm, które zajmują się produkcją stoczniową i podwykonawstwem. Oczywiście nie jest to już gigant na komunistyczną skalę, ale jest wciąż masa ludzi, którzy utożsamiają się z tym miejscem jako zakładem pracy.

Pamiętajmy, że również Wyspa jest pracodawcą na tym terenie i czasem daje pracę byłym i obecnym stoczniowcom. Na tereny postoczniowe napływają także firmy z zupełnie innym profilem produkcji. Nie jest więc tak, że apartamentowce wejdą w miejsce stoczni – to będą apartamentowce z widokiem na stocznię, to coś zupełnie innego. Ten projekt może się całkowicie różnić od wcześniejszych przekształceń terenów poprzemysłowych.

Myślicie, że możecie powstrzymać wymianę obecnych użytkowników stoczni na ludzi, którzy po prostu zapłacą więcej?

Nie wiem, czy uda się całkowicie powstrzymać ten proces. Ale mam nadzieję, że można go zmodyfikować lub przynajmniej zyskać świadomość jego społecznych kosztów. Na pewne działania kapitału nie mamy wpływu, ale możemy wypracować narzędzia, dzięki którym dla wszystkich ludzi tworzących Młode Miasto będzie ważne, by jego społeczność była zróżnicowana.

O jakich narzędziach mówisz?

O uczestnictwie w projektach kulturalnych, takich jak Subiektywna Linia Autobusowa, warsztatach dla mieszkańców, platformach dyskusyjnych, takich jak Rada Interesariuszy Młodego Miasta. Działania te polegają przede wszystkim na wytwarzaniu więzi, które wykraczają poza potrzeby poszczególnych grup zawodowych czy grup interesu.

Pierwszym problemem, którym zajmie się Rada, będzie kwestia przekładu. Potrzebna jest nam Enigma – maszyna do deszyfracji. Jak mają się porozumieć grupy ludzi, z których każda mówi innym językiem i reprezentuje inną ideologię, jeśli chodzi o własność prywatną, dostęp do przestrzeni publicznej, wolność artystyczną, prawo do pracy, do miasta? Musimy te języki odkodować, zrozumieć i znaleźć dla nich przestrzeń współistnienia.

*Aneta Szyłak - kuratorka, krytyczka sztuki, dyrektorka Instytutu Sztuki Wyspa w Gdańsku

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.01.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.97505 Seconds