|
Jan Sm oleński, Krytyka Polityczna: Zdradzisz, na kogo głosowałaś?
Kazimiera Szczuka: Jasne. Głosowałam na Komorowskiego. Mimo całej niechęci i niezadowolenia. Kiedy podczas kampanii padały pytania o parytety i refundację in vitro, odpowiedzi rozstrzygały na jego korzyść. Co prawda, jeśli chodzi o parytety, Komorowski odpowiadał wykrętnie, ale w kwestii in vitro, która jest de facto kwestią stosunków państwo-kościół, opowiedział się za rozdziałem państwa od kościoła, czego nie był w stanie zrobić Jarosław Kaczyński.
Zapytam prowokacyjnie: Komorowski prezydentem lewicy?
W żadnym wypadku. Parytet i in vitro, na razie jako obiecanki-cacanki, to ślad jakiejkolwiek różnicy między niemal identycznymi kandydatami. Zresztą pytanie o parytety w dwóch debatach prezydenckich w ogóle nie padło, Komorowski wypowiadał się na ten temat chyba tylko na Kongresie Kobiet. Z przyjemnością nic by nie zmieniał, to znaczy zostałby przy 30% kwotach zależnych od dobrej woli partii, w dodatku bez tzw. suwaka [naprzemienne umieszczanie kobiet i mężczyzn na listach wyborczych]. Takie rozwiązanie w praktyce, jak twierdzi prof. Małgorzata Fuszara, może być nawet szkodliwe, bo kobiety zapełniają nieważne miejsca i tyle. Ale Kaczyński w ogóle unieważnił tę kwestię, więc jednak jest gorszy.
Frekwencja była stosunkowo wysoka, według jednego z sondaży 56,2. Ludzie przestraszyli się Jarosława u władzy?
Zależy kto. Przecież wynik jest bardzo spłaszczony, więc niemal połowa głosujących opowiedziała się za Kaczyńskim. Straszono pewnie jednych i drugich. Po kościołach opowiadano, że grozi dyktatura brukselska, a poza kościołami, że wrócą Giertych i Macierewicz. Nic nie skłoniłoby mnie do zagłosowania na Kaczyńskiego, ale starałam się nie panikować. Nie podpisałam się pod żadnym apelem wzywającym do głosowania na Komorowskiego, nikogo nie byłabym skłonna przekonywać, bo argumenty są prawie żadne.
Dlaczego nie skreśliłaś obydwu?
Zdecydowałam się głosować na Komorowskiego, bo uważam, że podsycanie pozornego sporu PiS-u i PO jest stratą czasu. Po wyniku Napieralskiego widzimy, że w tym postpolitycznym kontinuum powstał pewien wyłom i samo w sobie jest to wartością. Zagłosowałam w pierwszej turze właśnie na Napieralskiego.
Komorowski po ogłoszeniu wstępnych wyników powiedział: „Wygrała demokracja” – i to jest złota maksyma postpolityki, bo nie znaczy dosłownie nic. Własne hasło „zgoda buduje” połączył z hasłem przeciwnika „Polska jest najważniejsza”, tak to brzmiało, zdaje się, i powtórzył to wszystko kilka razy, tworząc dwupak wyborczy typu pustak. Oczywiście, należy w takiej chwili pochwalić frekwencję, zaangażowanie, pogratulować przeciwnikowi, ale ten pomysł na przejęcie sloganu kontrkandydata miał unieważnić wszelkie powody, dla których ludzie głosują odmiennie.
Swoją drogą dlaczego głosują odmiennie? Bo jednych Kaczyński konkretnie brzydzi, i do tych ja się zaliczam, a drudzy robią, co każe proboszcz albo po prostu nienawidzą każdej władzy i lubią „im” dokopać. Są jeszcze ci, którzy mają konkretne interesy do załatwienia z tymi albo tamtymi, ale to się rozkłada po równo, również bardzo post-politycznie. Organizacja pracownicza pielęgniarek, OZZPiP, zawarła szczegółowe porozumienie z minister zdrowia, ale samorząd pielęgniarski stanął po stronie prezesa. Znani ludzie kultury na ogół stanęli za Komorowskim, chociaż ten ani razu o kulturze nie wspominał. Kaczyński za to leciał po wszystkim – górnicy, hutnicy, ludzie kultury, stoczniowcy, przemysłowcy, Gierek, Piłsudski, co tylko chcesz. Wiązanka melodii.
Mówiłaś niedawno, że w polskiej polityce rządzi agent Smith „samopowielajacy się polityk-android”, który wierzy tylko w kościół i rynki finansowe. Czy teraz będzie mu łatwiej się powielać? Agent Smith będzie miał lepsze warunki do działania?
Sądzę, że tak. Bez parytetu to się nie zmieni. Oglądałam wieczór wyborczy i tam widziałam akurat jedynie mężczyzn i melodramatyczną panią Jakubiak z PiS-u, istotę o bardzo rozbudowanym poczuciu własnej godności. Młodzi faceci i starzy faceci. To jest jedyny podział tej sceny. Joanna Kluzik-Rostkowska występuje jako rodzaj ponadpartyjnego fachowca od łagodzenia obyczajów. Ogarnęła oddział psychiatryczny i teraz pojedzie z rodziną na zasłużony odpoczynek.
Nie boisz się Platformy, która będzie miała pełnię władzy?
Na razie to jest pięć lat prezydentury dla kandydata PO, ale nie można mówić o pełni władzy, kiedy wyniki są o włos. Plus umocnienie SLD. W tym sensie rzeczywiście wszyscy wygrali i przyszłość jakieś zdarzenia przyniesie, nie samą stagnację.
Ale przez ten rok PO będzie miała możliwość przepchnięcia kilku swoich pomysłów.
Po ogłoszeniu wstępnych wyników Joanna Kluzik-Rostkowska powiedziała, że teraz czeka na parytet i in vitro, bo już nikt Platformie nie będzie przeszkadzał. Ja też czekam.
[fot. (cc) Bronisław Komorowski, flickr.com]
Czytaj też:
Małgorzata Kowalska, Nic się nie stało
Na podobny temat
|
Osmin: chodzi o to, aby zdolne dzieci...
Są i inne problemy. Tylko te dzieci, ...