NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Szahaj: Daliśmy szansę Friedmanowi, dajmy teraz Myrdalowi Drukuj
Z prof. Andrzejem Szahajem* rozmawia Michał Wróblewski   
30.06.2010

Michał Wróblewski (Klub KP w Toruniu): Czy alternatywa Kaczyński/Komorowski jest rzeczywistą alternatywą między dwiema różnymi wizjami Polski, czy raczej jest alternatywą iluzoryczną?

  

prof. Andrzej Szahaj*: W moim przekonaniu różnice są istotne. Za jednym kandydatem (Komorowski) kryje się bowiem wizja Polski liberalno-konserwatywna, za drugim (Kaczyński) – konserwatywna. Ten dodatek „liberalno” jest niezwykle ważny, oznacza on w praktyce politycznej stawianie na pierwszym miejscu jednostki, a nie wspólnoty, co jest ważne. Nadto w grę wchodzą odmienne wizje samej wspólnotowości.

  

Wizja polityki to w przypadku Komorowskiego i Kaczyńskiego również wizja pewnej wspólnoty?

  

Myślę, że tak. Chociaż starcie Kaczyńskiego z Komorowskim to spór „w rodzinie”, to jest on dość istotny. W pierwszy przypadku mamy do czynienia z wizją wspólnoty organicznej, której główną ideą byłaby jedność, a akcent kładziono by na obowiązek przynależności. Taka wspólnota pozwala jedynie na ograniczoną krytykę i posiada wyraźnie zarysowane granice. Dzięki temu łatwo orzec, kto jest inny i obcy.  Natomiast w przypadku Komorowskiego w grę wchodzi wspólnota konstruktywistyczna, w której dopuszcza się różnice poglądów oraz krytykę. Jej granicę są otwarte, ma charakter inkluzywny, wewnętrznie zróżnicowany i niejednorodny. Ten rodzaj wspólnoty łączy ludzi bardziej pod względami politycznymi niż światopoglądowo-kulturowymi.  To są dwa inne typy wspólnotowości.


Użył pan sformułowania „w rodzinie”. Czy to znaczy, że Komorowski i Kaczyński są w jakiś sposób do siebie podobni?

  

W obu przypadkach są to jednak opcje prawicowe. Sytuacja jest jednak skomplikowana, bo jeśli się przyjrzeć programowi Kaczyńskiego, można dostrzec zapożyczenia z idei socjaldemokratycznych. W przypadku Kaczyńskiego, używając terminologii Marksa, w nadbudowie znajdowałby się konserwatyzm, a w bazie socjaldemokratyzm. Natomiast w przypadku Komorowskiego to byłby liberalizm w bazie, a liberalno-konserwatywna nadbudowa. Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie wchodzi w grę jakaś integralna wizja ideowa. Jest to charakterystyczne dla współczesnej polityki, gdyż większość orientacji politycznych, jeżeli nie wszystkie, są obecnie hybrydowe.

  

Czyli jednak są istotne różnice między Kaczyńskim a Komorowskim?

  

Myślę, że różnice są i nie należy ich pomijać. Zdaję sobie sprawę, że w interesie lewicy leży ich zacieranie mające na celu ustawianie jednego wspólnego przeciwnika, co ułatwia politycznie robotę. Filozof polityki, socjolog polityki czy politolog powinien być jednak zdecydowanie subtelniejszy. Z jego perspektywy różnice są bardzo wyraźne.

  

Media zupełnie nie mówią o tego typu różnicach.

  

Różnice w poglądach na wspólnotowość wkraczają na wyższy poziom dywagacji, w sferę filozoficzną. Politycy nie chcą nań wchodzić, gdyż uważają, że będą niezrozumiali, przyzwyczaili się uprawiać pop-politykę (wyrażenie prof. Stanisława Filipowicza), czyli m.in. schlebiać średniactwu na każdym poziomie, w tym na poziomie intelektualnym. Skądinąd  nawet, gdyby politycy zdecydowali się wejść na wyższy poziom abstrakcji, to nie sądzę, żeby byli do tego przygotowani. Zaplecze filozoficzne partyjnych programów politycznych jest albo słabo artykułowane, albo bardzo kiepskie w sensie jakości intelektualnej. Politycy zwykle nie zdają sobie sprawy z tego, jak skomplikowana jest materia ideowa i filozoficzna ich stanowisk politycznych. Z reguły prezentują uproszczoną wizję świata. Szkoda, że dziennikarze domagają się od nich takiej wizji i jak ognia boją się wszelkiego „teoretyzowania”. W ten sposób ulegamy w dyskursie publicznym dyktaturze przeciętności, a polityka się prymitywizuje intelektualnie. 

  

Czyżby politycy legitymizowali poglądy, nie wiedząc do końca, co legitymizują?

  

Wydaje mi się, że to jest w ogóle choroba polskiej polityki (a pewnie  nie tylko polskiej). To dotyczy wszystkich stron.

  

Czy wynik Grzegorza Napieralskiego dowodzi, że na polskiej scenie politycznej jest miejsce na opcję inną niż prawicowa?

  

Ten wynik pokazuje, że w Polsce jest miejsce na nowoczesną lewicę, że jest zapotrzebowanie na myślenie lewicowe. Dotyczy to przede wszystkim ludzi młodych i dobrze wykształconych, którzy nie odnajdują swojego miejsca w konserwatywnym społeczeństwie. Wydaje mi się, że to dobrze rokuje dla wszystkich ruchów lewicowych. Osobiście wolałbym jednak zdecydowanie, żeby wizję lewicową reprezentowała inna siła polityczna niż SLD. Mam dobrą pamięć.

  

Czy byłaby to wizja równie hybrydalna?

  

Uważam, że obecnie nie można uprawiać polityki niehybrydalnej, integralnej. Dotyczy to również lewicy. Praktyka pokazuje, że tam, gdzie w krajach zachodnich rządziła socjaldemokracja, lewica była z konieczności bardzo hybrydowa. W przypadku Polski, lewica skupiona wokół „Krytyki Politycznej” próbuje być integralna, ale tylko dlatego, że jeszcze nie weszła w zinstytucjonalizowaną politykę. Sądzę, że gdyby próbowała w nią wejść, to również musiałaby stać się „nieczysta stylistycznie”. Rozumiem przez to, na przykład, zgodę na wolny rynek. Nie wyobrażam sobie, żeby powstała obecnie jakaś rozsądna i licząca się opcja lewicowa, które nie uwzględniłaby wyższości wolnego rynku nad gospodarką planową charakterystyczną dla tzw. realnego socjalizmu. 

  

Opcja inna niż prawicowa oznaczać mogłaby również propozycję polityczną, która byłaby intelektualnie pogłębiona, gotowa do uczenia się, niedoktrynerska, a zatem świadoma konsekwencji swych wyborów etycznych i światopoglądowych oraz konieczności ograniczenia ambicji ideowych na rzecz empirii społecznej, potrafiąca się odnieść do głębokich przemian kulturowych, jakie zachodzą w świecie, nie obawiająca się wchodzić w sojusze z tymi, którzy o pewnych sprawach myślą podobnie (np. liberałami lub konserwatystami socjalnymi). Powinna również oprzeć się pokusie technokratyzmu, który jest w moim mniemaniu chorobą polskiej transformacji. 

  

W jakim sensie?

  

Jestem przekonany, że polska transformacja przeprowadzona była w sposób technokratyczny. Oznacza to, po pierwsze, brak głębszej refleksji nad skutkami społecznymi reform (np. nad możliwością trwałego wykluczenia społecznego i powstania tzw. underclass). Kulturowe i moralne znaczenie owych przemian też nie zostało politycznie wyartykułowane i pozostało w ukryciu. Po drugie, wybory, jakich dokonano w czasie transformacji, były związane z ideologią, której głównym punktem jest przekonanie, że ekonomia jest nauką ścisłą. To oznacza, że nie mamy w przypadku zmian ekonomicznych do czynienia z wyborami o charakterze światopoglądowo-moralnym, lecz z działaniem „żelaznych praw”. Z tej perspektywy dyskusja o jakichkolwiek wyborach o charakterze światopoglądowo-moralnym jest poza ekonomią i nie należy jej traktować serio, zakłócałoby ona bowiem tryb funkcjonowania ekonomii jako nauki. Dlatego szereg decyzji, które miały konsekwencje społeczno-kulturowe zostało podjętych w duchu bezdyskusyjności. To jest charakterystyczne dla technokratyzmu. Technokrata uważa, że nie ma o czym dyskutować, gdyż w jego mniemaniu to dane obiektywne („fakty”) decydują o podjętych krokach, istnieją zatem tylko problemy techniczne związane z realizacją celów, które uważa się za oczywiście słuszne.

  

Myślę, że przez dwadzieścia lat wmawiano nam wszystkim, że w większości wypadków nie mamy żadnego wyboru i musimy stosować się do ścisłych praw ekonomii, że na nic nie mamy wpływu, albowiem wszystko jest w ręku sił, nad którymi nie możemy, a nawet nie powinniśmy panować (np. rynku, pojmowanego w duchu dziewiętnastowiecznym jako nieproblematyczne dobro). Dopiero ostatni kryzys uświadomił nam, że takich praw nie ma, a głoszona bezdyskusyjność posunięć ekonomicznych, to ideologiczna przykrywka dla realizacji interesów materialnych wybranych grup społecznych. 


Czy lewica jest w stanie wyartykułować najbardziej palące problemy współczesności?

  

Uważam, że lewica ma szansę wyjść naprzeciw ponowoczesnym przemianom społecznym i kulturowym. Posiada ona bowiem odpowiedni stopień wrażliwości na zmianę kulturową pojmowaną całościowo i w tym sensie znacznie lepiej niż inne orientacje polityczne odpowiada na zapotrzebowanie czasów, które domagają się świeżości spojrzenia i innowacyjności w myśleniu. Lewica najlepiej też rozumie konieczność spojrzenia na życie społeczne jako na pewną dynamiczną całość, nie zamyka oczu na istotne sprzeczności interesów oraz konflikty społeczne drzemiące w każdym społeczeństwie kapitalistycznym.

  

Wziąwszy pod uwagę historię, liberalizm powinien być równie wrażliwy na ową zmianę, a nawet na owe konflikty, jak podejścia lewicowe. Dziś jednak z uporem odwołuje się do czasów, które dawno minęły i rozwiązań, które się już w świecie nie sprawdzą. Wciąż żyje nadzieja, że kryzys zaraz się skończy i wszystko wróci do neoliberalnej normy. Tak jakby liberalizm zapomniał o swojej emancypacyjnej i socjalnej tradycji, pozwolił się zagłuszyć ekstremistom rynkowym i sprowadzić wyłącznie do doktryny ekonomicznej o wątpliwej słuszności. Może go uratować jedynie powrót do głównego nurtu swojego myślenia i pokazanie, że nie chodzi mu i nigdy nie chodziło wyłącznie o zarabianie pieniędzy, ale o coś znacznie więcej.


Czym miałaby być ponowoczesna lewica?

  

Według mnie cechą polityki ponowoczesnej jest to, że nie postrzega wszystkich rzeczy osobno, gdyż patrzy na rzeczywistość jak na sieć. Dziś nie można myśleć osobno o gospodarce, kulturze, światopoglądzie czy edukacji. Trzeba spojrzeć na społeczeństwo jak na sieć zależności między bardzo wieloma różnymi elementami i dostrzec jak zmiany w poszczególnych elementach wpływają na całość i jak zmieniają się relacje pomiędzy elementami sieci. Trzeba też dostrzec, że dziś w jednym społeczeństwie jest społeczeństw kilka, albowiem coraz bardziej żyjemy w osobnych niszach, różniąc się bardzo we wszystkim. Że mamy różne interesy i że ich zharmonizowanie jest bardzo trudne. Że kapitalizm to wciąż w wielkiej mierze gra o sumie zerowej, a zatem aby ktoś mógł wygrać, ktoś musi przegrać. Że klęskę często ponosimy nie z własnej winy, a poprawa naszego losu nie jest możliwa bez pomocy innych, w tym przede wszystkim państwa.

  

W przypadku lewicy chodziłoby o to, żeby oprzeć swój program polityczny na bardzo rzetelnej analizie faktyczności społecznej. Dopiero kiedy zrozumie się naturę dokonujących się właśnie przemian, można pomyśleć o projekcie przyszłości. Trzeba bowiem wymyślić Polskę od nowa, nie bazując na mitach historycznych, nie bazując na przeszłości, nie bazując na schematach neoliberalizmu (libertarianizmu), które się nie sprawdzają. Trzeba raczej sięgać do dokonań współczesnych nauk społecznych i humanistycznych, zastanowić się np. jakiej kultury kapitalizmu sobie życzymy, jaką wspólnota chcemy, dokąd zmierzamy i na kim chcemy się krytycznie wzorować. Próbować być twórczym, wyprzedzać przemiany, a nie wlec się w ogonie zdarzeń. Osobiście sądzę, że dobrze byłoby, gdybyśmy po latach zauroczenia anglosaskim modelem kapitalizmu zmienili orientację na skandynawską. Daliśmy szansę Friedmanowi, dajmy teraz Myrdalowi.

  

Jak można zastosować model skandynawski w polskich warunkach?

  

Na początek należy się bliżej przyjrzeć temu modelowi: co warto z niego wziąć, a czego nie. W moim przekonaniu sprawą kluczową byłoby dążenie do wyrównywania nierówności społecznych na wielu płaszczyznach, na przykład na płaszczyźnie edukacyjnej. Byliśmy bardzo zaabsorbowani sprawą wolności, skupmy się teraz bardziej na równości. A także na sprawiedliwości, zafundowaliśmy sobie bowiem bardzo niesprawiedliwy system społeczny, przypominający skalą przywilejów korporacyjnych, nierówności i wykluczenia całych grup niektóre społeczeństwa latynoskie. Dajmy wszystkim takie same szanse na sukces, wyrównajmy dostęp do kluczowych dziś dóbr jak edukacja, informacja i kultura (pojmowana tradycyjnie, jako wyodrębniony fragment praktyki społecznej, de facto bowiem nieomal wszystko jest jakąś formą kultury). Uznajmy wreszcie, że państwo nie jest z definicji jakimś ledwo tolerowanym wrogiem jednostki, jak chcieliby go postrzegać neoliberałowie (czy właściwie libertarianie ubierający się w szatki liberalizmu), ale narzędziem skutecznej zmiany społecznej, w tym wyrównywania szans i likwidowania nadmiernych nierówności. Musimy się też pojednać się z planowaniem w sensie określania celów strategicznych oraz pożądanych modeli życia społecznego, w tym ekonomicznego. Rynek wszystkiego sam nie załatwi. 

  

Czy Polska jest kulturowo i społecznie przygotowana na model skandynawski?

  

Był czas, że byliśmy dobrze przygotowani do wprowadzenia modelu skandynawskiego. Było to w okresie, kiedy powstała „Solidarność”. Jeśli wziąć pod uwagę stan świadomości społecznej z lat 1980-81, zastosowanie wtedy modelu skandynawskiego byłoby naturalne. Trudno rozstrzygnąć, czy w sensie ekonomicznym byłoby to wtedy najefektywniejsze, być może tzw. terapia szokowa była nieuchronna wziąwszy pod uwagę realia ekonomiczne, choć nie jestem tego wcale pewien. Z pewnością jednak koszty społeczne transformacji były za duże, czasami można było odnieść wrażenie, że ekonomiści i politycy uważali, iż im bardziej będzie bolało, tym lepiej (bo efektywniej).

  

W każdym razie jestem pewien, że dziś można już przystąpić do korekty społecznej i ekonomicznej typu skandynawskiego. Niestety, po dwudziestu latach intensywnego treningu neoliberalnego realność i efektywność tego modelu wielu wydaje się z góry wątpliwa. Intensywne i wieloletnie pranie mózgu przyniosło swoje rezultaty. Wciąż jesteśmy zakochani w anglosaskim modelu kapitalizmu, z jego licznymi wadami, z których największe polegają na doprowadzaniu do powstawania  ogromnych nierówności społecznych oraz bezwstydnego uznawania chciwości i egoizmu za cnotę. Nawet nie chce się nam przyjrzeć bliżej skandynawskiemu sukcesowi, nikt o tym nie dyskutuje, nie ma książek, a nasi politycy po nauki zamiast do Sztokholmu czy Helsinek wolą jeździć do Londynu. Wciąż tylko słyszymy oklepaną gadkę o tym, że Polski na model skandynawski nie stać, a przecież to właśnie dzięki zastosowaniu tego modelu Skandynawia z obszaru nędzy stała się obszarem bogactwa.

  

„Solidarność” wytworzyła rodzaj wspólnotowości, który mógł być wykorzystany w pozytywny sposób?

  

Myślę, że tak, choć nie miejmy zbyt wielu złudzeń – „Solidarność” była wspólnotą odświętną, de facto naznaczoną wewnętrznymi konfliktami, które nie były widoczne na pierwszy rzut oka. Niemniej jednak osiągnęliśmy wówczas pewien poziom porozumienia, poczucia równości, który byłby bardzo dobrym punktem wyjścia dla wprowadzania modelu skandynawskiego. Później, w wyniku oddziaływania ideologii i praktyki neoliberalnej (a właściwie libertarianistycznej) bardzo się podzieliliśmy i po dwudziestu latach uznajemy, że ogromne różnice w sytuacji ekonomicznej czy społecznej są czymś całkowicie naturalnym, państwo musi być słabe, a każdy powinien ratować się sam. Staliśmy się areną ocierającego się o anarchizm hiperindywidualizmu w sferze ekonomicznej dziwacznie połączonego z kolektywizmem w sferze „nadbudowy”. Egoizm klasowy, korporacyjny i prywatno-rodzinny osiągnął poziom niebezpieczny dla przyszłości wspólnoty obywatelskiej, którą tworzymy. 

  

  

*prof. Andrzej Szahaj (1958) - filozof, historyk idei, dziekan Wydziału Humanistycznego UMK w Toruniu. Zajmuje się przede wszystkim filozofią polityki oraz filozofią kultury. Jest autorem m.in. książek: Ironia i miłość. Neopragmatyzm Richarda Rorty’ego w kontekście sporu o postmodernizm (1996), Jednostka czy wspólnota? Spór liberałów z komunitarystami a „sprawa polska” (2000), Relatywizm i fundamentalizm, oraz inne szkice z filozofii kultury i polityki (2009), Teoria krytyczna szkoły frankfurckiej (2009). 

  

  

Czytaj inne rozmowy i komentarze przed drugą turą wyborów:

  

Dorota Gardias, Komercjalizacja szpitali ma więcej wad niż zalet

Małgorzata Kowalska, Wolałabym nie, czyli krótka odpowiedź na komentarze

Kinga Dunin, Odrodzenie lewicy

Sławomir Sierakowski, Wybierzmy działanie

Maciej Gdula, Wykorzystać szansę, żeby nie siedzieć cicho

Joanna Ostrowska, Michał Syska, Michał Zygmunt, Rajmund Niwiński, Remiks, czyli dlaczego nie Komorowski (i nie Kaczyński)  

Małgorzata Kowalska, Dlaczego na pewno nie Kaczyński  

Agata Bielik-Robson, Agnieszka Graff, Tomasz Basiuk, Magdalena Środa, Stanisław Obirek, Im gorzej, tym gorzej, czyli dlaczego jednak Komorowski  

  

Komentarze
Dodaj nowy
kot_w_golebniku   |30.06.2010 11:00:00
Ciekawe gdzie i kiedy mieliśmy w Polsce ten straszny libertarianizm?
Czy może
polega on na tym, że rząd zabiera każdemu zatrudnionemu 2/3 tego co ten
wypracuje? Czy może polega on na tym, że większość istotnych działalności
człowieka jest pod kontrolą rządu, jak zdrowie, nauka czy emerytura? Czy może na
tym, że żyjemy skrępowani biurokracją nie mogąc swobodnie decydować ani o sobie
(meldunek, wkrótce dowody z chipem, do niedawna pobór do wojska) ani o swojej
własności (spróbuj na zakupionej działce postawić dom, to zobaczysz co znaczy
władza urzędnika)?
Skończcie z tymi mitami i bredniami. Od kilkudziesięciu lat
mamy w Polsce socjalizm. Najpierw był totalitarny, a teraz
korporacyjno-demokratyczny. Jednak socjalizm. Przydałby się choć mały, malutki
powiew libertarianizmu, w tym zamordystycznym, socjalistycznym państwie
odechciewa się mieszkać i żyć.
Notak   |30.06.2010 13:21:49
Libertarianizm to głupia teoryjka nadająca się na jedne zajęcia na jakimś
seminarium, fascynująca głównie tych, którzy mają za dużo czasu by przesiadywać
na necie.

Nie przekona mnie pogląd, że w porównaniu do jakiegoś wydumanego
libertarianizmu mamy w Polsce socjalizm.

Poziom bezpieczeństwa socjalnego i
zakres władzy pracodawcy nad pracownikiem dość jaskrawo świadczą, że socjalizm
by się w tym kraju przydał. Im więcej tym lepiej.
kot_w_golebniku   |30.06.2010 15:23:47
W zasadzie mógłbym spokojnie napisać odwrotnie "socjalizm to głupie mrzonki,
które nigdzie się jeszcze nie sprawdziły, im go było więcej, tym ludziom
gorzej", ale wydaje mi się, że nie ma sensu. Każdy rozsądny człowiek
obserwując otaczającą rzeczywistość musi mi przyznać rację.

A tak na
marginesie: skąd będą się brały dobra materialne gdy już przejdziemy od pracy do
bezpieczeństwa socjalnego i zostanie tylko to drugie…
Notak   |30.06.2010 16:22:36
Ej, to jak w końcu: już mamy socjalizm czy dopiero do niego przejdziemy?

W
której części twoich sprzecznych wewnętrznie poglądów "każdy rozsądny
człowiek przyzna ci rację"?
kot_w_golebniku   |30.06.2010 21:38:39
Co tu jest sprzecznego? Nie rozumiesz, ze każda rzecz może być stopniowana. Jak
z dzieckiem w szkole, może się nauczyć na 2 ale może i na 1.
Gra_ce   |30.06.2010 11:03:44
"Dopiero kiedy zrozumie się naturę dokonujących się właśnie przemian, można
pomyśleć o projekcie przyszłości." Wtedy już będzie nieco za późno, bo
mozolnie zdobyta "wiedza" będzie pewnie już nieaktualna, a Chińczycy
wprowadzą do niej nieprzewidywalną korektę. I trzeba będzie znowu zrozumieć
siebie i nowe przemiany właśnie się dokonujące.

Tak na prawdę istotę
przemian można zrozumieć, jeśli się w nich uczestniczy i można na sobie odczuć
ich skutki. W tym sensie "projekt" - by działał i znalazł dla siebie
realne miejsce - musi być również emocjonalny. Inteligentnie emocjonalny. Gdy
tego lewica nie zrozumie, to będzie sobie dywagowała w niszowych klubach i
stanowiła funkcjonalny wentyl dla neoliberalnego kapitalizmu.
malkowal   |30.06.2010 15:40:43
"Inteligentnie emocjonalny" - ano, cała trudnośc w tym. Jak odwołac się
do ‘dobrych’ emocji (pragnienie uniwersalistycznej sprawiedliwości, prymat
"być" nad "mieć", społeczny altruizm raczej niż egoizm itp.),
mrginalizując złe? PiS celował w moblizowaniu złych emocji (resentyment,kompleks
niższosci, ksenofobia itd.) w imię "słusznych" - przynajmniej pod
pewnymi względami -
haseł. I to jest dla wlewicy materiał do przemnyslen.
Myslenie i emocje bynajmniej sie nie wykluczją. Tyle że, raz jeszcze, chodzi o
rodzaj tych emocji.
wojnier  - Wiwat model skandynawski   |30.06.2010 16:39:48
Czy apologeci "systemu skandynawskiego" aby na pewno wiedzą skąd się
wziął i jak obecnie wygląda?
Czy na lewicy ktoś wie na czym polega liberalizm,
bo z licznych polemik na tych łamach wynika, że przypisuje się liberalizmowi
cechy z którymi nie ma związku.
młody  - re:   |30.06.2010 17:16:10
kot_w_golebniku napisa?:
W zasadzie mógłbym spokojnie napisać odwrotnie "socjalizm to głupie
mrzonki, które nigdzie się jeszcze nie sprawdziły, im go było więcej,
tym ludziom gorzej", ale wydaje mi się, że nie ma sensu. Każdy
rozsądny człowiek obserwując otaczającą rzeczywistość musi mi
przyznać rację.

A tak na marginesie: skąd będą się brały dobra
materialne gdy już przejdziemy od pracy do bezpieczeństwa socjalnego i
zostanie tylko to drugie…

Czy aby na pewno? A socjalizm skandynawski panie kocie? POdatki są tam
wyższe niż u nas, uzwiązkowienie i zakres opieki państwa także. Poziom
życia co istotne jest tam również wyższy niż u nas, zresztą nie tylko my z
nimi przegrywamy ale de facto
cały świat.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Wska%C5%BAnik _Ub%C3%B3stwa_
Spo%C5%82ecznego
kot_w_golebniku   |30.06.2010 21:46:33
Szwecja budowała swój dobrobyt już od wielu lat, a historia jej sprzyjała
(choćby neutralność w czasie wojen).
A tak swoją drogą, to wiele osób pisząc o
wysokości podatków bierze pod uwagę tylko te bezpośrednie. Jeśli weźmiemy pod
uwagę np. składki dla ZUSu czy NFzu to się dość łatwo okaże, że w Polsce płacimy
wyższe podatki niż w Szwecji (gdzie nie ma już tych składek lecz służba zdrowia
i emerytury są finansowane właśnie z podatków).
Socjalna Szwecja to więc
częściowo mity.
W dodatku Szwedzi mają dość przejrzyste i jasne prawo oraz niską
korupcję.
wtret   |02.07.2010 10:15:50
1. Bez dwóch zdań, Szwedzi mają bardziej progresywny system podatkowy - na co
narzekają bogatsi, większa jest redystrybucja dochodów.

2. Przecież nie tylko
Szwecja ma dużo socjalizmu. Dużo socjalizmu było w czasach wyjątkowej prosperity
1945-75 w Europie Zachodniej i USA. Ponadto jest dużo "liberalnych"
państw, które klepią biedę.

3. Nie zgadzam się, że im niżej władza tym lepiej -
tylko silna władza centralna potrafi przeciwstawić się biznesowi w walce o
interesy większości obywateli.
KrzysztofMazur   |30.06.2010 22:22:24
Kot_w_golebniku ma oczywiście rację w sprawie opodatkowania pracy.
ZUS+PIT jest
w Polsce nie mniejszy a większy niż w Szwecji.

Analizując doktryny, teorie,
filozofie itd. nigdzie się nie zajedzie w ekonomii i polityce. Politycy "nie
rozumieją" ideologii i chwała im za to.

Prawdziwym problemem, którego nie
ma w żadnej doktrynie jest dług publiczny i nadchodzący wielki kryzys.
Obecnie
każdy noworodek w Polsce jest winny właścicielom obligacji 20 000 zł, a za rok
będzie 23000 zł. Przy porodach trzeba zatrudnić komorników.

Libertarianie są
identycznie niepopularni co feminiści i pojawią się na scenie politycznej
jednocześnie (za jakieś 20 lat może).
evola   |30.06.2010 22:34:43
Z wielkim rozbawieniem przeczytaliśmy tezy Szanownego Pana Szahaja, a
szczególnie sformułowanie "Za jednym kandydatem (Komorowski) kryje się
bowiem wizja Polski liberalno-konserwatywna, za drugim (Kaczyński)
KrzysztofMazur   |30.06.2010 22:54:35
Jeżeli chcecie mieć dyskusję filozoficzną, to proszę bardzo, ale nie będzie
łatwo.
Czy jesteście zwolennikami filozofii nauki i społeczeństwa w
wykonaniu:
Poppera ludzie są racjonalnie jednomyślni
Kuhna irracjonalnie
jednomyślni
Lakatosa racjonalnie niejednomyślni
Feyerabenda irracjonalnie
niejednomyślni?

Mnie się zdaje, że feminizm zakłada dążenie do społecznej
jednomyślności (Popper lub Kuhn, raczej Kuhn) na co wskazywałyby takie
określenia jak model, paradygmat itp. Wydaje się wam, że wszyscy ludzie w kraju
mają usiąść razem na plaży, skierować wzrok w kierunku Szwecji i znaleźć wspólny
model, który następnie się wcieli w życie. Tak się jednak składa, iż jest to
nierealne. Ludzie nie są jednomyślni i nigdy nie będą (Lakatos,Feyerabend), a
muszą żyć razem. Żadna ideologia nigdy nie odpowie, jak to zrobić. Potrzebny
jest pragmatyczny kompromis i szukanie rozwiązań realnych problemów, a nie
słusznej ideologii, albo obecnie obowiązującego paradygmatu.
Z tymi
paradygmatami jest taka historia, że wymyślił je T.Kuhn, który następnie sam się
zorientował, że to bzdura (vide Przewodnik po literaturze filozoficznej XX
wieku, albo książki tegoż autora), a feminiści i hipisi pozostali jego
zwolennikami, bo to heglizm pod nową nazwą. Tak więc feminizm opiera się na
filozofii, którą szybko porzucił jej autor. I to tyle o głębokich podstawach
ideowych.

Wasz wróg ideowy neoliberalizm nie jest tak od was odległy, jak się
wam wydaje, ale o tem potem.
KrzysztofMazur   |30.06.2010 23:14:34
http://www.szwecja.pl/podatki_w_szwecji.html
Na powyższej stronie internetowej
jest omówiony Szwedzki system podatkowy.
Możemy tam przeczytać:

System
podatkowy w Szwecji funkcjonuje na dwóch poziomach: komunalnym (gminnym) i
państwowym. Jeżeli miesięcznie zarobki nie przekraczają 31 600 kr płacimy
jedynie podatek komunalny w wysokości od 29 do 34% (podatek komunalny różni się
w zależności od gminy). Powyżej tej kwoty płacimy dodatkowo podatek państwowy w
wysokości 20%, a jeśli zarabiamy miesięcznie co najmniej 44 900 kr wysokość tego
podatku wyniesie 25%.

Jak widać podatek dochodowy jest w Szwecji NIŻSZY niż
polski PIT+ZUS.

Podstawowa stawka podatku VAT wynosi 25%. Obniżoną, 12% stawką
objęte są m. in. żywność, usługi hotelowe, transport pasażerski. 6-procentowa
stawka dotyczy prasy codziennej, biletów na imprezy sportowe i kulturalne.
Możliwy jest oczywiście również zwrot akcyzy (który np. na wysokoprocentowe
alkohole wynosi 200%).

Jak widać podatek VAT i akcyza są w Szwecji WYŻSZE na
wszystkie produkty.
Podstawowa stawka VAT w Polsce 22 % w Szwecji 25 %.
W Polsce
obniżona stawka obejmuje budownictwo mieszkaniowe i zabawki, w Szwecji nie.
W
Polsce VAT na żywność to 3 % lub 7 %, w Szwecji 12 %.
Prasa i książki w Polsce
VAT 0 % w Szwecji 6 %.
No i akcyza też wyższa w Szwecji (nie napisali ile wynosi
akcyza na paliwo, ale podejrzewam że nieco więcej niż w Polsce).

Jak widać
podatki w Szwecji są zdecydowanie bardziej neoliberalne niż w Polsce
KrzysztofMazur   |30.06.2010 23:16:09
opodatkowana jest wyżej konsumpcja, zwłaszcza żywności, a niżej opodatkowane są
dochody.
Tak, wybierzmy Szwedzki model neoliberalny!

Pozdrawiam filozofów
kot_w_golebniku   |30.06.2010 23:31:05
No może nie przesadzajmy. Tak wysoki VAT to jednak przesada…
Ale wyliczenia
kolegi świetnie pokazują że Polska i Szwecja mają obecnie porównywalny pod
względem obciążenia system haraczy państwowych.
W Szwecji za to nie ma takiej
wszechwładzy urzędników jak w PL oraz silniejsze są samorządy (co widać choćby
na wyliczeniu powyżej ile podatków zostaje na dole). A im niżej jest realna
władza tym lepiej.
KrzysztofMazur   |30.06.2010 23:24:04
Czy Polska jest gotowa na model Szwedzki?
Jeśli chodzi o centralne sterowanie
społeczeństwem, to nie jest i nie będzie, bo to nie ta kultura. Feminizm rozwija
się wszędzie tam, gdzie była wcześniej monarchia absolutna (spojrzyjcie sobie na
mapy historyczne) Francja, Niemcy, Szwecja, Hiszpania, czyli akurat NIE w
Polsce, Wielkiej Brytanii, Włoszech, USA.
KrzysztofMazur   |30.06.2010 23:55:00
Polska MUSI podnieść podatki i obniżyć wydatki, bo inaczej strzeli
plajtę.
Obecnie cała Europa tnie wydatki i podnosi podatki (Niemcy, Wielka
Brytania, Francja, Hiszpania, Włochy, Grecja, Rumunia, Bułgaria, Węgry, Litwa,
Łotwa, Estonia, Ukraina). Polska po wyborach parlamentarnych musi zrobić to
samo.
Wszystkie te państwa podnoszą wiek emerytalny, podnoszą VAT, niektóre tną
wynagrodzenia budżetowe (to tylko najbardziej zagrożeni).
Niemcy wprowadziły do
konstytucji zakaz deficytu budżetowego.
Wielka Brytania wymyśliła podatek od
banków (słusznie).
Robią to rządy wszystkich opcji ideowych od socjalistów do
Berluskoniego i brytyjskich konserwatystów.

A teraz o Polsce.
W Polsce nasze
partie rzekomo socjalne, tzn. SLD, PiS i PSL broniąc przywilejów socjalnych w
rzeczywistości ochraniają bogatych ludzi należących do klasy rządzącej w PRL:
mundurowych i górników. Ludzie ci ani nie są biedni, ani poszkodowani, ani nie
są bronieni przez Lewicę z przyczyn socjalnych, tylko z przyczyn zupełnie
innych, mianowicie tradycji PRL (w przypadku wojska przywileje istnieją od
początku ludzkości, to jest właściwie kultura patriarchalna kult mundurowych i
górników). Obronę przywilejów bogatszych rolników również trudno uznać za
działanie prosocjalne. Działaniem prosocjalnym nie jest też PiSowska ulga na
dziecko, bo żeby z niej skorzystać trzeba mieć odpowiedni dochód i wszyscy
bogaci mogą korzystać (jak z becikowym).
Neoliberalna PO chce zlikwidować te
przywileje i przekierować ten strumień pieniędzy albo na zmniejszenie długu,
albo na cele prawdziwie socjalne, co socjaliści i feminiści z uporem blokują, bo
im się hasła nie zgadzają.
Jeśli chcemy pomóc biednym, zróbmy to co jest w
Szwecji i co proponował Balcerowicz, kiedy był wicepremierem: podnieśmy kwotę
wolną od podatku, podnieśmy zasiłki rodzinne zamiast ulgi na dziecko i
becikowego.

Zróbmy tak jak jest w Szwecji: wysoki VAT, dwustopniowy podatek
dochodowy lokalny i państwowy z dużą kwotą wolną od podatku, skasujmy ulgi w
PIT, zlikwidujmy dofinansowanie kredytów mieszkaniowych i zaniżony VAT na
budownictwo mieszkaniowe (to tylko pompuje bańkę spekulacji mieszkaniowych).
Zlikwidujmy stopniowo przywileje emerytalne. Można też pomyśleć o podatku
katastralnym i od zobowiązań bankowych.
KrzysztofMazur   |01.07.2010 00:20:27
W sprawach światopoglądowych nie powinno być poważnego sporu między tzw.
neoliberałami a tzw. feministami, tzn. spór można ograniczyć do spraw niezbyt
ważnych, a mocno kontrowersyjnych. Ja bym proponował (jako przedstawiciel strony
neoliberalnej):
In vitro tak, co do sposobu finansowania można pozostawić
spór,
Związki partnerskie homoseksualne tak, adopcja dzieci przez
homoseksualistów pozostawiamy spór,
Parytety bez znaczenia na wynik wyborów,

Aborcja i eutanazja pozostawiamy spór,
PO niedawno przeforsowała w sejmie
eksmisje osób stosujących przemoc w rodzinie, nie wiem jak to w praktyce
zadziała, ale SLD nawet nie próbowało takich pomysłów.

Państwo laickie nie.
Zamiast tego proponuję państwo, które zachowuje równy dystans do wszelkich
ideologii, jak w USA, Wielkiej Brytanii i jak było w I RP za
Jagiellonów.
Państwo laicko-feministyczne nie jest neutralne światopoglądowo,
jest to państwo z religią dominującą feminizmu. Feminizm jest tak samo religią
(to inna nazwa ideologii) jak katolicyzm albo neoliberalizm. Państwo powinno
dbać aby żadna ideologia ani instytucja nie zdobyły monopolu. Żadne ideały nie
mogą zwyciężyć, żadne instytucje nie mogą zagrozić sile państwa (kościoły,
związki zawodowe, instytucje finansowe, związki pracodawców, instytucje
feministów, wojsko itd.).
Całkowite wypchnięcie religii tradycyjnych ze sfery
publicznej nie jest pożądane, gdyż wtedy pojawią się religie tak jakby znikąd.
Szwedzcy i Francuscy feminiści zlikwidowali katolicyzm i sprowadzili sobie na
głowę muzułmanów (nikt imigrantów o religię nie pytał, bo to wg. feminizmu
sprawa prywatna). Tak więc kościół należy odsunąć od państwa, ale tam gdzie
państwu nie zagraża może działać. Trochę tutaj się zakręciłem. Muszę to jeszcze
przemyśleć.
Należy świadomie tworzyć symbolikę i ideologię państwową.
kot_w_golebniku   |01.07.2010 12:54:42
W sumie dobrze piszesz. Proponowałbym zainteresowanie się bardziej ruchem
libertariańskim a mniej współczesnym utylitarnym liberalizmem. To naprawdę
ciekawe doświadczenie intelektualne poczytać Rothbarda czy Bastiata…

Jednak w
dziedzinie ekonomii kompletnie nie ma zgody z tzw. lewicą. I dlatego
jednowymiarowy podział lewica-prawica to fałsz. Poglądy powinno się przedstawiać
na osi dwuwymiarowej. Gdzie jeden wymiar to wolność osobista a drugi
ekonomiczna. Współczesna lewica domaga się wolności w sprawach osobistych ale
totalitaryzmu w sprawach ekonomicznych. I dlatego zgody nie ma.
kot_w_golebniku  - re:   |01.07.2010 13:00:31
KrzysztofMazur napisa?:
Można też pomyśleć o podatku katastralnym i od zobowiązań bankowych.


O różnych elementach Twojej wypowiedzi można dyskutować i uznać je lub
nie. Jednak podatek katastralny jest bardzo szkodliwy. Odbiera
ludziom de facto jedno z podstawowych praw - do posiadania własnego
miejsca zamieszkania. Osoba która musi płacić wysoki podatek od posiadanej
nieruchomości nie jest faktycznym jej właścicielem, a ledwie najemcą
którego można usunąć z nieruchomości jeśli nie zapłaci czynszu (podatku
katastralnego). Ktoś może mieć względnie drogie na rynku
mieszkanie, ale małe dochody (np. osoba starsza z niską emeryturą
mieszkająca w centrum miasta) i nie będąc w stanie płacić podatku straci
mieszkanie. To niedopuszczalne by w taki sposób traktować ludzi jeśli
chcę się ich uważać za wolnych.
Jednym słowem podatek katastralny to bardzo
brutalna ingerencja rządu we własność prywatną pozwalająca mu łatwo
nią sterować. Powinniśmy wszyscy niezależnie od innych podziałów OSTRO
sprzeciwiać się temu pomysłowi.
Gnębon Puczymorda  - Podatek katastralny   |02.07.2010 01:02:50
Nie widzę, dlaczego miałby to być podatek jakoś istotnie brutalniej ingerujący
we własność niż każdy inny podatek.

I najważniejsze. Staruszki mieszkające w
wielkich mieszkaniach są łakomym kąskiem dla przestępców - nawet jeśli tych
staruszek na to mieszkanie w istocie nie stać. Ja jednak nie widzę moralnych
racji, by z moich podatków była opłacana policja do ochrony tej własności.


Staruszka nie musi zaraz mieszkania sprzedawać: może podnająć jeden pokój
studentom z prowincji. Racjonalizuje to gospodarkę mieszkaniową i umożliwia
zdobywanie nauki także mniej zamożnej młodzieży.

Zazwyczaj też w kolejce do
takich mieszkań stoją już przyszli spadkobiercy. Chcą dziedziczyć
super-mieszkanie, niechże wspomogą staruszkę.
wejder1   |03.07.2010 12:11:55
Jak prawdziwy technokrata, kazać staruszce robić ze swoją własnością, to co
sobie sam w głowie wymyślisz.

Np. za miast jajecznicy z dwóch jajek, zjeść
jedno, a zaoszczędzone pieniądze wydać na podatek katastralny.
Super, brakuje
nam prawa regulującego co kto ma robić, w jakim czasie w swoim mieszkaniu.
Bleee.

Może jeszcze usypiać staruszki, jak w kolejce spadkobiercy czekają zbyt
długo?
Gnębon Puczymorda  - Nie zrozumiałeś i chrzanisz   |03.07.2010 14:33:17
Staruszka może ze swoją własnością robić co jej się żywnie podoba: sprzedać,
rozdać, żebrać na jej utrzymanie itp., ale własność to jest coś takiego, na co
człowieka musi być stać. Dlaczego ja mam dopłacać za ochronę JEJ własności,
jeśli policja traci więcej czasu na pilnowanie dużych mieszkań w centrum niż
mojej klitki na peryferiach?

Jeśli zapłacę podatek pogłówny i nie zostanie mi
na utrzymanie samochodu, to też z nim muszę coś w końcu zrobić. A nie pieprzyć,
że "technokraci" za pomocą podatków do czegoś tam mnie zmuszają.

Teraz
zrozumiał?
wejder1   |03.07.2010 15:34:25
Nadal nie zrozumiałem. Policja nie chroni, przez stanie pod jednym blokiem, czy
domem. Możesz pisać, że nie jesteś technokratą, ale myślisz jak oni. Nie
bierzesz pod uwagę stanu staruszki, tylko znajdujesz rozwiązanie pasujące do
systemu, bez względu na emocje staruszki. Czyli jeżeli w wypadku ginie cała
rodzina, zostaje staruszka z dużym domem to ona go traci bo już jej samej na ten
dom nie stać. Wychodzisz od założenia, że na własność prywatną musi człowieka
być stać, inne rzeczy nie są ważne, a więc jesteś technokratą poruszającym się
tylko po przepisach i założeniach, które służą sprawnemu działaniu systemu.
Sympatyk lewicy   |01.07.2010 14:06:21
Różnica w głoszonych poglądach na gospodarkę obu panów jest taka że jeden ma
wąsy a drugi nie ma żony. Obaj panowie pletli kompletne bzdury i prześcigali się
w obiecywaniu gruszek na wierzbie. Widocznie wyborcy są zbyt głupi, żeby im
mówić prawdę. A prawda jest taka, że od wielu lat żyjemy na kredyt, bo wszystkie
rządy wydaja więcej niż mają dochodu. Jako sympatykowi lewicy bliżej mi do
poglądów Korwina Mikke, niż do tych populistycznych bzdur, które głoszą obaj
kandydaci. Żeby móc rozdawać trzeba najpierw zarobić. Kandydaci mówili o rozwoju
kraju a rocznie na jedną misję w Afganistanie wydajemy połowę tego co na całą
naukę. To jest chore! Jeden widzi ratunek w rozdawaniu mieszkań na prowincji (
obywatel jak dostanie mieszkanie to nie wyemigruje) a drugi w tanich biletach
kolejowych dla studentów. Połowa znajomych mi studentów posiada samochody więc
może jednak dopłatę paliwową jak dla rolników?
evola   |01.07.2010 19:39:02
Przeczytaliśmy wywiad z Szanownym Panem Profesorem Szahajem i z przykrością
stwierdzamy, że niestety nie ma on zbyt wielkiego pojęcia, o czym mówi. Wielce
Czcigodny Pan Jarosław Kaczyński nie jest konserwatystą. Nie jest, bo słowo
"demokracja" nie schodzi mu z ust, nic nie mówi o zniesieniu rozdziału
Kościoła od państwa, nic też nie wspomina o penalizacji sodomii, pornografii i
prostytucji. Głosował także za wyrażeniem zgody przez Sejm na ratyfikację
traktatu z Lizbony, który to traktat sprowadza Polskę do rangi województwa
Eurokołchozu. Wszem wobec i każdemu z osobna, komu to widzieć należy,
oznajmujemy, że w Sejmie naszym kochanym nie ma prawicy, jest tylko lewica
pobożna i lewica bezbożna. Ale to się zmieni
evola   |01.07.2010 20:01:44
Za śmieszne uznaliśmy również sformułowania socjalisty o atomizacji
społeczeństwa i zaniku więzi społecznych. Wynikałoby z tego, że największy ich
poziom osiągneliśmy w czasach PRL-u, czyli przymusowych pochodów
pierwszomajowych i czasów Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, do którego
zapisywano uczniów niepytając się ich o zgodę. O ile dobrze znamy piramidę
Maslowa, to potrzeba uznania i akceptacji pojawia się wraz zaspokojeniem potrzeb
fizjologicznych. Dajmy zatem ludziom wolny rynek, a oni już się sami
zorganizują.
dnk   |01.07.2010 20:48:03
Oto do jakich kontrastów społecznych doprowadziła neoliberalna III RP.
Niech przemówią liczby:

I. Bogactwo:

1. Wartość giełdowa kapitału akcyjnego:
465 115 000 000 zł(2008 r.)
2.Zysk netto banków: 15 110 000 000 zł (2008 r.)
3. Wynik finansowy netto prywatnych zakładów ubezpieczeniowych: 5 943 000
000

4. Wynik finansowy brutto domów i biur maklerskich:
1 194 000 000 zł (2008
r.)

Źródło: GUS, Mały Rocznik Statystyczny 2009

II. Bieda i bezrobocie:

1. Osoby żyjące poniżej granicy ubóstwa w Polsce w 2008 r.:

a. granica
relatywna wynosząca 1676 zł miesięcznie na 4 osobowe gospodarstwo(2
dorosłych + 2 dzieci): 17,6 % ludności kraju, 6 705 600 osób.

b.
granica ustawowa wynosząca 1404 zł miesięcznie na 4 osobowe
gospodarstwo(2d+2dz): 10,6 % ludności kraju,
4 038 600 osób.

c.
granica minimum egzystencji wynosząca 1129 zł miesięcznie na 4 osobowe
gospodarstwo (2d+2dz): 5,6 % ludności kraju, 2 133 600 osób.

Źródło: GUS,
Budżety gospodarstw domowych 2008

2. Bezrobocie (stan na marzec 2010):
a. bezrobotni zarejestrowani: 2 076 700
osób.
b. stopa bezrobocia rejestrowanego: 12,9 %
b. bezrobotni nowo
zarejestrowani: 267 600 osób

Źródło: GUS

III. Rozwarstwienie społeczne:

1. Raport OECD o rozpiętości płac z 2008:

Metodyka raportu: twórcy
raportu policzyli przeciętne zarobki najbogatszych i najbiedniejszych
10 proc. każdego społeczeństwa. Następnie obliczyli, ile razy więcej
zarabia najbogatsza grupa.

Polska ma największą rozpiętość dochodów
ze wszystkich krajów UE, najbogatsi zarabiają u nas 13,5 raza więcej
od najbiedniejszych.
http://www.dziennik.pl/files/archive/00131/fr_b…

Źródło: http://dziennik.pl/gospodarka/article254528/Zar…
KrzysztofMazur   |02.07.2010 13:36:21
W tych górnych warstwach są wspierani przez Lewicę górnicy i mundurowi, a także
bogaci przedsiębiorcy, którzy dzięki SLD płacą niski PIT i niski ZUS, a w
dolnych sferach są obciążani przez Lewicę mikroprzedsiębiorcy płacący wysoki ZUS
i pracownicy najemni, których nie można zwolnić z podatku, bo kwota wolna od
podatku to ma być neoliberalizm.

Pozdrawiam.
evola   |01.07.2010 21:33:59
Szanowny dnk uraczył nas dużą ilością danych statystycznych, z których
zbyt
wiele nie wynika. Co z tego, że jest rozwarstwienie społeczne? Równi
jesteśmy
tylko wobec Boga. Jeśli ktoś jest biedny, to albo grzeszy
leistwem,
nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu (częśćiej piciu wyrobów
spirytusowych), albo
też, jak to było w znanej przypowieści o talentach,
powierzone mu talenty
zmarnował? No tak, ale w ten sposób można tłumaczyć biedę
w normalnym kraju,
tzn. z wolnym rynkiem. Biedę w Polsce naszej kochanej
tłumaczyć należy PRL-em i
kontynuacją socjalizmu w III RP. Ponadto statystyki
nie
uwzględniają szarej strefy, do której wpycha ludzi złamanie
zasady
subsydiarności przez państwo. Nie wierzcie w statystyki w
socjalistycznym
państwie! Ślemy pozdrowienia!
kot_w_golebniku   |02.07.2010 00:20:52
Socjalistom nie chodzi o to żeby ludzie byli bogaci w tym jedni bardziej a inni
mniej. Lepiej, żeby wszyscy byli po równo biedni, bo wtedy będą bardziej
uzależnieni od łaski bądź niełaski rządu - i będzie można nimi manipulować.
W UE
zaczyna się już definiować biednych jako zarabiających mniej niż X% średniej
krajowej. Czyli cały naród może się wzbogacić, ale Unia nadal będzie krzyczała
że jest bieda, bo nadal tyle samo procent będzie dostawało mniej niż średnia. Oj
z matematyki to nie byliście mocni towarzysze…
Fin78   |02.07.2010 10:01:31
@Krzysztof Mazur

"Jak widać podatek dochodowy jest w Szwecji NIŻSZY
niż
polski PIT+ZUS."

Z Twojego wyliczenia wynika, że w Szwecji można
zapłacić nawet 55-procentowy podatek od dochodów osobistych, a minimalna stawka
to 29. W Polsce analogicznie 32 i 18%. Jak Ci z tego wyszło, że podatki są tam
niższe niż w Polsce? Nawet wliczając ZUSowską składkę?
kot_w_golebniku   |02.07.2010 11:17:01
Ten najwyższy podatek jest po pierwsze od sporych dochodów (a w Polsce progi
podatkowe są bardzo niskie) a po drugie tylko powyżej pewnej kwoty.

W dodatku
podatek zawsze płaci się od dochodu, a ZUS ZAWSZE. Postaw się np. w sytuacji
szewca, krawca czy innego drobnego rzemieślnika, który czy ma stratę, czy ma
zysk, nikogo to nie obchodzi tylko musi oddać haracz 800zł. CO MIESIĄC. I
jeszcze ten stary komuch Belka bezczelnie twierdzi, że mamy system wspierający
przedsiębiorczość… Jaką przedsiębiorczość ja się pytam, chyba wielkie
hipermarkety zwolnione z podatków…
kot_w_golebniku   |02.07.2010 11:18:33
Mówcie co chcecie, ale dla mnie ZUS to zorganizowana grupa przestępcza. Siłą
wymusza haracz niewiele lub zgoła nic nie dając w zamian. Niech mi ktoś powie
czym się różni od mafii?
KrzysztofMazur   |02.07.2010 13:13:26
Proszę bardzo.
Wchodzimy na stronę infor.pl (albo jakąś inną) i klikamy
kalkulator wynagrodzeń, wpisujemy wynagrodzenie netto 2000 zł i klikamy oblicz,
wynik:
zaliczka na podatek dochodowy 179 zł
ubezpieczenie zdrowotne 215,51

ZUS pracownika 380,46 zł
wynagrodzenie brutto zapisujemy sobie 2775 zł i
wchodzimy na kalkulator składek ZUS, wpisujemy wynagrodzenie brutto i klikamy
oblicz, wynik:
ZUS pracodawcy 485,08 zł, ZUS pracownika jak wyżej, razem ZUS
865,54 zł
PIT plus ZUS plus składka zdrowotna 1260,05 zł czyli 63 %
wynagrodzenia netto, więcej niż w najwyższej stawce w Szwecji, a tam bylibyśmy w
kwocie wolnej od podatku.
Pozdrawiam.
Rylew   |02.07.2010 12:40:31
@ kot_w_golebniku
> podatek zawsze płaci się od dochodu, a ZUS ZAWSZE.
Postaw się np. w sytuacji
szewca, krawca czy innego drobnego rzemieślnika,
który czy ma stratę, czy ma zysk, nikogo to nie obchodzi tylko musi oddać haracz
800zł. CO MIESIĄC. >

Nie lubisz widzę opłacać składek ZUS, przydałaby się ta
kasa na coś innego , prawda ?
Nie jest to jednak *haracz* jak to nazywasz tylko
Twoje ubezpieczenie, za które tak czy owak musiałbyś zapłacić, może nawet więcej
niż w ZUS. Chyba że masz inne plany.
W Niemczech np. pracujący na swój rachunek
nie muszą płacić ubezpieczeń emerytalnych. Niektórzy wolą pozostawać bez
ubezpieczenia, tylko że w przypadku plajty jest pewne, że wylądują na socjalu
żyjąc na koszt innych. Czy to jest uczciwe ?
KrzysztofMazur   |02.07.2010 13:20:32
Jak widać mikroprzedsębiorca jest dla was wrogiem.
Taki system, jak byście go
nie nazwali, premiuje przedsiębiorców bogatych i dyskryminuje biednych.
Biedny
ledwo zipie, a bogaty płaci składkę niewielką w stosunku do dochodu i to ma być
sprawiedliwość społeczna!
Wszyscy o wyższych dochodach zakładają sobie
działalności gospodarcze i w ogóle nie płacą wyższej składki PIT i ZUS, a
finansują to wszystko biedni najemnicy, których rzekomo usiłujecie bronić.

Największe podatki w Polsce płaca biedni pracownicy najemni (63 % wynagrodzenia
netto, jak wyliczyłem wyżej) i mikroprzedsiębiorcy (to może być jeszcze
więcej).
Gdyby ZUS był utrzymywany z wyższej stawki PIT z dużą kwotą wolną od
podatku, to nikt by od niego nie uciekł i płaciliby bogaci, a nie biedni, tak
jak jest i nie można zmienić, bo kwota wolna od podatku to neoliberalizm!
Rylew   |02.07.2010 12:46:53
Co do rozmowy:
Ciekawe pytania i roztropne, ważne odpowiedzi. Mam zwyczaj
podkreślania ważnych wypowiedzi, ale tutaj właściwie wszystko jest ważne.

*
Nie wyobrażam sobie, żeby powstała obecnie jakaś rozsądna i licząca się opcja
lewicowa, która nie uwzględniłaby wyższości wolnego rynku nad gospodarką planową
charakterystyczną dla tzw. realnego socjalizmu. *

Ja też nie, ale teza o
wyższości wolnego rynku nad gospodarką planową, która wpajana od Hayeka,
powtarzana miliony razy stała się jakimś fetyszem i zaklęciem którego nikt już
poważnie nie analizuje. Właściwie dlaczego, przecież wszystko się zmienia więc
może i ta teza dojrzała już do podważenia.
Dlaczego jakaś współczesna opcja
lewicowa miałaby przeciwstawiać gospodarkę planową, a właściwie system nakazowo
rozdzielczy wolnemu rynkowi.
Dlaczego zawsze mówi się o niej (gosp. nakazowo
rozdzielczej) jako alternatywie dla wolnego rynku jakby nie było form pośrednich
? To nie jest uczciwe ze strony czcicieli wolnego rynku i niemądre ze strony
lewicy.
Dzisiaj już widać wyraźnie, że wolny rynek w obecnych warunkach nie
rozwiązuje problemów społecznych, a właściwe je kumluje. Poza tym również i
gospodarka planowa nie musi być utożsamiana z systemem nakazowo rozdzielczym
realnego socjalizmu lat
45 do 89.
Do rozwiązania dla lewicy są ważne problemy,
choćby takie jak określenie celu społecznego gospodarki, określenie obszarów
własności prywatnej i własności społecznej, określenie ścieżek dojścia i środków
temu służących.
Analiza wad obecnego systemu jest już dość dokładna i system
próbuje już zabiegami kosmetycznymi naprawiać się sam.

Żeby odpowiednia
opcja lewicy zdolnej do działania mogła powstać musi się najpierw określić
ideowo i spolaryzować wokół siebie najbardziej wartościowe jednostki, co się
właśnie odbywa wokół KP. Nastęnie zorganizje się wielki ruch społeczny, który
zażąda i wymusi istotną zmianę władzy.

P.S.
Syptomatyczne jest jak dobry
tekst lewicowy przyciąga zbłąkane owce od Misesa, Rothbarda, JKM ze swoją Unią
Polityki (niezbyt)Realnej :).
KrzysztofMazur   |02.07.2010 13:29:56
Jak na razie to Lewica zacięcie broni patriarchalnych przywilejów górników,
mundurowych i rolników, a utrzymują to ekspedientki, sprzątaczki, sekretarki,
nauczycielki, fryzjerki i to ma być feminizm.

Wyniosłość tonu i lekceważenie
rozmówcy najlepiej świadczy o demokratycznych rzekomo skłonnościach.

Zanim się
zacznie reformować gospodarkę trzeba nieco popracować w rachunkowości, bo
inaczej dowiadujemy się, że wysoki ZUS jest niski, a zwolnienie z podatku osób
biednych jest neoliberalizmem.
Czy kiedykolwiek rozmawialiście z jednym
mikroprzedsiębiorcą albo pracownikiem hipermarketu? Skąd wiecie, że wasze ideały
są im potrzebne?
wejder1   |03.07.2010 12:52:05
Całkowicie zgadzam się z tym wnioskiem, trzeba troszkę pracy w rachunkowości.
Czuje, że lewicowość niektórzy pojmują przez proste rzucanie haseł socjal,
wykluczeni, patriarchat, kler, czy co tam jeszcze. Według mnie użycie takich
słów prędzej może służyć własnemu egoizmowi, uproszczonej wizji symbolicznego
świata, w którym człowiek z łatwością się odnajduje i zajmuje wygodną pozycję -
taka rewolucja, bez rewolucji. Opierając się na Realnym Żiżka - według mojego
rozumienia - nie mamy punktu na którym można się wygodnie ulokować, mamy
odniesienie do Realnego, ale nie widzimy go bez deformacji wywołanym światem
symbolicznym. Jest to jaskinia Platona, z której nie można wyjść, nie ma momentu
w którym można powiedzieć "widzę dobro, mam je, dotknąłem słońca".
Podejmowanie działań zawsze jest obarczone ryzykiem, ale my mamy dostęp do
wiedzy, rachunkowości, żeby to ryzyko zminimalizować. I o to, chyba, chodzi
Żiżkowi, kiedy cytuje Lenina - "Ucz się, ucz się, ucz się" (chodź z
innej strony uważa, że jego pisanina to jakiś bełkot).

Przerzucanie się
prostymi hasłami ideologicznymi służy własnej wygodzie i najdobitniej świadczy o
założeniu Smitha, że ludzie są egoistami.

W moich oczach, dobry lewicowiec
wie, że stąpa po gruncie, na którym nie ma oparcia i nie może od niego się z
łatwością odbić i polecieć do gwiazd.

Gdyby nie moje spotkanie z Żiżkiem, to by
mnie tu nie było.
KrzysztofMazur   |02.07.2010 13:37:17
Jak już macie ideały i ludzi, to odpowiedzcie sobie na pytanie: co właściwie
chcecie zrobić?
Ideały to nie program.
kot_w_golebniku  - re:   |02.07.2010 15:11:35
"Nie lubisz widzę opłacać składek ZUS, przydałaby się ta kasa na coś innego
, prawda ?"

Zgadza się, trafiłeś w sedno. Mógłbym wydać te pieniądze na
kilka bardziej przydatnych rzeczy niż oddawać ZUSowi na wieczne
nieoddanie.

"Nie jest to jednak *haracz* jak to nazywasz tylko Twoje
ubezpieczenie, za które tak czy owak musiałbyś zapłacić, może nawet więcej niż w
ZUS."

Haha ubezpieczenie… Nie czarujmy się, ZUS się rozpadnie zanim Ty
czy ja będziemy mieli szansę pójść na emeryturę (nie wiem ile masz lat, ale mnie
to pewnie wypadnie koło 75 patrząc na obecne trendy do przesuwania wiek
emerytalnego).

"Niektórzy wolą pozostawać bez ubezpieczenia, tylko że w
przypadku plajty jest pewne, że wylądują na socjalu żyjąc na koszt innych. Czy
to jest uczciwe ?"

Jeśli Ci to sprawia kłopot to mogę podpisać zobowiązanie
notarialne że nigdy nie skorzystam w razie plajty. Widzisz cały problem polega
na tym, że mnie się nikt nie pytał czy chcę się bawić z ZUSem w ich grę (o
nazwie schemat Ponziego).
kot_w_golebniku  - re:   |02.07.2010 15:14:52
Rylew napisa?:

P.S.
Syptomatyczne jest jak dobry tekst lewicowy przyciąga zbłąkane owce
od Misesa, Rothbarda, JKM ze swoją Unią Polityki (niezbyt)Realnej :).


A co wolelibyście samych potakiwaczy? Boicie się jak ktoś przychodzi i
krzyczy głośno "sprawdzam"? Póki chwilowo nie ma
jeszcze cenzury to próbujemy krzyczeć że król jest nagi gdzie się da.
A nuż ktoś w końcu zrozumie :)
Rylew   |02.07.2010 19:36:58
@kot_w…
>Jeśli Ci to sprawia kłopot to mogę podpisać
zobowiązanie
notarialne że nigdy nie skorzystam w razie plajty.>
Ciekawe ile
warte jest Twoje zobowiazanie, znam ludzi ktorzy wszystko podpisza zeby dostac
sie do kasy:), a potem…
Lewica ktora bedzie wtedy u wladzy nie dopusci zeby
umarl z glodu ktos kto nie ma srodkow do zycia. Zreszta i ekologowie nie
dopuszcza zeby wyginal gatunek Homo Pecuniaulus :).
Rylew   |02.07.2010 19:46:14
@kot_w…
>A co wolelibyście samych potakiwaczy? Boicie się jak ktoś
przychodzi i
krzyczy głośno "sprawdzam"?>
Nie dlaczego, zawsze
uwazalem, ze jestescie pozyteczni. My takze wolamy
krol jest nagi, nie wiem
tylko czy jestesmy zgodni co do tego co jest tym krolem i co z nim zrobic.
kot_w_golebniku   |02.07.2010 19:48:09
Tyle warte, że lewica która będzie u władzy będzie mogła ze spokojnym sumieniem
nic mi nie zapłacić :)

Wasz główny problem socjaliści jest od stu lat ten sam:
koniecznie musicie robić ludziom dobrze nawet wbrew ich woli. I potem nagle ups,
skąd się wzięło te kilka milionów ofiar? Przecież chcieliśmy dla nich dobrze a
oni się opierali bez żadnego sensu…
kot_w_golebniku  - re:   |02.07.2010 19:50:42
Rylew napisa?:
@kot_w…
>A co wolelibyście samych potakiwaczy? Boicie się jak ktoś
przychodzi i
krzyczy głośno "sprawdzam"?>
Nie dlaczego, zawsze
uwazalem, ze jestescie pozyteczni. My takze wolamy
krol jest nagi,
nie wiem tylko czy jestesmy zgodni co do tego co jest tym krolem i co
z nim zrobic.


O to tu widzę nić porozumienia. Przynajmniej myślicie samodzielnie a nie
kierujecie się jak niektórzy wyłącznie tym co im nada centrala
w Brukseli lub Toruniu. Ale, ale… Czy nie brak wam czasem utraconej
jakiś czas temu centrali w Moskwie?
KrzysztofMazur   |02.07.2010 21:35:31
@Rylew
Jeśli chodzi o tych niemieckich przedsiębiorców, to przykład jest
demagogiczny, bo niemieckie finanse trzymają się doskonale, najlepiej chyba w
Europie, więc nie może ich być wielu na utrzymaniu państwa.
Rozmawiajmy o
realnych problemach, a nie doktrynach.
Stworzenie systemu przyjaznego i ludziom
biednym nie ze swej winy i dla przedsiębiorczości nie jest wcale niemożliwe,
trzeba tylko zapomnieć, że ktoś jest neoliberałem, a ktoś inny keynesistą.

Z tą
centralą w Brukseli, to ja się pytam, czy proponujesz wystąpienie z unii? Takie
same dyrdymały o centrali w Moskwie i Brukseli opowiada Korwin Mikke i dyr.
Rydzyk.
kot_w_golebniku  - re:   |02.07.2010 23:29:07
KrzysztofMazur napisa?:

Z tą centralą w Brukseli, to ja się pytam, czy proponujesz wystąpienie z
unii? Takie same dyrdymały o centrali w Moskwie i Brukseli
opowiada Korwin Mikke i dyr. Rydzyk.


Obecnie chyba nikt nawet panowie których wymieniłeś nie postuluje wyjścia
z Unii (a w ogóle skąd pomysł, że słucham tych panów, napisałem
o drugiej centrali w Toruniu).
Z tym że ja przypominam: gdy ja
głosowałem w referendum za wejściem Polski do Unii, to miał to być
zupełnie inny twór: strefa wolnego handlu + układ z Schengen dający
swobodne podróżowanie + swoboda zamieszkania + swoboda zatrudnienia. A
tymczasem przeobraziła się w wielkie superpaństwo z
własnym parlamentem, rządem, jednolitym prawodastwem i wkrótce
podatkami. A przecież im dalej władza jest od ludzi tym gorzej. Już na
władzę w Warszawie mieliśmy nie za duży wpływ. Jaki mamy na władzę
w Brukseli? Praktycznie żaden. Im więcej władzy będą systematycznie
kumulować tym większe głupoty mogą wymyślać i narzucać ludziom.
KrzysztofMazur   |03.07.2010 10:23:14
Pomyliły mi się osoby.

Wydaje mnie się, że zyski z UE są większe niż straty,
zwłaszcza w kwestii długoterminowego bezpieczeństwa państwa.
Zintegrowana UE
jest silnym blokiem, jak katolicka Europa w średniowieczu, kiedy też formalnie
podlegaliśmy Papieżowi albo Cesarzowi i nie straciliśmy na tym pomimo różnych
dziwnych sytuacji i nacisków.
wejder1  - re:   |03.07.2010 12:56:30
KrzysztofMazur napisa?:
Jak na razie to Lewica zacięcie broni patriarchalnych przywilejów górników,
mundurowych i rolników, a utrzymują to ekspedientki, sprzątaczki,
sekretarki, nauczycielki, fryzjerki i to ma być feminizm.

Wyniosłość tonu
i lekceważenie rozmówcy najlepiej świadczy o demokratycznych rzekomo
skłonnościach.

Zanim się zacznie reformować gospodarkę trzeba
nieco popracować w rachunkowości, bo inaczej dowiadujemy się, że
wysoki ZUS jest niski, a zwolnienie z podatku osób biednych jest
neoliberalizmem.
Czy kiedykolwiek rozmawialiście z
jednym mikroprzedsiębiorcą albo pracownikiem hipermarketu? Skąd
wiecie, że wasze ideały są im potrzebne?


Całkowicie zgadzam się z tym wnioskiem, trzeba troszkę pracy w
rachunkowości. Czuje, że lewicowość niektórzy pojmują przez proste
rzucanie haseł socjal, wykluczeni, patriarchat, kler, czy co tam
jeszcze. Według mnie użycie takich słów prędzej może służyć własnemu
egoizmowi, uproszczonej wizji symbolicznego świata, w którym człowiek
z łatwością się odnajduje i zajmuje wygodną pozycję - taka rewolucja, bez
rewolucji. Opierając się na Realnym Żiżka - według mojego rozumienia -
nie mamy punktu na którym można się wygodnie ulokować, mamy odniesienie do
Realnego, ale nie widzimy go bez deformacji świata symbolicznego. Jest
to jaskinia Platona, z której nie można wyjść, nie ma momentu w którym
można powiedzieć "widzę dobro, mam je, dotknąłem słońca".
Podejmowanie działań zawsze jest obarczone ryzykiem, ale my mamy dostęp do
wiedzy, rachunkowości, żeby to ryzyko zminimalizować. I o to, chyba,
chodzi Żiżkowi, kiedy cytuje Lenina - "Ucz się, ucz się, ucz się"
(chodź z innej strony uważa, że jego pisanina to
jakiś bełkot).

Przerzucanie się prostymi hasłami ideologicznymi służy
własnej wygodzie i najdobitniej świadczy o założeniu Smitha, że ludzie
są egoistami.

W moich oczach, dobry lewicowiec wie, że stąpa po gruncie,
na którym nie ma oparcia i nie może od niego się z łatwością odbić i
polecieć do gwiazd.

Gdyby nie moje spotkanie z Żiżkiem, to by mnie tu nie
było.
Rylew   |03.07.2010 15:46:33
kot_ w_golebniku:
Tyle warte, że lewica która będzie u władzy będzie mogła ze
spokojnym sumieniem nic mi nie zapłacić :)
****
No, nie wiem. Ja z zasady nie
wierzę ludziom, którzy mają w głowie tylko kasę :).

kot_ w_golebniku:
Wasz
główny problem socjaliści jest od stu lat ten sam:
koniecznie musicie robić
ludziom dobrze nawet wbrew ich woli. I potem nagle ups, skąd się wzięło te kilka
milionów ofiar? Przecież chcieliśmy dla nich dobrze a oni się opierali bez
żadnego sensu
Rylew   |03.07.2010 15:48:13
Czy to ma być argument w sprawie ZUS, o którym rozmawialiśmy czy raczej czując
że słabo Ci idzie z lewej, postanowiłeś mi dowalić z prawej ?
Nie wiem jakich
*socjalistów* masz na myśli, ja na przykład nie chcę uszczęśliwiać nikogo na
siłę i wbrew jego woli.
Zauważ jednak, że żyjemy w rzeczywistości, która
zawsze coś na nas wymusza z różnych względów. Kto się z tym nie zgadza może albo
zmienić swoje miejsce pobytu, albo przenieść się do krainy wiecznych łowów,
czego nie doradzam.
Rylew   |03.07.2010 15:48:58
@KrzysztofMazur
Niemieckie finanse należą do tego samego systemu jak i
innych krajów i są tak samo kiepskie. Dług publiczny zdaje się 1,7 biliona Euro.
Deficyt budżetowy ciągle wysoki.

> Stworzenie systemu przyjaznego i ludziom
biednym nie ze swej winy i dla przedsiębiorczości nie jest wcale
niemożliwe,>
Też tak uważam, ale czy myślisz że uda się to uczynić bez
naruszenia interesów beneficjentów obecnego systemu i bez ich oporu ?

Pytanie
o Brukselę nie do mnie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.64600 Seconds