NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Smolar: Koniec opowieści o zielonej wyspie? Drukuj
Z Aleksandrem Smolarem rozmawia Michał Sutowski   
19.11.2011

Donald Tusk czymś Pana zaskoczył?


Przed expose pojawiały się już przecieki – w moim przekonaniu świadome, więc wielu rzeczy mogliśmy się spodziewać. Ale patrząc na sprawę nieco z góry – na tle dotychczasowej retoryki rządu, przemówienie premiera oznacza radykalną zmianę. Od roku 2007 dominowała w Platformie postawa ostrożna i zachowawcza, można powiedzieć, że PO i Donald Tusk odmawiali dokonywania wyboru z myślą o następnych wyborach. To była ich taktyka numer jeden, usprawiedliwiana czasem „obiektywnymi okolicznościami”, jak choćby destrukcyjna postawa prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ale najczęściej PO mówiła wprost, że sama nie chce poważnych zmian. Przecież w jej wokabularzu słowo „reforma” było praktycznie zakazane! Donald Tusk powtarzał, że za kolejne projekty „reformatorskich” ustaw będzie wyrzucał za drzwi. Ekspertów głoszących, że „musi boleć”, odsyłał do dentysty. Inni to samo. Uosobienie kreatywności w poprzednim rządzie, Michał Boni mówił o zmianach przeprowadzanych małymi krokami, deklarował, że czas wielkich reform to już przeszłość. Jacek Rostowski stosował przede wszystkim terapię leczenia pacjenta snem…


A teraz?

  

Rząd już jakiś czas temu uświadomił sobie skalę kłopotów wewnętrznych – przede wszystkim stan finansów publicznych. Do tego doszło przekonanie, że nie da się tak po prostu obejść kryzysu na świecie, perturbacji w strefie euro, dylematów instytucjonalnych, przed jakimi stoi Unia – wraz z jej budżetem.

  

W czym Pana zdaniem przejawia się ten radykalizm – na razie zmiany dyskursu?

  

Już choćby propozycja zrównania i opóźnienia wieku emerytalnego do 67 roku życia. We Francji skromna propozycja wydłużenia okresu pracy o dwa lata skończyła się zamieszkami na ulicach. To pokazuje, jak daleko idąca jest propozycja rządu. 

  

To wyraz nagłej zmiany strategii?

  

Niekoniecznie – to raczej drugi etap dotychczasowej strategii, której logika była prosta – wszelkie kosztowne politycznie posunięcia odłożyć na okres po wyborach 2011. Niemal cała poprzednia kadencja polegała na realizacji tej wieloletniej kampanii wyborczej.

  

Które grupy społeczne mogą dziś czuć się zagrożone?

  

Premier w expose przedstawił całą listę zamierzeń, które mogą uderzyć w poważne grupy interesu. Ale warto zauważyć, że dawny liberał Donald Tusk wyciągnął poważną lekcję z wcześniejszych klęsk reformatorów. Nauczył się, że trzeba przynajmniej próbować równoważyć interesy różnych grup i odwoływać się wprost do poczucia sprawiedliwości społecznej – dobry przykład to becikowe, które zostanie obcięte osobom o zdecydowanie ponadprzeciętnych dochodach. Kolejny to powiększenie ulgi rodzinnej na trzecie i kolejne dzieci. Na pewno zmiany odczują przedsiębiorcy, jeśli parlament podniesie składkę rentową do wysokości sprzed rządów PiS. To zresztą nie jest zaskakujące, bo w kręgach rządowych od dawna było słychać głosy, że obniżenie składki o 2 procent przez Zytę Gilowską jest bardzo niebezpieczne dla budżetu. Inna sprawa, że to obciążenie nie pozostanie bez wpływu na przedsiębiorców; podobnie rzecz się ma z zapowiedzią opodatkowania wydobycia surowców: miedzi, srebra i – jeżeli zostanie znaleziony – gazu łupkowego.

  

Tusk idzie na poważną konfrontację?

  

Pamiętajmy, że próbuje przy tym neutralizować opór społeczny. Chce pokazać, że najbiedniejszych zmiany nie dotkną. Przede wszystkim, w imię sprawiedliwości społecznej, dąży do usunięcia niektórych przywilejów; chce znieść przywileje emerytalne dla służb mundurowych i wydłużyć minimalny okres służby z 15 do 25 lat. Zlikwidować przywileje górnicze – z wyjątkiem osób faktycznie pracujących na dole, a także udogodnienia dla sędziów, prokuratorów i, co ciekawe, objąć powszechnymi ubezpieczeniami księży.

  

Platforma zamierza otwarcie wystąpić przeciwko Kościołowi?

  

Sądzę, że próbuje tym ruchem zneutralizować ewentualną krytykę ze strony lewicy. Ale jednocześnie deklaracje obyczajowe premiera są dość zachowawcze, skrytykował wojnę o krzyż na równi z polityczną „chrystianizacją”, do tego ostatnie wydarzenia 11 listopada potraktował na zasadzie symetrii winy obu stron, prawej i lewej. Próbuje się zatem zaprezentować jako pragmatyk wolny od ideologicznych zapędów. Wspomniał nawet o możliwości zmiany konkordatu, jeżeli będzie to konieczne dla zmiany systemu ubezpieczenia księży. O podważaniu, choćby marginalnym, konkordatu nie mówił dotychczas niemal nikt, z wyjątkiem najbardziej radykalnych, acz marginalnych posłów SLD. Ale Tusk ma tu poczucie siły, likwidując i inne przywileje, oraz odwołując się do społecznego poczucia sprawiedliwości – bo niby dlaczego Kościół, wzbogacony i tak na reprywatyzacji majątku, miałby jeszcze korzystać ze wsparcia budżetu państwa.

  

Służby mundurowe to bardzo wpływowa grupa – nie grozi Platformie opór z ich strony?

  

Wygląda na to, że Tusk będzie się starał jakoś te zmiany zrekompensować. Po pierwsze, zostają one wprowadzone z zachowaniem praw nabytych, bo dotyczą tylko osób wstępujących do służby od przyszłego roku. Po drugie, zapowiedziano jednorazową podwyżkę w wysokości 300 złotych w lipcu i kolejną pod koniec kadencji. Sądzę, że chodzi tu o neutralizację możliwego sprzeciwu ze strony grupy, która odpowiada przecież za zachowanie porządku społecznego. A to może być niebagatelna kwestia w razie pogłębienia kryzysu, które może za sobą pociągnąć falę niezadowolenia społecznego.

  

A górnicy? Niemal każdy rząd ustępował przed ich żądaniami.

  

I tu widać interesującą taktykę – pozostawienie przywilejów osobom pracującym pod ziemią jest oczywiście słuszne, gdyż płacą one realną cenę zdrowia. Ale ten podział, brak rekompensaty dla pozostałych, sprzyja podziałowi wewnątrz zwartej dotychczas grupy interesów i może osłabić branżową solidarność.

  

Budżet wojskowy nie zostanie jednak ograniczony…

  

Faktycznie, wszystko wskazuje na to, że tzw. współczynnik NATO-wski zostanie utrzymany. Sądzę, że chodzi, po pierwsze, o utrzymanie, albo wręcz zwiększenie roli Polski w planach obronności europejskiej, z drugiej o utrzymanie silnej więzi z USA. Ale to również może być efekt czegoś, co nazwałbym czkawką po polskim niezaangażowaniu w Libii, a zwłaszcza jego kontrowersyjnej interpretacji, jaką nam w swoim czasie zaproponował Donald Tusk w wywiadzie dla pięciu czołowych gazet europejskich (w tym dla „Gazety Wyborczej”). Mam na myśli tezy o hipokryzji zaangażowanych, o tym, że przecież Kadafi nie od dziś był zbrodniarzem i że przecież w wielu krajach dzieją się straszne rzeczy, a nie idziemy z tego powodu na wojnę. Nie sądzę, aby zgodził się z moją interpretacją, ale logika jego słów była taka, że jeżeli nie jesteśmy gotowi walczyć o wolny Tybet i  Czeczenie ani nie interweniujemy zbrojnie w Syrii, to nie mamy też moralnego prawa interweniować w Libii. 

  

Jakie wyzwania uważa Pan dziś za najważniejsze? Czy premier się do nich odniósł?

  

Kluczowy jest z pewnością kryzys finansów publicznych. W obecnej pogarszającej się koniunkturze ich zły stan może stanowić zagrożenie dla koniunktury i zatrudnienia w Polsce. Zwłaszcza, że sytuacja w Europie bardzo ostatnio się pogarsza. Tylko Niemcy nie są dziś zagrożone atakami spekulacyjnymi. Poważnie rośnie cena kredytów nawet dla takich państw jak Francja czy Holandia, które do niedawna wydawały się całkiem bezpieczne. W tej sytuacji potrzebne są działania z jednej strony chroniące przed atakami spekulacyjnymi, a z drugiej czynna obrona koniunktury i zatrudnienia. Najpoważniejsze decyzje – przede wszystkim o zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn oraz jego podniesienie do 67 lat – dadzą efekty dopiero w długiej perspektywie. Szybko da efekty podniesienie składki rentowej od pracodawców o 2 proc. Ogólnie program Tuska uderza radykalizmem na tle jego dotychczasowej polityki. Można mieć wątpliwości co do jego czysto obronnego charakteru. Nie ma w nim pozytywnych działań na rzecz zatrudnienia i wzrostu dochodów. Zaskakuje też zupełny brak działań na rzecz młodzieży. A jest to grupa, która wszędzie płaci obecnie najwyższą cenę. Problem młodzieżowy jest dziś w Europie i nie tylko najbardziej palący – 40 procent młodzieży w Hiszpanii nie ma pracy. Bezrobocie wśród młodzieży jest wszędzie wyższe niż wśród ludności starszej. Ma ona też znacznie większe problemy mieszkaniowe – w Izraelu to właśnie leżało u początków szerokiego ruchu społecznego.


Jak, Pana zdaniem, te wszystkie pomysły zostaną odebrane przez społeczeństwo?

  

Trudne pytanie. Z jednej strony premier jest w bardzo dobrej sytuacji. Ma silny mandat do rządzenia, opozycja jest tak naprawdę rozbita. Owszem, mówiło się dużo o odrodzeniu lewicy, o wejściu nowej siły w postaci tej dwuznacznej formacji Palikota – ale po stronie antyrządowej dominuje dzisiaj logika walki pomiędzy dwiema formacjami, powiedzmy, lewicowymi i dwiema prawicowymi nie tylko o tożsamość, ale w ogóle o przeżycie. Mamy zatem relatywnie wzmocnioną koalicję rządzącą i opozycję, która będzie zapewne zajęta głównie sobą. 

  

To na czym miałby polegać problem rządu?

  

Na kapitale zaufania, a raczej jego osłabieniu. Cztery lata temu w expose Donalda Tuska słowa „zaufanie” i „wiarygodność” to były słowa-klucze; w obecnym  o zaufaniu nie było już mowy; dominował „kryzys”. Przez cztery lata PO uspokajała Polaków – przecież na tym właśnie polegała opowieść o zielonej wyspie, o tym, że zawirowania światowe i europejskie nas zwyczajnie nie dotyczą. Polacy wciąż w dużej mierze nie odczuwają kryzysu, nie myślą o nim – wskazuje na to ogólny poziom optymizmu, ale także np. wysoki poziom bieżącej konsumpcji; zakupy nie spadają, Polacy nie oszczędzają na czarną godzinę. Prasa o kryzysie wspomina – na tle prasy zachodniej – niewiele, politycy niemal w ogóle. Wciąż wysoki jest poziom entuzjazmu wobec UE.

  

A rządowi ufamy?

  

Możemy przestać, jeśli po czterech latach zmieni on nagle narrację o 180 stopni. W tym, co opowiadał premier, jest wiele bliskich mi pomysłów – ale nie wiem, jak społeczeństwo potraktuje rząd, który zacznie mu ex cathedra tłumaczyć, że Europa jest w głębokim kryzysie i nie da się przetrwać bez zaciskania pasa.

  

Premier sporo, acz ogólnie, mówił o Europie i naszym centralnym w niej miejscu. To banały, czy stoi za tym jakaś strategia?

  

Myślę, że stoją za tym realne obawy. Najpoważniejsza z nich, to oczywiście powstanie Unii dwóch prędkości, co powoli de facto następuje. Przecież to właśnie oznaczało wyproszenie 10 państw spoza strefy euro na ostatnim szczycie – pozostała siedemnastka zaczęła wprowadzać reguły dla samej siebie. A za postępującą integracją fiskalną będzie szła polityczna – to oczywiste. Nicolas Sarkozy deklaruje wprost, że chce ściślej zintegrować strefę euro, ale obok tego sugeruje częściową dezintegrację reszty. Angela Merkel temu wprawdzie zaprzecza, ale taka jest niestety obecna logika.

  

Rząd ma pomysł, co z tym zrobić?

  

Nie sądzę, ale wchodzi w „egzotyczne” sojusze – aby walczyć z podziałem Europy przy pomocy Danii i Wielkiej Brytanii. To dość niezręczne, bo to są kraje, które nie zamierzają starać się o przyjęcie do strefy euro – a my i owszem, choć niekoniecznie bardzo szybko. To była część naszego kontraktu z UE – kontraktu akcesyjnego. Pomysłem tego sojuszu Donald Tusk próbował zapewne odebrać PiS część argumentów na temat obrony polskiego interesu narodowego.  Jarosław Kaczyński w Sejmie po expose żądał wręcz nieprzyjmowania euro, zapominając, że PiS głosowało za traktatem akcesyjnym, który przewidywał wstąpienie Polski do strefy euro. Nie powinniśmy, sądzę, walczyć z Europą dwóch prędkości, która i tak już istnieje.

  

A o co powinniśmy?

  

Walczyć o to, by między Europą pierwszej i drugiej prędkości nie powstał mur. I wejść do tej pierwszej, kiedy ona, tzn. strefa euro, będzie na to gotowa, czyli jak wyjdzie z kryzysu. I kiedy my będziemy gotowi. Reformy przedstawione przez Tuska będą temu niewątpliwie służyć.

 
Komentarze
Dodaj nowy
mazut  - Tusk bierze z lewicy   |19.11.2011 09:17:53
Pan premier postanowil teraz wziac ile sie da z lewicy i bardzo dobrze.
Prawie
wszystkie propozycje uderzaja w najbogatszych, dotad przesadnie oszczedzanych we
wspolnym ponoszeniu ciezarow.
Na polska polityke naprawde oddzialywac nalezy w
ten sposob, zeby czynic sluszne idee oplacalnymi dla cynikow, wtedy cos sie
zmienia. Jak teraz wlasnie.
O ile cynicy wszystkiego nie spieprza. Myslicie, ze
spieprza?
kot  - do mazut   |19.11.2011 11:15:59
Polityka jest grą sił, nie decyduje cynizm. SLD przez lata szczyciła się
wrażliwością społeczną i komu robili dobrze? Rostowski musiał powalczyć z OFE,
(musiał ktoś tę siłę uczynnić) bo mu za szybko wyciekały przez nie pieniądze.A
więc jeśli politycy będą musieli, to zrobią to, jeżeli wypadkowa nacisków będzie
miała inny kierunek zrobią co innego. Świadomość oburzonych może stać się też
potężną siła nacisku.
kot  - cd.   |19.11.2011 15:22:23
-Weźmy dla przykładu Palikota.
Teraz cynikiem nie jest -wie kto go wybrał i kto
za nim stoi. Może mówić to co myśli. Nie walczy o szeroki elektorat i władzę.
Jego ambicje zostały zaspokojone ponad oczekiwanie. Jest prawdziwie niezależny
jak żaden z polityków. Może sobie na wiele pozwolić. Mówi swoim, a nie
moderowanym do okoliczności głosem.
Ale kiedyś taki nie był i gdyby zawalczył o
o władzę -nie będzie. Stąd wziął się czysty głos w sejmie.
Jest rada aby pozbyć
się cynizmu w polityce. Trzeba zwiększyć siły oddziaływania Krytyki. Poszerzyć
zasięg nowej świadomości Wtedy politycy nie tylko będą chcieli ale będą
musieli.
Demokracja podporządkowuje się obowiązującym przekonaniom.
wp.krzysztof  - nieuniknione zmiany   |21.11.2011 08:44:29
Zmiany są nieuniknione. Palikot nadgryzł zgniły kompromis, złamał tabu i
otwartym tekstem mówi o sprawach, o których wszyscy wiedzą od dawna, ale nikt
poza nim nie ma odwagi poruszyć. Wolność i sprawiedliwość (ale nie
"społeczna") - te dwie wartości będą charakterystyczne dla nadchodzących
czasów.

PS: Sprawiedliwość społeczna - co to właściwie jest ?. Mnie się to źle
kojarzy - niestety.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.11.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.02039 Seconds