|
Rz: Panie, które podpisały list otwarty przeciwko parytetom dla
kobiet, domagają się od pana przeprosin za użycie pod jego adresem
sformułowania „volkslista”. Przeprosi pan?
Sławomir Sierakowski:
Tak, przepraszam. Pragnę tylko przypomnieć, że porównanie nie jest
zrównaniem, a relacja analogii jest czymś innym niż relacja tożsamości.
Analogie historyczne zaś stosuje się powszechnie, choćby nazywając
ofensywę legislacyjną PO „rewolucją październikową” albo romans
Kazimierza Marcinkiewicza „jego Waterloo”. Jeśli moja została odebrana
tak emocjonalnie, to wolę przeprosić i wyjaśnić, tym bardziej że zależy
mi na sprawie, a nie na kłótni.
Dlaczego użył pan takiego porównania?
Gdy
jakaś kategoria społeczna jest dyskryminowana i próbuje się temu
przeciwstawić, a atakowana jest nie przez swoich naturalnych oponentów,
ale tych, o których emancypację walczy, to budzi to szereg
historycznych skojarzeń: adresy wiernopoddańcze, tradycja łamistrajków
i tym podobne.
Czy można jednak używać takich historycznych analogii do sytuacji, w której kilkadziesiąt kobiet protestuje przeciwko parytetom?
Pierwszy
raz na taką skalę kobiety z bardzo różnych i odległych od siebie dotąd
środowisk postanowiły ogromnym wysiłkiem zorganizować kongres i znaleźć
kompromis. I zamiast włączenia się, wsparcia tych wysiłków, w
odpowiedzi mamy list protestacyjny i to fałszywie przedstawiający
postulaty kongresu. Mówi się opinii publicznej, że kongres chce
wprowadzić parytety do Sejmu, podczas, gdy jego uczestniczki
postulowały jedynie parytety na listach, żeby wprowadzić równość szans,
a nie rezultatów.
Autorki listu twierdzą, że zdecydowały się
na list, bo ich głos nie jest słyszalny, a debata publiczna o prawach
kobiet odbywa się tylko pod dyktando feministek.
Ale głos
sygnatariuszek jest reaktywny. Tam przecież nie ma samodzielnego
przekazu, tylko torpedowanie wysiłków innych kobiet. Twierdzenie, że
była to impreza tylko i wyłącznie feministek, jest też głęboko
niesprawiedliwe. Przypominam, że w kongresie brały udziały m.in.
siostra Małgorzata Chmielewska, pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz
czy Henryka Bochniarz. Kongres był otwarty dla wszystkich środowisk
kobiecych, każdy się mógł zgłosić i przedstawić swój głos. Nie zrobiły
tego radykalne feministki i radykalne antyfeministki, a teraz
protestują. Wydaje mi się to nieszlachetne.
Rozmowa ukazała się w „Rzeczpospolitej” z 17 lipca 2009.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...