Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Polacy nie są genetycznymi prawicowcami Drukuj
Sławomir Sierakowski w rozmowie z Wojciechem Szackim, "GW"   
15.02.2009
Wojciech Szacki: Aleksander Kwaśniewski widzi w tobie odnowiciela lewicy i gorąco zachęca cię do polityki. W lutym już w dwóch wywiadach - dla „Polski” i „Super Expressu” - były prezydent pytany o przyszłość lewicy wskazał na „Krytykę Polityczną”. Jak się z tym czujesz?

Sławomir Sierakowski: Aleksander Kwaśniewski od jakiegoś czasu zachęca nas do przekroczenia politycznego Rubikonu. Oczywiście mamy swój rozum i swoje plany, ale słowa byłego prezydenta traktujemy poważnie, bo to człowiek o powszechnie docenianym zmyśle politycznym. Myślę, że jego słowa to wyraz rozczarowania inercją lewicy parlamentarnej i dostrzeżenia szybkiego rozwoju „Krytyki Politycznej”.

Czy lewica w Polsce ma w ogóle przyszłość? Politycy Platformy i PiS lubią powtarzać, że powstaje układ dwupartyjny. PO i PiS, rzecz jasna.

- Polacy nie są genetycznymi prawicowcami, o czym świadczy choćby podwójny wybór na prezydenta wspomnianego Kwaśniewskiego. Nie ma nic koniecznego w dzisiejszym kształcie sceny politycznej. Siedem lat temu było przecież odwrotnie. Przesunięcie na prawo jest w ogromnym stopniu odreagowaniem transformacji. Bardzo wielu Polaków uznało ją za niesprawiedliwą, głosując w przełomowych wyborach w 2005 r. w 70 proc. przeciw III RP. Jej krytyka płynęła głównie z prawej strony i mimo że była najczęściej populistycznym obiecywaniem „rozbicia układu” albo „szarpnięcia cuglami”, to była skuteczna. Bo dla niezadowolonych to lepsza odpowiedź na ich problemy niż żadna. Skończyła się też naturalna koniunktura dla SLD jako partii będącej produktem epoki przejścia. Wcześnie zaś zabrakło po lewej stronie pracy w sferze przedpolitycznej, o czym nie zapomniała prawica, tworząc w latach 90. aktywne środowiska i instytucje przyciągające zdolnych ludzi do polityki. Założyliśmy „KP”, a nie partię, właśnie dlatego, że zdawaliśmy sobie sprawę z konieczności odrobienia tego dystansu.

Dziś przewaga prawicy w polityce jest chyba jeszcze większa.


- Bo w międzyczasie wprowadzono sposób finansowania partii, który nie tylko skartelizował życie polityczne, ale jeszcze zupełnie je skomercjalizował. Umocnił się PiS, PO, a także Vizir, Citroën i Danone. Bez skrupułów skolonizowano instytucje publiczne - media publiczne, IPN, CBA, NBP i wiele mniejszych - które nie tylko żywią tuziny działaczy, ale zajmują się regularną propagandą polityczną. W ten sposób bez trudu można reprodukować status quo, aż przyjdzie całościowe rozczarowanie prawicą. To bardzo podobny proces do tego, który doprowadził do upadku III RP. Kara wyborców bywa nierychliwa, ale sprawiedliwa.

Na razie większości Polaków PO i PiS się podobają.

-
Czyżby? Symptomatyczna jest sprzeczność między niskim poparciem dla rządu i wysokim dla PO, albo niskim poparciem dla braci Kaczyńskich i wciąż stosunkowo wysokim dla PiS. Wyjaśnienie jest proste: gdy się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. I między tym wybiera.

Skąd więc wiara, że zmiana nadejdzie? I kto do niej doprowadzi? SLD? Dariusz Rosati i jego powstająca w bólach centrolewica z obumierających SdPl i PD?

- Gdy powstanie silna, dobrze zorganizowana i wiarygodna reprezentacja lewicy, to elektorat socjalny nie będzie skazany na populizm PiS, a ludzie, którzy duszą się w konserwatywnej sferze publicznej, na „mniejsze zło” Platformy. A jeśli chodzi o SLD, SdPl itd., to nawet ich liderzy stracili złudzenia, że z tego coś jeszcze będzie poza ostatnią szansą na kilka miejsc w europarlamencie.

SLD powtarza jednak, że kryzys to dla niego szansa, by odebrać wyborców Platformie.

- Okazję stwarza nie tyle kryzys, choć na całym świecie wyraźnie zmieniła się atmosfera dla poglądów socjaldemokratycznych (tylko trzeba je jeszcze mieć!), ile raczej niezrozumiała polityka rządu. Gdy cały świat wydatkami publicznymi walczy z kryzysem, nasz rząd je obcina, wbrew jednoznacznym opiniom Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Na tle świata Polska jest dziś Atlantydą neoliberalizmu. Tusk za to zapłaci, ale raczej Kaczyńskiemu. Bo SLD szuka na razie programu antykryzysowego, ale dla siebie, nie dla gospodarki.

Lewica nie ma głowy do kryzysu. Za niecałe pół roku wybory do Parlamentu Europejskiego, a wciąż nie wiadomo, czy będzie jedna lista - od SLD przez SdPl po Demokratów pod wysokim patronatem Włodzimierza Cimoszewicza - czy dwie listy: SLD i SdPl-PD, a Cimoszewicz wycofa się do Białowieży.

- Mam wrażenie, że liderów Sojuszu kusi skazanie Rosatiego i spółki na osobną listę, odkąd zobaczyli ich słabość na niedawnym kongresie. SLD chciałoby upokorzyć konkurencję i nie dzielić się z nikim coraz mniejszym tortem. Przecież Napieralski wygrał rywalizację w SLD, bo przedstawiał się jako patriota Sojuszu, a teraz miałby budować ponadpartyjną listę? Ale jest w kropce, bo przy takim obrocie spraw nie będzie mógł liczyć na Cimoszewicza, który stawia warunek szerokiej listy. I pat trwa, a czas umyka.

Co się stanie po wyborach do europarlamentu?

- Niezależnie od konfiguracji dla lewicy parlamentarnej te wybory raczej nie będą sukcesem. Wtedy sytuacja lewicy do złudzenia będzie przypominała czasy, gdy prawica była w rozsypce i gdy wyłoniła się Platforma. Pojawi się miejsce na nowy projekt.

Twój? Zakładasz partię?

- Spokojnie. Zawsze mówiliśmy, że naszym celem jest budowa nowoczesnej lewicy. I szczerze dziękujemy za coraz liczniejsze zachęty i wyrazy poparcia, ale wciąż budujemy fundamenty. W tej chwili interesuje nas najbardziej to, że wreszcie po lewej stronie pojawili się wybitni ekonomiści, jak Marcin Piątkowski, Jacek Tomkiewicz. Że ludzi bardziej interesuje dziś, co powie Piotr Kuczyński, a naprawdę nudzi już neoliberalna nowomowa, w której reforma oznacza cięcia socjalne, restrukturyzacja - zwolnienia, a uproszczenie podatków - obniżki dla najbogatszych. Tworzy się alternatywa dla środowisk neoliberalnych, którą trzeba zinstytucjonalizować. Podobnie dzieje się ze środowiskami prawniczymi. Cieszy mnie też, że „Krytyka Polityczna” się rozrasta i szybko uczy się Polski. Ogłosiliśmy niedawno, że szukamy wolontariuszy, których chcemy wkomponować w zespół i rozszerzającą się sieć klubów „KP”. Dostaliśmy tyle zgłoszeń z całego kraju, że nie jesteśmy w stanie ich wszystkich przeczytać. Dziś zbieramy owoce tego, że udało nam się zaangażować politycznie najciekawszą część środowisk kulturalnych - okazało się to najlepszą drogą, aby trafić do zniechęconych partyjnym obrazem polskiej polityki młodych ludzi.

Nowa lewica ma przyszłość?

- Martwić można się raczej o przyszłość prawicy. Dbajcie o zdrowie obecnych polityków, bo następców nie widać. Pewnie także dlatego, że tylko po lewej stronie młody człowiek nie jest skazany na bycie epigonem albo noszenie teczki. Jak ktoś zakochał się w Tusku albo Kaczyńskim, może co najwyżej blog założyć. Nikt im nie zaoferuje prawdziwego działania, treściwej dyskusji, bo dla PO i PiS liczą się dziś reklamówki telewizyjne.

Polityk SLD powiedział mi, że wychowując młodych lewicowców, tworzysz orkiestrę, która pewnego dnia zagra dla Sojuszu. Że nie nadajesz się do polityki, do „robienia struktur”.

- Jeśli SLD chce zatańczyć do tej orkiestry, to nie mamy nic przeciwko temu. Na razie obserwujemy, jak najlepsi ludzie z SLD w małych miejscowościach, gdzie jak masz lewicowe poglądy, to idziesz do SLD, angażują się w powstających klubach „KP”. I mówiąc szczerze, zaskoczony jestem, że w Busku-Zdroju, Pleszewie, Kaliszu, Pile, Pińczowie, Tarnobrzegu, Człuchowie i innych jest tylu sensownych ludzi. Nie wiem, czy istnieje przyszłość przed SLD, wiem, że istnieje na lewicy przyszłość przed nimi.

Rozmowa ukazała się w „Gazecie Wyborczej” z 16 lutego 2009.

Komentarze
Dodaj nowy
blackblock.blog.pl  - Blagam!   |15.02.2009 19:52:42
tylko po lewej stronie młody człowiek nie jest skazany na bycie epigonem albo
noszenie teczki. Jak ktoś zakochał się w Tusku albo Kaczyńskim, może co najwyżej
blog założyć. - No na lewicy mase jest towrczych dzialan! Mlody czlowiek moze
sobie na przyklad podyskutowac o filmie, albo isc na promocje ksiazki o
paktofonice, albo odpalic papierosa od papierosa, albo poczytac lacana. Blagam
nas! Wezmy sie w koncu do roboty!
kot   |16.02.2009 04:22:31
Społeczeństwo polskie ominęły: oświecenie i liberalizm oraz okres powojenny
dominacji klasy średniej głęboko rzeźbiący naturę społeczeństw Zachodu.
Tymczasem Polska nie pozbyła się jeszcze średniowiecznego podziału na panów i
chamów, na tych lepszych i tych gorszych, na salon i obronę do niego dostępu.
Pomimo, że mechanizm przemieszczania jednostek między klasami jest płynny i
drożny ten relikt średniowiecza ciągle pozostaje aktualny. W PRL były salony.
Po transformacji życie salonowe rozkwitło; SLD Kwaśniewskiego aspirowało do
salonu i było salonem. Odbywa się dziedziczenie postaw.
Wszystkie polskie
lewice nie są wolne od tej przypadłości.
Kaczyński (obaj) wchodzi w role
pierwszego sekretarza PZPR. W partiach funkcjonuje system wodzowski. Utrąca tych
którzy mogliby zagrozić wodzowi. Popatrzmy kim otacza się Kaczyński, kim Tusk -
miernotami. Nie do pomyślenia jest aby w rządzie PIS lub PO
kontynuował
pracę sprawdzony minister, z poprzedniego konkurencyjnego rządu.
Czy
Sierakowski wejdzie w buty naszych polityków? Co jest naturalne, łatwe i
przyjemne.
Wolałbym aby były to buty skromnego, odważnie mierzącego się z
konkurencją i ideami Obamy otoczonego najlepszymi ludźmi.
Zdzisiek  - Neoliberalizm gospodarczy a postrzeganie   |16.02.2009 23:04:04
Rok 1989.

W swym artykule Okrągły stół  ani rewolucyjny zryw ani dobrowolna
kapitulacja zamieszczonym w Europie Aleksander Hall precyzyjnie i
przejrzyście opisuje intencje i okoliczności towarzyszące wydarzeniom w 1989
roku: rozmowom przy Okrągłym Stole, wyborom do Sejmu i Senatu i początkom
ustrojowo- politycznej transformacji. Z wywodami i tezami Halla zgadzam się w
zupełności. Rozmowy wyzwoliły na nowo nadzieję na polityczne przemiany. Pomimo
zmęczenia i apatii spowodowanych Stanem Wojennym i długotrwałą grą
komunistycznej władzy i pozornej utraty poparcia dla politycznych zmian, wybory
okazały się manifestacją poparcia społeczeństwa dla Solidarności. Przejęcie
władzy w Polsce i pierestrojka Gorbaczowa pokazały społeczeństwom innych
krajów, że takie pokojowe, nie rewolucyjne przejęcie władzy jest możliwe, a
komunistycznym władzom tych krajów uświadomiły nieuchronność politycznych
procesów i to, że mogą władzę oddać bez doznania represji ze strony
społeczeństwa.

Transformacja według neoliberalnych reguł.

Sama idea
nierozliczania komunistów w świetle podzielenia się przez nich władzą w
państwie a później jej oddania była uczciwa, jednak sposób przeprowadzenia
gospodarczej transformacji i prywatyzacji sprzyjający uwłaszczaniu się
komunistycznych działaczy wszystkich szczebli spowodował mocno niesprawiedliwe i
mocno frustrujące dla społeczeństwa, dla uczestniczących lub popierających ruch
Solidarności osób. Ta polityka gospodarcza i prywatyzacyjna była główna
przyczyną pauperyzacji dużej części społeczeństwa i dziejących się
niesprawiedliwości. Mieliśmy pecha, że zmiany ustrojowo- gospodarcze przypadły
na okres panującej w świecie mody na neoliberalną politykę gospodarczą, i że
nasi decydenci zupełnie nie biorąc pod uwagę uwarunkowań naszej gospodarczo-
politycznej rzeczywistości i stanu naszej gospodarki wpisali się nadgorliwie w
tę modę.


Neoliberalizm gospodarczy a postrzeganie elit
politycznych.

Prawdy o Okrągłym Stole i o wydarzeniach w 1989 roku, które
zawarte są w artykułach dyskusjach zamieszczonych w tygodniku Europa z
7.02.2009 r. i które przenikliwie i trafnie opisał Robert Krasowski w swym
eseju Układ słabych, który na zawsze wyprowadził nas z komunizmu nie
wyczerpują problemów dotyczących przemian
Prawie zupełnie nie odnoszą się one
do działań dotyczących przemian gospodarczych, do sposobu prywatyzacji
państwowych i społecznych przedsiębiorstw i banków, do reformy finansów.
Posunięcia premiera Tadeusza Mazowieckiego, który pod wpływem osób o
liberalnych poglądach gospodarczych, przede wszystkim pod wpływem Waldemara
Kuczyńskiego powierzył nadzór nad gospodarką i reformy gospodarcze i finansowe
Leszkowi Balcerowiczowi miały ogromny wpływ na różnorakie aspekty
rzeczywistości III RP, również na nastroje społeczne i na postrzeganie
politycznych elit. Pluralizm polityczny i światopoglądowy był mylony z
neoliberalizmem gospodarczym.
W szczególności środowisko liberalne skupione
wokół Gazety Wyborczej i całe środowisko Unii Demokratycznej w dużej mierze
obrywało za neoliberałów gospodarczych, na nim skupiona była złość ludzi
kontestujących przemiany. Chociaż jedni i drudzy mają swój udział w mało
efektywnej i bardzo niesprawiedliwej transformacji, która była przyczyną wielu
ludzkich nieszczęść i tragedii, to jednak większy wpływ na taki ułomny jej
przebieg miała neoliberalna polityka gospodarcza.
Neoliberałowie spod znaku
dawnego Kongresu Liberalno demokratycznego i dzisiejszej Platformy
obywatelskiej, którzy mieli największy, niefortunny wpływ na kształt naszej
transformacji, którzy byli hamulcowymi naszego rozwoju i którzy mają na sumieniu
pauperyzację i bezrobocie milionów obywateli naszego kraju mają paradoksalnie
dzisiaj największe społeczne poparcie i są uważani za tych, którzy reprezentują
to co było u nas najlepsze i najrozsądniejsze i za pionierów nowego, za
otwierających nowy, lepszy, i zapewne świetlany okres naszego polskiego
rozwoju.

http://zdizek.blog.onet.pl
jacekk  - Wydatki publiczne   |17.02.2009 01:40:39
"Gdy cały świat wydatkami publicznymi walczy z kryzysem, nasz rząd je
obcina, wbrew jednoznacznym opiniom Komisji Europejskiej i Międzynarodowego
Funduszu Walutowego. Na tle świata Polska jest dziś Atlantydą
neoliberalizmu." Jest kilka powodow, dla ktorych Polska nie moze zwiekszac
wydatkow publicznych. Po pierwsze nasz dlug jest juz wysoki i dalsze jego
zwiekszanie to wyzsze podatki w przyszlosci, kosztem poziomu zycia naszych
dzieci i wnukow. Po drugie, nie ma chetnych na nasze obligacje, moze z wyjatkiem
funduszy emerytalnych, bo funduszy inwestycyjnych zaraz tu nie bedzie, banki
zagraniczne pracuja nad wytransferowaniem kasy z polskich bankow zaleznych
(opcje) a osoby fizyczne to moze sie zloza na ‘waciki’. Po trzecie, na rynkach
zagranicznych podaz obligacji bedzie ogromna w tym i kolejnych latach a przy
silnej konkurencji trzeba sprzedawac tanio. I kto kupi papiery jakiegos malego
kraju, z mizernymi rezerwami walutowymi i na progu kryzysu walutowego? Z calym
szacunkiem - porownywanie Polski do USA i ich kolejnych pakietow stymulujacych
gospodarke nie ma sensu. Zajmijmy sie najpierw wlasnym podworkiem - w tym roku
zaczela sie reforma jednej piramidy finansowej w budzecie (ZUS), najwyzszy czas
na druga piramide, czyli KRUS. Prosze sprawdzic ile budzet rocznie doplaca do
KRUS z pieniedzy podatnikow, w tym tych placacych PIT.. Pytanie za 10 punktow -
ile wynosi stawka PIT dla rolnikow?..Neoliberal nie do konca ze srodowiska GW
kot   |17.02.2009 11:43:41
Jacekk,
1. ,,zadłużanie się u przyszłych pokoleń,, , to jedna z kilku,
ulubionych bajek tych ekonomistów, którzy je lubią opowiadać, aby pokryć swą
bezradność wobec rzeczywistości, nad którą nie potrafią zapanować.
Bajka,
która nie ma rąk i nóg i sensu i uzasadnienia. Dlatego dalej będę nie będę
uzasadniał tylko podam przyczyny dla których takie bajki się opowiada.
Jak
wiesz, nie wszystkich kryzys dotyka jednakowo. A więc mówią w imieniu tych,
którzy maja grubsza warstwę tłuszczu. I tych, którzy na kryzysie będą się
dorabiać. A wiesz, lub powinieneś wiedzieć, że tacy są. Czy myślisz, że mówią
w imieniu tych, którzy tracą miejsca pracy?
-Jeżeli narzędzia oparte o dług
publiczny zadziałają skracając trwanie kryzysu,
to zmniejszają straty
spowodowane spadkiem PKB. Jeżeli kryzys potrwa powiedzmy dziesięć lat i uda się
go przy pomocy tych narzędzi skrócić o lat kilka, to należy zysk przewyższy
zestawić z kosztami zadłużenia publicznego. Czy zwolennicy próbowali prowadzić
taki rachunek? Czy skróci cierpienia wywołane głębokim
bezrobociem?
-Bajkopisarze ekonomiści którzy z troską myślą o przyszłych
pokoleniach, które będą i tak żyły w społeczeństwie bogatszym ( w okresie
wieloletnim PKB rośnie), bez zmrużenia oka zapominają, o tych z pokolenia
żyjących, których kryzys głęboko degraduje.
Jeżeli Tusk np. obcina kredyty
zbrojeniówce, wstrzymuje remonty komisariatów, itd,. to tym samym wyrzuca ludzi
na bezrobocie zmniejsza możliwości zatrudnienia tych ludzi, którzy gdzie indziej
stracili prace. To normalny piroman, tym gorszy, że nieświadomy w swojej
niekompetencji.
2. Jeśli zaś chodzi o Twój wywód dotyczący zbytu papierów
dłużnych, to powinieneś odnieść się ( jest to nakaz konieczny w sensownej
dyskusji) do argumentów już podjętych przez Marcina Piątkowskiego i Jacka
Tomkiewicza ,,Wyższy deficyt pomógłby gospodarce,,. Tekst zamieszczony na tej
witrynie.
molti   |17.02.2009 15:14:26
Szanowny Panie Sławomirze !

Strategia budowania struktur Krytyki Politycznej
w mniejszych miastach w obecnym kształcie, będzie wg mnie nieskuteczna. Wasze
środowisko jest silne intelektualnie i ta siła przyciąga do Was jednostki
wybitne i nietuzinkowe. Przyciąga też jednostki ambitne. Z tym zastrzeżeniem, że
pierwsza i druga grupa czasem są rozłączne. Czy myśli Pan, że młody i ambitny
były SLD-owiec będzie miał siłę przyciągania choćby podobną do siły jądra
Waszej organizacji? Może myśli Pan, że wystarczy marka Krytyki (tak jak w
przypadku Danone, Vizira i Citroena :-)? Otóż wydaje mi się, że nie wystarczy.
Nie uczyni tego również jedna, druga czy trzecia impreza. One nie stworzą
lokalnych lewicowych środowisk intelektualnych. No chyba, że chodzi Panu o
strukturę do jednorazowego wystrzału  wprowadzenia paru osób do Sejmu i baj
baj. Ale z tego co Pan mówi, chodzi Panu o silną i wpływową strukturę. Jeśli
będzie miał Pan trochę szczęścia, to w niektórych miejscach ujawnią się ludzie
silni i niezależni, których jakimś cudem wiatr jeszcze nie wywiał w miejsca
bardziej żyzne. Ale w większości przypadków o strukturze Krytyki w mniejszych
miejscowościach będą decydować ludzie bez właściwości. Tacy sami jak ci, których
teraz tak nie lubimy oglądać. Pana marzenie przekształci się w jego własną
karykaturę.
Pomimo Pana złudzeń, nie da się stworzyć Klubów Krytyki przez
pączkowanie. To musi być ciężka orka na neoliberalnym ugorze. Ja znam jedną
metodę skutecznego budowania struktur  nazwałbym ją apostolską. W pewnych dość
rozpowszechnionych pismach wczesnochrześcijańskich jest jej dość dokładny opis.
Może jest staroświecka, na pewno pracochłonna i czasochłonna. Wydaje się też być
z perspektywy czasu skuteczna. Z pewnością są też inne  nie znane mi, metody.
Przypuszczam jednak, że i one wiążą się z tymi samymi ograniczeniami  czasu i
pracy.
Serdecznie Panu życzę, żeby udało się Panu zbudować trwałą, silną i
niezależną strukturę. Żeby nie dał się Pan nabrać na syreni śpiew SLD. Wejście w
ich buty skaże Pana na niechybną klęskę.

Przyjaciel
Sopor  - @ KOT   |18.02.2009 10:48:14
1. ,,zadłużanie się u przyszłych pokoleń,, , to jedna z kilku, ulubionych bajek
tych ekonomistów, którzy je lubią opowiadać, aby pokryć swą bezradność wobec
rzeczywistości, nad którą nie potrafią zapanować.
> Nie rozumiem co chcesz
przez to powiedzieć. Uważasz, że czeka nas w najbliższej przyszłości koniec
świata i zaciągniętego dziś długu nie będziemy musieli spłacić z
odsetkami?

-Bajkopisarze ekonomiści którzy z troską myślą o przyszłych
pokoleniach, które będą i tak żyły w społeczeństwie bogatszym ( w okresie
wieloletnim PKB rośnie), bez zmrużenia oka zapominają, o tych z pokolenia
żyjących, których kryzys głęboko degraduje.
> Aaa.. czyli o to chodzi. Miło
patrzeć jak życie na kredyt wpisuje się w lewicową politykę walki z bogatymi.
Dobrze, że nasi biedni przodkowie mieszkający setki lat temu w krytych słomą
lepiankach nie emitowali obligacji, które dziś musielibyśmy spłacać. Czyli dziś
możemy bezkarnie wydawać pieniądze, które będą musieli zarobić inni, bo im i tak
będzie lepiej. Ciekawe, że zupełnie inna logika uzasadnia wspierane przez lewicę
działania proekologiczne. Chrońmy lasy i nie używajmy torebek foliowych, bo
ziemi nie odziedziczyliśmy po naszych przodkach, ale pożyczyliśmy ją od naszych
dzieci. Po co? Może w przyszłości nasi bogaci potomkowie za naciśnięciem guzika
pozbędą się wszystkich odpadów i posadzę tropikalną dżunglę w wolne popołudnie,
więc nie musimy się dziś troszczyć o środowisko bo postęp naukowy z czasem
wszystko rozwiąże. Ktoś mi wyjaśni tę sprzeczność w lewicowej duszy, która karze
popierać degradację ekonomiczną wymuszoną limitami CO2 i jednocześnie beztrosko
żyć na koszt następnych pokoleń.
No ale wracając do deficytu to jak to jest, że
lewicowi ekonomiści ronią łzy nad stratami jakie przyniesie gospodarce
niewydanie dziś pożyczonych miliardów złych i jednocześnie nie dostrzegają
strat jakie przyniesie koniczność spłacenia za jakiś czas tych samych miliardów
z dodatkowymi odsetkami.

Prawda jest taka, że zaciąganie długów dziś w
czasie kryzysu będzie nas kosztować o wiele więcej niż kiedyś. W okresie małego
zaufanie musielibyśmy zgodzić się na bardzo wysokie odsetki. Ty twierdzisz, że
byłoby nas na nie stać bo przyszłe pokolenia cytuję: będą i tak żyły w
społeczeństwie bogatszym ( w okresie wieloletnim PKB rośnie). Niestety wszystko
wskazuje na to, że i tu się mylisz.

Tak zwane społeczeństwa zachodnie
zestarzały się. Działający do dziś system na jakich kraje zachodu oparły swoją
ekonomie i politykę socjalną na założeniu, że liczba pracujących zawsze będzie
większa niż liczba rentierów. Niestety żyjące w dobrobycie społeczeństwa
przestały się rozmnażać. Z kilka lat na emeryturę zacznie przechodzić pokolenie
powojennego wyżu demograficznego. Pytanie kto będzie pracował na ich emerytury.
Niestety kryzys demograficzny to nie jedyny problem Europy. Kolejnym było
przeświadczenie o trwałej dominacji gospodarczej w świecie. Jeszcze kilka dekad
temu każdy owoczesny produkt powstawał albo na zachodzie Europy, albo w Ameryce
Północnej. Do kółeczka dołączyła jeszcze Japonia i mniejsze azjatyckie tygrysy.
Reszta świata dreptała w miejscu i mogła jedynie pooglądać (jak miała dostęp) w
telewizji jak wygląda życie w pierwszym świecie. Dziś na rynku pojawią się setki
milionów azjatów stanowiących dla nas konkurencję zarówno na globalnym rynku
pracy jak i w dostępie do surowców i dóbr. Nie oznacza to, że w perspektywie
kilku następnych dziesięcioleci nasi potomkowie będą musieli zrezygnować z
pralek i prać na tarkach w Wiśle, ale nasz statut materialny względem reszty
świata się obniży, a jak wiadomo bieda to pojęcie względne, więc jeśli dziś
czujemy się bogaci, gdyż miliardy azjatów mają gorzej od nas, to wystarczy, że
ich status poszybuje w górę, a my poczujemy się biedniejsi.
Czy w takiej
sytuacji nakładanie dodatkowych zobowiązań na społeczeństwo, które i tak będzie
musiało zrezygnować ze swojego statusu, wydaje Ci się odpowiedzialne? Tusk
spokojnie mógłby pożyć na kredyt, bo skutki takiego postępowanie nie
obejmowałyby już jego kadencji. Dlatego uważam, że reakcja jego rządu na kryzys
to przykład rzadkiej w naszej polityce roztropności i myślenia propaństwowego.
A że Międzynarodowy Fundusz Walutowy radzi co innego& a od kiedy to radykalna
młoda lewica tak mu ufa? Czy to nie właśnie MFW był obarczany przez ludzi
pokroju pani Klein za całe zło współczesnego świata?
kot   |18.02.2009 15:59:49
Sopor i inni nie uzasadniają
-dlaczego należy troszczyć się o przyszłe
pokolenie bardziej niż o pokolenie pogrążone w kryzysie!
-dlaczego nie
uwzględniają tego, że jeżeli interwencjonizm skraca czas trwania kryzysu, to
należy uwzględnić także stratę PKB za ten okres w razie nie podjęcia
interwencji.
kot   |18.02.2009 15:59:49
Sopor i inni nie uzasadniają
-dlaczego należy troszczyć się o przyszłe
pokolenie bardziej niż o pokolenie pogrążone w kryzysie!
-dlaczego nie
uwzględniają tego, że jeżeli interwencjonizm skraca czas trwania kryzysu, to
należy uwzględnić także stratę PKB za ten okres w razie nie podjęcia
interwencji.
piess   |19.02.2009 10:31:09
już spieszę z wyjaśnieniem Drogi Kocie. Nie jest tak, że troska o przyszłe
pokolenia (nie zadłużenie ich dzisiaj) oznacza mniejszą troskę o pokolenie
pogrążone w kryzysie. Pomijamy kwestię granic pokolenia. Ja sobie myślę, że
jestem zarówno jednym jak i drugim przy obecnym wieku emerytalnym, a ponieważ do
żadnej mundurowej służby nie należę, górnikiem nie jestem, to też wcześniej w
fotelu przed telewizorem nie zasiądę niż te 65 lat. Dopiero!!! Zadłużenie na
poczet rozkręcenia koniunktury gospodarczej oznacza, że kiedyś przyjdzie to
spłacić. Za tym rozwiązaniem stoją mega optymistyczne założenia: 1) ten kryzys
jest taki sam jak dawniej i uda się go oszukać przy pomocy sprawdzonych metod
ALE świat się zmienił (skończyły się ogólne czasy pewności i bezpieczeństwa, a
zaczęły czasy niepewności, więc skąd pewność, że będzie tak fajnie jak kiedyś i
się uda spłacić?  potrzebujemy więc rozwiązań elastycznych, a nie takich, które
wtłaczają nas w schemat z którego możemy nie wyjść cało, bo co jak zaraz po tym
będzie następny kryzys, a my nie zdążymy spłacić tego, znowu będziemy pompować?
Generalnie można tak w nieskończoność, ale już widzę jak szara strefa puchnie)
2) filozofia konsumpcjonizmu będzie się miała dobrze przez najbliższe
dziesiątki lat  bo żeby spłacić trzeba zarobić czyli coś zrobić i potem
sprzedać, a żeby kupić nowe, trzeba wyrzucić stare i w d..ę se bajki o ekologii
możemy wsadzić  chyba że znajdziemy jakieś nowe rynki zbytu, widzisz jakieś
Kocie? I co jeśli te mega optymistyczne założenia się nie sprawdzą? Jakieś
scenariusze? Także brak zadłużania się dzisiaj jest wbrew pozorom troską o
przyszłość pokolenia, które jest pogrążone w kryzysie, co by spokojną starość
miało. Oczywiście, zawsze można rozpętać wojnę (napędza koniunkturę jak nic na
świecie), ale to chyba niekoniecznie w interesie obecnych pokoleń;) poza tym ja
nie potrzebuję by w Polsce powstał jeszcze jakikolwiek kawałek autostrady, więc
jeśli temu ma slużyć zadłużenie, to takim praktykom mówimy: baj baj maszkaro!
kot   |19.02.2009 13:57:39
-Kryzys jak wszystko w życiu ma także swoją dobrą stronę. -Ludzie szybciej się
uczą.
Jeszcze niedawno Tusk uważał, że zadłużenie państwa to samo co
zadłużenie gospodarstwa domowego. Dziś już wie, że to nie jest to samo.
-
Zadłużenie się też wymaga wiedzy,umiejętności i talentu. Wszystko można
spieprzyć. Mam nadzieje, że w obecnej sytuacji politycy będą zmuszeni zająć się
nie tylko przepychankami.
piess   |23.02.2009 04:57:51
zadłużenie się wymaga tylko zdolności ku temu i znalezienia kogoś kto pożyczy
pieniądze. wiedza, umiejętności i talent potrzebne są do spożytkowania tego co
się napożyczyło. bardzo wątpię by politycy z terytorium zwanego polską posiadali
te przymioty w stopniu wystarczającym by nie spieprzyć. dlatego lepiej by nie
zadłużali się. bo to jest jak z eutanazją. ci, którzy nawołują dziś by pompować
pieniądze w gospodarkę i ratować dotychczasowy system są jak przeciwnicy
eutanazji. za wszelką cenę utrzymywać przy życiu. a pacjent i tak na pewno
umrze. to tylko kwestia czasu. niektórzy twierdzą że to 2012 rok, że niby koniec
świata. ja w to wierzę. koniec świata taki jaki znamy dziś. i jak to można miło
tydzień zacząć;)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.02.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.06799 Seconds