|
Mikołaj Syska, Krytyka Polityczna: Komorowski do kobiet ze swojego sztabu wyborczego: „Wielkie dzięki, ale przyznam, że gdy tyle pań dookoła, nie wybory mi się marzą, ale inne kwestie zgoła”. Śmieszny wierszyk?
Wilhelm Sasnal*: Oczywiście nie. Uważam, że jego żarty o kobietach są po prostu protekcjonalne i w ogóle mnie to nie śmieszy. Dlatego to nie jest mój kandydat. To jest taki pan jowialny, który kojarzy mi się z sarmatyzmem i kołtuństwem.
Kaczyński o łże-elitach: „Ludzie, którzy nie przestrzegają społecznych reguł, muszą wiedzieć, że to kosztuje. Muszą się bać”. A o tym co myślisz?
To właściwie nie wymaga komentarza. Zacząłem się bać parę lat temu i nie chcę, żeby ten strach powrócił.
Dlaczego stajemy przed wyborem między gajowym z dwururką, który w tak protekcjonalny sposób traktuje kobiety, a człowiekiem, który cały czas walczy z wyimaginowanym układem? Między konserwatystą a jeszcze większym konserwatystą? Czemu młody człowiek, taki jak ja, który głosował pierwszy raz w życiu, czuje ogromną bezradność, bo nie ma na scenie politycznej żadnej alternatywy, żadnego kandydata, na którego z czystym sumieniem mógłby oddać głos?
Może dlatego, że żyjemy w kraju, w którym rządzi Kościół. Nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ale wiem, że wiele rzeczy, które się wiąże z konserwatyzmem, z patriotyzmem pojmowanym tak, jak pojmuje go Kaczyński albo Komorowski, bierze się z Kościoła i z polskiej martyrologii. Dlatego ani jeden, ani drugi nie jest moim kandydatem.
Na kogo w takim razie głosowałeś w pierwszej turze?
Skreśliłem wszystkich kandydatów.
A w drugiej jak się zachowasz?
Zagłosuję na Komorowskiego.
Jak to? Przed chwilą mówiłeś, że to zupełnie nie jest twój kandydat.
No tak, ale za bardzo się boję Kaczyńskiego. Wybieram mniejsze zło.
Katarzyna Bratkowska apelowała w rozmowie ze mną, żeby przestać marnować głosy i wybierać mniejsze zło. Dobrze oddany głos to głos wybierający coś, w co wierzymy.
Tylko że na polskiej scenie politycznej nie znajduję niczego, w co mógłbym uwierzyć. Zdaję sobie sprawę z wagi polityki krajowej, ale interesuję się nią tylko tyle, ile muszę. Jeśli czytam „Wyborczą”, to strony z działu krajowego przeglądam tylko pobieżnie. Kiedy przed pierwszą turą słuchałem radia, spodobało mi się to, co mówił Olechowski. Widać było w tym pewną lotność, a nie strzelanie z dubeltówki czy walenie pięścią w stół. Tylko że on ma zbyt liberalne poglądy gospodarcze, z którymi się nie identyfikuję.
Czujesz się zmęczony polską polityką?
Przede wszystkim znudzony. Ta kampania jest dosyć łagodna. Nie ma żadnych tarć, ścierania się poglądów, merytorycznej dyskusji. W kwestiach ideowych Kaczyński i Komorowski nie różnią się tak bardzo. Dla mnie wybór kandydata będzie też wyborem estetycznym, to też ma znaczenie. Dlatego oddam głos na Komorowskiego.
I nie będziesz się z tym czuł źle? Sam mówiłeś, że jest to konserwatywny, dosyć przaśny polityk.
Czułbym się o wiele gorzej, gdybym nie poszedł na wybory i wygrałby Kaczyński.
A może warto by w drugiej turze wyrazić sprzeciw wobec obecnej zdemoralizowanej, zamkniętej sceny politycznej i zagłosować „Dwa razy nie”?
Za bardzo boję się Kaczyńskiego. Myślę, że to szaleniec. Ale gdyby była taka, szersza akcja, gdyby była szansa, że to da politykom do myślenia, to pewnie skreśliłbym obydwu.
Nie boisz się, że tandem Tusk-Komorowski przeprowadzi liberalne reformy gospodarcze, np. podatek liniowy?
Trochę się boję, ale za Komorowskim nie stoi perspektywa tego, że będzie grać ludzkim życiem i robić te wszystkie straszne rzeczy, które robił rząd Kaczyńskiego.
Wspomniałeś, że brak alternatywy politycznej może wynikać między innymi z tego, że w naszym państwie rządzi Kościół. Jak reagowałeś na to wszystko, co działo się po tragedii Smoleńskiej, na to zawłaszczanie żałoby narodowej przez Kościół. Czułeś się wykluczony?
Przeżywałem tę tragedię, ale nie dlatego, że zginęli politycy, tylko dlatego, że zginęło tak wielu ludzi. Wyobrażam sobie, że większość odczuwała to trochę tak, jakby oglądali swój ulubiony serial i nagle główna obsada tego serialu zniknęła. Czy czułem się wykluczony? Tak. Między innymi dlatego, że to Kościół zadecydował, gdzie ma spoczywać zmarły prezydent Polski. Ale chociaż byłem temu bardzo przeciwny, nie poszedłem protestować pod kurię przeciwko pogrzebowi na Wawelu: Wawel to nie jest coś, na czym zasadzałby się mój patriotyzm. I to było kolejne wykluczenie. Wkurzał mnie ten podział na patriotów prawdziwych i nieprawdziwych. Nieprawdopodobne było to, co powiedział Jarosław Gowin o protestujących, że Polacy ich z tego rozliczą, nie zapomną im tego. Poczułem się wtedy, jakbym sam tam z nimi protestował. Zdecydowanie wolę być nieprawdziwym patriotą.
Ja czułem się wykluczony i wtedy, i teraz, bo w mainstreamowych mediach prawie w ogóle nie ma głosu tych, którym się nie podoba ani Komorowski, ani Kaczyński i nie wiedzą, jak się zachować 4 lipca. Ciągle mówi się tylko o kolejnych gafach Komorowskiego, happeningach Palikota i o tym, czy Kaczyński się zmienił, czy nie. A ja chciałbym się dowiedzieć, dlaczego ponad 40% Polaków nie poszło na wybory i dlaczego większość z nich nie widzi sensu angażowania się w zmienianie tej cynicznej i patologicznej sceny politycznej.
W obecnej przestrzeni publicznej liczy się doraźny efekt tych wyborów: przekonać tych, którzy będą głosować. Na tych, którzy są zdezorientowani, nie zwraca się uwagi, bo polityka jest cyniczna i politykom nie chodzi o to, żeby zaangażować obywateli, żeby pokazać im, że warto, tylko o to, żeby wygrać wybory.
Ale w takim razie problemem Polski jest jakość tłumu czy jakość elit?
Ciężko powiedzieć. Byłem dziś w sklepie i dwóch pracowników strasznie przeklinało, tak zupełnie swobodnie, nic sobie nie robiąc z ludzi, którzy stali wokół. Zwróciłem im uwagę, a jeden z nich mi odpowiedział, że przecież taki język jest powszechnie przyjęty. Zapytałem, gdzie tak jest przyjęte. Odpowiedział: w Polsce. A ja sobie pomyślałem, że może i tak, ale to nie jest moja Polska. Tych dwóch facetów mieszka w kraju, który się nazywa „Polska”, ale to nie jest mój kraj.
Wiele razy myślałem o tym, co jest tak naprawdę najważniejsze dla pozytywnej ewolucji naszego społeczeństwa i parafrazując hasło „Gospodarka głupcze!”, powiedziałbym: „Edukacja głupcze!”. Nasze społeczeństwo po prostu najbardziej cierpi na brak odpowiedniej edukacji. Ale z drugiej strony to właśnie elity powinny nas edukować. Koło się zamyka. Jeżeli mamy społeczeństwo, które w taki, a nie inny sposób postrzega rzeczywistość, to mamy rządzących na miarę tego społeczeństwa. A jeżeli tacy rządzący, to takie społeczeństwo.
Tylko że to elity od wielu lat toczą głupie spory, które spychają ważne kwestie na margines. Kluczowe moim zdaniem jest to, żeby elity wyszły ze sporu między lustratorami a przeciwnikami lustracji, między „Gazetą Wyborczą” a Radiem Maryja itd. Tworzy się wrażenie, że najważniejsze dla Polski jest to, żeby zwalczyć PiS, ale problemem Polski wcale nie jest środowisko Radia Maryja i Kaczyński, tylko cała klasa polityczna, która się zabetonowała, ciągle się demoralizuje i reprodukuje.
Ja jednak czuję się trochę dzieckiem „Wyborczej”. Uważam, że ten spór, o którym mówisz, jest ważny, a zagrożenie rządami PiS-u jest realne i dlatego w tym momencie, w trakcie wyborów prezydenckich, trzeba z tym walczyć. Ale rzeczywiście dla przyszłości kraju nie jest to najważniejsze i po wyborach trzeba będzie się zająć rzeczami naprawdę kluczowymi. Pamiętajmy tylko, że w tej naszej ojczyźnie wcale nie jest tak źle. Jesteśmy młodą demokracją, cały czas się rozwijamy i na tle innych państw postkomunistycznych wypadamy naprawdę nieźle. To, co mi najbardziej przeszkadza w tym kraju, to wszechobecny katolicyzm i z tym chciałbym coś zrobić.
Rozmawiamy o Kaczyńskim, Komorowskim, jakimś wyborze, ale tak naprawdę, jaki to jest wybór? To, że wśród dziesięciu kandydatów w pierwszej turze nie było żadnej kobiety, to, że żyjemy w społeczeństwie patriarchalnym, bierze się właśnie z katolicyzmu. A może przesadzam? Co jakiś czas nachodzi mnie taka refleksja, że przecież nie jest tak źle, że Polska się zmienia, zmieniają się ludzie, społeczeństwo. Ale po chwili czuję się, jakbym dostał pałką po głowie – trybunał w Strasburgu uznaje za niezgodne z prawem to, że w szkołach nie ma lekcji etyki, a polscy politycy się z tego śmieją i nic sobie z tego nie robią. Wszystko to są strasznie anachroniczne i oburzające historie. Jeżeli media są władzą, to kościół jest kolejnym medium – nadającym z ambon – które ma największy wpływ na społeczeństwo. I to jest przerażające.
Może jest też tak, że aby dokonała się jakaś ewolucja polskiego społeczeństwa, potrzebna jest też ewolucja w Kościele?
Kościół ma ogromny wpływ na to, co się dzieje. Stał się ostoją zaściankowości Polaków. Kiedy się słuchało wypowiedzi niektórych księży po katastrofie Smoleńskiej, to po prostu ręce opadały. Jeżeli chcemy być nowoczesnym, rozwijającym się społeczeństwem, musi dojść do ewolucji Kościoła. Wspominałeś o Radiu Maryja. Często słuchałem tego radia – na początku dla jaj, bardzo mnie to śmieszyło, ale w pewnym momencie zrozumiałem, że to jest fenomen, że ludzie, którzy tam dzwonią, są pozostawieni samym sobie i szukają jakiejś identyfikacji, wspólnoty, którą znajdują w radiu Rydzyka. To też jest ciekawe i może trzeba wziąć to na poważnie, a nie śmiać się z tego. Tylko czy udawanie, że Radio Maryja nie jest śmieszne, nie jest uderzaniem w taką „nadpoprawność” polityczną?
Mam wrażenie, że coraz więcej młodych ludzi też szuka identyfikacji i jest im bardzo daleko do konserwatyzmu i katolicyzmu. Są bardziej tolerancyjni, otwarci, wkurza ich ten spór toczony w głównych mediach, nudzi to ich i nie ma dla nich żadnego znaczenia.
Mnie też te spory nie interesują. To, co się dzieje w kraju, to walka o przejęcie symboli z przeszłości, i to mnie oburza tak samo jak ciebie.
W takim razie co mamy zrobić, żeby zmienić ten dominujący dysukrs, który nam się zupełnie nie podoba?
Robić to, co od kilku lat robi Krytyka Polityczna – edukować, uświadamiać, odczarowywać język lewicowy w przestrzeni publicznej itd. Wierzę w zmiany i widzę je szczególnie wśród polskich emigrantów, których spotykam za granicą. Uderza mnie, jak zmienił się ich światopogląd, jak reagują na to, co w Polsce uchodzi za dziwactwo, na przykład na wszelkie mniejszości. Może po prostu potrzeba czasu. Mówiłem na początku o patriotyzmie i muszę przyznać, że nie jestem „prawdziwym patriotą”, ale historia jest dla mnie bardzo ważna, tak samo poczucie obowiązku obywatelskiego. I chociaż staram się tego nie eksploatować wprost w sztuce, to samo z siebie zawsze wyłazi. Czuję się w Polsce dobrze, mimo tych wszystkich jej patologi.
W weekend wyborczy z dużo większą ciekawością niż wstępne wyniki wyborów śledziłem to, co działo się na Kongresie Kobiet. Może to właśnie w przestrzeni metapolitycznej dzieją się rzeczy naprawdę ważne i ciekawe?
Tak. Różne inicjatywy obywatelskie czy Kongres Kobiet mogą rzeczywiście coś zmienić, a nie politycy, którzy gdzieś z góry wygłaszają swoje przemówienia. Ale jestem też zażenowany, że nagle w trakcie wyborów i Kaczyński, i Komorowski mówią o potrzebie wspierania ruchów równościowych kobiet, nagle postulaty lewicowe stają się dla nich ważne. Nie wierzę w ich intencję. To zwykły cynizm. Podpisali się pod projektem „1% dla kultury”, a przecież wszyscy dobrze wiemy, że po wyborach się tym nie zajmą.
*Wilhelm Sasnal (1972) – urodzony w Tarnowie. Jego prace znajdują się m.in. w zbiorach Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Galerii Saatchi, Tate Modern w Londynie, Centrum Pompidou w Paryżu, Museum of Modern Art w Nowym Jorku oraz Guggenheim Museum. Od lat związany z Fundacją Galerii Foksal. W 2006 roku na łamach „Flash Art” krytycy i marszandzi umieścili Sasnala na pierwszym miejscu najważniejszych młodych artystów świata. 16 listopada 2006 otrzymał najważniejszą europejską nagrodę artystyczną imienia Vincenta van Gogha. Sasnal jest jednym z artystów blisko współpracujących z „Krytyką Polityczną”.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...