NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sadura: Partycypacja obywatelska to odpowiedź na kryzys demokracji Drukuj
Przemysław Sadura* w rozmowie z Dorotą Olko   
02.05.2011

Dorota Olko: Zajmujesz się demokracją w działaniu – teoretycznie i praktycznie. Jak ją rozumiesz?

zielone-swiatlo.jpgPrzemysław Sadura*: Partycypacja obywatelska, czy szerzej demokracja uczestnicząca, jest bardzo silnie związana z lewicą, zwłaszcza z nową lewicą. W latach 60. nowa lewica sięgnęła po nią, by zdemokratyzować demokrację. Teraz o partycypacji i demokracji uczestniczącej mówi wiele środowisk. Lewica nie ma więc już na nią monopolu, ale ważne jest, żeby nie zapominała o swojej tożsamości i realizowała własne projekty partycypacyjne. Jestem przekonany, że warto działać na dole, u podstaw. Kluby Krytyki Politycznej są przykładem na to, żeby warto wciąż pracować u korzeni społeczeństwa obywatelskiego. Zmiana na szerszą skalę wymaga najpierw działania lokalnego.
Jako badacz od jakiegoś czasu zajmuję się interwencją socjologiczną, która wykorzystuje mechanizmy konsultacyjne. W projekcie, który prowadzi teraz Krytyka Polityczna, używamy konsultacji, by wypracować rozwiązania konkretnych problemów związanych z ekologią. Chcemy wzmocnić obywateli i ruchy społeczne – a także porozumieć się z lokalnymi władzami, żeby ta społeczna energia nie została zmarnowana i coś zostało po projekcie.

Dlaczego akurat ekologia?

Szukaliśmy tematów, które dałyby szansę na realną debatę: włączenie mieszkańców, zaangażowanie organizacji społecznych i akceptację lokalnych władz. Samo wynegocjowanie takiego tematu konsultacji wymaga już dużego wysiłku. Mamy zresztą pewne doświadczenie w tej tematyce – w Krytyce Politycznej prowadziliśmy z Edwinem Bendykiem projekt ekologiczny „W Stronę Polskiego Zielonego Okrągłego Stołu”. Chcieliśmy się zastanowić, czym jest dziś dla nas ekologia i ożywić debatę z udziałem przedstawicieli strony społecznej i administracji rządowej. Udało się to połowicznie, ale mieliśmy tę próbę cały czas w pamięci, przygotowując obecny projekt.

Wybraliście do niego trzy miasta: Warszawę, Gdańsk i Łódź. Na czym dokładnie będą polegać wasze działania?

W Gdańsku znaleźliśmy dwa problemy, które warto poddać konsultacjom i które zostaną wzięte pod uwagę w planach rozwoju miasta. Jednym z nich jest zagospodarowanie placu przy ulicy Grunwaldzkiej i Waryńskiego we Wrzeszczu, drugim transport. W tym drugim przypadku konsultacje miałyby pomóc rozwiązać problem parkowania i ruchu w ścisłym centrum miasta. By tego dokonać, należy włączyć wszystkie osoby, ruchy społeczne i instytucje, których potrzeby i zainteresowania są związane z transportem. Mobilizacji mieszkańców posłużą warsztaty, które są integralną częścią całego projektu. Razem przedyskutujemy różne możliwości ograniczenia ruchu w centrum miasta lub zagospodarowania wrzeszczańskiego placu. Problem z organizacją ruchu powtarza się we wszystkich dużych miastach i stanowi wyzwanie, z roku na rok coraz większe. Na Zachodzie od lat zajmują się nim i organizacje społeczne, i administracja. Powoli dojrzewamy do tego też w Polsce. Będzie to zatem swego rodzaju eksperyment.

Podobny temat realizujemy w Łodzi, choć tu działania utrudnia nam reorganizacja łódzkiego urzędu po wyborach. Z początku uzgodniliśmy, że będziemy rozmawiać na temat zrównoważonego transportu w ścisłym centrum Łodzi, czyli m.in. na ulicy Piotrkowskiej. Okazało się jednak, że trudno będzie objąć konsultacjami tak duży i skomplikowany obszar. Dlatego po wywiadach grupowych z urzędnikami i organizacjami pozarządowymi zajmującymi się transportem znaleźliśmy inne rozwiązanie. Wybraliśmy jedną z ulic, gdzie kumulują się charakterystyczne dla centrum problemy, i tam przeprowadzimy głębsze konsultacje, dotyczące m.in. parkowania, komunikacji miejskiej oraz potrzeb rowerzystów i pieszych.

W Warszawie natomiast przeprowadzimy konsultacje społeczne dotyczące zagospodarowania bezpośredniego otoczenia Muzeum Historii Żydów Polskich, które właśnie powstaje. Połączymy je z działaniami MHŻP i Politechniki Warszawskiej, czyli konkursem na projekt zagospodarowania tego terenu. Mają do niego stanąć studenci kół naukowych Politechniki. My natomiast zadbamy o potrzeby mieszkańców Muranowa – chcielibyśmy, żeby zostali włączeni w wybór najlepszego projektu, tak żeby zwycięzca został wyłoniony z jednej strony przez jury kierujące się kryteriami estetycznymi, a z drugiej przez samych mieszkańców.

Ostatnio Centrum Komunikacji Społecznej w Warszawie zorganizowało szereg konsultacji społecznych. Towarzyszyło im sporo kontrowersji. Mówiono, że konsultacje to tylko element kampanii przedwyborczej, że wybiera się mało istotne tematy. Konsultacje były postrzegane przez część warszawiaków jako manipulacja władz, a nie sposób na włączanie mieszkańców we współdecydowanie o mieście.

Ten problem dotyczy wszystkich konsultacji społecznych, zarówno tych obowiązkowych, prowadzonych na mocy prawa, jak i nieobligatoryjnych. Ich wyniki nie zawsze są uwzględniane przy podejmowaniu ostatecznych decyzji – i tak naprawdę wcale nie muszą. Konsultacje służą tylko temu, żeby władze zapoznały się z opiniami mieszkańców, ale decyzje rządzący podejmują autonomicznie. Dobrze jednak, żeby się wytłumaczyli, jeśli nie biorą głosów obywateli pod uwagę.

W Warszawie – ale też w innych miastach – staramy się budować szerokie poparcie społeczne dla ustalanych wspólnie postulatów. Czy przyjmie ono formę ruchu społecznego, czy jakiejś luźniejszej formy nacisku, to kwestia drugorzędna. Mam jednak nadzieję, że fakt, iż współpracujemy z mieszkańcami, organizacjami społecznymi, urzędnikami i pracownikami Muzeum oraz uczestnikami konkursu MHŻP i Politechniki, wzmocni powodzenie tej inicjatywy. Oczywiście tak określimy ramy konkursu, żeby zwycięski projekt na zagospodarowanie przestrzeni był możliwy do realizacji, przy wszystkich ograniczeniach prawnych i budżetowych. Bliżej finału chcielibyśmy zainteresować konsultacjami także media. Staramy się więc zapewnić tym inicjatywom takie poparcie, żeby nikt nie mógł ich zastopować. Gwarancji nie ma, ale tak jest zawsze, gdy próbujesz zmobilizować oddolny ruch.

A jaki jest teraz stosunek warszawskich władz do tego projektu?

Mamy zapewnienie wszechstronnej współpracy ze strony Urzędu Dzielnicy Śródmieście, który jest gospodarzem tego terenu. Mniej konkretne zapewnienia, ale sporą otwartość, zadeklarowało kilka biur Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy, których kompetencje jakoś wkraczają w interesujący nas obszar. Myślę, że ich udział w konsultacjach z jednej strony zapewni im wgląd w cały proces, z drugiej – będzie skłaniał do realizacji przyjętych ustaleń. Ale trzeba pamiętać o specyfice tego miejsca i inwestycji. Pozornie nasz projekt wydaje się przedsięwzięciem czysto architektonicznym, dotyczącym przestrzeni zielonej. W rzeczywistości jest tutaj uwikłanych więcej interesów.

Co masz na myśli?

Kwestia transportu, ruchu i parkowania w okolicach MHŻP jest zupełnie nieuregulowana, a powstanie muzeum spektakularnie zwiększy liczbę osób odwiedzających ten rejon. To budzi uzasadnione obawy mieszkańców. Do tego dochodzi niestety kontekst historyczny, społeczny i kulturowy. Każda akcja sprzeciwu może być w tym przypadku interpretowana jako przejaw antysemityzmu. Z drugiej strony prawdopodobne jest, że pojawienie się muzeum rzeczywiście u niektórych osób wzbudzi tego typu emocje.

Nie boicie się, że przy okazji konsultacji nastąpi eskalacja konfliktów tego rodzaju? A może przeciwnie – liczycie, że konsultacje je rozwiążą?

Jestem głęboko przekonany, że aby znaleźć pozytywne rozwiązania, trzeba najpierw pozwolić odsłonić się konfliktom. Konsultacje społeczne, negocjacje, debata publiczna nie mogą polegać na zasłanianiu różnic i przyklepywaniu sztucznych kompromisów. Mają służyć temu, żeby dotrzeć do głębiej ukrytych potrzeb i interesów uczestników całego procesu. Należy się przyjrzeć, czy nie ma tu jakiegoś punktu stycznego, jakiegoś rozwiązania. Ale najpierw trzeba stworzyć pole do wyrażenia sprzecznych stanowisk. Konflikt jest dobry.

W jaki sposób chcecie dotrzeć do tych ludzi? Mieszkańcy są zainteresowani tego typu akcjami?

To zależy, jak są zorganizowane. Osoby, które odpowiadają za konsultacje społeczne, zwłaszcza te obligatoryjne, często narzekają na niską frekwencję. Nie prowadzą jednak odpowiedniej kampanii informacyjnej, nie mówiąc już o akcji rekrutacyjnej. Nie próbują też znaleźć atrakcyjnej dla uczestników formy. Tak naprawdę niespecjalnie zależy im na udziale mieszkańców. Kto przyjdzie na konsultacje, o których informację można znaleźć jedynie na tablicy ogłoszeń albo stronie internetowej urzędu, a brzmi ona „udostępnienie dokumentacji projektowo-technicznej w pokoju nr 1125 od godz. 13 do 15 w środy i piątki”? A tak właśnie jest prowadzona duża część konsultacji społecznych w Polsce. Wszystko jest postawione na głowie.

A czym będą się różniły wasze konsultacje?

Kluczem do sukcesu tego typu przedsięwzięć jest wola organizatorów, aby wzięło w nich udział jak najwięcej osób, atrakcyjna forma oraz dobra akcja informacyjna. Dlatego postaramy się zorganizować serię atrakcyjnych warsztatów. Odpowiednio wcześnie poinformujemy o tym wszystkich zainteresowanych i samych mieszkańców. Tam, gdzie będzie to potrzebne, zwrócimy się wprost do konkretnych ludzi, rekrutując ich do udziału w warsztatach, ale nie oznacza to, że zostanie zaangażowana tylko ograniczona grupa zaproszonych osób. Na pewno na Muranowie będzie wiadomo, że takie konsultacje są prowadzone. Każdy będzie mógł przyjść i wyrazić swoją opinię.

Wyrażenie swoich potrzeb, znalezienie wspólnie rozwiązania danego problemu – są jeszcze jakieś inne korzyści, jakie wiążą się z udziałem mieszkańców w konsultacjach?

Na pewno tego typu projekty dają obywatelom poczucie wpływu. Zmorą współczesnej demokracji jest zapośredniczenie tego wpływu przez instytucje polityczne, które coraz bardziej się rozmywają. Nie widać, żeby nasze prawa wyborcze miały bezpośrednie przełożenie na to, co się dzieje. Oddolne formy demokracji uczestniczącej mają być odpowiedzią na ten kryzys.
Oczywiście istnieje ryzyko, że za pomocą konsultacji społecznych wprowadzamy elementy demokracji uczestniczącej tam, gdzie temat nie jest bardzo drażliwy, a stawka negocjacji jest niska. U nas często konsultuje się wygląd klombów albo kolor ławeczek. Ale od czegoś trzeba zacząć, żeby wypracować mechanizmy włączające obywateli w podejmowanie decyzji. Muszą się tego nauczyć władze, organizacje społeczne i sami mieszkańcy, a także animatorzy i moderatorzy tego typu procesów. W naszym projekcie wybraliśmy jednak tematy, które wcale nie są błahe. Mieszkańcy będą więc mieć realny wpływ na bezpośrednio ich dotyczące decyzje.

  

*dr Przemysław Sadura - socjolog (Instytut Socjologii UW), członek zespołu Krytyki Politycznej.

 
 — 

Realizowany przez Stowarzyszenie im. Stanisława Brzozowskiego projekt konsultacji ekologiczno-społecznych prowadzony jest w Łodzi, Gdańsku i Warszawie i potrwa do 2012 roku. Jego celem jest przeprowadzenie konsultacji społecznych w zakresie projektów ekologicznych (w szerokim rozumieniu, tzn. zgodnych z zasadą zrównoważonego rozwoju) realizowanych przez samorządy lokalne w tych trzech miastach. Metodologia konsultacji jest obliczona na dowartościowanie i upodmiotowienie strony społecznej (mieszkańców), tak aby po zakończonej interwencji sami mogli kontynuować konsultacje z przedstawicielami administracji. Rezultatem projektu będzie również publikacja Partycypacja. Przewodnik Krytyki Politycznej.

Projekt realizowany jest przy wsparciu Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu „Demokracja w działaniu”.


Koordynatorzy: Przemysław Sadura, Borys Martela (Łódź), Maria Klaman (Gdańsk), Joanna Tokarz-Härtig (Warszawa).

  

Komentarze
Dodaj nowy
Kacper Szulecki  - Ciekawe rozumienie ekologii   |03.05.2011 18:27:11
Zaczynam odnosić wrażenie, że lewicowi aktywiści w Polsce wszystko są już w
stanie sprowadzić do "przestrzeni miejskiej" i podporządkować
alter-urbanistyce. Jak trzeba definiować "ekologię", żeby
zagospodarowanie Placu Bohaterów Getta dało się pod nią podpiąć? To na pewno
bardzo fajne i potrzebne inicjatywy, tylko trochę monotematycznie się robi.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.05.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.95504 Seconds