Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Rzekanowski: Szkoła nie jest tylko dla bogatych Drukuj
Jakub Rzekanowski w rozmowie z Janem Smoleńskim   
26.05.2008
Jan Smoleński: Jakie są największe problemy nauczycieli?

Jakub Rzekanowski, redaktor naczelny „Głosu Nauczycielskiego ”:
Najważniejszym problemem jest niedoinwestowanie edukacji. Ten rząd, tak jak wszystkie poprzednie, przeznacza zbyt mało pieniędzy na edukację – w tym na płace nauczycieli, które są nieproporcjonalne do wysiłku i efektów ich pracy. Polscy uczniowie wypadają bardzo dobrze na tle rówieśników z Europy, a płace nauczycielskie są jednymi z najniższych w Europie.

Ile zarabiają nauczyciele?


- Bardzo różnie. Od niecałego tysiąca na rękę, do około dwóch i pół w wyjątkowych przypadkach. To zależy od stopnia awansu zawodowego i kwalifikacji, są dodatki stażowe i motywacyjne,  niestety bardzo niskie. Ale i tak te pensje lokują nas w ogonie Europy. Nauczyciele często zmuszeni są po godzinach dorabiać do pensji. Takie pieniądze nie przyciągną młodych, zdolnych absolwentów kierunków pedagogicznych do tego zawodu.
Drugim problemem jest zagrożenie dla edukacji publicznej. Minister Katarzyna Hall wywodzi się ze środowiska edukacji niepublicznej i ceni ją wyżej niż publiczną, czemu nie raz dawała wyraz. Edukacja publiczna powinna być ona chroniona, bo urynkowienie edukacji nie służy ani nauczycielom, ani uczniom.

To znaczy?

- Obecnie to państwo reguluje i gwarantuje pewien poziom nauczania. Puszczenie edukacji na żywioł, jak proponuje minister Hall, np. umożliwienie samorządom oddawania szkół w ręce prywatnych fundacji, wprowadzi wielkie dysproporcje między szkołami. Niektóre szkoły będą częściowo prywatne - będą się utrzymywały nie tylko z czesnego, ale będą też miały dostęp do publicznych pieniędzy na edukację. Inne szkoły - w pełni publiczne - będą miały dużo mniej pieniędzy.
Tu nie chodzi jedynie o nierówne pensje nauczycieli, ale o jakość edukacji. Szkoły np. w małych miejscowościach będą realizowały jedynie minimum. Na urynkowieniu skorzysta garstka, reszta – straci. Jednak obecny rząd stawia na edukację niepubliczną.
Do tego dochodzi pomysł bonu oświatowego, czyli koncepcja, żeby pieniądze dla szkół szły za uczniem. To doprowadzi do segregacji szkół, uczniów i nauczycieli, podzieli szkoły w poszczególnych miastach i pomiędzy nimi.
Kolejny problem to wizja polityki edukacyjnej. Widać, że rząd chce kształcić elity i to głównie w szkołach prywatnych, jego polityka nie ma zapewnić szerokiego awansu innym grupom społecznym. Stawia się na indywidualny sukces dzieci z bogatych rodzin, a nie na szerokie wyrównywanie szans w społeczeństwie.
Jednak to brak wystarczających pieniędzy na edukację jest najważniejszym problemem, a ten rząd zamierza jeszcze obniżać podatki. Pieniędzy brakuje na stypendia, dobre wyposażenie szkół, inwestycje, stypendia. Nie ma pieniędzy na przedszkola publiczne, które upadają ze względu na niedofinansowanie.
Cieszę się, że premier Donald Tusk chce dać każdemu dziecku ciepły posiłek, ale nie będzie miał na to pieniędzy. Pieniądze znajdą się na wojny w Iraku i Afganistanie, budowę tarczy antyrakietowej, na stadiony, na których dorobią się wielkie koncerny, a nie na edukację. To, co mówi premier, to prawicowy populizm.

To w końcu rząd neoliberalny.

- Reformy proponowane przez rząd są ściśle powiązane z wyborem modelem rozwoju cywilizacyjnego. Rząd PO wybrał model modernizacji, w której wygrywają bogatsi. Nie dążymy nawet do modelu anglosaskiego, który jest bardzo liberalny, ale wręcz do latynoamerykańskiego. Obecny system nie jest idealny. Mamy nierówny dostęp do edukacji, uzależniony od miejsca zamieszkania, od grubości portfela, czego efektem są nierówne szanse po skończeniu szkoły. Ale moim zdaniem reformy proponowane przez rząd to skandaliczna polityka, która przyniesie wieloletnie prosperity jednej grupie społecznej, resztę pozostawiając w tyle.

A w którą stronę powinniśmy iść?

- Jacek Kuroń w książce Działanie miał wspaniałą wizję rewolucji edukacyjnej, świata, w którym każde dziecko miałoby odpowiednie warunki do nauki, dach nad głową, ciepłe posiłki, przybory, etc. W tym kierunku powinniśmy zmierzać. Związek Nauczycielstwa Polskiego ma pomysł na odbudowanie sieci przedszkoli. Przecież od tego etapu zaczyna się wyrównywanie szans. Potrzeba na to 3,5 mld złotych, to nie jest niebotyczna suma.

Czasami sprawę podwyżek dla nauczycieli przedstawia się w ten sposób: zwiększcie efektywność, a wtedy zwiększymy wam wynagrodzenia. Mówi się, że polscy uczniowie faktycznie wiedzą wiele, ale nie potrafią tej wiedzy wykorzystać.

- Często mówi się jeszcze inaczej: że nauczyciele pracują za mało. A przecież pracują po kilkadziesiąt godzin tygodniowo, za naprawdę marne pieniądze.
A kwestia, której pan dotknął w pytaniu, tak naprawdę dotyczy podstaw programowych, problemu edukacji w ogóle, tego, czy gimnazja się sprawdzają. Podstawa programowa jest niewspółmierna np. z czasem, jaki nauczyciele mają na zrealizowanie programu. Właśnie dlatego podczas ostatniego testu gimnazjalnego część dzieci nie odpowiedziała na najwyżej punktowane pytanie, bo nie zdążyli przerobić lektur.
To jest pytanie o to, czego powinna uczyć szkoła. Moim zdaniem szkoła powinna uczyć myśleć, a tak nie jest. Niedawno „Gazeta Wyborcza” wydrukowała test gimnazjalny z historii. To było jakieś horrendum! Po co dziecko ma odróżniać na obrazkach wojownika germańskiego od greckiego hoplity czy legionisty rzymskiego? To bzdura! Pytania powinny dotyczyć np. tego, na czym polegała demokracja ateńska albo przyczyn upadku upadku Cesarstwa Rzymskiego. Dzieci powinny odpowiadać na pytanie „dlaczego”, pytanie fundamentalne dla nauki.

Czym jest Karta Nauczyciela? Dlaczego nauczyciele jej bronią?

- Karta Nauczyciela jest zbiorem praw – nie przywilejów, a praw – które powinny przysługiwać nauczycielom. To nie jest zawód jak każdy inny, nauczyciele powinni mieć zagwarantowaną stabilność zawodową, czas na dokształcanie i samodoskonalenie zawodowe. Karta to układ zbiorowy, który określa pozycję środowiska nauczycielskiego i służy budowaniu prestiżu zawodowego. Co zmienić w Karcie? O to trzeba pytać samych nauczycieli. Ale jedno jest pewne, zmiany powinny iść w kierunku zwiększenia praw, a nie ich obcięcia.

Może jednak nauczyciele są za bardzo chronieni? Przecież są słabi nauczyciele, np. w popegeerowskich wsiach. Czy to nie w interesie dzieci jest, by móc zwolnić lub ukarać nauczyciela, który się nie wywiązuje ze swoich obowiązków?

- To neoliberalny stereotyp, że Karta uniemożliwia zwalnianie złych nauczycieli. Karta nie jest gwarancją dożywotniego zatrudnienia.
Poza tym w małych miejscowościach jest wielu znakomitych nauczycieli, którzy dają z siebie wszystko. Traktują swoją pracę społecznikowsko i wiedzą, że od ich wysiłku zależy to, czy dzieci będą miały dobrą przyszłość, pójdą do dobrego gimnazjum.

Pod jakimi hasłami nauczyciele będą dziś protestować?

- Po pierwsze, będą się domagać podwyżek o 50 proc. Po drugie, jest to protest przeciwko ograniczeniom czy zniesieniu Karty Nauczyciela. Po trzecie chodzi o prawo do wcześniejszej emerytury. Ciężko sobie wyobrazić 65-letniego wuefistę, który będzie skakał przez kozła lub robił przewroty. Nie każdy z tego prawa korzysta, ale prawo powinno być.
Ten strajk będzie też wyrazem sprzeciwu wobec braku chęci rozmów ze związkowcami. Zdarza się, że na lokalne spotkania z minister edukacji zapraszanych jest bardzo niewielu przedstawicieli związków. Rząd wyobraża sobie, że dialog to jest spotkanie, na którym minister Hall poinformuje o swoich pomysłach, a nauczyciele tylko przytakną. A przecież jest coś takiego jak np. komisja trójstronna.

Strajk odbędzie się w ostatnich dniach matur. Czy uczniowie na tym nie stracą?

- Nauczyciele najpewniej będą powstrzymywać się od pracy, więc egzaminy zostaną po prostu przełożone. Moim zdaniem, uczniowie długofalowo na tym zyskają, bo jest to strajk w obronie polskiej edukacji.

Rozmawiał Jan Smoleński
Komentarze
Dodaj nowy
wojnier   |27.05.2008 09:32:25
Chciałbym dopytać Pana Rzekanowskiego czemu nie postuluje zakazać pobierania
korepetycji. Przecież korepetycje to jaskrawy przykład pogłębiania nierówności w
równym starcie biednej młodzieży, której na korki po prostu nie stać. Dlaczego
nie zakazać rodzicom posyłania dzieci na płatne zajęcia pozaszkolne, basen,
jazda konna, kursy tańca to burżuazyjne metody wywyższania się nad biedotą. A w
ogóle, co to za metody by dawać uczniom stopnie, przecież to gnębienie mniej
zdolnych, wpędzanie ich w kompleksy na całe życie, co z góry skazuje ich na
rezygnację z ambitnych planów.
Wyrównywanie szans musi być konsekwentne, nikt
nie ma prawa opuścić szkoły wiedząc i umiejąc więcej niż inny.
kot   |28.05.2008 02:35:50
Zgoda wojnier.
W ramach liberalanej i demokratycznej równości szans nie tylko
socjaliści a le także liberałowie powinni dążyć do
tego aby każde dziecko
miało PRAWO
do korepetycji , basenu itp.
Dlatego powinieneś poprzeć tezy
autora tekstu. Jeżeli uważasz się z konsekwentnego liberała.
wojnier   |28.05.2008 07:01:26
"Prawo do" w praktyce oznacza przydział, system przydziałów ma krótki
żywot przed katastrofą. Co to za "prawo do" skoro bez korepetycji
uczniowie nie są w stanie zdać egzaminu.
thomas  - korepetycje to bzdura   |28.05.2008 16:39:36
wojnier, już za mojej pamięci zaczynała się moda na korepetycje, ale to tylko
moda. Ja się po prostu musiałem sam uczyć w liceum (praktycznie samodzielnie
opanować łacinę i parę innych przedmiotów) i jakoś zdałem. Od tej pory
nauczyciele tam się niespecjalnie zmienili (i bardzo dobrze) i poziom jest
trzymany. Korepetycje to moda, sposób na finansowe uciszenie sumienia, że się
nie ma czasu na opiekę nad dzieckiem.
Co innego lekcje języków obcych, ale
korepetycje można sobie darować. Większy sens mają wspólne zajęcia wyrównawcze -
ale indywidualna nauka to często strata czasu i pieniędzy. Ale zajęcia
wyrównawcze powinny być rzeczywiście bezpłatne, bo są potrzebne najczęściej tym
z najbiedniejszych domów.
wojnier   |29.05.2008 07:53:10
Jeżeli korepetycje to moda, to z rodzaju nieprzemijających. Dopóki egzamin na
studia jest konkursowy, ponadprogramowe nauczanie przynosi wymierne skutki.
Zajęcia wyrównawcze są na innym poziomie.
Natomiast Twój przykład Thomas
pokazuje, że sztuczne wyrównywanie szans nie ma sensu, jak uczeń chce to się
nauczy sam.
thomas   |29.05.2008 12:32:22
Przemijających, bo przez 95% kiedy chodziłem do szkoły, to żaden dobry uczeń nie
brał korepetycji. Korepetycje były obciachem.

A mój przykład pokazuje, że
zostałem zmotywowany. W jednym wypadku przez złe oceny, które od razu zaczęła mi
stawiać wymagająca nauczycielka; w innym wypadku przez genialną nauczycielkę,
przed którą nie wypadało się nie nauczyć. Nie ma to nic do rzeczy ani do
polityki dotyczącej klimatu, ani do tego, jakiego należy używać papieru
toaletowego, ani do tego, czy dzieci z najbiedniejszych domów w podstawówkach
powinny mieć zajęcia wyrównawcze. Sorry, ale ja w peerelowskiej szkole jako w
miarę dobry uczeń musiałem pomagać dzieciakom z tzw. marginesu i jakoś przeżyłem
- niektóre z nich nawet zaczęły się trochę uczyć. Po przełomie ‘89 takie metody
zlikwidowano, przynajmniej ja ich nie widziałem.
wojnier   |31.05.2008 11:06:38
Jasne że korepetycje w drugiej klasie to obciach, ale jak przychodzi do matury
czy egzaminów na studia, kursy przygotowawcze pozwalają wielu uczniom poprawić
wyniki. Ale nie tu leży błąd w rozumowaniu lewicowym. Sprzeciw wobec jednakowego
finansowania każdego ucznia przez państwo czy kurczowe trzymanie się modelu
egalitarystycznego prowadzi do obniżenia poziomu ogólnego nauczania. Groteskowe
rozważania o ubieraniu się dziewcząt z bogatych domów to pół biedy, ale po co
stwarzać bariery tym co mogą i chcą wydawać na naukę dzieci więcej niż to
konieczne w mniemaniu kuratorium. Szkolnictwo i nauka wymagają finansowania z
różnych źródeł, pieniędzy państwowych nie starczy na zapewnienie poziomu o jakim
marzy lewica.
kot   |01.06.2008 02:44:05
wojnier co to jest lewica może Ty wiesz, bo ja nie.
Jest do wyboru myśl
liberalna,albo socjalistyczna albo konserwatywna.
-Lewica i prawica to
śmietniki pojęciowe, które mogą oznaczać dużo i nic. Pogłębiają bałagan.

-Wpisowicze przyczepili sie do tych nieszczęsnych korepetycji,a przecież to
był konkret,przykład, który mógł być zastąpiony innymi. Jeżeli rozmawiamy na
pewnym poziomie abstrakcji , to wypada, a nawet należy się tego trzymać.

-Liberalni powiadają.Tworzymy dla wszystkich jednakowe szanse, jednakowe
prawa. Sukcesy niech odnoszą najzdolniejsi i pracowici. Jesteście panami swojego
losu. Ale co to za jednakowe szanse jeżeli
dzieci z biednych rodzin na starcie
są gorzej wykształcone, chore i niedożywione. A więc postulat
równego startu
nie jest postulatem socjalistycznym lecz liberalnym.

-warunki s
wojnier   |01.06.2008 08:59:55
Ten postulat, nawet jeżeli uzna się go za uniwersalny, w wykonaniu socjalistów
natychmiast przeradza się w swoje zaprzeczenie. Metoda podatek-dotacja ogólna
nadal podtrzymuje przewagę bogatych mądrych i pięknych. Nie stwarza to żadnych
zachęt na przełamanie obojętności wielu rodziców i samych dzieci wobec pożytków
posiadania wiedzy. Przykład państwowych pensji nauczycielskich utwierdza ich w
lekceważeniu nauki jako źródła sukcesu życiowego.
thomas  - Egalitaryzm = sukces Finlandii   |02.06.2008 14:35:08
@Sprzeciw wobec jednakowego finansowania każdego ucznia przez państwo czy
kurczowe trzymanie się modelu egalitarystycznego prowadzi do obniżenia poziomu
ogólnego nauczania.

Są jakieś dane na poparcie tej tezy? Bo wg OECD najwyższy
poziom nauczania ma Finlandia. Kurczowo trzymająca się egalitaryzmu w szkołach.
Prześcignęła USA w ciągu ostatnich lat, a startowała z gorszych pozycji. W
Szwajcarii i USA są największe nakłady per capita i mniejszy egalitaryzm, a
wyniki są np. w matematyce na takim poziomie, jak w Polsce.
kot   |03.06.2008 02:40:25
wojnier zastosuj jakakolwiek skuteczną metodę wyrównywania szans na starcie.
Masz zgodę. Ale jeżeli znajdziesz inną niż redystrybucja- działającą, to może
przy okazji wynajdziesz perpetuum mobile.
wojnier  - poproszę o definicję   |07.06.2008 08:18:55
wyrównywania szans, jak dotąd, socjalistyczne wyrównywanie szans polegało na
przydziale ławki w przepełnionej klasie, gdzie sfrustrowany nauczyciel usiłował
zapanować nad rozbrykaną dzieciarnią. Koncepcja socjalna sprawdzała się może do
lat 60tych ubiegłego wieku, ale od kiedy przybór wiedzy nabrał tempa i wiedza
podrożała, model centralistyczno-egalitarny ma rację tylko z punktu widzenia
poprawności politycznej.
kot   |07.06.2008 14:48:19
Trzeba zebrać więcej konkretnych przykładów.Mówisz o swoim doświadczeniu- to
za mało. Albo problem ująć abstrakcyjnie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.90951 Seconds