Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Rajkowska: Zwierzęta w naszym świecie nie mają szans Drukuj
Z Joanną Rajkowską rozmawia Igor Strapko   
21.07.2010
rajka_i_butelka_kalisz01.jpgIgor Strapko, Klub KP w Kaliszu: W Przewodniku Krytyki Politycznej poświęconym twojej twórczości czytałem o projekcie „Psy z Üsküdar” z 2009 roku [zob. ramka poniżej], który dotyczył ludzi i zwierząt. Czyli mentalnie i politycznie jesteś uwikłana w sprawę relacji międzygatunkowych.
Joanna Rajkowska*: Tak, właśnie wymyłam dupę własnemu psu [śmiech].

Twoja suka Butelka jest ze schroniska, Butelka z recyclingu niejako. Opowiedz jej historię, skąd się wzięła?
Butelka przywędrowała z Wągrowca. Została wystawiona na Allegro za złotówkę pod hasłem „uratuj mnie przed wiecznym snem”. To była zima, przełom 2005 i 2006 roku. Wylądowałam w szpitalu, nie mogłam wyzdrowieć, i mój chłopak, który wiedział, że marzyłam o psie, znalazł to ogłoszenie na Allegro. I tak Butelka wylądowała u nas. Schronisko, które ogłaszało się w ten sposób, próbowało sprzedać psy, które były za małe i nie mogły przetrwać na zewnątrz podczas tamtych straszliwych mrozów. Sprzedawało psy, troszcząc się, żeby przekazać je w dobre ręce. Przyjechały do nas dwie panie z kojcem, z szeleczkami, z karmą, z dziesięcioma przykazaniami, co zrobić itd. Bardzo uważnie oglądały dom i nas, i były wobec mnie wyjątkowo podejrzliwe. Na końcu pogroziły mi palcem i powiedziały, że za tydzień przyjadą i sprawdzą, jak się Butelka ma. Poczułam do nich szacunek.

Nie we wszystkich schroniskach sytuacja jest taka różowa i zależy to niestety głównie od dobrej woli pracowników schronisk, a nie od jasno uregulowanych przepisów. Status schronisk dla bezdomnych zwierząt jest w Polsce dwuznaczny, przepisy niejasne, a nawet sprzeczne. Prowadzi to do tego, że gminy zwykle traktują schroniska jako instytucje zarządzające odpadami komunalnymi, a nie jako instytucje opieki nad żywymi, czującymi istotami. Chodzi bardziej o to, by izolować bezdomne psy od społeczeństwa, wypychać je poza granice miast, niż o rzeczywistą troskę i opiekę. 
To wszystko prawda. Przepisy są emanacją naszej kultury, która w zasadzie nie kieruje się szacunkiem do życia jako takiego. Wiem jednak, że w schroniskach w Polsce pracują ludzie, którzy mimo tych regulacji, o których mówisz, traktują zwierzęta jak równorzędnych partnerów, jak inną formę życia, równie cenną jak my sami, o którą trzeba dbać, bo to jest życie po prostu. Znam mnóstwo takich osób. Myślę jednak, że urządziliśmy świat po chrześcijańsku, czyli w najgorszy z możliwych sposobów, kierując się zasadą „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Urządziliśmy to tak, że właściwie jedynie my jako gatunek mamy prawo do tego, żeby tą planetą zarządzać i w związku z tym inne formy życia nie mają szans na koegzystencję, chyba że w jakiś sposób nam służą.

rajka_i_butelka_kalisz03.jpgPodporządkowujemy je sobie.
Absolutnie! Kolonizujemy ich tereny i eksploatujemy same zwierzęta. Pomijam zwierzęta dzikie, to osobny rozdział, ale nawet te, które próbują przetrwać na naszych warunkach, po prostu nie mają szans, są wykluczone w sposób jednoznaczny.

Dla mnie największą aberracją, cywilizacyjną, moralną pułapką w relacji człowiek – inne zwierzęta jest produkcja zwierząt-maszyn. Myślę o przemyśle hodowlanym. Obok zbrojeniówki jest to jeden z największych sektorów światowej gospodarki. Produkowane są krowy, świnie, kury, a następnie są traktowane jako maszyny do produkcji nabiału i mięsa. Istoty wyposażone w skomplikowane funkcje psychiczne przetrzymywane są latami w obozach skoncentrowanej eksploatacji. Ten sektor gospodarki odtwarza rokrocznie ból i cierpienie wcielone w miliardy osobników. Myślę, że to dużo mocniejsze świadectwo aberracji systemu, w którym tkwimy niż to, co robimy dzikim zwierzętom w ramach tzw. rozrywki.
To jedna z najbardziej przerażających rzeczy. Każdy, kto ma zwierzę wie, że ono czuje siebie, wie kim i czym jest, ma podmiotowość; określa swoje terytorium, odczuwa to, co dzieje się naokoło, bardzo wyraźnie określa swoje potrzeby i je manifestuje. Wszystkie hodowle to jedna wielka fabryka śmierci i tyle. Co innego, jak chłop ma krowę, Krasulę, którą zna i do której w pewnym momencie podchodzi i mówi: słuchaj, przyszedł czas, i ją szlachtuje. W jakimś sensie to rozumiem. Tylko że to jest utopia. Zabrnęliśmy w ślepy zaułek, z którego nie ma wyjścia. Musimy zredukować swoje potrzeby, a ceny żywności muszą wzrosnąć. To jedyny sposób, żeby zatrzymać aberrację produkcji. Nie może być tak, że jest fajnie, bo jest tanio. Musi być drożej. Tego rodzaju produkty jak mięso, mleko, jajka, muszą być droższe. Zamiast kupować kolejny komputer powinniśmy pieczołowicie kupować trzy jajka, z całym szacunkiem do sposobu hodowli i pracy rolników, i zwierząt.

Kolejna sprawa: gigantyczny przemysł reprodukcji zwierząt, którymi handluje się jako dobrami luksusowymi, podczas gdy miliony innych zwierząt cierpią bezdomność. Mamy takie Butelki, które czekają, żeby uzyskać szansę na istnienie, żeby zdążyć przed złotym strzałem ze środka usypiającego. Mamy też te bezdomne zwierzaki, które plenią się na potęgę, ale są poza naszym zainteresowaniem. Wreszcie mamy do czynienia ze zjawiskiem tworzenia ras. Kręci nas produkowanie, udoskonalanie, szczotkowanie, wystawianie pudli i amstafów.
Mnie zastanawia sposób koegzystencji zwierząt, konkretnie psów, z ludźmi w Turcji. Tam relacja zwierzęta-ludzie jest nieco inna. To kultura muzułmańska, psy są nieczyste, bo pies podobno ugryzł Mahometa.  Psie hordy w Istambule składają się z bardzo podobnych osobników, to prawie ta sama rasa, z małymi modyfikacjami. Są bardzo duże, rozleniwione i przyzwyczajone do pewnego szacunku. Leżą np. na środku chodnika i nikt im nie przeszkadza, ludzie je obchodzą. W innych miastach jest tak samo, psy się omija, daje się im żarcie. W jakimś sensie ich bytowanie w tamtej kulturze jest trochę prostsze, zaryzykuję twierdzenie, że jest bardziej naturalne. Nie rozwiązuje to kwestii bezdomności, chorób, niewłaściwego pożywienia itd., ale tworzy iluzję, że tureckie psy mają podobne prawo do mieszkania w miastach jak ludzie.

rajka_i_butelka_kalisz02.jpgJeśli dobrze zrozumiałem, w Turcji status psa jest niższy niż u nas, a jednak ich egzystencja wydaje się łatwiejsza, przynajmniej jeśli myślimy o tych bezdomnych.
Tak, to jest fenomen. Bałam się wziąć Butelkę do Turcji właśnie z powodu „nieczystości” psów, teraz wiem, że nic by się jej nie stało. Nieliczni ludzie mają tam psy, większość psów jest bezdomna. Są brudne, ale widać też, że są dożywione, w jakimś sensie ludzie zgodzili się na taką koegzystencję z nimi. Może w Istambule zadziałało poczucie winy za wywiezienie psów na niezamieszkałą wyspę, która to historia była osnową mojego projektu. Kiedy wkrótce potem Istambuł odwiedziło trzęsienie ziemi, ludzie odebrali to jako karę za wyeliminowanie zwierząt z ich życia i przywieźli je z powrotem. To, że w ogóle pojawił się wątek kary, czyli winy, jest ciekawe. Oznacza to, że jednak mamy wątpliwości.

Jesteś w nieustannym ruchu, podróżujesz pociągami, samochodami i samolotami. W wielu podróżach towarzyszy ci Butelka. Wielu ludzi, z którymi zdarza mi się rozmawiać o adopcji zwierząt, traktuje to jako jeden z zasadniczych argumentów na „nie”: bo podróżują, bo „co wtedy ze zwierzęciem?” Jak sobie radzisz z obowiązkiem opiekunki psa?
Butelka ma dużą rodzinę, została wychowana tak, że kiedy znikam, to przechodzi w inne ręce – to jest zazwyczaj mój były chłopak, a jak nie on, to jego koleżanka Zuza. Zuza ma zresztą identycznego psa, Skróta, więc Skrót i Butelka są jak bliźniaki i doskonale się razem czują.  Psa trzeba oswoić z podróżowaniem jeśli ma się taki styl życia i przyzwyczaić do tego, że ma wielu przyjaciół, że inni ludzie są tak samo fajni, jak my. Rozmiar psa też jest w tym wypadku istotny, bo z takim małym kundlem jak Butla to nie problem, ale z moskiewskim stróżującym już by był. Butelka jest zdrowym i w miarę młodym psem, do tego jest bardzo wytrzymała, bo to kundel mazowiecki ściągnięty prosto z pola.  Pies jest dużo bardziej nieszczęśliwy, jeśli zostanie sam, nawet w luksusowych warunkach, niż kiedy musi się zmęczyć i zziajać, ale jest z ludźmi, których kocha. To jest miłość bezwarunkowa.

Czy po „Psach z Üsküdar” zwierzęta mają jeszcze szansę zagościć w twojej sztuce? Myślisz o tym?
Bardzo bym chciała, bo to jest dla mnie ważny i dziwny moment kontaktu z rzeczywistością, której nie rozumiem. Zwierzęta są bardzo często kluczem, są tym okiem, które pozwala widzieć świat od strony zupełnie nam niedostępnej. Nawet jeśli bezpośrednio ze zwierzętami nie pracuję, to tak jak w przypadku projektu w Szwajcarii, który nazwałam „Nietoperz”, pracuję z pewną ideą obecności zwierząt w naszym życiu i w naszej śmierci. Nietoperz stanowił funkcjonalne pojęcie, które sobie stworzyłam na potrzebę zrozumienia sytuacji przejścia, przekroczenia i rozkładu. Najbardziej interesuje mnie moment, w którym to właśnie zwierzęta kwestionują sensowność naszej kultury.

rajka_i_butelka_kalisz04.jpgSą skrajną formą obcości.
Właśnie. A jednocześnie za wszelką cenę próbują nawiązać kontakt. A ponieważ ja z obcością pracuję, wiem, że w przypadku zwierząt obcość jest nieprawdopodobnie sensualna. Można ją badać, można o niej myśleć, można ją empatycznie przeczuwać. Szczególnie kiedy się zna zwierzęta - wtedy patrzy się na świat ich oczami, z innego pułapu i widzi się to wszystko zniekształcone, wyolbrzymione, niezrozumiałe. Podejmuję próbę – tak jak dzisiaj z dziećmi w Cieszynie - rozpoznania świata w taki sposób, który produkuje nowy jego obraz, czasem zniekształcony i obcy, dlatego fenomen obcości zwierząt idealnie odpowiada mojej metodzie. Przy czym nadaje temu obrazowi aspekt nie tylko obcości, ale też dzikości, katastrofy nawet, bo one nigdy nie wejdą w naszą kulturę, bo nie mogą, z racji oczywistych.

Pozostaje pytanie, na ile możemy otworzyć się mentalnie na koegzystencję kultur, subkultur międzygatunkowych i tego wszystkiego, co skrajnie obce. Zaznaczyłaś to podczas tureckiego projektu z cmentarnymi psami: mamy nieustającą tendencję do wypychania tego. Po tym archaicznym momencie próby przyswojenia czy zaproszenia do naszej kultury wilka jesteśmy na takim etapie, że w Turcji zwierzaki wypędzane są na wyspę, a w Polsce gospodaruje się nimi jak odpadami. 
Musimy zacząć od początku. Musimy nauczyć się myśleć, że ta planeta jest tak samo dla nich jak i dla nas. Że zwierzęta są naszymi partnerami, mają takie same ciała, świadomość ciała, że – co przecież wiemy doskonale - piekielnie z naszego powodu cierpią. Trzeba zawrócić z drogi. Tak w Turcji, jak i w Polsce.Co ciekawe, w kulturze muzułmańskiej jak się zabija zwierzęta, robi się to zgodnie z wymogami halal. Halal to nakaz religijny, żeby zwierzę nie czuło stresu w momencie śmierci. To już jest próba, choć zapewne teoretyczna, dotknięcia problemu zabijania zwierząt w sposób bezpośredni, ze wskazaniem na emocje.

Jest to wyraz empatii.
Halal sugeruje, że zwierzę cierpi. I niby jest to oczywiste, ale chrześcijanie, tak przecież przejęci nakazem miłości, nie mają najmniejszego współczucia dla zwierząt w rzeźniach. Nie wiem, jak w praktyce wygląda rzeźnia muzułmańska, to ciekawe… Nasz oświeceniowy paradygmat prowadzi do wykluczenia zwierząt albo do ogrodów zoologicznych. My zwierzęta segregujemy, opisujemy, używamy ich, testujemy i izolujemy. Przydatne z różnych względów – mordujemy.

Widok załamanego psychicznie tygrysa w klatce podważa sensowność samej instytucji ogrodu zoologicznego.
Więcej, podważa sensowność całego kulturowego paradygmatu!To jest niewiarygodne, do jakiego momentu aberracji doszliśmy. Zwierzęta w małych klatkach, biegające wkoło w kompulsywnym odruchu, w nigdy nie kończącej się gonitwie – to jest przerażające. I świadczy jedynie o tym, co jako kultura byliśmy zdolni osiągnąć. Potworne.

 —  
Psy z Üsküdar, cykl fotografii
Cykl Psy z Üsküdar jest ściśle związany z prawdziwą historią, jaka wydarzyła się w 1911 roku w Istambule. Stolica ówczesnego Imperium Osmańskiego pełna była błąkających się bezpańskich psów. Władze Istambułu, obawiając się chorób i agresji zwierząt, postanowiły „oczyścić” miasto, wywożąc je na niezamieszkaną przez ludzi wyspę. Niedługo po tym wydarzeniu Istambuł nawiedziło trzęsienie ziemi, co mieszkańcy, nękani wyrzutami sumienia, odebrali jako karę za ich postępowanie względem psów. Postanowili więc przywieźć zwierzęta z powrotem do miasta. Üsküdar, jedna z dzielnic Istambułu, podczas panowania Turków Osmańskich pełniło ważną rolę cmentarzyska miejskiego, znajdującego się poza murami miasta. Choć dziś jest to tętniąca życiem dzielnica mieszkalno-handlowa, wciąż znajduje się tam nieproporcjonalnie dużo cmentarzy – muzułmańskich, ale i chrześcijańskich czy żydowskich. Fotografie Rajkowskiej pokazujące psy, które wybrały sobie za schronienie cmentarz w Üsküdar, przypominają historię o wykluczeniu zwierząt ze społeczności, są też refleksją nad siłą zarówno obcości jak przywiązania między zwierzętami i ludźmi. [fragment książki Rajkowska. Przewodnik Krytyki Politycznej]

 — 
Joanna Rajkowska (1968)  –  autorka filmów, instalacji, akcji i interwencji artystycznych w przestrzeni publicznej, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Rajkowska jest jedną z najżywiej dyskutowanych współczesnych polskich artystek. Jej najbardziej znane realizacje z ostatnich lat  –  Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich (2002  –  ) i Dotleniacz (2006  –  2007)  –  przybrały formę rzeźb społecznych zainstalowanych w przestrzeni miejskiej Warszawy. Instalacje były pretekstem do obserwacji i pobudzenia interakcji międzyludzkich, wywołania inicjatyw oddolnych oraz dyskusji o przeszłości i pamięci miejskiej przestrzeni wspólnej. W 2007 roku artystka otrzymała Paszport „Polityki” za „niezwykłe projekty realizowane w przestrzeni publicznej, za wyciąganie ręki w kierunku błąkającego się po mieście człowieka”.

 — 
Fot. Ewelina Fordońska (Klub KP w Kaliszu)
Zdjęcia wykonano podczas RajkowskaFest w Kaliszu.
Komentarze
Dodaj nowy
Spokojny   |21.07.2010 09:01:57
Trudno nie zgodzić się z Rajkowską kiedy mówi o konieczności powrotu do
rzeczywistej ceny żywności i o konieczności produkowania tej żywnosci w sposób
bliższy rzeczywistości fizycznej niż to jest obecnie. Co to jednak w praktyce
oznacza? Ano oznacza to tyle, że musielibyśmy zrezygnować z części
wielkoprzemysłowych struktur i wrócić do pracy realnej i materialnej. A to z
kolei oznacza upadek całej klasy społecznej - ludzi którzy wnoszą "wartość
dodaną" w postaci pomysłów na spoty reklamowe i inne tego typu pierdoły. Co
byłoby całkiem niezłym pomysłem, tyle, że to z kolei oznacza koniec
emancypacyjnych mrzonek, bo nie ma społeczeństwa które pracując w kontakcie z
rzeczywistością materialną jest w stanie traktować postulaty równości płci
serio. To jest możliwe jedynie w przestrzeni wirtualnej wielkiego miasta, a ono
może istnieć tylko dzięki wielkiemu przemysłowi który podtrzymuje jego sztuczne
istnienie.
KrzysztofMazur   |21.07.2010 14:19:04
Nie ma nic bardziej sztucznego niż powrót do natury.
Józef K   |23.07.2010 21:45:52
Piszesz, że powroty do natury są sztuczne, a jednak powiedziałbym, ze próby nie
są takie złe. Powroty do Natury Rousseau na pewno, ale czy ja wiem, czy jeśli
dziś gospodarka poszłaby w stronę ekologicznej hodowli zwierząt czy zbóż, to to
jest tak bardzo coś "bardziej sztucznego" od hodowli zbóż
jednorocznych?
Jeśli podejmie dyskusję milion ludzi, to już nie będzie to
sztuczne, tylko stanie się ideą. A Ty zjesz kurczaka hodowanego na pokarmie
naturalnym (trawa, kamyczki, zboże etc) i stwierdzisz, że jest lepszy od tzw.
pompowanych kurczaków. I co wtedy? Zaczniesz jeść zdrowsze jedzenie, dzieciom
podasz to samo.
I nie mów, że to się nie opłaci, że to za drogie etc. Bo to
błąd, a powiedziałbym nawet odwracając: to jeden ze sposobów, dzięki któremu
ludziom można by znaleźć pracę i podnieść jakoś gospodarkę.
Józef K   |21.07.2010 14:58:53
Rajkowska rzuca pomysł i powoduje dyskusję, raczej nie jest melancholiczką i nie
wybuduje psom zagrody za siedmioma górami a krowom na pastwiskach wiecznie
zielonych. Kto ratuje jedno, ratuje całość, uratowała pieska, i fajnie, nie
fanzoli tylko dając wywiady, ale właśnie owo ważne, choć małe "coś",
udowadnia. Chodzi o świadomość i pomysły, jak przestać traktować zwierzęta jako
coś-tylko-do-pożarcia albo za wszelką cenę przydatne na coś, a zacząć etycznie,
co im się - jako istotom żyjącym - z gruntu prawnie należy. No cóż, to że my je
zjadamy, nie czyni niczego dodanego, to nie jest żadne "za" za tym, by
zabijać zwierzęta ot tak, więzić je i katować. Jeśli ceny wzrosną, a wzrosną,
zaczniemy jeść kapustę z grochem, tak jak to było przed 50cioma laty, ziemniaki
i pić zsiadłe mleko, pojawią się indyki i kaczki, może baran jakiś na pastwisku
albo koza. Może zaczniemy znów sami hodować pomidory i ogórki, kapustę i
kabaczki, dynie i ziemniaki, marchew i pora. To nam tylko uprzyjemni nędzne
żywoty. Niepotrzebny ludziom dobrobyt bo prowadzi do rozpasania, a to z kolei do
zabijania wszystkiego tego, co rozpasaniu sprzyja (kulinarnie) albo nie sprzyja
(ograniczająco). Biblia tego może najdoskonalszym przykładem, tam tę walkę widać
"wręcz".
tomeczek   |22.07.2010 11:48:34
Doprawdy dobre jest to, że uratowała Pani tą sukę, i ja znam takich, którzy
przyjęli zwierzę, które bez tego gestu nie miało przyszłości. Jednak prawdą jest
też, że ma ta "artystka" zdaje się na sumieniu konia, którego
zakatrupiła, by zrobić z niego eksponat, któremu wypruła wnętrzności i obdarła
ze skóry by zrobić szoł czy performancem, czy jak to się teraz modnie nazywa?
Czy mylę się? Czy i tu nie ma czegoś partykularnego? Czy i tu nie ma czegoś
takiego małego, czy nie jest to również "coś" ?
Spokojny   |22.07.2010 12:10:42
To jest wizja. W nowoczesnych wznoszonych przez deweloperów domkach za płotami
są tarasy na których rosną tujki i inne cyprysy. Zamiast tego na tych tarasach
mogłyby być wybiegi dla kur, koze można by trzymać, króliki bidulki..Dzieciaki
miałyby radochę. A drzewa w mieście mogłyby być owocowe zamiast tylko ozdobne. A
na dachach zamiast anten satelitarnych byłyby ule.
Józef K   |22.07.2010 15:15:59
Z tymi ulami na dachach rozumiem, że trochę zagrepsowałeś, ale dlaczego nie
hodować sobie własnej kapusty, kabaczków i kilku kur. To tylko model społeczny
jaki pojawił się w kapitalizmie, który się dokończył i teraz jedynie kończy
bieg, był taki, że to wstyd mieć kilka kur czy kozę. Ale coraz więcej ludzi na
wsi kupuje kozę, choćby przez wzgląd na dzieci, które nie mogę pić mleka
krowiego. Ludzie przestają się - mówiąc familiarnie - "przejmować" tym,
co powiedzą inni. Dlaczego? Bo wzrasta świadomość. Ja w ogóle jestem za modelem
mieszczańskim, mieszczaństwo to samo dobro, tacy Flamandowie doprowadzili do
wielkiej świadomości w pewnym czasie społeczeństwo swego czasu. A że sztuka
zajmowała się malowaniem gęsi i zajęcy, tulipanów albo ślimaków podanych z
cytryną, no to co z tego? Przecież Vermeer i tak się urodził… A właściwie
żyjemy w czasach wysokiego, XX-wiecznego wciąż, feudalizmu, o którym pisał,
żartobliwie zresztą niekiedy, Eco. To typowy mieszczanin, czuje bluesa:
świeckość, interesy, które się robi mają pasować pod rodzaj spokojnego życia i
użycia, a nie w imię jakichś tam, ideologii, do czego prowadzi nota bene
państwowa religijność. Jak Ci jest dobrze, to chcesz taki status quo utrzymać,
żeby i dzieciom było dobrze, żeby społeczeństwo się "mnożyło", żeby był
dobrobyt. Jak spojrzymy na mieszczan w Prowansji to będzie ten rodzaj ideału.
Ludzie zamożni, a związani z ziemią, dobrymi interesami, kulturą bardziej
użytkową. Każdy ma swoje małe gospodarstwo, co sprawia, że jak się gotuje
ziemniaki, to nic się nie niszczy, a na nieużytkach wypasa się owce. I tak
dalej. Mam osobistą nadzieję, że za jakiś czas, model Auschwitz dla zwierząt
upadnie. Nam to nie służy, zwierzęta cierpią: coraz to nowe choroby, tzw.
cywilizacyjne, zabijanie gatunków, wytracanie zbóż, które mają zdolność
rozpłodu. To co w tej chwili się dzieje, jest strasznym pogwałceniem prawa
natury, vide - zboża, które można posiać tylko raz. Przecież to wbrew prawu,
jakiemukolwiek. Kto to wymyślił, jakim prawem i dlaczego? Chodzi jedynie o
pieniądze, coraz więcej pieniędzy. To właśnie ten feudalizm, o którym mówię, że
jest szef w garniturku (najczęściej familia), która ma taką farmę, a później
biedni, którzy to kupują, bo im się wydaje że tanie mięso to sam dobrobyt. No a
poza tym, jak skopiesz ogródek, to ci dobrze zrobi. Ale oczywiście to się nie
stanie ot tak, potrzebna wysoka świadomość społeczna, która przecież wzrasta,
potrzeba społeczeństwa z przewagą liberalno-mieszczańskiego.

Czy R. zabiła
konia tego nie wiem. Nie umiałbym się tutaj wypowiedzieć.
Spokojny   |22.07.2010 15:51:21
Są auschwitze dla zwierząt i auschwitze open spejsowe dla ludzi. Logika jednych
i drugich jest ta sama a jest nią maksymalizacja zysku. Jesteśmy maszynami do
spłacania długu, a inne maszyny dają nam białko żebyśmy mogli kręcić się w
kółko. Dopóki jest dług lichwy, musi istnieć maszyna spłacalnicza i nie ma czasu
na pierdoły w rodzaju hodowania króliczków na balkonie, bo w tym czasie co dla
nich trawę zbierasz mógłbyś zadzwonić do pięciu kolegów i zapytać czy
przypadkiem nie potrzebują szamponu. A jak będą potrzebować, to sobie pasztet z
"królika 100%" kupisz i ci jeszcze na spłatę odsetek od raty za parasol
zostanie. Lichwa zabija zwierzęta, tak jak zabija nas.

>>Czy R. zabiła
konia
tego nie wiem. Nie umiałbym się tutaj wypowiedzieć.

wszystko zależy od
kontekstu. Koń Rajkowskiej był koniem ofiarnym i jako takiego należy utożsamiać
go z Pradżapatim - dwupłciowym źródłem wszelkiego stworzenia. Kiedy hindusi
ćwiartowali ofiarnego konia, śpiewali
"Świat jest głową ofiarnego konia,
słońce jego okiem, wiatr jego oddechem, ogień jego pyskiem. Rok jest ciałem
ofiarnego konia, niebiosa jego grzbietem, sklepienie niebieskie jego brzuchem,
ziemia jego piersią, cztery strony świata jego bokami".
Koń nie istnieje
bez koń-tekstu.
tomeczek   |22.07.2010 16:38:43
Czy zabiła konia zwykłego, plebejskiego, ze wsi, czy takiego przeznaczonego na
kabanosy, czy takiego, wielkiego konia królewskiego - kupionego za kilkaset
tysięcy dolarów nic nie zmienia faktu, że dla zabawy zabiła konia, Po prostu
Pani R. wypruła mu wnętrzności dla hecy. To jest dopiero kontekst.
Zainteresowanych kieruje do książki o sztuce krytycznej, gdzie te zabójstwo jest
ubrane w jakieś szaty pseudo-performanceu, gdzie wszystko ładnie jest pokazane
łącznie ze zdjęciami ścierwa. Pewne jest jedno - Rajkowska nie zabiła konia
idei, wyimaginowanego mitycznego konia, który w sumie nie istnieje jako
stworzenie, które czuje ból i strach, a które lawiruje sobie w umyśle jakiegoś
idealisty. Nie zabiła go by zbawić świat, choć może w swej głupocie tak myślała,
jako że w jej łepetynie może taka pseudo-sztuka jest zbawcza, jako że niby miało
to odmienić świadomość. Zabiła prawdziwe zwierze, ot co. Dotknęła tym samym
czegoś partykularnego. Nie chce się z tego wyspowiadać, ze swej głupoty, ale
chce uchodzić teraz za opiekuńczą królewnę, która daje wywiady. To ci dopiero
tupecik.

P.S. Widzę, że dla niektórych śmierć i to czy jest zła zależy od
kontekstu. To ciekawe poglądy. Stąd bardzo blisko jest do różnych takich
ideologii, które też zajmowały się kontekstami i traktowały śmierć jako środek.
Józef K   |22.07.2010 23:13:28
Dla mnie śmierć to śmierć, i zawiera wiele, choć nic jej nie zawiera, więc nie
ma dla mnie tłumaczenia, że ktoś zabija coś po coś. Śmierć jest ostatecznością i
nie zgodzę się nigdy, że wolno zabić po coś. A tym bardziej dla tzw.
"sztuki". Już Leonardo pisał, że jeśli ktoś zabija zwierzę rzekomo dla
sztuki, to nie jest artystą a rzeźnikiem, i to jeszcze gorszym od hycla, bo
rości sobie prawo do uważania, że jego "sztuka" ma prawo mordować.
Mengele też uprawiał sztukę, tyle że medyczną. Cóż, jeśli możecie mi podesłać
stronę, na której jest jasno powiedziane, że R. zabiła konia w jakieś
"imię" (sztuki, gówna, idei, obrony, ochrony, etc. - podstaw tutaj
cokolwiek chcesz, gdy w grę wchodzi śmierć, jedyne co można zrobić, to na
przykład w ten sam sposób pokazać na artyście, co zrobił…), nie pójdę na żadną
wystawę a książkę, którą kupiłem a jeszcze nie przeczytałem, wyrzucę do kosza.


Co do tego, co powiedział
Józef K   |22.07.2010 23:14:18
(…)
Józef K   |22.07.2010 23:14:37
Wystąpił problem ze znakami. Pusty komentarz.
Józef K   |22.07.2010 23:16:10
Spokojny - ja mam w nosie długi, które zaciąga mój rząd. I już teraz nie ważne
czy jest to partia taka czy owaka, z lewa, prawa, ze środka, czy skądinąd. Jeśli
rządu nie stać na rozpoznanie własnych ograniczeń, niech obetnie pensje
obsadzanych u władzy ludzi, a nie zaciąga pożyczki, to dobrze zrobi tym u
władzy; więc to mnie zupełnie nie przekonuje. Ja nie jestem żadną
"maszyną", jestem człowiekiem, żywym jak i moi bliscy, jeśli mogę tak to
powiedzieć, a to jednak wiele znaczy i wiele wyznacza, choćby to, że chciałbym,
żeby nie cierpieli a żyli sobie spokojnie, jak wybrali, i by ich dzieci także
żyły jako tako. Choć wiem, że w PL odpowiedzialność za przyszłe pokolenia jest
równa zeru wielkiemu jak stodoła. I jeszcze na przykład to, by nie popierać
zabijania zwierząt na skalę masową, jak się to robi, w tych
Józef K   |22.07.2010 23:18:42
, skoro użyliśmy terminologii faszystowskiej, Auschwitz dla zwierząt. Weź pod
uwagę, choć nie mylisz się, mówiąc, że Auschwitz takie czy siakie pozostanie
zawsze Auschwitz, że Nazi też mieli swoją ideologię, a była nią tak samo prosta
jak ta, że potrzebujemy białka, mianowicie, że brak przestrzeni dla Heimatu i
Bechausung (ojczyzny i domostwa) sprawia, że trzeba wytępić Cyganów albo
Czechów, etc. Czy lichwa, skoro tak nazwałeś (bo tak to rozumiem) gospodarkę
światową, mnie zabija? Nie sądzę. A sądzę, że zabija mnie jedzenie wieprzowiny
chowanej na antybiotykach i soi genetycznie preparowanej w imię lichwy. Jeśli za
lichwę wezmą odpowiedzialność Ci, co zaciągnęli długi, to następni już tak łatwo
jej nie zaciągną, a ja będę mógł spokojnie mieć te swoje króliki w ogródku.
Oczywiście teraz mi powiesz, że wszyscy podlegamy lichwie i że cały świat to
lichwa, no ale ja mogę powiedzieć, że na to nie idę, bo żyję dobrze za to, co
wypracuję, nie krzywdząc innych etc. Rzecz w tym, że musi pojawić się dobra
wola, żebyśmy w jakimś punkcie się dogadali i z niego wyszli. Chodzi o
świadomość, nic więcej, i działanie w jej obiegu: świadomość zaś zawsze bierze
się z błędnego stąpania to tu to tam, bo jest siłą wytrwałości, poza tym zawsze
służy dobru. Jeśli spotkamy się, przykładowo: Spokojny, tomeczek i Józef K., i
zaczniemy główkować, powiemy sobie, że to co zrobimy ma służyć jakiemuś dobru
naddanemu, wówczas to będzie coś dobrego samo przez się. Jeśli stwierdzimy, że
otwieramy fundację, która będzie "ratować" konie, idące na rzeź, bo
jakaś artystka chce pokazać jaką to jest wielką artystką, to z pewnością jej
geniuszu to nie ograniczy, z nas uczyni nie tylko ludzi bardziej prawych ale
jeszcze pokaże ludziom, że tak też można. I że koń to człowiek, tylko innego
gatunku. Koń, właśnie bez kontekstu, istnieje, istniał i będzie istniał.
Artystka R. nie będzie, jeśli go zabiła w imię kontekstu innego niż przeżycie.
mimou   |22.07.2010 23:45:16
Możecie rzucić jakikolwiek link do (tekstu o) tej pracy, która wymagała zabicia
konia, skoro tak żywo się nią zajmujecie? Szperam w sieci i póki co, jedyny
martwy koń w polskiej sztuce, to ten Kozyry z piramidy zwierząt. Anyone?
tomeczek   |23.07.2010 08:55:06
Słuchajcie, przepraszam za wprowadzanie w błąd. Sprawdziłem tą książkę o tej
‘sztuce’ i znalazłem nazwisko Kozyry obok tego konia zaszlachtowanego. Pomyłka.
Przepraszam za robienie zamęty, zwłaszcza Panią R. To trochę nieprzyjemnie tak
szastać oskarżeniami, kiedy się ich nie sprawdziło dokładnie, ale cóż, ja
zadałem pytanie czy ta osoba aby na pewno miała z tym coś do czynienia, a
odpowiedzi o kontekście, który usprawiedliwiał sprawę zabójstwa potraktowałem
jako potwierdzenie, że co do nazwiska miałem rację.
tomeczek   |23.07.2010 09:02:05
Pani R należą się kwiaty. A mnie chyba więzienie.
Józef K   |23.07.2010 21:39:40
Jeśli Pani R. należą się kwiaty, to na pewno Ci wybaczy. Zwykła pomyłka, a tym
bardziej komplement dla Niej.
mimou   |23.07.2010 09:16:26
Brawo. Niesamowici jesteście obaj ze Spokojnym. Ty nie będąc pewnym rzucasz
takie hasło, a ten coś bajdurzy z wielką swadą o kontekstach tego działania
Rajkowskiej, którego w ogólne nie było. A mądrych słów przy tym, że ho ho. Niech
żyją wysokie standardy dyskusji.
tomeczek   |23.07.2010 09:53:14
Pomyliłem się co do nazwiska. I jeszcze pisałem o tupeciku, to jest naganne.

W
każdym razie jakaś tam sprawa tego konia jest i nie jest całkowicie wymyślona,
tzn. że został zarżnięty dla jaj, choć broń boże nie przez Panią Rajkowską, to
mój spory błąd, ale przez jakąś Kozyrę i jest tak samo sprawa tego, że tutaj
kolega jest chyba również do zarżnięcia w imię jakiegoś ładnego celu, skoro tak
pięknie próbował to uwikłać w okoliczności usprawiedliwiające.
Spokojny   |23.07.2010 10:14:34
Ależ Rajkowska zabiła konia jak najbardziej. Jeszcze wczoraj tak było. Świadczą
o tym twoje emocje z tym związane. Ja pisałem o kontekście i on tu był. Wczoraj
Rajkowska była osoba składającą ofiarę z konia. Dziś Kozyra jest osoba
składającą ofiarę z konia. Jedno i drugie jest tak samo rzeczywiste w trakcie
kiedy się dzieje.
Spokojny   |23.07.2010 10:16:02
>Dla mnie śmierć to śmierć, i zawiera wiele, choć nic jej nie zawiera, więc
nie
ma dla mnie tłumaczenia, że ktoś zabija coś po coś. Śmierć jest
ostatecznością i
nie zgodzę się nigdy, że wolno zabić po coś.

weganin? A
samochodem jeździsz? Wiesz, że te ślady na szybie po kursie do Rospudy to setki
i tysiące robaczków z których każdy zostawił rodzinę? Pytam całkiem serio.
Józef K   |23.07.2010 21:15:05
Jaki tam weganin… Jem czasem mięso, nie mówię, że to dobre, jem i to jest
jakiś tam mój wybór.
Natomiast że Kozyra zabiła to wiem. Tej nie lubię z
gruntu, gdy ją poznałem kilka lat wstecz.
Natomiast nie mogę się zgodzić znów z
tym "kontekstem"… O co chodzi, nie wiem. Jeśli zabijesz zwierzę bo
jesteś głodny, bo po to je hodujesz i dokonujesz wyboru, jak przy hodowli kur
czy gęsi, no to jakoś to trwa, to było od późnego paleolitu. Natomiast mordowni
zwierząt nie popieram i tego nie jadam. Natomiast nie mogę przystać na to, co
piszesz, bo tego nijak nie rozumiem: "Albo nie Rajkowska tylko Kozyra. Albo
wprawdzie Kozyra tylko.. Ale jednak.. Więc winna czy nie winna?". Nie wiem
czy winna, czy nie, na pewno mam szacunek dla R. jeśli - skoro już panowie to
rzuciliście a ja wątek podjąłem - nie zabija zwierząt. W sumie szkoda, że sama
nie dała tutaj znaku: chłopaki, mylicie się, nie zabiłam konia. Z kolei jeśli
ktoś zabija zwierzę "w imię sztuki" (i cudzysłów tutaj na całym
zwrocie), to jest dla mnie zbrodnia.
Spokojny   |23.07.2010 10:17:58
>>Zabiła prawdziwe zwierze, ot co. Dotknęła tym samym
czegoś
partykularnego.

no i widzicie jak to działa? Są emocje więc jest kontekst.
Jest kontekst, więc jest cierpiące zwierze, wina i kara. A za chwilę jest
spojrzenie z innej strony, kontekst się zmienia i jest ofiara z konia który jest
Pradżapatim. Albo nie Rajkowska tylko Kozyra. Albo wprawdzie Kozyra tylko.. Ale
jednak.. Więc winna czy nie winna?
Spokojny  - Józef K.   |23.07.2010 10:27:09
>>Spokojny - ja mam w nosie długi, które zaciąga mój rząd.

jeśli korzystasz
z jakichkolwiek pieniędzy, jesteś włączony w system długu ponieważ każda
jednostka płatnicza jest długiem. Każda jednostka pieniądza która jest w obiegu
jest zobowiązaniem oddania bankowi tej jednostki plus procent. Ty jako
pojedyncza osoba możesz sobie żyć ograniczając potrzeby, ale cały system tak żyć
nie może, bo korzystanie z pieniędzy tak zdefiniowanych wymusza ciągły przyrost
prędkosci produkcji/sprzedaży. Bo każda sprzedaż oznacza wywołanie sytuacji
zaciągnięcia przez kogoś długu i on też będzie musiał spowodować zaciągnięcie
przez kogoś długu, aby sam swój dług mógł spłacić. A ciągły przyrost prędkości
nie da się pogodzić z jakimikolwiek innymi celami niż ekonomiczne. W systemie
pieniądzodługu prędzej czy później każde ludzkie działanie, każdy fragment
przestrzeni fizycznej i informacyjnej, każda jednostka energii i informacji musi
zostać podporządkowana konieczności spłaty wykładniczo rosnącego zobowiązania.
Dopóki istnieje system pieniądzodługu, czyli dopóki pieniądz istnieje wyłącznie
dzięki lichwie, wszelkie próby wprowadzenia ekologii, humanitaryzmu czy
czegokolwiek bądź są jak bieg po korytarzu pociągu jak najdalej od lokomotywy w
przeświadczeniu, że w ten sposób opóźni sie przyjazd do stacji końcowej.
Józef K   |23.07.2010 21:31:43
Nie mogę na to przystać. Jako że użyłeś bardzo ładnej metafory na koniec,
jadącego pociągu, odpowiem ad metaphoram: możesz wsiadać do tego, albo innego
pociągu. Ja nie wsiadłem do tego, do którego Ty, raczej jadę w odwrotnym
kierunku i to nie pociągiem, a idę na nogach. Lubię chodzić, to czyni świat
piękniejszym dla mnie, można poznać ludzi, zwiedzić przypadkowe muzeum czy
popływać w jeziorze. To wszystko. Przyjąłeś określoną perspektywę, powiem na
przykładzie porównania: można powiedzieć, że każdy kto filozofuje tkwi w
systemie Hegla, nawet o tym "jeszcze" nie wiedząc, bo nie ma z niego
ucieczki, bo to system całościowo zamknięty i doskonale domykalny. Jesteś w nim
i realizujesz drogę Ducha. Jako że w dzisiejszych czasach Ducha zastąpił Duch
Kapitalizmu, albo Duch Pieniądza, no to można powiedzieć to samo (i Ty to
mówisz). Tyle że ja biorę z Hegla co mi się podoba, dla siebie, jakoś mu
przecząc (vide Nietzsche, Kierkegaard - jak widzisz, droga to szaleństwa…), i
robię swoje, nie wchodząc w strefę długu, który zaciągało kolejne pokolenie
polskich politruków.
mimou  - re:   |23.07.2010 11:18:58
Spokojny napisa?:
Ależ Rajkowska zabiła konia jak najbardziej. Jeszcze wczoraj tak było.
Świadczą o tym twoje emocje z tym związane. Ja pisałem o kontekście
i on tu był. Wczoraj Rajkowska była osoba składającą ofiarę z konia.
Dziś Kozyra jest osoba składającą ofiarę z konia. Jedno i drugie jest tak
samo rzeczywiste w trakcie kiedy się dzieje.


Rajkowska nigdy nie była osobą składającą ofiarę z konia. Była za to
ofiarą pomówienia i to wszystko w tym temacie.
Spokojny   |23.07.2010 14:04:48
Nie ważyłbym się dyskutować. Jednak nasuwa mi się kilka pytań. Po pierwsze, czy
skoro Rajkowska padła ofiara pomówienia, to Kozyra także? Po drugie, czy
Rajkowska także nie składa czasem ofairy z konia? Ja składam. Z koni, świń,
królików, ryb, cieląt.. Wszystkie te ofiary miłości składam swojej kotce
przerabiając Pradżapatiego na suchą karmę po naście złoty kilogram. Ona to zjada
a reszta wpada w żwirek który jest ekologiczny. czy Rajkowska ze swoim psem robi
to samo? Czy ta ofiara różni się czymś od ofiary Kozyry? Czy to zależy od
kontekstu czy ne zależy? Wreszcie, jak się ma zdanie:
"Każdy, kto ma
zwierzę wie, że ono czuje siebie, wie kim i czym jest, ma podmiotowość; określa
swoje terytorium, odczuwa to, co dzieje się naokoło, bardzo wyraźnie określa
swoje potrzeby i je manifestuje."

do zdania:
" Co ciekawe, w
kulturze muzułmańskiej jak się zabija zwierzęta, robi się to zgodnie z wymogami
halal. Halal to nakaz religijny, żeby zwierzę nie czuło stresu w momencie
śmierci."

Rozumiem,że chodzi o to, żeby pogodzić przekonania pro
zwierzęce z żałosną krucjata w obronie meczetów, jednak są pewne granice
idiotyzmu poza które wychodzić nie wypada nawet artystom.
Nakaz halal nie ma
nic wspólnego ze stresem.

Nakazy halal są następujące:
- Zwierze podczas
uboju powinno być zwrócone głową na (północny wschód) kierunek modlitwy
muzułmańskiej KABA

- Podczas uboju (przecinania gardła) należy wypowiedzieć
słowa: BISMILLAHI ARRACHMANI ARRACHIM oraz ALLAH AKBAR

- Ubój prowadzi oraz
nadzoruje osoba wyznania muzułmańskiego

- Zwierze przed ubojem powinno być
żywe ( okazywać oznaki życia)

- Narzędzie służące do uboju powinno być ostre
( nóż, kosa, itp.)

- Zwierze powinno być zarżnięte jednym cięciem -
szybkim

- Krew z ubitego zwierzęcia musi spłynąć maksymalnie

Jak to się
niby ma do stresu?
Szwajcaria, Norwegia, Szwecja i Islandia zabroniły
produkcji mięsa halal własnie ze względu na to, że uznano taki ubój za skranie
niehumanitarny. W 2003 roku niezależna grupa doradcza
Józef K   |23.07.2010 21:37:41
No chyba K. nie padła ofiarą pomówienia, bo konia, podobno, zabiła. I cześć.

Zabijasz to zabijasz, używasz makiety, no to nie zabijasz. Tylko głupiemu się
wydaje, że jest różnica między prawdziwym trupem za szybą a sztucznym za szybą.


Nie cierpię uboju koszernego, to jest takie miłosne zabijanie (a więc
niezdrowe) zwierzęcia z patrzeniem mu w źrenice. Podobała mi się książka
Brach-Czajny, Szczeliny istnienia, opisała ubój cielęcia. Ogłuszasz tak, żeby
nie wiedziało i nie czuło, po czym wykrwawiasz. To jest dla mnie jakiś rodzaj
litości nad żyjacym "pokarmem".
Ale przyznaję, że gdy się tutaj nad tym
z Tobą zastanawiam, to w zasadzie każde zabicie jest złe, i tyle. Nie umiem i
chyba nie ma wyjścia z tej aporii.
Spokojny   |24.07.2010 11:00:09
Na pewno wyjściem z tego nie jest wychwalanie muzułmanów za halal. To jest po
prostu niesmaczne.
sfb   |26.07.2010 23:36:56
"Musimy zredukować swoje potrzeby, a ceny żywności muszą wzrosnąć. To jedyny
sposób, żeby zatrzymać aberrację produkcji. Nie może być tak, że jest fajnie, bo
jest tanio. Musi być drożej. Tego rodzaju produkty jak mięso, mleko, jajka,
muszą być droższe. Zamiast kupować kolejny komputer powinniśmy pieczołowicie
kupować trzy jajka, z całym szacunkiem do sposobu hodowli i pracy rolników, i
zwierząt." Nakarm mi dziecko!
Pozdrawiam, Wegetarianin
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 22.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.25979 Seconds