|
Katarzyna Czarnecka, Krytyka Polityczna: O Muzeum Narodowym w Warszawie zrobiło się głośno, kiedy wybrano pana na dyrektora. Teraz znów wokół Muzeum jest medialny szum. Chodzi oczywiście o…
Prof. Piotr Piotrowski, dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie:…wystawę „Ars Homo Erotica”.
Publicysta Szymon Hołownia napisał w listopadzie mało elegancki i niezbyt wyrafinowany tekst w „Newsweeku”, a poseł Stanisław Pięta (PiS) podobno wystosował interpelację do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, domagając się niedopuszczenia do tej wystawy i być może zwolnienia mnie ze stanowiska dyrektora Muzeum Narodowego. Ale takie komentarze działają tylko jak darmowa promocja. Mnie jako dyrektora muzeum nie byłoby stać na to, żeby na dziewięć miesięcy (sic!) przed otwarciem wystawy, zrobić taki szum w mediach. To pierwszy taki przypadek w historii Muzeum.
Oczywiście trochę żartuję, ale zainteresowanie wystawą utwierdza mnie w przekonaniu, że musi się ona odbyć. Uważam, że problem mniejszości seksualnych jest jednym z ważniejszych problemów życia społecznego i politycznego w naszym kraju. Gdybym zaproponował tę wystawę, a nikt by się nie odzywał, uznałbym, że popełniam błąd. Jako muzeum chcemy wziąć udział w dyskusji, wzbogacając ją o artystyczny wymiar tej problematyki, zarówno historyczny, jak i współczesny. To umiemy najlepiej, na tym się znamy.
Czy Muzeum Narodowe powinno aktywnie brać udział w takich debatach? Może powinno raczej stać na straży kanonu?
Muzeum Narodowe jest instytucją ważną dla publiczności i dla historii sztuki, instytucją kształtującą kanon narodowy sztuki. Ale kanon nie jest dany, on się kształtuje, a skoro się go kształtuje, to trzeba go także rewidować. Właśnie ze strony instytucji, takich jak uniwersytet i muzea, powinny płynąć sygnały dla publiczności artystycznej. Przepracowywanie kanonu jest obowiązkiem muzeum.
Taką miał pan wizje Muzeum, gdy obejmował pan funkcję dyrektora?
Gdy rok temu zostałem zaproszony przez Radę Powierniczą na rozmowę, muzeum było w głębokim kryzysie. Na początku nie byłem nastawiony zbyt entuzjastycznie. Ale w trakcie rozmów okazało się, że moje oczekiwania, przede wszystkim co do sytuacji finansowej muzeum, mogą zostać spełnione.
Chciałem przekształcić muzeum z instytucji o charakterze estetycznym w aktywnego uczestnika życia publicznego, instytucję krytyczną. Widzę to muzeum jako instytucję, która podejmuje problemy, którymi żyje społeczeństwo, i bierze aktywny udział w debacie publicznej.
Nie chcę robić blockbusterów, takich jak wystawa impresjonistów. Mam za to nadzieję, że na początku przyszłego sezonu otworzymy stałą ekspozycję sztuki nowoczesnej. Mamy bardzo dobrą kolekcję sztuki dwudziestego wieku, zwłaszcza powojennej. Takiej ekspozycji w Muzeum Narodowym w Warszawie nie ma. A powinna być, bo Warszawa jest dużym miastem dużego kraju, z wieloma uczelniami, przyjeżdża tu wiele osób z różnych miast i różnych krajów. Mamy dobrą kolekcję wzornictwa, mamy znakomitą kolekcję fotografii, głównie historycznych. Chcemy to pokazać, ale brakuje nam przestrzeni wystawienniczej, musimy ją rozbudować.
Wystawa „Ars Homo Erotica” też będzie się opierała na zbiorach muzeum?
W pewnej części. „Ars Homo Erotica” ma być wystawą transhistoryczną, pokazującą problematykę homoerotyczną w sztuce od antyku do współczesności. Ta problematyka była bardzo silnie obecna w kulturze europejskiej, jednak w pewnym momencie została wypchnięta, wyparta z głównego nurtu. Teraz wraca.
Wystawa będzie się składać z trzech komponentów. Jeden to nasze zbiory historyczne od antyku poczynając, na sztuce powojennej kończąc. Drugi to polska, a trzeci wschodnioeuropejska sztuka współczesna. Postanowiliśmy postawić akcent na Europę Wschodnią, bo tutaj walka o prawa osób homoseksualnych jest żywym problemem. W niektórych krajach, takich jak Serbia czy Łotwa, napięcia wokół tej kwestii są znacznie silniejsze, debata jest znacznie bardziej gwałtowna niż w Polsce. Pokażemy m.in. materiał serbskiego artysty, konfrontujący przemoc i taniec. Na jednym ekranie będą zdjęcia z parady równości, zaatakowanej przez mężczyzn, którzy upodobali sobie stroje sportowe, aerodynamiczne fryzury i rzucanie kamieniami w homoseksualistów. Policja, zamiast bronić legalnej demonstracji, de facto w dużym stopniu wspiera napastników, chociażby poprzez nieingerencję. Na drugim ekranie jest tańcząca figura i ludzie, którzy wykonują na ulicach taneczne gesty. Polska też była sceną brutalnej przemocy: marsz równości w Krakowie zaatakowany przez prawicowe organizacje kamieniami, demonstracja w Poznaniu została bezprawnie zakazana. To była moim zdaniem bardzo tchórzliwa decyzja władz.
Sztuka homoerotyczna jest pokazywana w galeriach, powstają o niej książki. Prawicę kłuje w oczy, że taką wystawę robi instytucja narodowa, Muzeum Narodowe. A ja jestem przekonany, że ten kraj, ta instytucja i to miasto po wystawie „Ars Homo Erotica” będzie innym miastem, inną instytucją i innym krajem. Chcemy pokazać, że można prowadzić spór i debatę na ten temat także i na poziomie instytucji narodowych, z pożytkiem dla tego społeczeństwa. Taki jest nasz cel.
Prawicowi publicyści i politycy lubią zarzucać w podobnych sytuacjach chęć wypłynięcia na modnych tematach, zwrócenia na siebie uwagi przez „skandal”…
My nie potrzebujemy rozgłosu ani poklasku. Nie chcemy budować wokół instytucji sztucznego zainteresowania. Naszym celem jest po prostu stawianie problemu. Ludzie nie wiedzą, jak wyglądały motywy homoseksualne w historii sztuki. A my mamy pokazywać to, czego ludzie nie wiedzą, taka jest nasza rola.
W tym roku będzie też Euro Pride w Warszawie. To przypadek?
Kiedy proponowałem Pawłowi Leszkowiczowi, by został kuratorem wystawy, nie wiedziałem, że w Warszawie będzie odbywać się Europride. Dopiero on mi powiedział. Dobrze się więc składa; to zapewne wzmocni debatę o mniejszościach seksualnych w Polsce. Co więcej, Zachęta na wiosnę pokaże wystawę „Gender Check”, która niedawno została otwarta w Wiedniu. To będzie przegląd problematyki gender, problematyki feministycznej i maskulinistycznej w Europie Wschodniej od lat sześćdziesiątych do dziś. W Wiedniu ta wystawa zajmuje cztery piętra Muzeum Sztuki Nowoczesnej (MUMOK), w Zachęcie niestety nie zmieści się w całości. Byłem akuszerem tej wystawy, jestem też dumny z tego, że pierwszym obrazem, jaki się na niej widzi, jest „Narzeczona Frankensteina” Fangora z naszego Muzeum. Ta wystawa będzie poprzedzała i trochę nachodziła na naszą wystawę. W Warszawie powstanie ciekawa sytuacja: „Gender Check”, „Ars Homo Erotica”, Europride. Jestem przekonany, że te wystawy zmienią to miasto.
Mówi pan o tym w kontekście Europy Wschodniej. Muzea jako instytucje zaangażowane powinny zajmować się lokalnymi problemami?
Muzea, mimo że mają przesłanie uniwersalne, w dużym stopniu są lokalne. Czy to jest Metropolitan Museum w Nowym Jorku, czy National Gallery w Londynie, czy Luwr we Francji – wszystkie są w dużym stopniu uwikłane w lokalność.
Jeśli chodzi o kolekcję malarstwa europejskiego, nasze Muzeum Narodowe nie jest potęgą na mapie muzeów wschodnioeuropejskich. Nie możemy się równać z Ermitażem w Petersburgu czy nawet Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie. Ale mamy za to bardzo dobrą kolekcję malarstwa polskiego. I to należy eksponować. Prawdę mówiąc, gdy jeżdżę po świecie, to szukam w muzeach lokalności. Nie szukam w Rydze impresjonistów.
To znaczy, że muzea powinny okopywać się w lokalności?
Nie do końca. Ten typ muzeum, który prowadzę, nazywa się po angielsku Universal Survey Museum. To klasyczne, europejskie, encyklopedyczne muzeum. Takie muzea powoływano w Europie, także w Polsce, jako narzędzia, które miały wspierać kulturę narodową, cementować naród, często wiązały się z nacjonalizmem. Dziś problematyka narodowa się przekształca. Społeczeństwa Zachodu (czy byłego Zachodu) są w dużym stopniu kosmopolityczne. Muzea powinny zrewidować swoją pozycję wynikającą z narodowego paradygmatu i otworzyć się na problematykę kosmopolityzmu, problematykę podzielonego społeczeństwa. Powinny stać się instytucjami krytycznymi, podejmującymi problemy społeczne, czyli odpowiadać na bardzo zróżnicowane zapotrzebowanie społeczne. I takie właśnie są moje plany względem Muzeum Narodowego w Warszawie.
Piotr Piotrowski - profesor zwyczajny w Instytucie Historii Sztuki UAM w Poznaniu. Od sierpnia 2009 roku dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie.
Wykładał na wielu uczelniach światowych. Autor wielu tekstów i książek, m.in. Znaczeń modernizmu, Awangardy w cieniu Jałty, Sztuki według polityki. W druku: Sztuka i demokracja w Europie postkomunistycznej.
Czytaj również rozmowę Doroty Jareckiej z kuratorem wystawy „Ars Homo Erotica”, Pawłem Leszkowiczem: „Na trzy miesiące polubic meskie ciało”.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...