NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Pawłowski: Teatr dokumentalny - psychoterapia dla małych miasteczek Drukuj
Z Romanem Pawłowskim rozmawia Patryk Walaszkowski   
14.12.2010

Patryk Walaszkowski, Krytyka Polityczna: Czy teatr dokumentalny pokazuje bliższy prawdzie obraz rzeczywistości niż teatr oparty na fikcji?


Roman Pawłowski*: To pytanie chcę postawić sobie i uczestnikom seminariów w Nowym Wspaniałym Świecie jako problem do rozwiązania. Teatr dokumentalny odgrywał ważną rolę w momentach przesileń społecznych, takich jak początek rewolucji rosyjskiej, lata 30. przed wybuchem II wojny czy okres kontrkultury lat 60. I wydaje się, że w tych momentach lepiej i trafniej nazywał problemy pojawiające się w społeczeństwie, niż tak zwana sztuka fikcyjna, posługująca się konwencją, metaforą, poezją, estetyką. 

  

Widać to wyraźnie w kontekście Holokaustu, którego kultura nie potrafiła opisać tradycyjnymi narzędziami. W to miejsce weszły natomiast widowiska takie jak Dochodzenie Petera Weissa, sztuka dokumentalna oparta na materiałach z procesu byłych strażników z Auschwitz, który odbył się we Frankfurcie na początku lat 60. Wydarzenie to odbiło się szerokim echem w całych Niemczech, bo było pierwszym zbiorowym rachunkiem sumienia Niemców. Tu Niemcy sądzili Niemców, inaczej niż w Norymberdze. I Dochodzenie było takim zbiorowym rachunkiem sumienia, wystawiono je w sumie w 15 teatrach po obu stronach muru.  

  

Myślę, że siłą teatru dokumentalnego jest wydobycie problemu i pokazanie go opinii publicznej. W odróżnieniu od mediów, teatr sięga głębiej, pokazuje problemy z perspektywy jednostki, nie tak powierzchownie jak czyni to telewizja, dzięki czemu pomaga nam lepiej rozumieć świat.  

  

A czy oprócz nazywania teatr dokumentalny może ingerować albo wpływać na rzeczywistość?   

  

Myślę, że ma taką siłę. W Rosji w latach 20. tak zwane żywe gazety, czyli grupy wystawiające popularne widowiska artystyczno-polityczne stały się wielkim ruchem społecznym. Powstało ich wówczas blisko 500 w całych Związku Radzieckim i musiały być potężną siłą, skoro Stalin na początku lat 30., w momencie zaostrzenia kursu politycznego postanowił je rozwiązać. Pewnie gdyby tego nie zrobił, doszłoby do drugiej rewolucji – teatralnej.   

  

Dzisiaj bardzo często przedstawienia dokumentalne towarzyszą kampaniom społecznym, są ich przedłużeniem i wzmocnieniem. Na przykład szkocki teatr Grass Market Project z Edynburga wystawił w latach 90. sztukę o niewyjaśnionych przypadkach śmierci w brytyjskich aresztach śledczych. Spektaklowi towarzyszyła kampania na rzecz zmiany przepisów, które pozbawiały rodziny informacji o losie zatrzymanych i umożliwiały nadużycia w aresztach.   

  

Przykładem teatru, który ingeruje bezpośrednio w rzeczywistość są performanse polityczne Yesmenów. Oni przecież posługują się narzędziami teatralnymi: performansem, happeningiem, parodią do prowadzenia akcji ośmieszających globalne koncerny i organizacje, takie jak Światowa Organizacja Handlu. Ich najgłośniejszą akcją był fikcyjny wywiad, którego jeden z aktywistów udzielił telewizji BBC, podszywając się pod rzecznika wielkiego koncernu chemicznego Dow Chemical odpowiedzialnego za katastrofę w Bhopalu w Indiach. W imieniu koncernu obiecał wypłatę 12 mln dolarów odszkodowań – mimo że koncern do tej pory negował swoją odpowiedzialność i wykluczał rekompensaty. W ciągu kilku minut akcje Dow Chemical spadły na łeb na szyję. 


Jakich innych narzędzi, poza dokumentem, używa współcześnie teatr do opowiadania o rzeczywistości indywidualnej i społecznej?  

  

Ciekawy jest nurt spektakli, w których dokumentem są sami występujący ludzie. Wychodzą na scenę po to, żeby opowiedzieć o sobie. Pamiętam taki spektakl sprzed wielu lat, pokazywany na festiwalu w Edynburgu. Bohaterką, a zarazem aktorką była Australijka o korzeniach aborygeńskich. Skończyła studia w Londynie, w ogóle cała należała do zachodniej kultury, a swój monodram poświęciła wędrówce w drugą stronę, ku korzeniom, które tkwią w Australii. Na oczach widzów zmieniała się - umownie mówiąc - z normalnej zachodniej kobiety w aborygenkę, śpiewającą rytualne pieśni i tańczącą rytualne tańce. Dla mnie to był fantastyczny przykład tego, jak można wykorzystać teatr do opowiedzenia siebie.   

  

W indywidualnym, ale również w szerszym, czyli w społecznym wymiarze, podobną narrację można zobaczyć w Transferze Jana Klaty.  

  

Tak. Transfer to bardzo ważny spektakl, bo Klata udzielił głosu ludziom, których na co dzień nie słyszymy. Byli to Niemcy i Polacy wysiedleni w czasie II wojny światowej i tuż po niej, którzy na scenie opowiadali o swoim doświadczeniu, po raz pierwszy razem. Ich historie mogłyby zostać zapomniane gdyby nie teatr. Jestem bardzo przywiązany do tego nurtu, który balansuje na granicy teatru i socjo- czy psychoterapii, udziela głosy ludziom wykluczonym z jakiś powodów, pozbawionych głosu. To mogą być młodociani przestępcy, kobiety z pornobiznesu, bardzo często emigranci, ale także zwykli ludzie.  

  

Do dziś nie mogę zapomnieć spektaklu Mad, o ludziach psychicznie chorych i ich rodzinach, który w połowie lat 90. zrobił Grass Market Project. Spektakl w konwencji zebrania terapeutycznego z udziałem aktorów i „prawdziwych” bohaterów. Oglądając go, nie było wiadomo kto jest aktorem, a kto chorą osoba czy jej krewnym. Siedzieliśmy wszyscy razem, słuchając świadectw ludzi zmagających się z szaleństwem. Normalnie nikt by nie wytrzymał pięciu minut takich opowieści, na co dzień trzymamy się z daleka od takich historii i takich ludzi. A tu znaleźliśmy się z nimi twarzą w twarz.   

  

Później dowiedziałem się, że ten spektakl oglądała dramatopisarka Sarah Kane i bardzo go przeżyła. Jestem pewien, że to głęboko wpłynęło na jej twórczość, ten rodzaj szaleństwa, depresji, którego doświadczyliśmy na tym przedstawieniu.  

  

Jak pan ocenia teatr społeczny, zaangażowany w problemy lokalnej społeczności, często z nią współpracujący. W sztukach wizualnych tego rodzaje działania podejmuje między innymi Paweł Althamer, a jak to wygląda w teatrze?  

  

Zazdroszczę twórcom sztuk wizualnych, bo dla nich tego rodzaju działania są chlebem powszednim. W polskim teatrze jest wciąż za mało tego typu przedsięwzięć, kiedy artysta ze swoimi narzędziami wchodzi w jakąś lokalną wspólnotę i razem z nią buduje przedstawienie. Marzę o tym, aby przeprowadzić w Polsce taki teatralny eksperyment. Chodziłoby o spektakl zbudowany wspólnie przez dziennikarzy, artystów teatru i mieszkańców, mówiący o problemach lokalnej wspólnoty.   

  

Inspiracją dla mnie jest przedsięwzięcie, które przeprowadzono w połowie lat 90. w miejscowości Palo Alto, w aglomeracji San Francisco. W tamtym czasie to miasto przeżywało plagę narkomanii i przestępczości, miało rekordową liczbę morderstw w skali kraju. Z inicjatywy Uniwersytetu Stanforda przeprowadzono tam trzyletni program, w ramach którego studenci zbierali od mieszkańców ich historie, indywidualne i rodzinne. Później na podstawie zebranych opowieści dwóch zaproszonych dramaturgów napisało sztuki, które zostały wystawione lokalnymi siłami. Najważniejszym efektem był jednak nie teatr, ale mobilizacja społeczna, akcja niesamowicie zintegrowała lokalną wspólnotę, która postanowiła wydać walkę przestępczości i odniosła sukces: po jakimś czasie wrócił spokój, miasto zaczęło się rozwijać. Jest to przykład na to, że praca dokumentalnego teatru może przynieść zmianę społeczną.   

  

Myślę, że w Polsce jest dużo miejscowości, które mierzą się z podobnymi problemami. Wierzę, że dokumentalny teatr mógłby pomóc zmienić myślenie, zintegrować ludzi. Bo w odróżnieniu od portali internetowych czy lokalnej prasy ten rodzaj działania wymaga bliskiej współpracy ludzi, spotykania się, interakcji, i choćby dlatego jest skutecznym narzędziem integracji i mobilizacji społecznej.  

  

Widzi pan kogoś wśród twórców teatralnych, który mógłby się tego rodzaju działań podjąć?  

  

Świetny byłby do tego zadania Paweł Demirski, w końcu to on był pionierem teatru dokumentalnego w w Polsce, pięć lat temu zrobił serię przedstawień w gdańskim Teatrze Wybrzeże w ramach Szybkiego Teatru Miejskiego. Teraz pisze bulwarówki polityczne, ale może byłby zainteresowany takim powrotem. Myślę, że oprócz niego znalazłoby się paru odważnych artystów, którzy mieliby ochotę popracować z lokalnymi wspólnotami. To jest zdecydowanie ścieżka dla pionierów.

 — 
*Roman Pawłowski - krytyk teatralny, publicysta działu kultury Gazety Wyborczej. W ramach seminariów Nowy Teatr w Nowym Wspaniałym Świecie prowadzi cykl seminariów Teatr non-fiction. Wprowadzenie do teatru dokumentalnego i verbatimu.  

  

Najbliższy wykład: Och, jaka piękna wojna. Sceniczne dokumenty czasów zimnej wojny.

Druga fala teatru dokumentalnego lat 60. na Zachodzie: działalność lewicowych teatrów Red Ladder Theatre i Theatre Workshop. Zimna wojna w dramatach dokumentalnych: Peter Weiss Viet Nam Diskurs, Joan Littlewood Oh, what a lovely war, Peter Brook US. Jak pokazać na scenie Zagładę?

  

Czytanie: Peter Weiss, Dochodzenie, przekład Andrzej Wirth (fragmenty)

  

15 grudnia, środa, godz. 19.00, Nowy Teatr w Nowym Wspaniałym Świecie, wstęp wolny

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.12.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.00296 Seconds