|
Sonda po wypowiedzi Macieja Gduli w radiu TOK FM.
Żakowski: Oświeceniowa pycha
Grzegorz Rudynek, „Metro”: Czy uprawnione jest porównywanie stanu wojennego do reform Balcerowicza?
Jacek Żakowski, publicysta „Polityki”: - Logika stanu wojennego i reform Balcerowicza wywodzi się z tej samej oświeceniowej pychy. Neoliberałów i komunistów łączyło przekonanie, że elita rozumem dotrze do obiektywnej prawdy i może ją narzucić innym. W tym sensie widzę bliskość tych zdarzeń. Ale ich treść była zupełnie inna. Reformy z 1989 r. miały legitymizację władz wybranych demokratycznie. Wprowadzenie stanu wojennego to była obrona upadającej dyktatury.
Reformy Balcerowicza z założenia były konstruktywne. Stan wojenny - niekoniecznie.
Generał Jaruzelski pewnie też wierzył, że przyczynia się do budowania lepszej przyszłości. Takie myślenie jest typowe dla elit, wychodzących z założenia, że górują nad społeczeństwem i mogą robić różne rzeczy. Jest takie popularne hasło „trudne reformy”. Oznacza ono reformy, które nie mają poparcia społecznego, i władza, zamiast przekonywać do nich ludzi, wprowadza je po cichu.
Wszystkie tego typu działania można oceniać tylko po skutkach?
Władza, podejmując te działania, ponosi ryzyko. Różnica między gen. Jaruzelskim a Balcerowiczem polegała na tym, że reformy miały autoryzację demokratyczną.
— —
Sierakowski: Nikt nie zapytał milionów, czy chcą terapii szokowej
Grzegorz Rudynek, „Metro”: Dlaczego Maciej Gdula zestawił reformy Balcerowicza ze stanem wojennym?
Sławomir Sierakowski, redaktor naczelny „Krytyki Politycznej”: - Maćkowi chodziło zapewne o to, że społeczeństwo dało sobie narzucić terapię szokową, bo wcześniej stan wojenny przetrącił mu kręgosłup. To teza, która wydaje mi się dość oczywista i podzielana przez większość socjologów. Maciek słuszne podkreślił także analogię między stanem wojennym, który był siłowym narzuceniem ludziom nowego porządku, i oczywiście zupełnie pokojowymi reformami Balcerowicza, które jednak również narzucono bez jakichkolwiek konsultacji społecznych.
Reformy miały naprawiać gospodarkę, coś budować. Stan wojenny - nie.
Ale nie w tym przecież jest analogia. Tu się mówi o tym, dlaczego ludzie tak łatwo zaakceptowali reformy, w wyniku których duża ich część znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Zresztą to jest teza, z powodu której jestem dość ostrym krytykiem stanu wojennego. Chyba chce pan znaleźć sensację, której nie ma.
Chyba jednak jest. Bo jak można zestawiać te dwa wydarzenia?
A jak by ktoś powiedział, że Niemcy w dwudziestoleciu międzywojennym miały Hitlera, a Polska Piłsudskiego, to gazeta „Metro” zadzwoniłaby do mnie i zapytała, co ja myślę o tym, że ktoś porównuje Hitlera do Piłsudskiego? Nie wiem, co w wypowiedzi Maćka Gduli jest dziwnego, jeśli bierność społeczną tłumaczy stanem wojennym.
Jego teza brzmi, że reforma polegała na działaniu przeciwko ruchowi społecznemu i stronie społecznej. Czyli że reformy z założenia były ukierunkowane antyspołecznie.
Opinia socjologa Macieja Gduli jest taka, a nie inna. Można też zapytać o to ludzi z PGR-ów i miliony innych, których nikt nie pytał o to, czy chcą terapii szokowej, tak jak nikt ich nie pytał, czy chcą stanu wojennego.
Rozmowy ukazały się na Emetro.pl.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...