Ost: Wojna ze związkami

,
+A -A

Czytaj także

Z Michałem Chacińskim* rozmawia Jakub Majmurek
Z Miklósem Mitrovitsem* rozmawia Jan Smoleński
Jacek Białas w rozmowie z Janem Smoleńskim
Konrad Pustoła w rozmowie z Konradem Schillerem

Pod pretekstem walki z deficytem budżetowym republikanie z Wisconsin wypowiadają wojnę związkom zawodowym. 

Jan Smoleński, Krytyka Polityczna: Co dokładnie się dzieje w Wisconsin? 

David Ost: Senat stanu Wisconsin pod pozorem ratowania budżetu przegłosował ustawę uderzającą w związki zawodowe w sektorze publicznym.

Czy ograniczenie praw związkowców w Wisconsin ma faktycznie cokolwiek wspólnego z oszczędnościami w budżecie stanowym?


Wydarzenia w Wisconsin, to klasyczny przykład „doktryny szoku” opisanej przez Naomi Klein. Libertariańska prawica wykorzystuje deficyt budżetowy do przepchnięcia bardzo radykalnych zapisów. Bez tego pretekstu nie udałoby się ich uzasadnić ani wprowadzić. W związku z tym rozdmuchują problem, twierdząc, że budżet wymaga natychmiastowej naprawy. Od recesji w 2008 roku, stany miały poważne problemy. Właściciele domów bankrutowali, co powodowało straty w lokalnych budżetach z powodu mniejszych wpływów z podatku od nieruchomości. Zwolnienia lub upadki przedsiębiorstw skutkowały zmniejszonymi wpływami z podatków dla budżetów miast i stanów. Jednocześnie rosły koszty opłacanej z budżetu stanowego ochrony zdrowia.W tym kontekście płace i inne świadczenia dla pracowników sektora publicznego to naprawdę skromne sumy – zdecydowanie za małe, żeby zbilansować budżet. Tym bardziej, że Wisconsin jednocześnie wprowadza olbrzymie obniżki podatków. Pomimo kiepskiej sytuacji finansowej, stan oddaje pieniądze przedsiębiorcom i bogatym, twierdząc, wbrew rzeczywistości, że to doprowadzi do stworzenia nowych miejsc pracy.

Związki zgodziły się nawet na redukcję pensji.

To prawda, i to nawet przed przedłożeniem pod głosowanie ustaw antyzwiązkowych. Związkowcy zgodzili się też na to, by więcej płacić na swoją emeryturę i ubezpieczenia zdrowotne. Mój przyjaciel, pracownik publiczny w Wisconsin, mówił mi, że będzie zarabiał rocznie o 20 tys. dolarów mniej!Od początku było oczywiste, że jest to atak na związki. Gdy związki zgodziły się na cięcia, gubernator Wisconsin Scott Walker powiedział, że odrzuca ich ofertę. Stwierdził, że to wszystko za mało i konieczne jest ograniczenie praw związkowców, ponieważ to oni napędzają kryzys.

Na czym polega ograniczenie praw związkowców?

Przyjęta w zeszłym tygodniu ustawa uniemożliwia związkom zawodowym zawierania umów zbiorowych dotyczących czegokolwiek innego niż płace, a i w tym wypadku podwyżki nie mogą być wyższe niż wzrost kosztów życia. Innymi słowy, prawo uniemożliwia jakikolwiek realny wzrost zarobków pracowników sektora publicznego, co oczywiście będzie miało głęboki wpływ na morale nauczycieli szkół publicznych i najpewniej wypchnie wielu z nich do szkół prywatnych lub zmusi do rezygnacji z zawodu nauczyciela w ogóle.Nowe prawo wymaga również, by związki organizowały coroczne referenda, w których członkowie decydowaliby, czy chcą pozostać w związku. Co więcej, jeśli bezwzględna większość członków związku nie odpowie pozytywnie, organizacja zostaje rozwiązana. Prawo stwierdza również, że stan jako pracodawca nie odprowadza już automatycznie składek związkowych od zarobków, związki będą musiały znaleźć inny sposób na ich zbieranie.

Czemu  mają służyć te utrudnienia?

Czołowi republikanie w Wisconsin mówili wprost, że obowiązek przeprowadzania corocznych referendów ma spowodować, by związki zajęły się tym, a nie wspieraniem prozwiązkowych polityków. Koniec automatycznego odpisywania składek ma spowodować, by związki przeznaczały cenne zasoby na zbieranie składek, a nie na walkę.Jest jeszcze jeden, być może najważniejszy powód tego posunięcia (dlatego popierają go republikanie): odebranie Partii Demokratycznej środków, dzięki którym będzie mogła prowadzić skuteczne kampanie wyborcze. W ostatnich latach kręgi biznesowe wpompowało ogromne sumy w kampanie wyborcze republikanów, którzy obiecują obniżki podatków dla bogatych i ogromne transfery bogactwa z klasy średniej do ludzi bogatych. Jedyną organizacją, która może się przeciwstawić tego rodzaju polityce, są związki zawodowe. Do tej pory korzystały one ze swych środków, by wspierać kandydatów stojących po stronie pracowników, co w ostatnich latach oznaczało wyłącznie kandydatów demokratycznych.

Więc w praktyce republikańska kampania antyzwiązkowa ma uderzyć w ich politycznych przeciwników – demokratów?

Tak. W zeszłym roku Sąd Najwyższy zdecydował, że wszelkie prawne ograniczenia dotyczące wysokości darowizn korporacji na rzecz kampanii są sprzeczne z konstytucją. Oznacza to, że i korporacje, i związki mogą wydawać nieograniczone prawnie sumy na kampanie polityczne. Podczas wyborów w 2010 roku dotacje korporacji wzrosły astronomicznie. Wkład związków również wzrósł, ale zdecydowanie wolniej.W pierwszym wywiadzie dla Fox News po przegłosowaniu nowego prawa w Wisconsin, republikański przewodniczący stanowej legislatury mówił, że ta ustawa bardzo utrudni zwycięstwo w tym stanie Obamie lub innemu demokratycznemu kandydatowi podczas wyborów prezydenckich w 2012.

Czy faktycznie polityczne skutki będą tak opłakane dla demokratów?

Trudno przewidzieć. Większość ludzi nie jest przeciwna nauczycielom. Hasłem republikanów z Wisconsin podczas ostatnich wyborów była walka z deficytem, a nie ze związkami. Popularność gubernatora już spadła. Związki z kolei są wściekłe, podobnie część opinii publicznej. Niektórzy demokraci traktują nowe prawo jako „polityczny prezent” i nawet niektórzy republikanie dystansują się od agresywnych działań swoich partyjnych kolegów z Wisconsin.Jednakże Stany Zjednoczone tradycyjnie cierpią na brak pamięci długoterminowej. Jeśli związki stracą członków, przegrają referenda i nie uda im się utrzymać presji na rządzących, to do następnych wyborów możliwe, że wszyscy już o nich zapomną. Ale mam wrażenie, że to jednak uderzy w republikanów. Spora część ich bazy to nisko opłacani wyborcy kierujący się wartościami. Przyjmują republikańskie spojrzenie na aborcję, małżeństwa osób tej samej płci i religię, ale nie dlatego, że chcą pozbawić nauczycieli i innych pracowników sektora publicznego ich praw. Dzięki temu być może demokratom uda się ich zmobilizować.

Ale czy republikanie nie przekonają wyborców, przedstawiając pracowników publicznych jako zbyt wysoko opłacane elity i darmozjadów?

Próbują to zrobić, ale – i to jest najważniejsze – pracownicy sektora publicznego w Wisconsin nie są przepłacani. Większość z nich ma wyższe wykształcenie i faktycznie z reguły dostają niższe pensje niż osoby z takimi samymi kwalifikacjami w sektorze prywatnym. Tym, co mieli w zamian, były związki zawodowe, które po drobiazgowej czystce rozpoczętej przez Ronalda Reagana około 30 lat temu niemal całkiem zniknęły z sektora prywatnego.

Czy inne stany pójdą w ślady Wisconsin?


Niektóre już to zrobiły. Gdy wybrani do stanowego senatu demokraci z Wisconsin „ukrywali się” w Illinois [Demokraci dopuścili Wsconsin, żeby uniemożliwić zebranie kworum, jednak Republikanom udało się to obejść poprzez wyrzucenie z ustawy wszelkich zapisów finansowych, by głosowanie nad nią nie wymagało kworum – przyp. red.], dołączyli do nich demokraci z Indiany, chcący zablokować podobne prawo u siebie. W Ohio republikanie mają na tyle dużą przewagę, że w zasadzie nikt nie mógł ich powstrzymać. Tamtejsze prawo uznaje strajk pracowników sektora publicznego za przestępstwo, zabrania im rozmawiania z wybranymi urzędnikami podczas negocjacji umów (zapis, który może okazać się niekonstytucyjny) i, jak w Wisconsin, podnosi pracownikom sektora publicznego koszty ubezpieczenia zdrowotnego.

Brzmi to jak niszczenie związków przez Margaret Thatcher.

Pod wieloma względami idzie to dużo dalej niż polityka Thatcher z początku lat 80. Jej działania brały na cel związki działające w starych sektorach gospodarki, które tak czy inaczej miałyby problemy z przetrwaniem. Polityka republikanów uderza w sektory, które wciąż prosperują. Ewentualne podobieństwo polega na tym, że to, co robią republikanie, również doprowadzi do dużego wzrostu biedy i społecznych nierówności (które swoją drogą są i tak najwyższe spośród wszystkich zachodnich krajów rozwiniętych).

Czy w takim razie Obama nie powinien przeforsować federalnej legislacji dotyczącej związków zawodowych?

W czasie dwóch pierwszych lat swoich rządów – gdy jeszcze miał większość w Kongresie – Obama nie przeforsował żadnej poważnej ustawy związanej z prawem pracy. Związki domagały się praw, które ułatwiałyby pracownikom wstępowanie do związków, a pracodawcom utrudniały ich blokowanie, ale Obama nic w tym kierunku nie zrobił. Obecnie, gdy większość w Izbie Reprezentantów mają republikanie, taka ustawa miałaby zerowe szanse. W tym momencie zadaniem jest powstrzymanie ataków na związki. Rząd federalny konstytucyjnie jednak nie ma wpływu na konkretne aspekty relacji między pracownikami sektora publicznego na poziomie stanowym a ich pracodawcą, czyli administracją stanową. To są suwerenne decyzje stanów i mogą być zmienione tylko przez nowe rządy stanowe.

Nie tylko Stany Zjednoczone zmagają się z kryzysem i presją oszczędności.

To prawda. Wiele zachodnich rządów tnie budżety w antykeynesowskim stylu. Polska również, choć na razie dziurę budżetową próbuje łatać cięciami składek do OFE.Jednak w nieprzejednanym realizowaniu brutalnej polityki antyzwiąkowej wydarzenia z Wisconsin są naprawdę wyjątkowe. Musimy pamiętać, że republikanie nie tylko odbierają tamtejszym pracownikom stanowym prawo do układów zbiorowych. Zaproponowali właśnie cięcia budżetowe w wysokości 1,3 mld dolarów (!) w wydatkach na szkolnictwo i 500 mln w wydatkach na na programy Medicaid, które doprowadzą do zamknięcia bibliotek i centrów sportowych. Przypomnę, że w tym samym czasie bogaci dostają pokaźne obniżki podatków.Inne kraje, w tym Polska, czują podobną presję. I dlatego, być może, protest w Wisconsin obudził ducha internacjonalizmu. Podczas protestów w stolicy stanu, Madison, niektórzy protestujący mieli ze sobą transparenty z logiem „Solidarności”. Nie wiem, czy to Polacy mieli te transparenty, czy może Amerykanie, którzy pamiętali „Solidarność” jako związek walczący przeciwko rządowi, który nie pozwalał robotnikom bronić praw pracowniczych. Wiem też, że protest zauważono w Gdańsku. Moi przyjaciele z Wisconsin mówili mi o liście przewodniczącego „Solidarności” Piotra Dudy ze słowami „Wasze zwycięstwo jest naszym zwycięstwem”. Mam nadzieję, że na tym ten internacjonalistyczny impuls się nie skończy.

wisconsin.jpg

[na zdjęciu protest w Wisconsin, luty 2011, fot. GentlemanLoser (cc) flickr.com]


--
*David Ost - amerykański politolog zajmujący się przede wszystkim związkami zawodowymi i transformacją krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Autor książki Klęska Solidarności.

 

Polub Dziennik Opinii na FB   

margaretka dla solidarnosci

No, ja nie mam jeszcze demencji i dobrze pamietam jak \"Solidarnosc\" witala entuzjastycznie p. Thatcher w listopadzie 1988 (i w jaki sposob prominentni dzialacze \"S\" pomawiali o wspolprace z Moskwa angielskich zwiazkowcow walczacych z \"Zelazista dama\". Moim zdaniem nie jest przypadkiem, że \"S\" popierali i MT i Roland Reagan, konserwatywni i antypracowniczy politycy. \"Solidarnosc\" byla i pozostala sila antylewicowa, antyrewolucyjna i antyemancypacyjna.

...

Nie ma sił- są argumenty! Siły nie ma, bo nie ma silnych związków zawodowych. Ale są argumenty i wolny Internet! Pozdrowienia dla Dawida Osta

Wolny internet?

Wolny internet? Już niedługo Kocie! Wkrótce rządy będące na usługach korporacji i najzamożniejszych wezmą całe to towarzystwo za mordę.Wkrótce całą wiedzę będziemy czerpać ze źródeł kontrolowanych przez korporacje. Już widać to: ludzie poszkodowani w wyniku polityki neoliberalnej czyli ulg dla najzamożniejszych i dokręcania śruby pozostałym mają taką wodę z mózgu zrobioną ,że głosuja na przyczynę swoich problemów czyli neoliberałów

Arthur Scarcgill, szef National Union of Mineworke

...był w młodości komunistą. Nawet biograf Żelaznej Damy Kenneth Harris (a także Clementa Attlee. Z Iron Lady obszedł się w swojej książce nad wyraz łaskawie)stwierdził, że negocjowanie z tym osobnikiem było bardzo utrudnione ze względu na jego postawę. Reagan i Thatcher wspierali \"Solidarność\" bo chcieli namieszać w bloku radzieckim. Mówi się, że \"Solidarność\" była czymś innym dla konserwatysty, liberała i socjaldemokraty. Tak było też chyba w tym wypadku. \"Solidarność\" po stanie wojennym stała się tylko marnym cieniem poprzedniczki sprzed tego wydarzenia.

Zabawne

Zawsze mocno rozbawia mnie gdy socjaliści próbują uzasadniać podwyżki podatków dobrem klasy średniej. Ciekawe czy pytali tę klasę średnią o to czy potrzebuje takich adwokatów? Ale chyba nie, bo klasa średnia jest obecnie zajęta chowaniem swoich dóbr właśnie przed nimi. I jedno jest pewne, będzie jeszcze śmieszniej na świecie. Ale może to jest tragiczne a nie śmieszne? ...

Multimedia

Świetlica KP w Cieszynie

Rozmowy przy zbieraniu borówek | Spektakl

Widowisko teatralne „Rozmowy przy zbierania borówek”, stworzone przez Świetlicę Krytyki Politycznej w Cieszynie, przenosi nas w Beskidy 2016 roku, gdzie toczy się konflikt na tle różnic w postrzeganiu świata i przeżywania wędrówki – zarówno samotnej jak i tej wspólnej, z innymi ludźmi.

TVKP

Malinowska-Sempruch: Wiemy, że ludzie biorą narkotyki. Ale kobiety? Sensacja

– Kiedy mówimy o substancjach psychoaktywnych, to w przypadku dziewczyn i kobiet pojawia się wątek moralny. Wiemy, że ludzie biorą narkotyki. Że kobiety też? Robi się z tego niesamowita sensacja – mówiła Katarzyna Malinowska-Sempruch w programie Roberta Kowalskiego "Sterniczki w Krytyce Politycznej".

TVKP

Posłanka Nowoczesnej: Jeden z posłów powiedział „niezła z ciebie dupeczka”.

– Jedna z pierwszych rzeczy, jakie usłyszałam jak przyszłam do Sejmu, to, cytuję: „niezła z ciebie dupeczka. Byłam zszokowana że na sali sejmowej ktoś się do mnie w ten sposób odzywa.

Klub Krytyki Politycznej w Łodzi

Żyję w mieście rewolucji - film dokumentalny

Film dokumentalny prezentujący obchody 111. rocznicy Powstania Łódzkiego/Rewolucji 1905 roku, a także przygotowania do eventu. Obchody odbyły się 18 czerwca 2016 roku w Łodzi.