|
Jakub Szafrański, Krytyka Polityczna: Media epatują nas szokującymi informacjami o klęsce głodu w Afryce Wschodniej. Czy faktycznie mamy tam do czynienia z niespodziewanym kryzysem? Czy nie jest tak, że wobec słabości tamtejszych państw każda susza grozi katastrofą humanitarną?
Janina Ochojska: Ja nie byłam zaskoczona, ponieważ wiedziałam, że dotychczasowa pomoc dla tych krajów jest niewystarczająca. Nie udało się tam zbudować jakiegokolwiek bezpieczeństwa żywnościowego, czyli dostępu do wody, wyposażenia w bardzo podstawowe narzędzia, nasiona, możliwości uprawy ziemi. Ze zdziwieniem obserwuję, że budowanie dostępu do wody coraz rzadziej staje się priorytetem donorów (agend ONZ i ECHO oraz prywatnych fundacji). Mówi się raczej o demokratyzacji, budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Są to bardzo ważne dziedziny, ale nie na takim poziomie rozwoju, na którym nie ma co jeść. W Sudanie Południowym pod koniec pory suchej kobiety musiały żywić się liśćmi i gorzkimi nasionami. Wystarczyło wykopać studnie głębinowe, by mogły nawadniać pola. Do niepodległości i świadomości politycznej nie trzeba ich było przyuczać. Widziałam to na własne oczy. Świadczyły o tym ogromne kolejki do punktów głosowania podczas referendum niepodległościowego.
Co może zrobić Polska?
Polska sprawująca właśnie przewodnictwo w Unii Europejskiej może naciskać na wspólnotę, aby ta dała więcej pieniędzy, ale przede wszystkim właściwie te pieniądze potem ukierunkować. Oprócz realnego zwiększenie pomocy i ratowania ludzkiego życia, może to zbudować trochę inne oblicze naszego kraju jako tego, który rozumie, czym jest współpraca rozwojowa.
Czyli obok pomocy humanitarnej musi istnieć presja polityczna wewnątrz krajów ją organizujących…
Musi istnieć solidarność i wola budowania trwałych rozwiązań. Boję się, że pomoc w obecnym kształcie doprowadzi do powstania jedynie nowych obozów dla uchodźców. Będziemy musieli znowu finansować enklawy i przeznaczać pieniądze na żywienie zamiast pomagać tworzyć samodzielnie funkcjonujące społeczności. Gdyby policzyć, ile pieniędzy pomocowych idzie już w tej chwili na utrzymanie obozów, okazałoby się, że to ogromne kwoty – żyją w nich miliony ludzi. Większość mogła by wrócić do krajów pochodzenia, gdyby tylko zapewnić w nich odpowiednie warunki. Na przykładzie Sudanu Południowego mogę powiedzieć, że są to sprawy bardzo podstawowe: woda i rolnictwo.
W Somalii brakuje właśnie sprzętu do budowy studni, a najgorsza byłaby właśnie wojna o wodę. Somalię osłabia terroryzm, ale ten terroryzm bierze się z desperacji ludzi, której źródłem jest brak żywności. To właśnie pcha człowieka do najgorszych czynów.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...