|
Jaś Kapela: Czy zaskoczyła pana któraś z nominacji ministerialnych?
Piotr Najsztub: Przede wszystkim Gowin. Minister sprawiedliwości to jest ktoś taki, kto ze strony rządu nie tylko panuje na sądami, ale ma też wpływ na wszystkie ustawy dotyczące kodeksów i antykodeksów. Jest ich spiritus movens. Rozumiem, że premier Tusk zdecydował, że zmiany nadzorowane przez ministra Gowina będą zgodne ze stanowiskiem Kościoła katolickiego. To mnie zdziwiło, bo to może być początek zaognienia sytuacji między państwem a kościołem. Może też być próbą, wbrew trendowi społecznemu, zatrzymania walki o świeckość państwa.
Uzasadniając wybór Gowina, Tusk stwierdził: „Ma pozytywną szajbę, jeśli chodzi o deregulację, która pozwoli odblokować polską gospodarkę”. Jak to rozumieć?
Mówienie, że sądy mogą odblokować polską gospodarkę jest nieporozumieniem. Problemem jest np. przewlekłość postępowań, ale wbrew pozorom, to nie blokuje gospodarki. Blokują ją ustawy gospodarcze, minister sprawiedliwości nie będzie miał tu wiele do gadania. Nie będzie miał wpływu na sądy, ponieważ nie cieszy się ich autorytetem, a władzy nad sądami i sędziami de facto nie posiada, bo istnieje rozdział władzy sądowniczej i ustawodawczej. Jego głównym działaniem będą zmiany prawa, tutaj pozytywna szajba mało współgra z tym, co nas czeka. Pamiętamy jego fundamentalistyczne poglądy w sprawie in vitro, a czekają nas debaty w różnych innych sprawach, w których będzie zabierał głos już jako minister sprawiedliwości.
Sławomir Nowak został ministrem infrastruktury. To dość trudny resort i mierzący się z cyklicznymi kryzysami. Kolejny może nas czekać przy okazji Euro.
Minister Nowak żadnymi takimi talentami, które wymagane byłyby dzisiaj na tym stanowisku, do tej pory chyba się nie odznaczył. Euro bym nie demonizował, słabo mnie interesuje i uważam je za pewien humbug.
Ale przy tej okazji mogą wyjść na jaw problemy infrastrukturalne.
Problemy z polską infrastrukturą polegają na tym, że są ogromne ścierające się lobby: urzędników, przedsiębiorców, podwykonawców, urzędników unijnych nadzorujących wydawanie pieniędzy. Raczej potrzebny jest znający się na rzeczy mediator, żeby naoliwić te mechanizmy. Nowak, do tej pory, takimi umiejętnościami się nie wykazał. Być może się wykaże. Sama młodzieńczość, energia i rysunek mięśni rozwiązania problemów infrastrukturalnych w Polsce nie gwarantuje. Obym się mylił.
Jeszcze jakieś zaskoczenia?
Mówiło się o tym już przed wyborami, że m.in. dlatego przechodzi z SLD do PO, ale zaskoczył mnie Bartosz Arłukowicz na stanowisku ministra zdrowia, a nawet, jak się na niego patrzy, to można powiedzieć ministra zdrowia i urody. On jest pewnego rodzaju pozytywnym freakiem, ale w swoim ministerstwie będzie miał do czynienia z potężnymi lobby. Nie wiem, czy tego rodzaju optymizm i poczucie misji Judyma, sprawdzi się na stanowisku ministra tak skomplikowanego resortu. Mam obawy, że Tusk straci kolejnego idealistę, dając mu to stanowisko. Czas pokaże.
A jakieś pozytywy?
Trafnym rozwiązaniem wydaje mi się pozostawienie tych samych wiceministrów. Jedną z wartości, jaką przyniósł powtórny wybór Donalda Tuska na premiera, jest to, że mamy kontynuację rządów. Powinniśmy to wykorzystać. Ludzie, którzy nauczyli się już trochę przez cztery lata, powinni mieć okazje dalej robić to, co już umieją. Pozostawienie wiceministrów na stanowiskach, to jest realizacja takich dobrych praktyk.
Z kolej minister Fedak została zastąpiona przez Władysława Kosiniaka-Kamysza, najmłodszego (rocznik ‘81) ministra w historii tego resortu.
Młodość może być zaletą, ale nie musi. To generalnie wielka niewiadoma i wiele więcej o nim nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że ministerstwo, które obejmuje, będzie szalenie ważne w kolejnej fali kryzysu. Bezrobocie, obok akcji kredytowej, będzie głównym problemem najbliższych lat. Premier nabijając działo pt. ministerstwo pracy kimś niedoświadczonym w tej dziedzinie, szalenie ryzykuje. A mówił, że będzie premierem, który ma świadomość zagrożeń i jest gotowy elastycznie i rozumnie reagować. W jego imieniu będzie musiał reagować ten najmłodszy minister. Nie wiem, co z tego wyniknie.
Mimo młodego wieku, jest członkiem dwóch rad nadzorczych, więc może ma jakieś specjalne talenty.
Być może rozumie mechanizmy gospodarcze, co mu pozwoli lepiej pełnić funkcję ministra pracy, ale problemy strukturalnego bezrobocia, a być może takie czasy nas czekają, wymagają szerszego myślenia o polityce społecznej, jako elemencie wieloletniej strategii. Dziwne, że Boni nie został ministrem tego kluczowego w najbliższych latach resortu. Premier mógł mieć doświadczonego, umiejącego negocjować człowieka, a wybrał takiego.
Skoro jesteśmy przy młodych ministrach, warto chyba skomentować wybór Joanny Muchy na minister sportu. Starzy działacze jej nie zjedzą?
Mucha wygląda na niejadalną, ale trudno mi znaleźć merytoryczne uzasadnienie tej decyzji. Poza chęcią posiadania choć trochę sfeminizowanego gabinetu. Posłanka Mucha nie odznaczała się jakimiś analizami sportu w Polsce. W gruncie rzeczy to premier jako kibic różnych dziedzin sportowych, będzie mentorem nowej minister. To zresztą dotyczy całego rządu. Przygotowując te nominacje, Donald Tusk powiedział dobitnie wszystkim, którym mógł: jestem samcem alfa. Wygląda na to, że ten rząd to zespół ludzi, którymi Tusk chce nimi kierować w każdej dobie ich urzędowania. Posłanka Mucha jest tego dobrym przykładem.
[fot. PlatformaRP (cc) flickr.com]
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...